fbpx

Młodym być

Młodym być

Nie ma złego lub dobrego czasu na rozpoczęcie od nowa nauki o zdrowiu. Ważne, by nie zwlekać z tym i przedłużyć życie w dobrej kondycji, ile się tylko da.


 

”Że srebro i złoto – to nic, chodzi o to, by młodym być – więcej nic…” – te słowa piosenki zawsze mam w głowie, gdy widzę się z moimi rodzicami. Mimo że już po osiemdziesiątce, wciąż są pełni życia i radości. Jak sami mówią ze śmiechem, czują się, jakby mieli najwyżej 40 lat, a ich największym problemem jest to, że mają coraz mniej znajomych, z którymi mogą porozmawiać. Większość, niestety, już odeszła. A oni dbają o siebie, zdrowo się odżywiają, chodzą na spacery i celebrują każdą chwilę życia. Moja mama cały czas mówi, gdy razem coś przyrządzamy w kuchni: „Córeczko, kiedyś to ja ciebie uczyłam, jak gotować, a teraz ty uczysz mnie”. I to są dla mnie wzruszające słowa, które dodają mi skrzydeł! Przynajmniej tak mogę im się odwdzięczyć za wszystko, czego się od nich nauczyłam, i za to, kim jestem teraz. Nieważne, ile mamy lat, czy już zbliżamy się do sześćdziesiątki, czy może dopiero do czterdziestki, mamy obowiązek przekazywać rodzicom naszą wiedzę, żeby uchronić ich przed cierpieniem spowodowanym chorobami, przedwczesnym starzeniem i odejściem w warunkach urągających godności człowieka. Moi rodzice od siedmiu lat są wegetarianami, zmienili swoją dietę diametralnie i, jak mówią, zamienili leki na przysłowiowe marchewki. Są szczęśliwi, wciąż sprawni, a ja się cieszę, że mogę odwiedzać ich w rodzinnym domu, pachnącym dobrą zdrową kuchnią, zamiast w szpitalu.

Jesień życia może być dobra

W moim gabinecie bardzo często odwiedzają mnie pacjenci, których przysyłają ich dzieci, tzn. dorośli ludzie, którzy na własnej skórze przekonali się o skuteczności terapii opartej na medycynie stylu życia. To nie są łatwi pacjenci. Często już mocno schorowani, bez sił i wiary, że można coś jeszcze zmienić. Najgorzej, kiedy pytają: „Czy warto w tym wieku?”. Wielu z nich już częściej przebywa w kolejkach do lekarza lub na oddziale szpitalnym niż we własnym domu. Pogodzeni z cierpieniem i niepełnosprawnością, faszerowani masą leków, czekają właściwie na najgorsze, nie chcąc być kulą u nogi swoich dzieci. I tak jest na pierwszej wizycie… Później dzieje się coś niesamowitego. Gdy zaczynają się czuć lepiej, gdy odzyskują energię, nagle chcą znów żyć. Moja ulubiona historia dotyczy pana po siedemdziesiątce. Pacjentka przyprowadziła swojego tatę. Do gabinetu wszedł schylony, blady, a właściwie wręcz siny mężczyzna. Od razu było widać, że jest chory, że dokuczają mu bóle stawów, że jest niedotleniony i ma problemy z sercem oraz żołądkiem. Nie był zbyt miły i od razu zaznaczył, że nie wierzy w to wszystko, co my tu robimy, i przyszedł tylko dlatego, żeby nie robić przykrości córce. Zaczęliśmy rozmawiać o jego chorobach i o pogodzeniu się ze śmiercią. Jego żona zmarła kilka lat temu na raka, więc on stracił zapał i energię. Krótko mówiąc, poddał się chorobom. Zaproponowałam na początek małe zmiany w jego codziennych posiłkach. Bardzo dokładnie tłumaczyłam, jak i co ma gotować. Córka zobowiązała się do robienia właściwych zakupów i pilnowania taty. Pan zgodził się na zmianę diety, ponieważ stwierdził, że musi udowodnić, że jemu już nic nie pomoże. I co się stało? Jako były wojskowy zastosował się do wszystkiego z wielką precyzją. A po dwóch miesiącach przyszedł do mojego gabinetu wyprostowany przystojny mężczyzna, uśmiechnięty, o zdrowym kolorze skóry. Przyszedł z kobietą, ale już nie z córką… ze swoją nową partnerką, jak się okazało 15 lat młodszą. Ta historia pokazuje, jak niewiele trzeba, by nie tylko chciało się żyć, ale także przedłużyć życie. Ten pacjent zamiast leżeć w szpitalu wpada tam, jak mówi, by odwiedzać znajomych. Pożycza non stop książki ode mnie i dzieli się tą wiedzą z innymi. Sam przyznaje, że to trudne zadanie, ale stara się. Wie, że kluczem do długiego i sprawnego życia jest odżywianie i aktywność ruchowa. Z nową partnerką zaczął jeździć na rowerze, i to codziennie! Niesamowite, prawda? A wystarczyło tylko uwierzyć i zaufać. Oczywiście, nie chcę przekonywać, że to takie proste. Dysponowałam wieloma narzędziami diagnostycznymi, w tym najważniejszym – testem na nietolerancję pokarmową, dzięki czemu szybko wyeliminowałam z jego diety to, co mu szkodziło. Ten pacjent cierpiał, ponieważ był niedożywiony, mimo że najadał się do syta. Jego komórki były osłabione, bo nie dostarczał im witamin i minerałów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Zamiast tego truł się pożywieniem, które wywoływało stany zapalne i było przyczyną zaburzeń metabolicznych.

Co seniorzy muszą wiedzieć

W starzejącym się organizmie zachodzą poważne zmiany w układzie pokarmowym, które prowadzą do pogorszenia procesu przyswajania. W efekcie dochodzi do nieprawidłowego metabolizowania pokarmów, niepełnego wchłaniania substancji odżywczych, a w konsekwencji do niedożywienia komórek. Następstwem jest upośledzenie pracy wszystkich narządów wewnętrznych, co może skutkować spadkiem masy ciała lub gromadzeniem nadmiernej ilości tkanki tłuszczowej, obrzękami, obniżeniem siły mięśniowej i sprawności fizycznej, zaburzeniami ze strony układu nerwowego, układu odpornościowego i wielu innych. Nasz żołądek i jelita nie są już tak sprawne jak kiedyś i nie możemy liczyć, że nieważne, co włożymy do ust, nasz organizm to z łatwością strawi. Metabolizm jest znacznie wolniejszy, a komórki przestają wydzielać odpowiednie ilości soków trawiennych. Stąd też uciążliwe zaparcia i ból brzucha. Dlatego tak ważne jest spożywanie łatwostrawnych warzyw i owoców. Najlepiej w postaci soków lub też koktajli. Proszę spróbować na przykład takiego musu z surowej marchewki i mango: potrzebujemy 2 szklanek pokrojonej marchwi , 1/2 mango, garść zielonej pietruszki lub szpinaku i 2 łyżki siemienia lnianego. Marchewkę i mango obieramy. Myjemy, miksujemy z odrobiną wody, dodajemy zieleninę i siemię lniane, ponownie miksujemy. Nasz żołądek nie będzie musiał wówczas ciężko pracować, by to strawić. Polecam też dwa razy dziennie, rano i wieczorem, spożywanie lekkostrawnych, warzywnych zup kremów. Ulubiona zupa moich rodziców to krem z warzyw w 3 kolorach: potrzebujemy 0,2 kg marchewek, 0,3 kg brokułu, 0,3 kg kalafiora, garść rukoli, 1 łyżkę oleju lnianego, 1 l wody, sól i pieprz ziołowy. Do garnka wlewamy wodę, zagotowujemy ją i na wrzątek wrzucamy pokrojone warzywa. Gotujemy je pod przykryciem przez ok. 10 minut (aż będą miękkie, ale nie rozgotowane), miksujemy blenderem, przyprawiamy solą i pieprzem.

Na talerzu dodajemy olej lniany, zielone liście i kiełki.
Spieszmy się kochać naszych rodziców, by byli z nami jak najdłużej.
Tego Wam życzę w nowym roku.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>