Jedzenie jako wróg, czyli jak pomóc dziecku cierpiącemu na zaburzenia odżywiania?

Dzisiejsze niezwykle mocne przywiązanie do wyglądu zewnętrznego, stereotypowe myślenie nas wszystkich, że szczupłym, czyli ładnym, żyje się lżej, a grubi ludzie są leniwi - powoduje, że dzieci są pozbawione wzorca normalnego, zdrowego ciała. (fot. iStock)

Z jednej strony mamy epidemię otyłości, z drugiej jeden na sto młodych Europejczyków cierpi na anoreksję… Tylko z pozoru jest w tym sprzeczność. Psycholożka i psychoterapeutka Magdalena Mastalerz tłumaczy, dlaczego w naszych relacjach z jedzeniem ujawniają się problemy psychologiczne, i radzi, jak pomóc dziecku cierpiącemu na zaburzenia odżywiania.

Otarłaś się kiedyś o zaburzenia odżywiania?

Tak. Miałam 16 lat, ważyłam 60 kg i postanowiłam schudnąć. Po sześciu tygodniach ważyłam 51 kg. Stanęłam przed lustrem i zobaczyłam… grubą dziewczynę. Pomyślałam, że coś tu jest nie tak. Schudłam dziewięć kilogramów, wszystko na mnie wisi, a ja widzę grubasa? W dodatku, zanim zaczęłam się odchudzać, nie miałam nadwagi i nie uważałam się za grubą. To mnie zastanowiło.

Dlaczego nie wpadłaś wtedy w anoreksję? Co cię uchroniło?

Genetyczna odporność na stres? Silne poczucie własnej wartości? Bezwarunkowa miłość, której zaznałam? Dzisiaj mogę jedynie spekulować, w istocie jest tysiąc czynników, które powodują, że anoreksja się ujawnia: geny, gospodarka hormonalna, biologia organizmu, osobowość, zaburzone relacje z najbliższymi, presja środowiska… Nigdy do końca nie wiemy, który był decydujący. Na szczęście jest też całkiem spora grupa czynników chroniących przed zaburzeniami łaknienia, zwłaszcza jeden: dobre, bezpieczne i pełne wolności relacje w rodzinie.

Chory na anoreksję chce tracić na wadze, ale wciąż uważa się za osobę grubą. Powiedz mi, jak to możliwe?

Jedno z kryteriów diagnozy anorexia nervosa to waga o 15 proc. mniejsza niż minimalna prawidłowa przy zaburzonej percepcji zagłodzonego mózgu. Dziecko czy nastolatek się odchudza, robi to skutecznie i schodzi poniżej prawidłowej wagi, niedożywiony mózg przestawia się na tryb długoterminowego głodowania, w efekcie wydaje mu się, że działa na rzecz organizmu i dla jego bezpieczeństwa. Z powodu niedożywienia mózgu dziecko naprawdę postrzega się jako otyłe.

To dlatego dziewczynki anorektyczki poddaje się przymusowej hospitalizacji i bezwzględnie zmusza do przyjmowania posiłków. Trzeba zasilić mózg, a wtedy zacznie widzieć swoje ciało takim, jakie ono w rzeczywistości jest?

Tak. Doprowadzenie do wagi bezpiecznej to pierwszy, absolutnie niezbędny krok w terapii przy takim stopniu zagłodzenia. Mózg musi zostać na powrót tak odżywiony, żeby przestał funkcjonować w trybie zorientowanym tylko na przetrwanie.

Powiedziałam: dziewczynki anorektyczki”. Czy ta choroba nie dotyka chłopców?

Dotyka, ale odsetek dziewcząt jest 10 razy wyższy. Badania pokazują, że po trzech minutach oglądania pisma prezentującego zdjęcia szczupłych modelek nastolatce spada samoocena o 25 proc. Presja mediów, kolegów i mody jest dziś niewyobrażalna. Chłopcy też wpadli w spiralę kultu ciała, ale u nich kanalizuje się to częściej w obsesyjnym budowaniu muskulatury, co też jest diagnozowanym zaburzeniem.

Eksperci grzmią, że rośnie liczba otyłych, a jednocześnie osób z anoreksją czy bulimią. Widzisz w tym sprzeczność?

Żadnej. Obszar odżywiania się to dobra arena do ujawnienia psychologicznych problemów człowieka.

Najgroźniejszy dla zdrowia jest syndrom ponownego odżywienia. leczenie anoreksji musi odbywać się pod okiem psychiatry. (fot. iStock)

Jakie są osoby z zaburzeniami łaknienia, np. z anoreksją?

Niezwykle staranne – aż do perfekcji, pozornie dostosowujące się do innych, wewnątrz o bardzo silnej, za silnej woli. Poza tym są bardzo różne. O płci już mówiłyśmy. A czy wiesz, że diagnozuje się również anoreksję niemowlęcą? Wykrywamy ją od szóstego miesiąca życia. Bywa, że sześciomiesięczne niemowlę konsekwentnie odmawia przyjmowania jedzenia. Stres towarzyszący jedzeniu na początku życia – zwłaszcza gdy mama jest przerażona, boi się, że będzie złą mamą, że nie będzie mogła karmić piersią – powoduje, że dziecko może uciekać od tej sytuacji poprzez odmowę jedzenia. Ale to inny rodzaj anoreksji.

Z domowych opowieści wiem, że mój starszy brat po urodzeniu się nie chciał jeść. Jedna położna zatykała mu nos, a druga wtykała sutek mamy do ust. Został wypisany z ranami na nosku, w końcu zaczął sam jeść. Żyje, ma 56 lat…

A czy jest szczęśliwy? To, że noworodek przeżył, jest ważne dla statystyka, a nie dla psychologa. Liczy się jakość tego życia. Jak bardzo musiało cierpieć dziecko zmuszane w ten sposób do jedzenia, co pamięta jego ciało?!

Jestem przerażona…

Słusznie. Pamiętajmy, że niektóre statystyki mówią, że 10 proc. zdiagnozowanych przypadków anoreksji kończy się zgonem, w tym często poprzez samobójstwo. To oznacza, że poziom cierpienia w tej chorobie jest trudny do opisania. Dlatego tak ważne jest wczesne zdiagnozowanie. Im wcześniej dziecku i jego rodzinie zostanie dostarczona pomoc, tym większe są szanse na wyleczenie.

Jakie jest ryzyko psychofizyczne zaburzeń odżywiania? Brak miesiączki, wypadające włosy…

Najgroźniejszy dla zdrowia jest syndrom ponownego odżywienia. Jeśli za szybko przywrócimy choremu bezpieczną wagę ciała, może się to zakończyć zgonem. Uczulam na to rodziców. Leczenie anoreksji musi odbywać się pod okiem psychiatry. Zmuszając do jedzenia, można zrobić dziecku krzywdę. Poza tym ryzyko psychofizyczne jest takie samo jak w przypadku każdego wyniszczenia organizmu; przy bulimii dochodzi jeszcze przepuklina przełyku, która też może prowadzić do śmierci.

Co robić, jeśli dziecko zachoruje na anoreksję?

Wszystko, żeby zrozumieć świat, w którym żyje i potwornie cierpi, a nie szukać winnego. Celem jest rozbrojenie mechanizmów obronnych dziecka i pomoc w wydostaniu się ze spirali cierpienia, a nie pastwienie się nad rodziną.

Dokąd wtedy się udać?

Najlepiej, gdyby dziecko i jego rodzica zostali objęci systemem wsparcia, czyli siecią lekarz-psychiatra-psycholog. Możemy zacząć od wizyty u lekarza pierwszego kontaktu. Warto jak najwięcej czytać na ten temat, interesować się, pytać fachowców. Za wszelką cenę szukać pomocy. Zaburzenia odżywiania same nie przejdą.

Mam koleżankę, którą odbieram jako świetną mamę, a jej córka ma anoreksję. A to przecież toksyczna relacja z matką warunkuje tę chorobę. Potwierdzasz to?

Już nie mogę o tym słuchać! Gdy byłam na studiach, obowiązywała wredna teoria, że dziewczynka zapada na anoreksję, ponieważ odstręcza ją kobiecość, którą reprezentuje matka.

Matka nie ma nic wspólnego z chorobą dziecka?

Ma, bo jest częścią rodziny dziecka. Może nawet na szczęście ma bardzo dużo wspólnego, ponieważ poprawa relacji z matką może pomóc dziecku wyzdrowieć. Relacja zawsze decyduje o jakości naszego życia. Anoreksja to choroba systemowa – dotyczy całej rodziny i cechuje się uwikłaniem. Jadłowstręt psychiczny to jak rzucenie systemowi wyzwania. Przez przemoc czynioną sobie dziecko próbuje wydrzeć odrobinę wolności, uciec z układu, w którym nie może wyrazić siebie. Przynajmniej w jednym obszarze – utraty masy ciała – ma władzę nad sobą i rodziną. Pamiętajmy, że w rodzinach z chorymi dziećmi cała uwaga bywa skupiona tylko na nich. Zdrowym dzieciom często nawet nie wolno się poskarżyć, bo „twoja siostra jest ciężko chora”. Została też udowodniona korelacja dodatnia między zachorowalnością na zaburzenia odżywiania a ostrym konfliktem między rodzicami dziecka. Dorośli już do niego przywykli, a dzieci wciąż musza odreagowywać, bo jest dla nich doświadczeniem prawdziwej, wyniszczającej wojny, podstawowym zagrożeniem bezpieczeństwa.

I pewnie dlatego rodzice nie chcą iść do lekarza, żeby zdiagnozował zaburzenie? ja też bym nie chciała usłyszeć, że stworzyłam złą rodzinę i dziecko przeze mnie cierpi.

Toteż nie wolno nikomu, a tym bardziej specjaliście obwiniać rodziców. Jak już powiedziałyśmy, nie wiemy, co zadziałało, że dziecko choruje. Specjalistom ma zależeć na zbudowaniu RAZEM z rodziną systemu wsparcia. Nie chodzi o szukanie winnego, a jedynie o to, żeby zmienić dotychczasowe zachowania, normy i rodzinne standardy, bo te się nie sprawdziły i można poszukać skuteczniejszych. Niestety, wielu rodziców, kiedy słyszy diagnozę przykręca dziecku śrubę. Zmusza do jedzenia, bije, krzyczy, zabrania wychodzenia z domu, zamiast zastanowić się wraz z psychologiem – bo sam człowiek sobie z takim problemem nie poradzi – co trzeba zmienić.

Ja bym się załamała i obwiniała do końca życia.

A ja zadałabym ci pytanie: „Do czego ci, Ewo, to obwinianie się jest potrzebne?”. Obwinianie się nic nikomu nie da. Ani tobie, ani tym bardziej dziecku. To kotwica, która trzyma cię na mieliźnie problemu. Dopóki się obwiniasz, nie robisz kroku w innym kierunku.

A w jakim kierunku powinnam?

W kierunku uważności i zmiany. Dzisiejsze niezwykle mocne przywiązanie do wyglądu zewnętrznego, stereotypowe myślenie nas wszystkich, że szczupłym, czyli ładnym, żyje się lżej, a grubi ludzie są leniwi – powoduje, że dzieci są pozbawione wzorca normalnego, zdrowego ciała. Bez naszej uważności, bez życzliwego sprawdzania, czego teraz potrzeba naszemu dziecku, bez brania jego potrzeb pod uwagę zawsze, a nie tylko wtedy, gdy nam się przypomni, będzie jeszcze gorzej. A potrzebą dziecka jest także to, by rodzic lubił swoje życie i swoje ciało, a nie starał się sprostać oczekiwaniom innych. Dziecko potrzebuje zaledwie wystarczająco dobrej mamy: w miarę spokojnej, w miarę znającej swoje potrzeby, uważnej, ciepłej. Perfekcja, superdyscyplina i poczucie winy – do zsypu.

Czytałam, że rodzice anorektyków powinni z nimi spędzać nieagresywnie czas, na przykład tańczyć, żeby w swobodnym ruchu pomóc dziecku zaakceptować swoje ciało, a przy okazji otworzyć je na dotyk. To prawda?

Tak, o ile dziecko tego chce. Znam dziesiątki dzieci zabieranych przez rodziców na rower, które tego nienawidzą, bo nikogo nie interesuje, że boją się jechać ulica albo zjechać z górki. Rodzic myśli, że skoro był z dzieckiem na rowerze, to ma odhaczony czas z nim. Dlatego bym zapytała: „Chcesz ze mną potańczyć?” – i poczekała na odpowiedź. A gdyby nie było pewne, potańczyłabym sama, mówiąc, że jeśli zechce, to może dołączyć. Małymi krokami ku dziecku.

 

Magdalena Mastalerz – psycholożka, psychoterapeutka, specjalizująca się m.in. w pracy z dziećmi i młodzieżą. Członek założyciel Polskiego Stowarzyszenia Neuro-Lingwistycznej Psychoterapii.