fbpx

Siła fizyczna – przynosi spokój i dodaje pewności siebie

Siła fizyczna - przynosi spokój i dodaje pewności siebie
Dziś coraz częściej kobiety szukają swojej siły w sportach jeszcze do niedawna zarezerwowanych dla mężczyzn. (Fot. iStock)

Ćwicząc mięśnie, trenujesz jednocześnie swoją sprawczość i odwagę. W dodatku wyzwalasz endorfiny, a dzięki nim świat nabiera kolorów – nic dziwnego, że ciało i psychika uwielbiają ruch.

Pamiętacie dokument „Maiden” w reżyserii Alexa Holmesa? Opowiadał o Tracy Edwards, która wraz z grupą upartych, odważnych i niezależnych dziewczyn stworzyła pierwszą w historii kobiecą załogę w superprestiżowych, ale też ekstremalnie niebezpiecznych regatach dookoła świata. Tracy – szalona buntowniczka – od początku swojej przygody z żeglowaniem słyszała, że dziewczyny na morzu to same problemy, że jeśli już muszą być na statku, to wyłącznie w kuchni – mimo to marzyła o wielkiej przygodzie. Dla całej babskiej załogi ten wyścig był zaciekłą walką o szacunek, uznanie i należne kobietom miejsce w sporcie. Pamiętam, że kiedy oglądałam go pierwszy raz, film mnie nie zaciekawił, momentami nawet złościł. Wtedy nie rozumiałam zupełnie dlaczego. Dziś już wiem, że trudno mi było zrozumieć, a może też zaakceptować fakt, że siła to także fizyczna sprawność.

Moc czy siła?

Mężczyzna ma siłę, a kobieta ma moc – tak mi się przez laty wydawało. Naprawdę wierzyłam, że nasza kobieca moc to przede wszystkim intuicja, empatia, czyli „tańce w chuście” (to określenie jednej z bohaterek serialu ,,Twardzielki”, o którym za chwilę), a nie okładanie przeciwnika po twarzy. Sama nigdy nie doświadczyłam swojej fizycznej siły. Chyba nawet nie miałam ochoty jej sprawdzać. Od dzieciństwa czułam się drobna, krucha, choć podobno samochód prowadzę ostro i zdecydowanie. Ulokowałam swoją kobiecą siłę w głowie – w intelekcie i w sercu – we współodczuwaniu.

Aż pewnego dnia obejrzałam polski serial dokumentalny „Twardzielki”, opowiadający o kobietach uprawiających zawodowo boks. Każdy kolejny odcinek jednocześnie mnie odrzucał i fascynował. Po raz pierwszy usłyszałam z ust kobiet, że lubią boks, bo dzięki niemu czują się silne. Że pozwala im przezwyciężyć kompleksy, w fantazjach zadowolić ojca, który pragnął syna i z córki wcale się nie ucieszył. Chyba najbardziej poruszyła mnie bokserka, która płakała z bezsilności, gdy z powodu kontuzji oddała walkę. Zadziwiły mnie też słowa innych zawodniczek: „Na co dzień staram się być typową kobietą: chodzę w szpilkach, uwielbiam piec ciasta, a jednocześnie mam fioła na punkcie boksu, ring jest moim przeznaczeniem”, „Po walce zdejmuję rękawice i robię sobie tipsy, jestem kobietą w każdym calu”.

Coś mi tu wyraźnie nie pasowało. Nie łączyły mi się siła, którą utożsamiałam z męską energią, z tzw. prawdziwą kobiecością. Czyżbym uważała, że kobiecość wyklucza siłę fizyczną? Postanowiłam przekonać się, czy moje podejście do tematu zmieni sytuacja nagłego zagrożenia. Kiedy jednak weszłam na stronę Straży Miejskiej, która od kilku lat organizuje darmowe kursy samoobrony dla kobiet, okazało się, że na ten rok od dawna nie ma już miejsc. Kobiety chcą się bić czy może bardziej bronić? A może chcą po prostu doświadczać swojej siły, nie tylko tej psychicznej, ale także fizycznej?

Energia, która domaga się uwolnienia

Moja fizjoterapeutka twierdzi, że siła fizyczna została nam dana z racji płci – my, kobiety, mamy o wiele silniejsze nogi, możemy wyrobić większą siłę mięśniową i jest to cenny dar od natury. Bo to my dźwigamy w brzuchu dziecko przez długie dziewięć miesięcy, a potem w razie niebezpieczeństwa uciekamy z malcem w ramionach, ratując dwa życia. Nie ma co owijać w bawełnę, jesteśmy silniejsze i bardziej wytrzymałe na ból. W dodatku nasze ciała bardzo lubią wysiłek fizyczny. Tylko trudno nam w to uwierzyć. Rzadko kiedy potrafimy zaufać, że nasze mięśnie mają nieograniczone możliwości, a jedyne, co je tak naprawdę ogranicza, to… nasze przekonania.

Inga, choć jest grubo po czterdziestce i ma chorobę autoimmunologiczną, od lat startuje w maratonach. Powiedziała mi, że każdy okres remisji choroby przeznacza na bieganie. Wiem też, że jest nieślubnym dzieckiem, jej ojciec nigdy nie odszedł od swojej żony, z którą ma trzech synów. Może podświadomie chciała być najsprawniejszym synem swojego ojca, żeby zasłużyć na jego miłość albo chociaż uwagę?

Wiola, instruktorka wendo, od czasów szkoły podstawowej wolała towarzystwo chłopaków. Razem łazili po drzewach, wybijali szyby w oknach. Kiedy dorośli, pewnej nocy po suto zakrapianej imprezie chłopcy chcieli sprawdzić, czy Wiola jest prawdziwą kobietą… – Już nigdy żaden facet nie zrobi mi krzywdy – obiecała sobie wtedy i zapisała się na sztuki walki.

Takich historii słyszałam wiele. Może stąd moje przekonanie, że kobiety są gotowe do zainwestowania w swoją siłę fizyczną dopiero w obliczu, a właściwie po przeżyciu traumy. Mówi się nawet, że trauma to przede wszystkim zamrożona w ciele energia, która domaga się uwolnienia.

A może nie warto zagłębiać się w psychologię? Po prostu: dziś coraz częściej kobiety szukają swojej siły w sportach jeszcze do niedawna zarezerwowanych dla mężczyzn, i tyle. Kick-boxing, krav maga, cross fit, trójbój siłowy czy MMA – bardzo proszę, czemu nie? Fajnie jest się móc obronić, chodzić po ulicy z poczuciem, że nie jesteś bezbronna. To zapewnia mocne osadzenie w ciele, ukorzenia, urealnia, dodaje odwagi. I przede wszystkim przynosi radość i poczucie: dam radę.

„Kobieta potrafi to samo co mężczyzna, poza obsikaniem muru na stojąco” – to zdanie znalazłam w Internecie. Rozbawiło mnie. Super, że kobiety są takie wolne, niezależne i chcą spróbować wszystkiego, ale… czy musimy szukać usprawiedliwienia, że czasami, podobnie jak mężczyźni, mamy ochotę przyłożyć „z liścia” albo przynajmniej przeżyć to w swoich fantazjach?

Przepraszam, czy mogę dać ci w twarz?

– Niestety, nie mamy społecznego przyzwolenia na sprawdzenie swojej fizycznej siły, wręcz mamy poczucie, że nie wypada nam tej siły budować – twierdzi Monika Turemka, ośmiokrotna mistrzyni Polski w różnych formułach walki, a dziś przede wszystkim trenerka. Monika wytrenowała 13 mistrzów Polski. Była chorowitym dzieckiem, ale ciągnęło ją do sportu. Zaczynała od karate, potem spróbowała kick-boxingu i… od 25 lat nigdy nie przestała trenować, a ma lat 34. W zeszłym roku miała poważną kontuzję; zerwane więzadła w nodze i w ręce, na szczęście prawa noga jest tak silna, że kiedy jako 14-latkę zaatakował ją jakiś zbir na ulicy i musiała użyć tej nogi do obrony, cieszyła się, że ma na sobie trampki, a nie glany. Zanim noga i ręka zostały naprawione, Monika (z kontuzją) stanęła do walki o puchar świata. Mistrzostwa wygrała, dopiero potem pojechała na operację.

– Od zawsze lubiłam się bić – przekonuje. – Chodzi o to, że jesteś cwańsza niż przeciwnik, wiesz, jak taktycznie go pokonać. I to ci daje wręcz namacalne poczucie własnej siły.

Monika lubi sprawdzać możliwości swojego ciała, na przykład kiedy oddaje krew, chce zejść poniżej pięciu minut (w tym czasie oddać pół litra krwi). Przy czym doskonale wie, co dzieje się w jej ciele – po operacji lepiej niż lekarze wiedziała, kiedy może wrócić do treningów.

– Jeśli poczujesz swoją siłę fizyczną, będziesz czuć się sprawniejsza. Siła to parametr niezbędny nam do życia – żeby podnieść tyłek z fotela, też musisz jej użyć – zapewnia. I Monika cały czas swoją siłę buduje. – Nie wiem, gdzie jest granica tej siły: sztangą wyciskam 80 kg przy 60 kg wagi ciała, na nogach na suwnicy podniosłam 315 kg, i nie jest to nic takiego – mówi.

Monika prowadzi zajęcia dla kobiet, trenuje też indywidualnie, w tym od trzech lat 62-latkę, która dopiero teraz odkrywa swoje możliwości. Ostatnio nawet dała się namówić na morsowanie.

Zdaniem Moniki rozwój fizyczny nie ma końca, bez względu na upływ czasu masz ciągle nieograniczone możliwości i ciekawość – jeszcze tyle chcesz sprawdzić, odkryć, posmakować. I choć zdarza się, że nasz mózg coś kombinuje („kobiecie nie wypada być agresywną, musi być delikatna”), to właśnie siła fizyczna pozwala wypełnić nam jego podstawowe zadanie – zapewnić ciału przetrwanie. – Widzę, że kobiety odczuwają obawę przed uderzeniem przeciwnika w twarz, ale ta blokada zwykle mija po około roku. Tłumaczę im wtedy, że uderzenie w sporcie to element gry. Wtedy nie masz poczucia, że robisz komuś krzywdę – mówi Monika.

Zdradza mi swoje marzenie. – Znasz to: kiedy drobna kobieta – matka jakimś nadludzkim wysiłkiem wyciąga swoje dziecko spod ciężarówki. Chciałabym nauczyć się uruchamiać w sobie taką siłę na zawołanie – śmieje się. Kiedy żegnałyśmy się „na misia”, przez moment bałam się, że z tej czułości połamie mi żebra.

Jest takie już trochę zapomniane staropolskie słowo „krzepa”, które oznacza tężyznę fizyczną, ale i zapał do działania. Chyba warto odkryć je na nowo.

Najpopularniejsze sporty siłowe

  • kulturystyka (system ćwiczeń siłowych wykorzystujących specjalne przyrządy: hantle, sztangi czy atlasy, nie tylko dla strongmenów);
  • crossfit (połączenie ćwiczeń siłowych i kondycyjnych, zaczerpnięte z treningów jednostek specjalnych);
  • street workout (ćwiczenia z wykorzystaniem elementów miejskiej infrastruktury, np. murków, trzepaków, ławek);
  • trójbój siłowy (w jego skład wchodzą trzy boje, zawsze w tej samej kolejności: przysiad ze sztangą na barkach, wyciskanie sztangi z klatki piersiowej w leżeniu tyłem na ławeczce oraz martwy ciąg);
  • trening funkcjonalny (daje wszechstronne wzmocnienie mięśni, bez konieczności zwiększania masy mięśniowej. Skupia się na intensywnych ćwiczeniach, imitujących ruchy wykonywane podczas codziennych czynności, często układany przez fizjoterapeutów).

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze