fbpx

Na dobry początek weekendu – parkrun

Na dobry początek weekendu – parkrun
Niezwykła energia i atmosferę, przyciąga na sobotnie biegi, truchtanie i marsze wielu uczestników parkrunów. (Fot. Getty Images)

W każdą sobotę o 9 rano można wziąć udział w biegu na pięć kilometrów. Za darmo. Możesz sprawdzić swoje możliwości, możesz pobiec rekreacyjnie, dla czystej przyjemności. Zresztą – nie musisz biec, możesz truchtać albo maszerować. Te biegi znajdziesz niemal na całym świecie. To parkruny. Są tacy, którzy bez nich nie wyobrażają sobie weekendu. Podczas pandemii zawieszone – jest szansa, że niedługo ruszą znowu.

Kiedy zaczęłam trenować bieganie, po dwóch mniej więcej miesiącach trener Wojtek Staszewski stwierdził: musisz się sprawdzić. Pobiegnij w sobotę parkrun, zobaczymy, jak ci pójdzie.

Słucham? Co mam pobiec?

Teraz wydaje mi się dziwne, że nie miałam pojęcia, co to takiego. Jeśli i wy nie macie, zapraszam: poznajcie parkrun.

Co sobotę w ponad 1650 lokalizacjach w ponad 20 krajach na całym świecie o 9 rano (w RPA ze względu na temperatury jest to 8) startuje bieg. Pokonuje się trasę pięciu kilometrów. Bieg jest za darmo, dołączyć może każdy, wystarczy się zarejestrować w sieci, wydrukować swój kod i mieć go przy sobie. Już do końca świata z tym właśnie kodem możesz co sobotę biegać. I w kraju, gdzie się zarejestrowałeś, i w każdym, w którym odbywa się parkrun. Masz kod – masz wynik. Twój czas zostanie zmierzony i parę godzin po ukończeniu biegu znajdziesz go na stronie internetowej.

Napisałam: bieg. Bo tak to zostało pomyślane, większość uczestników rzeczywiście biegnie, ale można też truchtać albo maszerować z kijkami do Nordic Walking. Można wziąć psa (pod warunkiem, że biegnie on obok ciebie na smyczy i nie ulega nadmiernej ekscytacji na widok tłumu ścigających się ludzi). Można pchać wózek z dzieckiem.

Na trasie spotkasz dzieciaki, młodych ludzi, tych dorosłych i tych całkiem dorosłych. I nigdy nie będziesz ostatni.

Dlaczego?

Parkrun działa dzięki wolontariuszom. Mają oni określone zadania, o nich za chwilę, a jedną z funkcji jest Zamykający Stawkę. Choćby był najszybszym biegaczem z całej ekipy, ma za zadanie dotrzeć na metę na końcu. I czuwać – jeśli po drodze ktoś ma kłopoty, Zamykający zobaczy i pomoże.

Mój pierwszy parkrun był na warszawskim Żoliborzu. W pięknym parku nad kanałkiem, na Kępie Potockiej. Przyszłam sporo wcześniej, wolontariusze właśnie się przygotowywali, ustawiali flagę z parkrunowym logo, rozdzielali zadania. – Ty chyba pierwszy raz? Fajnie, że jesteś – uśmiechnął się do mnie jakiś chłopak. Od razu poczułam, że rzeczywiście fajnie.

Najpierw odbywa się odprawa dla debiutantów – zawsze tacy są. I zawsze dostają brawa. Kiedy jeden z wolontariuszy objaśni im już zasady, pada pytanie o gości z innych parkrunowych lokalizacji. Brawa. A może mamy jubileusze? Wtedy był chłopak, który uczestniczył w biegu po raz 30. Brawa. Na koniec zgłosił się 10-latek: Ja mam dziś urodziny, po biegu dla każdego są cukierki! Jeszcze wspólne zdjęcie i lecimy! Zawsze ktoś jest odpowiedzialny za serwis foto. Na trasie też robione są fotki, oczywiście znajdziecie je na stronie danego parkrunu i na Facebooku.

Na mecie trzeba jeszcze tylko zeskanować swój kod (zajmuje się tym, rzecz prosta, kolejny wolontariusz) i można iść. Chyba że – tak jak na Kępie – chcesz się napić herbaty (wolontariusze mają termosy). Albo, jak na Polu Mokotowskim, wybierzesz się z innymi parkrunnerami na wspólne śniadanie do pobliskiej knajpki (na hasło parkrun zniżka).

Tak czy inaczej – to świetny, energetyczny początek dnia.

Beata, moja koleżanka z biegowego klubu, jeśli jest gdzieś na świecie, w weekend szuka parkrunu. Ostatnio (oczywiście przed pandemią) biegła w Liverpoolu. I w Dreźnie – tam chwilę wcześniej parkrun debiutował, wolontariuszy było mniej więcej tylu, ilu biegaczy.

A wszystko zaczęło się dokładnie 16 lat temu – 16 października 2004 roku w londyńskim parku Bushy. Do założyciela i pomysłodawcy parkrunu Paula Sinton-Hewitta dołączyło pięciu wolontariuszy i 13 biegaczy. Dziś w Bushy biega w każdą sobotę średnio 1000 osób. Kolejnych 11 lokalizacji powstało w Anglii, aż w końcu idea przeniosła się za granicę – w maju 2009 roku ruszył sobotni bieg w Kopenhadze. Trzy lata później przyszła kolej na Australię i, kilka miesięcy później, na Gdynię.

Na dobry początek weekendu – parkrun
14 marca 2020. Parkrun w Northwich, w Wielkiej Brytanii. (Fot. Jason Cairnduff/Reuters /Forum)

Najwięcej osób biega co sobotę w Delta Parkrun w Republice Południowej Afryki – podczas wakacji to nawet ponad dwa tysiące uczestników. I bywa tam naprawdę gorąco! Za to zimno – i to jak! – jest zimą w Moskwie, to tam biegacze przebiegli w którąś sobotę swoje pięć kilometrów przy -40 stopniach Celsjusza.

Parkruny odbywają się m.in. w Malezji, Suazi, Nowej Zelandii, Singapurze, Namibii. A jako najmłodsza dołączyła do parkrunowej rodziny holenderska Lejda – po pięknej trasie wokół otoczonego kanałami pola golfowego na obrzeżach miasta uczestnicy mieli szansę biec tylko dwa razy, zanim pandemia zamknęła wszystkie sportowe imprezy w kraju.

Nie tylko zresztą w Holandii – parkruny wszędzie na świecie zostały zawieszone. Kiedy wrócą, sprawdźcie koniecznie, gdzie jest najbliższy. Sobota, 9 rano. Przez cały rok. Przy każdej pogodzie. I jeszcze jedno: organizatorzy proszą, żeby na miejsce dotrzeć, o ile to możliwe, bez samochodu. Przyjdźcie, przyjedźcie na rowerze, na hulajnodze czy komunikacją miejską. A jeśli naprawdę musicie wziąć samochód, skrzyknijcie znajomych i jedźcie razem. Bo parkrun dba o planetę. No i w końcu to wszystko dla zdrowia.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze