fbpx

Październik miesiącem profilaktyki raka piersi

Choroby nowotworowe – czy można leczyć inaczej? Co daje fitoterapia?

Choroby nowotworowe w Polsce: Czy można leczyć inaczej?
Uncaria tomentosa (vilcacora) - stosowana z powodzeniem w fitoterapii peruwiańskiej. (fot. iStock)

Leczenie nowotworów to nie tylko metody konwencjonalne: chemioterapia, napromienianie i operacje. Na świecie coraz częściej mówi się o leczeniu zintegrowanym czyli medycynie łączącej różne metody i wykorzystującym jako wsparcie terapii np. grzyby z gatunku Basidiomycota. U nas to wciąż tabu mówi dr n. med. Norbert Szaluś, specjalista medycyny nuklearnej, izotopowego leczenia nowotworów oraz fitoterapii.

Pacjenci i ich rodziny są przekonywani przez onkologów z polskich szpitali i klinik, że nie ma innej drogi niż medycyna konwencjonalna. Pan od lat propaguje szersze spojrzenie. Terapia integracyjna jest niezawodnym środkiem na raka?
Nie ma niezawodnego środka na raka. Istotą medycyny zintegrowanej jest łączenie sił tej klasycznej, którą przecież wiele lat temu również można było nazwać alternatywną, i terapii zapomnianej, czyli tradycyjnej, często opartej na naukowych podstawach. Zachłysnęliśmy się medycyną nowoczesną, „chemiczną”, a przecież mówi się, że jeśli natura stworzyła jakąś chorobę, to też i lek na nią pewnie gdzieś w niej jest. Ważne, byśmy zrozumieli, że terapia – nazwijmy ją „chemiczna”, konwencjonalna – nie jest jedyną drogą, a jeśli nawet, to można zmniejszyć jej negatywne skutki.

Jedno z drugim się nie kłóci?
Wręcz przeciwnie. Ten mariaż jest tak dobry, że co roku w USA odbywa się światowy zjazd onkologii zintegrowanej. W ubiegłym roku było to już 11. spotkanie. Moderatorem naukowym natomiast był MD Anderson Cancer Center, jeden z najlepszych ośrodków onkologicznych na świecie. Dla mnie, lekarza prowadzącego pacjenta, ważne jest, aby zachować czujność, czyli obserwować chorego przez szereg lat. Dbać, suplementując i stosując różne metody wspomagające np. jego układ odpornościowy, aby nie doszło do wznowy choroby. Takie możliwości daje nam właśnie połączenie najnowszej wiedzy, zdobyczy naukowych i naturoterapii.

Jak to wygląda w praktyce?
Zacznę od tego, że od wielu lat stosuję selol – substancję odkrytą przez prof. Piotra Suchockiego z Zakładu Analizy Leków Wydziału Farmaceutycznego Akademii Medycznej w Warszawie. Chemicznie selol to związki organiczne selenu uzyskane poprzez wbudowanie w cząsteczki kwasów tłuszczowych olejów roślinnych kwasu selenowego na +4 stopniu utlenienia. W praktyce uśmierca on komórki nowotworowe w sposób naturalny poprzez apoptozę, nie czyniąc szkody komórkom prawidłowym. Stosowanie go w profilaktyce może zmniejszyć zagrożenie chorobami cywilizacyjnymi, takimi jak choroby układu sercowo-naczyniowego, stwardnienie rozsiane, cukrzyca, choroby reumatyczne, i innymi, u podłoża których leży stres oksydacyjny, czyli zbyt duża ilość wolnych rodników. Z wieloletnich doświadczeń wynika, że selol wydłuża czas życia, a także wywołuje regresję zmian nowotworowych u wielu chorych. Nowe obserwacje wskazują, iż wzmacnia działanie chemio- i radioterapii. Selol nie został jeszcze zarejestrowany i dlatego stosują go chorzy, dla których inne metody okazały się nieskuteczne w ramach badań prowadzonych przez kilka polskich i światowych ośrodków, m.in. Uniwersytet w Houston i NASA.

Co jeszcze stosuje się w ramach medycyny zintegrowanej?
Bardzo wiele placówek na świecie, m.in. w Niemczech i Japonii, stosuje m.in. hipertermię całego ciała, jak również onkotermię nazywaną też hipertermią lokalną. Zasadą działania onkotermii jest podgrzewanie tkanek modulowanym polem elektrycznym o częstotliwości radiowej 13.56 MHz. W efekcie ze względu na mniejszą oporność komórek nowotworowych przepływający przez nie prąd uszkadza ich ściany, a zdrowe tkanki pozostają nieuszkodzone. Wzrost temperatury wewnątrz komórek rakowych do 42 proc. powoduje ich denaturację i szereg innych zjawisk powodujących ich śmierć.

Ta metoda jest u nas dostępna?
Są już w Polsce ośrodki hipertermii. Także w centrum medycyny komplementarnej, które prowadzę, łączymy hipertermię, immunoterapię, terapię fotodynamiczną z fitoterapią andyjską, japońską i polską, oddziałując m.in. na układ odpornościowy. Dzięki temu, że planujemy prowadzenie prac badawczych we współpracy z uniwersytetami w Houston, Osace i Sapporo, część preparatów będzie bezpłatna. Ma to ogromne znaczenie dla pacjentów, gdyż w Polsce fitoterapia, czyli ziołolecznictwo, i inne formy medycyny zintegrowanej nie są refundowane, podczas gdy niemieccy i japońscy pacjenci mogą liczyć na częściowe dofinansowanie.

Mówiąc o peruwiańskiej fitoterapii, ma pan na myśli już zapomnianą vilcacorę?
Kiedy ojciec Edmund Szeliga przyjeżdżał z Peru i opowiadał w telewizji, że Amazonia to niewykorzystane źródło lekarstw, byłem na studiach i już wtedy interesowałem się fitoterapią dzięki niezwykłemu specjaliście i mojemu wykładowcy, profesorowi Janowi Niedworokowi. Po studiach przekonałem się sam, że podając pacjentom przed lub po chemioterapii odpowiednie zioła, m.in. vilcacorę (Uncaria tomentosa), znacznie zmniejszamy skutki uboczne terapii cytostatykami, a nawet pomagamy wrócić do zdrowia tym, co do których rokowania onkologów były złe. Widziałem, jak te substancje pomagają, i dlatego odbyłem wiele dodatkowych szkoleń z fitoterapii, m.in. w Peru.

Skąd zatem taka zła sława tego zioła?
Wiesza się psy na vilcacorze, ale skuteczność tego zioła zależy od źródła, z jakiego pochodzi, czyli gdzie było zbierane, w jakim okresie. Dziś wiemy, że vilcacora wykazuje m.in. działanie immunomodulujące i zmniejsza efekty uboczne związane z chemioterapią. Badania dr. Alfredo Prady z Brazylii pokazują, że jeden z alkaloidów zawartych w Uncaria tomentosa, czyli mitrafilina, działa toksycznie na komórki nowotworowe glejaka oraz neuroblastomy. Warto więc potraktować tę roślinę jako potencjalne źródło nowych związków do leczenia onkologicznego. Duża jest także pomoc vilcacory w wypadku leczenia raka piersi, o czym też się przekonałem i co potwierdzają badania brazylijskie. W przeprowadzonym badaniu klinicznym na Uniwersytecie Santa Maria w Brazylii przez dr. Araujo stwierdzono, że podawanie Uncarii przed i po chemioterapii skutkuje zmniejszeniem występowania i nasilenia głównego objawu ubocznego chemioterapii, jakim jest neutropenia, czyli obniżenie we krwi ilości ważnych dla odporności organizmu granulocytów. Nad vilcacorą pracują ośrodki na całym świecie, w Polsce m.in. prof. Mieczysław Kuraś z Uniwersytetu Warszawskiego i prof. Krzysztof Gulewicz z PAN w Poznaniu.

Badania? Krytycy medycyny zintegrowanej mówią, że badań nie ma.
Otóż są. Nawet w popularnych medycznych czasopismach, takich jak „Anticancer Research”, „Lancet Oncology” czy „Cancer Letters”, są publikowane badania dotyczące fitoterapii peruwiańskiej, m.in. Unacaria tomentosa (vilcacora), Tabebuia impetiginosa (tahuari), Annona muricata (graviola). Pokazują one, że rośliny są źródłem związków, które można wykorzystywać w wielu schorzeniach przewlekłych, jak też w terapii nowotworów przewodu pokarmowego, dróg rodnych itp. Stosowanie ich w większości nie wymaga przerwania chemioterapii, a wręcz ją wspomaga, bo badania pokazują, że określone związki roślinne (np. a- i ß-glukany) działają synergicznie (czyli nawzajem się wzmacniają) z wieloma schematami chemioterapii. Dlatego w Japonii, z którą związany jestem naukowo, stosuje się je razem. Tam współpraca między onkologami a lekarzami integralnymi ma wieloletnią tradycję, bo w tym kraju ok. 70 proc. pacjentów onkologicznych przychodzi do szpitali z naturalnymi preparatami lub stosuje inne formy medycyny tradycyjnej. Wspiera to rząd i pod auspicjami ministerstwa zdrowia Japonii w Shikoku Cancer Center opracowany został przewodnik po medycynie komplementarnej i alternatywnej.

A w Polsce trzeba przemycać do szpitali tego typu substancje.
Moim zdaniem ten zakaz nie ma uzasadnienia medycznego, o ile dodatkowe środki zapisuje także lekarz specjalista, bo, oczywiście, trzeba wykluczyć ewentualną interakcję negatywną między konkretną chemioterapią a preparatami naturalnymi. Ale ponieważ jest znacznie więcej plusów niż minusów, to na wielu oddziałach onkologicznych w Niemczech są pododdziały onkologii komplementarnej. W Austrii w kilku klinikach radioterapii są lekarze konsultanci ze specjalizacją z homeopatii, nawet w stopniu profesorskim. Wszystko po to, żeby zwiększyć efekty leczenia przy jednoczesnym zminimalizowaniu skutków ubocznych. Kiedy moi pacjenci mówią, że onkolodzy zabronili im brać jakichkolwiek innych środków, nawet roślinnych, pytam: „A o czyje życie chodzi?”. Jednak podkreślam, że te środki muszą być ordynowane zgodnie z aktualną wiedzą naukową.

Są jednak procedury medyczne i onkolodzy muszą ich przestrzegać podobnie jak inni lekarze.
Pacjentom przedstawiam plusy i minusy każdej drogi terapeutycznej i po rozmowie z nimi i z ich rodzinami wybieramy terapię. Jeśli pacjent np. stawia na chemioterapię – mówię, oczywiście, że tak, ale warto coś dodać, by zminimalizować skutki uboczne i wspomóc działanie leków przeciwnowotworowych. Jeśli zaś chodzi o procedury, to przysięga Hipokratesa i kodeks etyki zobowiązują nas, lekarzy, do tego, byśmy leczyli zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą. Najskuteczniej. Moja wiedza mówi, że chemia nie jest jedyną drogą dla wszystkich chorych onkologicznie. Są badania precyzyjnie opisujące, jakie związki stosować i jak dzięki nim przedłużyć życie pacjenta i poprawić jego jakość. Skoro mam taką wiedzę, to mam obowiązek z niej korzystać.

Czy z pana wiedzy wynika, że na przykład grzyby shitake i reishi, o których dużo się mówi, mają właściwości antynowotworowe? Lekarze najczęściej wzruszają ramionami, kiedy pacjent o to pyta.
Mogę tylko podzielić się swoją wiedzą. W bazie danych PubMed jest łącznie 346 badań zarówno klinicznych, jak i przedklinicznych na temat działania shitake (Lentinus edodes) i reishi (Ganoderma lucidum) w chorobach nowotworowych. Sam biorę udział w jednym z wielu projektów badawczych i stosuję japoński ekstrakt AHCC (Active Hexose Correlated Compound), którym na świecie uzupełnia się klasyczną terapię antynowotworową. Trzeba zaznaczyć, że AHCC jest badany w ponad 80 uniwersytetach na świecie, w tym w 30 prestiżowych, jak uniwersytety: w Tokio, Harvard, Columbia, Duke’a. Stosowany jest w ponad tysiącu klinik na świecie. AHCC to wyciąg z shitake, który – jak stwierdzili naukowcy z Uniwersytetu w Tokio – jest doskonałym immunomodulatorem, czyli reguluje działanie układu odpornościowego. Równie bogate właściwości biologiczno-zdrowotne ma reishi, przysmak chińskich cesarzy, który zawiera 400 związków biologicznych skutecznych m.in. w przypadkach uszkodzenia wątroby, wzmacniających działanie chemioterapii oraz układ immunologiczny – a według japońskich onkologów to najważniejszy układ człowieka, jeśli chodzi o pokonanie raka. Również w mojej praktyce AHCC oraz preparaty z reishi i shitake sprawdzają się bardzo dobrze.

W Polsce wiara w działanie chemii jako jedynej terapii wciąż zwycięża pomimo badań i informacji, że ze świata naturalnego pochodzi ponad 60 proc. zatwierdzonych do stosowania leków onkologicznych.
Dlatego reishi i shitake nie są czymś wyjątkowym. Dzięki różnym badaniom wiemy, że liczba limfocytów typu NK [natural killer, czyli naturalny zabójca] u chorych przewlekle i onkologiczne jest obniżona, a to one walczą na pierwszej linii z komórkami nowotworowymi. Podnieść ich ilość oznacza zwiększyć szanse chorego na lepsze efekty leczenia. I AHCC, grzyby shitake, reishi oraz inne o podobnych właściwościach potrafią podnieść wielokrotnie liczbę limfocytów NK, a samo AHCC nawet o 300 proc. Dzieje się tak bo, mówiąc obrazowo, komórki NK „dziurawią” komórki nowotworowe i „wstrzykują” do ich wnętrza związki, które je zabijają. Oczywiście, jest to jeden z mechanizmów. Nie powodują przy tym skutków ubocznych, tak jak czynią to sztuczne preparaty. Z moich badań prowadzonych w Polsce wynika również, że AHCC może obniżać poziom innych limfocytów odpowiedzialnych za hamowanie układu odpornościowego w walce z komórkami nowotworowymi. Pod wpływem AHCC układ odpornościowy zaczyna je rozpoznawać i także niszczyć. Badania z Uniwersytetu w Osace mówią z kolei, że AHCC wydłuża czas przeżycia u chorych na raka żołądka i jelita grubego we wczesnych stopniach zaawansowania. Mając to wszystko na uwadze, japońscy lekarze często zaczynają leczenie od poznania właśnie obrazu układu immunologicznego, bo ten decyduje o szansach chorego i ten od początku wspierają także substancjami z grzybów.

Jak naukowcy wpadli na pomysł, by analizować np. skład grzybów?
To wynik obserwacji tradycyjnej medycyny japońskiej czy chińskiej. Na przykład badania nad grzybem Agaricus brasiliensis, który występuje w rejonie São Paulo, rozpoczęto, kiedy zauważono, że zachorowalność na nowotwory i inne przewlekłe choroby była w tych okolicach o 60–70 proc. niższa niż gdzie indziej. Szukając przyczyny, naukowcy zbadali też grzybki, którymi tamtejsi biedni rolnicy się żywili. Okazało się, że mają wysoką zawartość polisacharydów (glukanów). Ma je też nasz boczniak ostrygowaty (Pleurotus ostreatus), który ma jednak słabszy wpływ na układ immunologiczny niż np. grzyby shitake, ale bardzo dobrze działa na zmiany łagodne, jak brodawki skórne. U wielu osób również skraca czas trwania infekcji górnych dróg oddechowych.

Podobnie było z vilcacorą, którą rdzenni mieszkańcy Amazonii piją jak my czarną herbatę lub kawę. Zapadalność na różnego rodzaju choroby, w tym na choroby autoimmunologiczne i nowotwory, jest tam znacząco niższa. Niższa, ale nie zerowa albo nikła. Trzeba pamiętać, że na powstawanie chorób, w tym nowotworowych, mają również wpływ inne czynniki, np. dieta czy środowisko. Mówi się, że każdego dnia do atmosfery uwalnianych jest wiele nowych związków chemicznych, a więc nasz układ odpornościowy musi sobie z tym poradzić i wielokrotnie sobie nie radzi. Proszę sobie wyobrazić, że ze spalania węgla w naszym kraju powstaje w ciągu roku około 4–5 milionów ton zanieczyszczeń stałych. Dlatego nasz system obronny potrzebuje suplementów, które go wzmocnią i odbudują.

Dlaczego wybrał pan prywatną praktykę, zamiast pracować w znanej klinice?
Poszukiwałem bardziej skutecznych metod pomagania chorym. Widziałem jednak od początku, że stosując tylko konwencjonalną medycynę, wielu nie mogę pomóc. Miałem też pacjentów, których nie można było leczyć chemioterapią, i to dla nich zacząłem szukać innych możliwości. Dla mnie najważniejsze to nie walczyć poglądowo ze sobą, ale połączyć siły przeciwko wspólnemu wrogowi, jakim jest nowotwór – z korzyścią dla chorych, którymi pewnego dnia możemy być i my. Bo kiedy onkologów amerykańskich zapytano, czy chcieliby być tak leczeni jak leczą pacjentów, to ponad 90 proc. uznało, że jednak woleliby coś w tej terapii zmienić.

Norbert Szaluś doktor n. Med., onkolog, specjalista medycyny nuklearnej (dawniej w Wojskowym Instytucie Medycznym CSK MON w Warszawie). Od lat studiuje zagadnienia związane z immunologicznym zastosowaniem fitoterapeutyków (m.in. Ahcc). Autor ponad stu publikacji w fachowych pismach zagranicznych i krajowych.

Suplementy, które pomogą zachować zdrowie

Alfa- i Beta-Glukany (A- i ß-Glukany) – zawarte m.in. w grzybach. Można je podawać nawet dzieciom. Są niezbędne do regulacji układu odpornościowego.

Probiotyki – do uzupełnienia flory jelitowej, bo tam jest 70 proc. układu odpornościowego. Zawierają szczep Bifidobacterium bifidum 12 (BB-12).

Polifenole – związki nadające roślinom kolory, zawarte m.in. w preparacie Oligo-Elite TM wytwarzanym z owoców liczi. Badania wykazały korelację między przyjmowaniem polifenoli a zmniejszeniem ryzyka zachorowania na raka jajnika (o 21 proc.), a poprzez redukcję nadwagi i otyłości również raka jelita grubego, przełyku, trzustki i wątroby.

Mikroelementy – warto sięgać po te z natury, bo są tam w ilościach zbilansowanych, jak np. w peruwiańskich ziołach maca (Lepidium meyenii), które jedzą kosmonauci, a WHO w 1994 roku uznała za element profilaktyki zdrowotnej.

Kurkumina – ma silne właściwości przeciwzapalne, co w obecnym czasie jest ważne w prewencji chorób cywilizacyjnych. Znajduje się w kurkumie.

Witaminy D3 i C – niezbędne do uniknięcia chorób nowotworowych. Jako populacja mamy istotne ich niedobory.

Uwaga! Witaminę D3 suplementujmy pod kontrolą lekarza.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze