Marihuana medyczna – bać się czy zażywać?

Badania wskazują, że medyczna marihuana jest skuteczna w łagodzeniu bólu, lęku, a nawet depresji. (Fot. iStock)

Badania wskazują, że marihuana medyczna jest skuteczna w łagodzeniu bólu, lęku, a nawet depresji. Jednak przyjmowanie marihuany w celach leczniczych nadal budzi obawy. Orina Krajewska pyta Dorotę Gudaniec, twórczynię Centrum Terapeutycznego Max Hemp, jak wziąć z konopi to, co najlepsze.

Marihuana to nazwa dla kwiatostanu konopi indyjskich, która kojarzy się dosyć pejoratywnie. Marihuana medyczna ma jednak szerokie zastosowanie.
Konopie występują w różnych rodzajach – jako siewne, indyjskie czy ruderalis. Różnią się wzrostem, układem genetycznym poszczególnych związków czy proporcjami między nimi, natomiast – jak wszystkie rośliny – zawierają chlorofil, flawonoidy i – w przypadku wszystkich konopi – tzw. kannabinoidy. To czynne substancje, które wpływają na ludzki organizm. W kontekście medycznym to nie nazwa marihuana jest najważniejsza, ale właśnie kannabinoidy. Marihuana jest demonizowana i kojarzona jako używka czy narkotyk, ale to dzięki kannabinoidom ma też inne niż rekreacyjne zastosowanie.

Ile kannabinoidów się rozróżnia?
Oficjalnie nazwanych i opisanych kannabinoidów mamy w tym momencie około 150. To zmienia się jednak właściwie z miesiąca na miesiąc. Niedawno byłam w Izraelu, gdzie miałam okazję rozmawiać z prof. Ralphem Mechoulanem, uznawanym za ojca medycznej marihuany. Jako pierwszy na świecie zsyntetyzował i wyizolował związek THC. Opowiadał, że jeden z naukowców w jego laboratorium odkrył w ciągu miesiąca 500 związków kannabinoidowych. Nie zostały one dogłębnie przebadane, ale to pokazuje, jaki potencjał tkwi w roślinach.

Wszystkie znane kannabinoidy mają działanie prozdrowotne?
Oczywiście. Najlepiej rozpoznane to związki THC, CBD, CBG, CBC, CBL, CBE. Są badane pod kątem tego, jak działają w charakterze izolatu oraz z jakimi receptorami naszego układu endokannabinoidowego reagują. Sam układ został zdefiniowany dopiero w 1992 roku i przyjmuje się, że stoi on na straży wewnętrznej równowagi w organizmie, której zaburzenie skutkuje wystąpieniem rozmaitych chorób. Ciągle jest przedmiotem badań naukowych.

Najwięcej kontrowersji wzbudza THC. Jest on jedynym psychoaktywnym związkiem w tej roślinie?
W takim stopniu tak. Przy czym musimy rozróżnić dwa rodzaje psychoaktywności. Mówiąc „psychoaktywne”, myślimy od razu o działaniu narkotycznym. Tymczasem psychoaktywność to nic innego jak wpływ na psychikę i samopoczucie. Wyobraźmy sobie, że psuje nam się pralka, co powoduje maksymalny poziom irytacji. Czyli fakt zepsucia się pralki jest psychoaktywny. Ktoś inny nie może żyć bez czekolady. Dlaczego? Bo ma to związek z jego samopoczuciem. Dla tych osób czekolada jest psychoaktywna. W przypadku narkotyku mówimy o psychoaktywności narkotycznej, czyli takiej, która zmienia stan postrzegania rzeczywistości. Stąd ważne jest, żeby odróżniać narkotyczną psychoaktywność od psychoaktywności. Kawa, herbata czy seks – to wszystko również jest psychoaktywne. Życie samo w sobie jest psychoaktywne.

Aby skorzystać z najbardziej znanego z powodu leczniczych właściwości CBD, trzeba również przyjąć jakąś dawkę narkotycznie psychoaktywnego THC?
Można przyjmować CBD czy inne związki w formie izolatu, zupełnie pomijając THC. Dzięki badaniom naukowym wiemy, jak działa wyizolowane CBG czy CBD. Są leki na bazie tych związków: zarówno pozyskiwane z natury, jak i syntetyczne. Natomiast naukowcy są zgodni co do tego, że najważniejszy jest efekt synergii. Upraszczając, można wyjść z założenia, że skoro natura stworzyła roślinę w takim, a nie innym kształcie, będzie ona najbardziej efektywna jako całość. Na rynku mamy dostępne ekstrakty z całej rośliny, izolaty CBD lub inne specyfiki. Na to wszystko mówi się potocznie „olejki”. Ważne jest jednak rozgraniczenie tych rzeczy. Uważam, że najbardziej skuteczne jest stosowanie preparatu „full spectrum”, czyli takiego, który zawiera całe bogactwo rośliny. Wtedy zabezpieczamy efekt synergii.

Co dokładnie wiemy na temat prozdrowotnego działania CBD?
Wiadomo, że wykazuje działanie neuroprotekcyjne i neuroregeneracyjne, więc stąd silne działanie hamujące padaczkę. Nie leczy jej jako takiej, ale wycisza tzw. wyładowania, czyli mówiąc prosto: napady. Padaczka to choroba, której bezpośrednią przyczynę bardzo ciężko jest zdiagnozować.

Można dotrzeć do bezpośredniej przyczyny jakiejkolwiek choroby?
Myślę, że właściwym kierunkiem jest szukanie przyczyn w układzie odpornościowym. Mówi się o tym, że 80 proc. chorób przewlekłych właśnie tam ma swoją genezę. Jeżeli uszkodzimy układ odpornościowy, to choroba dopadnie nas niejako w najsłabszym ogniwie organizmu. To ogniwo może być słabe z powodu wypadku, warunków, w jakich żyjemy, czy codziennych wyborów związanych ze stylem życia. Dlatego coraz większy nacisk w medycynie kładzie się na immunologię i autoimmunologię.

Powiedzmy, że w tym celu chcemy wspierać się konopiami – ważne jest odpowiednie stężenie i proporcje pomiędzy kannabinoidami?
Jeśli mówimy o osobach z ciężkimi zaburzeniami czy chorobami, które są już wierzchołkiem góry lodowej, to warto po konsultacji dobrać odpowiednie stężenia. Pamiętajmy, że termin „terapia” zarezerwowany jest dla lekarzy; konopiami jedynie wspieramy organizm. W naszym Centrum Terapeutycznym Max Hemp możemy coś zasugerować, ale potem każdy indywidualnie, metodą tzw. samomiareczkowania, dojdzie do najlepszych efektów.
Najważniejsze jest skupienie się na tym, żeby – pomimo choroby – doprowadzić do tego, by człowiek mógł prowadzić ekologiczne życie, a jego komfort był maksymalnie wysoki. Żeby naprawdę pomóc, trzeba zrozumieć, jak człowiek funkcjonuje w danej sytuacji i czego dokładnie potrzebuje. Przeanalizować, jakie są objawy towarzyszące i co dla danej osoby jest największym dyskomfortem. Jednym ludziom dyskomfort będzie sprawiać ospałość, a drugim poprawi się apetyt, i to będzie najważniejsze. Wiemy, że konopie przeciwdziałają mdłościom i wymiotom, więc bywają pomocne dla pacjentów w chemioterapii.

Mimo tak udokumentowanego prozdrowotnego wpływu medycznej marihuany trudno znaleźć w Polsce specjalistę, który zdecyduje się wypisać na nią receptę.
W mojej ocenie problem ten polega na dwóch sprawach. Złym PR i zwykłym braku edukacji w tym zakresie. Poza tym brakuje w leczeniu zintegrowanego podejścia, holistycznego spojrzenia na człowieka. Spotykam się z ludźmi, którzy przychodzą po konopie w tragicznym stanie psychicznym, wychodzą z konopiami lub bez nich. W rozmowie okazuje się, że głęboka przyczyna ich kryzysu tkwi w emocjach czy przekonaniach. Lekarzy, którzy szukają nowych rozwiązań, jest garstka. Większość personelu medycznego nawet gdyby chciała dowiedzieć się więcej, obija się o prozaiczne problemy – takie jak brak czasu czy pieniędzy. System, w którym lekarz ma kilkanaście minut na opiekę nad pacjentem i niskie wynagrodzenie, nie ułatwia sprawy. Dlatego kluczowe jest budowanie świadomości na wielu płaszczyznach. Do momentu, w którym wiedza nie wejdzie do kanonu edukacyjnego, zawsze znajdą się tacy, którzy będą się bać.

Czy ten lęk może wynikać z potencjalnego zagrożenia związanego z przyjmowaniem medycznej marihuany?
Zagrożenie definiujemy jako zagrożenie życia z przedawkowania albo zagrożenie zdrowia. Receptorów kannabinoidowych nie ma na pniu mózgu, w związku z tym nadmiar kannabinoidów nie może nam wyłączyć podstawowych funkcji życiowych. W przeciwieństwie na przykład do morfiny. Zażywając konopie, nie naruszymy centralnego układu nerwowego, ale przedawkować przecież możemy wszystko. Jeśli zjesz siedem tabliczek czekolady, to będziesz miała problemy w układzie pokarmowym, ale nie będą one śmiertelne. Pomęczysz się, ale przejdzie. Podobnie jest z konopiami: jeśli przedawkujemy kannabinoidy, to możemy mieć efekt mdłości, suchości w ustach, można się wyspać za wszystkie czasy lub być pobudzonym. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób zareaguje układ immunologiczny. Te efekty mogą wystąpić, ale nie będą one trwałe. W trwały sposób nie możemy uszkodzić żadnego organu bądź funkcji w organizmie. Jednak należy być ostrożnym w przypadku łączenia medycznej marihuany z farmakologią. Kannabinoidy same w sobie nie zaszkodzą, ale mogą wejść w reakcję z poszczególnymi związkami chemicznymi.
Problemem jest to, że najczęściej pacjenci sięgają po nowego typu rozwiązania i wiedzę dopiero w momencie, kiedy stoją pod ścianą lub kiedy lekarze podziękowali za współpracę, mówiąc, że już nie mają żadnych narzędzi, by im pomóc. Pacjent, pozostawiony sam sobie, zaczyna szukać i kiedy znajdzie, to albo ma odwagę powiedzieć o tym lekarzowi albo nie. Coraz częściej już tę odwagę ma.

Co zrobić, by szukanie rozwiązań nie było aktem desperacji?
Przytoczę pogląd szefa Departamentu Medycznej Marihuany przy Izraelskim Ministerstwie Zdrowia, dr. Mikiego Dora. Mimo że w Izraelu dostęp do medycznej marihuany jest bardzo szeroki i bez porównania lepszy niż w Polsce, powiedział on, że jako lekarz i instytucjonalista cierpi, że w przypadku różnych chorób najpierw lekarz musi stwierdzić lekooporność, a później dopiero może zastosować metody, które są mniej uznane, a naturalne. Stwierdził, że w świetle badań i wiedzy, którą dysponuje, kolejność powinna być odwrócona: najpierw należałoby stwierdzić „konopiooporność”, bo one nie niosą ze sobą tyle destrukcji dla organizmu, a dopiero w przypadku jej wystąpienia – wprowadzać farmakologię.

Przestaliśmy ufać naturze?
W ogromnym uproszczeniu można powiedzieć, że natura dąży do tego, żeby żyć, sama w sobie nigdy nie dąży do autodestrukcji. Natomiast dzisiejszy świat zaufał bardziej sile umysłu. Nie jestem przeciwniczką postępu i techniki. Medycyna konwencjonalna ma ogromne osiągnięcie w zakresie medycyny ratunkowej, ostrej. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś doświadczający zawału serca sięga po zioła. Ale dziś świat umiera z powodu chorób przewlekłych. Leczenie ludzi tylko chemicznymi substancjami nie przynosi na dłuższą metę pożądanych efektów. Zawsze przemawia do mnie jedno proste stwierdzenie – nie ma na świecie człowieka, który urodziłby się z niedoborem chemii w organizmie. Rodzimy się z zasobem mikro- i makroelementów, witamin, białek, enzymów i z powodu braku tych zasobów zaczynamy chorować. Głęboko wierzę w to, że większość chorób przewlekłych jest spowodowana wynikiem niedożywienia jakościowego oraz zatruciem środowiska. Bardzo długo stawiało się na skłonności czysto genetyczne, natomiast dzisiaj wiemy, że skłonności genetyczne to tylko pewna tendencja. To, jak żyjemy, funkcjonujemy – warunkuje, czy ta tendencja się uruchomi, czy nie.

Profilaktyka to również zadbanie o swoją psychikę. Uspokajający wpływ kannabinoidów jest szeroko zbadany. Znany jest też wpływ konopi na stany depresyjne i lęki.
Stosując konopie, przywracamy równowagę na każdym poziomie. W rezultacie będzie to miało wpływ na nasz stan psychiczny i samopoczucie wywołane jakimkolwiek rozchwianiem. Ale one są tylko jednym z wielu narzędzi.
Pamiętajmy, że tak jak ciało wpływa na umysł, tak umysł wpływa na ciało. Nasze przekonania oraz to, z jaką intencją, emocją i interpretacją podchodzimy do zdarzeń, które nam się przytrafiają, mają wpływ na nasze zdrowie. Jeżeli człowiek postanowi żyć, to postanowienie to przełoży się na wszystkie aspekty jego życia. Zmieni dietę, z kimś się pogodzi, coś przebaczy… Jego całe życie zacznie układać się inaczej. A jeżeli ktoś na głębokim poziomie postanowi umrzeć, to choćby nie wiem ile pieniędzy wydał na terapię, suplementy i leczenie oraz ile dobrych intencji zostało mu wysłanych – to on i tak odejdzie, bo na najgłębszym poziomie tak postanowił.