fbpx

Otyła córka, otyła mama

Otyła córka, otyła mama
123RF.com

Zasada, że lepiej zapobiegać niż zwalczać jak nigdzie sprawdza się na polu walki z nadmiarowymi kilogramami. Kiedy zaczynać? W dzieciństwie! W Polsce szybko przybywa dzieci otyłych. Co piąte dziecko ma nadmierną masę ciała.

„Programowanie” metabolizmu na całe życie przebiega już w okresie niemowlęcym. Jeśli 6-miesięczne niemowlę jest pulchne ponad miarę – nie ma jeszcze powodu do obaw. Kiedy zacznie chodzić, prawdopodobnie wyrówna wagę, chyba że dorośli będą za nim biegać z łyżeczką i stale dokarmiać. Utrzymywanie się wagi dziecka w górnej granicy siatki centylowej może być jednak sygnałem o skłonności do tycia. Nawet jeśli dziecko jest w normie, ale jego rodzice są otyli, warto się zgłosić do dietetyka.

W Polsce przedszkolaki częściej są szczupłe niż dzieci, które do przedszkola nie chodzą. A to za sprawą mam i babć. W domu  są karmione niczym kulturyści. Otrzymują 16 razy więcej cukru niż powinny, białka 14 razy więcej. Same przekąski w ich diecie są źródłem 17 proc. tłuszczu i 42 proc. sacharozy.  Na domiar złego nie ruszają się – już 5-latki spędzają średnio 2,8 godziny dziennie przed telewizorem. Niewiele mniej niż mali Amerykanie, którzy oglądają telewizję nieco ponad 3 godziny dziennie.

Jaka jest szansa, że dziecięca otyłość minie z wiekiem ? Liczby nie pozwalają na optymizm – 30-40 proc grubych przedszkolaków, 80 proc. nastolatków wyrasta na grubych dorosłych.  O ile w statystykach fali otyłości gonimy światowych liderów, gorzej nam idzie z prewencją. Ewenementem na skalę Polski jest program do walki z otyłością prowadzony w regionie kujawsko-pomorskim. – Otyłymi dziećmi zajmują się lekarz chorób metabolicznych, endokrynolog, dietetyk i psycholog. Każdy pacjent przechodzi specjalistyczne badania, ma indywidualnie opracowaną dietę i program aktywności fizycznej. Codziennie prowadzi dzienniczek tego co zjadł i jakie ćwiczenia wykonał – mówi koordynator programu dr Danuta Kurylak z Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy.

Jak świat długi i szeroki walka z nadmiarowymi kilogramami wyszła już daleko poza gabinety dietetyków i lekarzy. Europejskie i amerykańskie towarzystwa pediatryczne podkreślają, ile złego robią sklepiki szkolne. Tu na półkach królują batony, chipsy i słodkie napoje. W Holandii zaleca się usuwanie ze szkół automatów sprzedających te produkty. W Stanach Zjednoczonych próbuje się wprowadzać ograniczenia w sprzedaży słodkich napojów, nie tylko dlatego że są łatwo przyswajalnym źródłem nadmiarowych kalorii, ale także co nie mniej groźne, zastępują napoje mleczne prowadząc do niedoborów wapnia i próchnicy zębów.  

W ramach programu prowadzonego w kujawsko-pomorskim tylko w  jednej ze szkół zmieniono asortyment i fast-food zastąpiono owocami i warzywami.