Joga nie jedno ma imię. Jak wybrać właściwą dla siebie?

fot. iStock

Relaksuje, uzdrawia, dodaje energii. Wzmacnia i uelastycznia ciało, pomaga pokonać lęk i podnieść poczucie własnej wartości. Joga jest dla wszystkich, ale nie każda dla każdego i w każdym momencie życia. Żeby zadziałała na ciebie pozytywnie, musi być dopasowana do twoich aktualnych potrzeb. Na szczęście jest w czym wybierać

Ashtanga

Dla ambitnych. Tych, którzy wolą flow zamiast dokładnego ustawiania się w pozycji, a w dodatku lubią się spocić. Ashtanga to dynamiczna forma jogi, która poprawia oddech, nastrój i ciało. Silnie detoksyfikuje, wzmacnia (także psychicznie) i działa terapeutycznie na organy. Na zajęciach płynnie przechodzi się z jednej pozycji do drugiej i zostaje zwykle na pięć oddechów. Zaczyna się od prostej, krótkiej sekwencji, gdy jest się gotowym na kolejny etap wtajemniczenia – nauczyciel indywidualnie podnosi ci poprzeczkę. Tych poprzeczek wystarczy na całe życie, więc zawsze widzisz jakiś cel przed sobą. Z jednej strony działa to energetyzująco, z drugiej – uczy pokory. Ashtangę zwykle ćwiczy się rano, sześć razy w tygodniu podobną sekwencję, której zapamiętanie – tak by można było ją powtórzyć w dowolnym miejscu, także w domu – jest częścią praktyki. Ale wieczorem, dwa razy na tydzień też można…

Iyengara

Dla perfekcjonistów. Wymaga cierpliwości i precyzji, bo pozycje ustawia się powoli i z dbałością o szczegół: każdy się liczy. Zostaje się w asanach kilka, a czasem kilkanaście minut. Niekiedy używa się różnych gadżetów – wałków, klocków, pasków, pianek. Ten rodzaj jogi pozwala doskonale poznać swoje ciało i poprawić jego kondycję na każdym poziomie: chodzi nie tylko o mięśnie czy kręgosłup, ale też sprawniejsze funkcjonowanie organów wewnętrznych. Można ją więc ćwiczyć „na wszelki wypadek”, czyli profilaktycznie, albo poprosić nauczyciela o dobranie sekwencji pomocnej przy konkretnej chorobie.

Kundalini

Dla uduchowionych. Na zajęciach jest trochę ruchu, trochę mantrowania i ćwiczeń oddechowych. Często przy muzyce. Pozycje są proste, choć nieraz wyczerpujące. Śpiewanie (albo słuchanie mantr) jest częścią praktyki, bo bez względu na ich znaczenie sam dźwięk działa terapeutycznie. Jeśli nie odstraszają cię sanskryt, kadzidełka i ubrany na biało nauczyciel (czasem w turbanie!) – spróbuj kundalini. Nawiasem mówiąc, wszelkie plotki, że chodzi w niej o obudzenie energii seksualnej, są nieprawdziwe. Coś pozytywnego w temacie seksu na pewno się wydarzy, jak zaczniesz uprawiać jogę, jakąkolwiek.

Hot Joga

Dla zmarzniętych. W pomieszczeniu, w którym podkręca się temperaturę do prawie 40 stopni Celsjusza i zwiększa wilgotność tak, że czujesz się trochę jak w saunie. Albo jak w Indiach. Rozgrzane mięśnie stają się bardziej elastyczne, serce bije szybciej, skóra pokrywa się kropelkami potu – przyda się więc co najmniej jeden ręcznik, butelka wody i nieprzemakalna torba na ubranie do jogi, które po sesji będzie można wyżymać. Najbardziej restrykcyjna forma Hot Jogi to Bikram Joga, wymyślona przez Bikrama
Choudury’ego, hinduskiego (współczesnego) guru z Kalifornii. Uwielbiają go gwiazdy Hollywood, ale nie tylko. Po sesji jesteś kompletnie mokra, więc czujesz, że odwaliłaś kawał dobrej roboty.

Regeneracyjna

Dla wypalonych. Ćwiczy się powoli, bez pośpiechu, często kontrolując oddech. Pomaga na stres, bezsenność i inne nieprzyjemności. Zwykle nie jest zbyt trudna (fizycznie), wymaga za to cierpliwości i uważności, co jest niezłym wyzwaniem dla osób aktywnych, z ADHD, pracujących intensywnie. I przez to bardzo pomocna. Uczy życia w rytmie slow, łagodności dla siebie i empatii do świata.

Vinyasa Flow

Dla znudzonych. Dynamiczna forma jogi, ale nie tak restrykcyjna jak Ashtanga. Sekwencje ciągle się zmieniają i każda sesja jest niespodzianką. Właściwie każda sekunda jest niespodzianką, trzeba więc zachować czujność. Przechodzi się płynnie z jednej pozycji do drugiej, nie zostając w nich specjalnie długo, ale o tym decyduje nauczyciel. Można się spocić, ale wysiłek fizyczny pogłębia kontakt z ciałem, podnosi endorfiny i regeneruje psychicznie.

Zdrowy kręgosłup

Dla zasiedziałych. Jeśli pracujesz za biurkiem, za ladą albo dużo czasu spędzasz w samochodzie, to w którymś momencie pewnie na nią trafisz. Zaleci ci ją twój lekarz, masażysta lub rehabilitant, do którego zgłosisz się z bólem pleców. Zajęcia „Zdrowy kręgosłup”, „Szczęśliwy kręgosłup” i tym podobne skierowane są do wszystkich zasiedziałych, obolałych i po kontuzjach. Specjalnie dobrane pozycje wzmacniają wewnętrzne mięśnie brzucha oraz przynoszą ulgę plecom, barkom i szyi. Nauczyciel często ma dyplom fizjoterapeuty, a na pewno dużą wiedzę na temat funkcjonowania ciała. Można do niego pójść prewencyjnie lub dopiero wtedy, gdy zaczniesz cierpieć. Lepiej to pierwsze.

PIERWSZY KROK NA MACIE

Od dawna zbierasz się, by zacząć ćwiczyć jogę, ale nie jesteś przekonana, czy to coś dla ciebie? Zajrzyj na portal BosoNaMacie.pl

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »