fbpx

Walka o cukier i sól w szkolnych sklepikach

dziecko_smieciowe_jedzenie

Szkoły walczą o sól i drożdżówki. Czy faktycznie zupa stołówce ma być niesłona, a drożdżówki nie można zastąpić? Rozporządzenie Ministra Zdrowia dotyczące zakazu śmieciowego jedzenia w szkołach już obrosło mitami.
Szkoły toczą batalię o słone ziemniaki i zupy. Ale przecież nikt nie zakazał doprawiania potraw w szkolnych stołówkach. „Rozporządzenie podpisane w sierpniu przez Ministra Zdrowia ogranicza dzieciom dostęp do niezdrowego jedzenia na terenie szkoły. Jednak w żadnym jego fragmencie nie ma nic o zakazie używania soli. Jak najbardziej może być używana, ale ta z obniżoną zawartością sodu, czyli sodowo-potasowa oraz z umiarem, zgodnie z dziennym zapotrzebowaniem”, zaznacza Maria Jakubowska, specjalista ds.żywienia z Fundacji BOŚ.

Polacy spożywają aż dwukrotnie więcej soli niż wynosi dawka dzienna zalecana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Według wyliczeń Fundacji BOŚ z września 2015 przeciętne dziecko przez tydzień zjada w spożywanych przez siebie produktach aż 10 łyżeczek soli. To za dużo nawet dla dorosłego człowieka! Według zaleceń WHO, w przypadku dorosłych spożycie soli należy ograniczyć do maksymalnie 5 g dziennie, czyli 1 płaskiej łyżeczki. Jednak dzieci powinny spożywać jej jeszcze mniej. Dlatego usunięcie solniczek ze stolików w stołówkach szkolnych jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Dzięki temu oduczamy dzieci niezdrowego dosalania potraw, które szkolny kucharz już posolił.

Sól, podobnie jak cukier, dostaje się do naszego organizmu z niezliczonych ukrytych' źródeł – w produktach spożywczych zjadanych na co dzień, czyli w pieczywie, serach i wędlinach. Dlatego nakreślone w rozporządzeniu zasady są bardzo potrzebne.
Faktem jest, że sól, a właściwie zawarty w niej sód uchodzi za „cichego zabójcę”. Spożywanie go ponad normę może nas i nasze dzieci słono kosztować. „Nadmierne spożycie soli kuchennej prowadzi do przewlekłego zatrucia organizmu, czego skutkiem są np. wylewy krwi do mózgu i zawały serca, jak również wiele przewlekłych chorób cywilizacyjnych, takich jak: nadciśnienie, choroba wieńcowa, zaburzenia pracy nerek, czy choroby nowotworowe. Jakkolwiek schorzenia te są charakterystyczne dla wieku dorosłego, to coraz częściej zaczynają się właśnie w dzieciństwie”, tłumaczy Maria Jakubowska.

Medialny bój toczy się także o drożdżówkę. Tymczasem jest to niezdrowa i bardzo kaloryczna przekąska, która nie tylko nie dostarcza żadnych cennych wartości odżywczych, ale często ma w sobie wiele różnych chemicznych dodatków typu „E”.

Z kolei, tak popularna w sklepikach szkolnych, bułka np. z serem zawiera około 2 łyżeczek cukru prostego, który gwałtownie podnosi stężenie glukozy we krwi, a następnie prowadzi do jej równie gwałtownego spadku. Efektem jest rozdrażnienie, senność i pogorszenie koncentracji. Taka żywność na pewno nie sprzyja nauce a dodatkowo tuczy. „ Bardzo kaloryczne i tłuste są oczywiście pączki. Najbardziej tuczą te z dżemem lub budyniem, polane dodatkowo lukrową lub czekoladową polewą. Równie bezwartościowe i kaloryczne są właśnie drożdżówki. A przecież można skorzystać z tylu alternatyw. Właściciele sklepików szkolnych mogą w miejsce niezdrowej drożdżówki zaserwować zdrowe muffiny z dodatkiem daktyli czy bananów. Są smaczne i słodkie, a o wiele zdrowsze, niż drożdżówka”, dodaje ekspertka.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze