fbpx

Lampka wina dziennie – czy to już alkoholizm?

Lampka wina dziennie - czy to już alkoholizm?
Pierwszy krok do trzeźwości to konfrontacja z problemem. (Fot. iStock)

Czy kieliszek wina w domu po stresującym dniu to coś złego? Skądże! Problem zaczyna się wtedy, kiedy tych dni mamy wiele. Bo – jak przestrzega psycholożka Hanna Samson – uzależnienie nadchodzi skrycie i dopada coraz więcej z nas

Jest taki świetny serial amerykański „The Good Wife”, w polskiej wersji „Żona idealna”. Główna bohaterka Alicia Florrick musi wrócić do stresującej pracy w kancelarii adwokackiej – i tak cud, że ją zatrudnili. Jest ambitna i inteligentna, dobrze radzi sobie w nowej roli, ale każdy odcinek jest pełen trudnych sytuacji, z którymi musi się mierzyć. Do domu wraca więc zwykle późnym wieczorem – od razu otwiera butelkę wina, nalewa sobie kieliszek i pije. Dopiero potem robi kolację dla siebie i dzieci. Przy kolacji, wiadomo, też jest wino, bywa także podczas różnych okazji w pracy, w domu, kiedy ktoś ją odwiedza… – w każdym razie tak to zapamiętałam, bo serial oglądałam już dawno. I pamiętam swoje napięcie przy każdej otwieranej przez Alicię butelce, na co zaczęłam zwracać uwagę, gdy dotarło do mnie, jak często to robi. Z odcinka na odcinek coraz bardziej niepokoiłam się, dokąd ją to zaprowadzi i kiedy zacznie ponosić konsekwencje codziennego picia alkoholu, ale serial się skończył i nic, jakby codzienne picie wina nie miało znaczenia. W życiu zwykle bywa inaczej, choć często nie od razu to widzimy.

Jak zostałem alkoholikiem

Dorota ma 43 lata, rozwiedziona, nie ma dzieci, za to jest szefową PR i content marketingu w międzynarodowej korporacji, gdzie bardzo ją cenią. Nie wiem, na czym dokładnie to polega, ale wiem, że jest stresujące i wypełnia jej życie całkowicie. Nawet jeśli Dorota pracuje w domu, co czasem się zdarza, na wiele więcej niż praca nie ma czasu. W weekend musi o siebie zadbać, żeby dobrze wyglądać, co na jej stanowisku jest wskazane, czasem jeszcze przygotowuje jakieś prezentacje, kiedyś chodziła na fitness, potem praktykowała jogę, ale to się skończyło, gdy awansowała. Do domu wraca wieczorem i otwiera butelkę wina.

– Cały dzień jestem napięta, muszę się szybko rozluźnić, żeby zasnąć, bo po bezsennej nocy gorzej funkcjonuję w biurze, wino mi w tym pomaga. Rzadko wypijam całą butelkę, zwykle starcza mi na dwa dni, więc to chyba nie jest problem – opowiada Dorota. – Coś jednak cię w tym niepokoi – zauważam. – No trochę tak. Kiedy wracam do domu, to nie myślę o tym, czy mam coś do jedzenia, tylko czy mam wino. Jeśli nie mam, to muszę kupić. Staram się nie kupować blisko domu, żeby ktoś nie pomyślał, że za często. Przed przyjściem pani do sprzątania wyrzucam butelki, jakbym wstydziła się, że piję za dużo. Już w pracy cieszę się na myśl, że wrócę do domu i się napiję. – Próbowałaś robić przerwy w piciu? – pytam. – Tak. Kilka razy wypiłam za dużo i mówiłam sobie, że muszę przestać, ale wieczorem następnego dnia zmieniałam zdanie. Postanawiałam sobie, że skończę, ale nie teraz, tylko od wakacji albo nowego roku. A potem już nie widziałam powodu. We Francji ludzie piją wino od obiadu i nic im nie jest. W końcu nie jestem alkoholiczką, więc czemu miałabym sobie odmawiać? – Wygląda na to, że jesteś. – No co ty?! – Dorota jest naprawdę zdziwiona.

Podejrzewała, że pije za często, ale żeby nazywać to alkoholizmem? Alkoholik to ktoś, kto chodzi pijany, zawala pracę, wszczyna awantury, rujnuje sobie życie… A ona? W pracy nikt się nawet nie domyśla, że pije, robi karierę, alkohol nic nie zmienia w jej życiu.

– Na pewno nic? Kiedy ostatni raz byłaś w kinie, teatrze, na spotkaniu ze znajomymi? – próbuję się upewnić. – To przez pracę! Wracam zmęczona, jest już późno, po co mam gdzieś wychodzić? – No właśnie, nie ma powodu, żeby wychodzić, skoro możesz się napić w domu. Twój świat się mocno zawęził, odkąd związałaś się z alkoholem. Gdy stracisz pracę, nie będziesz miała nic oprócz niego.

Grupa podwyższonego ryzyka

Pierwszy krok do trzeźwości to konfrontacja z problemem. Warto zrobić podsumowania zysków i strat oraz odpowiedzieć sobie na pytanie, co picie mi zabiera i jak wpływa na moje relacje z ludźmi. Czy rezygnuję z jakichś aktywności dla alkoholu, ograniczam kontakty z przyjaciółmi, zaniedbuję ważne wcześniej sfery życia?

Wśród kobiet jest trzy razy więcej abstynentek niż wśród mężczyzn, ale nie zmienia to faktu, że liczba pijących kobiet rośnie. Szacuje się, że liczba Polek uzależnionych od alkoholu lub pijących szkodliwie może wynosić nawet 1,5 mln. Dwie trzecie z nich pije w samotności. Nawet jeśli mają rodziny, starają się przed nimi ukrywać nałóg, czasem dość długo im się to udaje.

Wielu Polaków w ostatnich latach zrezygnowało z picia mocnych alkoholi na rzecz wina i piwa. Ten pozytywny trend ma jednak niebezpieczne skutki. Wiadomo, że wino jest mniej szkodliwe dla zdrowia od wódki i łatwo zapomnieć, że tak samo można się nim upić i uzależnić od niego. Z badań wynika, że najbardziej narażone na chorobę alkoholową są singielki z wyższym wykształceniem, mieszkające w dużych miastach i pracujące zawodowo oraz kobiety w wieku 40–49 lat. Z mężczyznami jest nieco inaczej. Najwięcej alkoholików jest wśród panów w wieku 40–49 lat z wykształceniem podstawowym, bezrobotnych oraz mieszkańców wsi.

Zmiany obyczajowe odbijają się szczególnie na młodych kobietach. Ze statystyk wynika, że Polki do 25. roku życia piją tyle samo co młodzi mężczyźni. Problem w tym, że one uzależniają się pięć razy szybciej i są mniej odporne na toksyczne działanie alkoholu, co jest związane z budową ciała, rozłożeniem tkanki tłuszczowej i wody w organizmie, inną strukturą hormonalną. Po 14 latach picia negatywne skutki zdrowotne będą u mężczyzny adekwatne do tych 14 lat, a u kobiety będą takie, jakby piła przez 20 lat.

Samotne zmagania

Karolina ma 28 lat i zaczęła pić już w liceum. Była nieśmiała, alkohol dodawał jej odwagi na imprezach, w których coraz chętniej uczestniczyła. Pili wszyscy, a przynajmniej tak jej się wydawało, więc nie widziała problemu. Na studiach mieszkała w akademiku, tam już nie musiała się kryć przed rodzicami. Jej chłopak też pił, razem świetnie się bawili, choć coraz częściej dochodziło do awantur. Po alkoholu Karolina robiła się zazdrosna i agresywna. Kiedy byli na imprezie, robiła mu sceny, że patrzy na inną, a gdy pewnego razu zbyt długo rozmawiał ze swoją znajomą, podeszła do nich i uderzyła tę dziewczynę w twarz. W końcu chłopak ją rzucił. Karolina piła więc z rozpaczy, czuła się bardzo samotna i skrzywdzona, jednocześnie obwiniała siebie. Kłębiło się w niej tyle uczuć, że musiała coś z nimi zrobić, chodziła do klubów, piła, po powrocie do akademika dzwoniła do bliższych i dalszych znajomych, żeby się wypłakać, przyjaciółki próbowały udzielać jej wsparcia, ale w końcu miały dość nocnych zwierzeń i wyłączały telefon.

Na szczęście Karolina poznała w klubie chłopaka, który się w niej zakochał, i już nie była sama, wszystko zaczęło się układać, wzięła się do nauki i jakoś zaliczyła pierwszy rok. Na wakacje pojechali razem, sporo pili, Karolina coraz częściej się upijała, wszczynała awantury, rzucała się innym mężczyznom na szyję, nie chciała wracać do domu, tylko gdzieś uciekała, wiadomo, człowiek różne rzeczy robi po pijaku. Chłopakowi się w końcu znudziła ta huśtawka nastrojów i afery, więc ją rzucił.

I nic dziwnego, bo nawet gdyby zaczęła się leczyć, partner pewnie i tak by odszedł, świadczą o tym bezwzględne statystyki. Na 10 mężczyzn zmagających się z nałogiem tylko jeden podczas leczenia zostanie opuszczony przez partnerkę. Na 10 kobiet podejmujących terapię, aż osiem znajdzie się w takiej sytuacji. Chcące wytrzeźwieć alkoholiczki nie zawsze mają też wsparcie rodziców czy rodzeństwa, bo przyznanie się kobiety do nałogu to dla wielu rodzin większy wstyd niż picie! Ale tysiące alkoholiczek nie muszą się bać odrzucenia, bo już od lat są samotne.

Pijany restart

Karolina jednak nie myślała o leczeniu, żal i samotność uśmierzała alkoholem. Jakiś chłopak znów się nią zainteresował, potem następny, coraz częściej spotykała się z przemocą i coraz gorzej się czuła ze sobą, zaczęła mieć problemy ze zdrowiem, w końcu dopadła ją depresja, która dość często łączy się u kobiet z alkoholizmem i nie zawsze wiadomo, co było pierwsze. To depresja skłoniła ostatecznie Karolinę do pójścia na terapię, nie powiedziała terapeutce o piciu, ale zaczęła się sobie przyglądać i myśleć o swoim życiu. Rzuciła studia, które od dawna jej nie interesowały, rodzice nie chcieli jej dłużej utrzymywać, po jakimś czasie znalazła niezłą pracę, w której musiała być codziennie od rana. Po pracy oczywiście resetowała się winem, rano krople do oczu, guma do żucia, staranny makijaż, w pracy nikt nie domyślał się, że Karolina pije. I znalazł się kolejny chłopak, tym razem ona też się zakochała, próbowała przed nim ukrywać, co się dzieje, ale kilka razy zobaczył ją pijaną, zrobiła parę awantur i ją rzucił.

I historia mogłaby tak toczyć się nadal, gdyby nie okazało się, że Karolina jest w ciąży. Natychmiast poszła do poradni leczenia uzależnień i przestała pić. Wbrew statystykom chłopak do niej wrócił, ich córeczka ma już trzy lata, a Karolina nie pije i tylko żal jej tych lat, które pamięta jak przez mgłę.

Podobno pisarz Stephen King zaczął się leczyć, gdy wprowadzono segregację śmieci. Zauważył, że przez tydzień zbiera kilkadziesiąt puszek po piwie. My też w końcu segregujemy śmieci, więc łatwo sprawdzić, ile pijemy. Za dużo? Warto dostrzec w tym problem i się z nim zmierzyć.

Hanna Samson psycholożka, terapeutka, pisarka. W Fundacji CEL prowadzi grupy terapeutyczne dla kobiet. Autorka takich książek, jak „Dom wzajemnych rozkoszy” i „Sensownik”

 

?>