Wirus kontrolowany – z HIV można normalnie żyć

W Polsce żyje ponad 23 tys. osób, u których wykryto HIV. Nie wiemy, ile jest zakażonych, którzy nie wiedzą, że mają wirusa. (Fot. iStock)

Wirus HIV, wykryty odpowiednio wcześniej, nie przekreśla szansy na normalne życie, potomstwo. Warto też wiedzieć, że przed zakażeniem można się skutecznie chronić. Medycyna ma na to nowy sposób. Jaki? Mówi o tym dr Aneta Cybula, specjalista chorób zakaźnych Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie.

Na początku lat 90. mówiło się dużo o HIV i AIDS. Nawet mądrzy i wykształceni bali się iść do dentysty czy fryzjera z obawy przed zakażeniem. A potem przycichło. Poczuliśmy się bezpiecznie – to jacyś inni chorują, nam nic nie grozi. Naprawdę?
Z amerykańskich filmów, w których ludzie chowają jednego przyjaciela za drugim, wynikało, że to choroba gejów. Pewnych nisz, pewnych środowisk. Potem znalazły się środki na badania, zaczęto sobie z wirusem jakoś radzić i problem – w opinii społecznej – przestał istnieć. Ale rzeczywistość jest inna. W Polsce żyje ponad 23 tys. osób z wirusem. Potwierdzonych, bo jest jeszcze przecież szara strefa, ludzie, którzy o wirusie nie wiedzą.

A jaka jest dynamika? Rośnie?
Mamy stały poziom, z niewielką tendencją wzrostową – ale wzrost pewnie stąd, że coraz więcej osób robi testy, zatem więcej zakażeń się wykrywa. Może się wydawać, że w skali kraju 23 tys. to niewiele. Ale z drugiej strony – to 23 tys. niepotrzebnie zakażonych. Tę epidemię da się zatrzymać. Ludzie się nie badają, bo uważają za niemożliwe, że się zakażą. W dodatku zakażenie przez długi czas – od siedmiu do dziesięciu lat – może przebiegać bezobjawowo, aż do rozwoju AIDS. A wirusa przekazujemy innym.

Naprawdę można nie mieć żadnych objawów?
Tak. Kiedy odporność znacząco spadnie, zaczynają się pojawiać symptomy: osłabienie, duży spadek wagi, zapalenie płuc, półpasiec, grzybica jamy ustnej… Potem, jak zbieramy wywiad, widzimy, że po drodze ileś sygnałów się pojawiało. Francuzi zrobili pouczającą analizę, którą można nazwać „stracone szanse”. Pokazuje historie osób, u których diagnoza mogła być postawiona kilka lat wcześniej, gdyby któryś z lekarzy zaproponował zrobienie testu na HIV.

Stracone szanse. Czyli późna diagnoza oznacza brak szans?
Nie, ale im wcześniejsze rozpoznanie, tym lepiej. To oczywiste. Najważniejsze jest jak najszybsze rozpoczęcie leczenia lekami antyretrowirusowymi. Można wtedy prowadzić normalne życie. Zwłaszcza że leki, którymi dziś dysponujemy, oprócz dużej skuteczności mają bardzo małą toksyczność. To francuskie badanie dotyczyło osób rozpoznanych na późnym etapie choroby. A główny nasz, zakaźników, cel to wczesne wykrycie. Nie na etapie AIDS – ostatniej fazy zakażenia. Jeśli nie da się zapobiec zakażeniom, to chociaż wcześniej diagnozujmy, to jest kluczowe. Ale nie, szanse nie są stracone. Jeśli ktoś ma AIDS, to dziś wcale nie jest ostateczny wyrok, nie znaczy to, że „medycyna go nie uratuje”. Choć, oczywiście, zdarza się i tak. Ostatnio zmarła nam pacjentka, 38-letnia kobieta, która nie umarłaby, gdyby została wcześniej rozpoznana.

Mówi pani, że z wirusem HIV można prowadzić normalne życie. Także seksualne?
Słyszała pani o kampanii Niewykrywalny Niezakażający? Bierze w niej udział m.in. grafik Tomasz Siara, który od kilkunastu lat żyje z wirusem HIV. Ponieważ się leczy, poziom wiremii w jego krwi jest niewykrywalny (tu warunek: musi się tak dziać dłużej niż sześć miesięcy) – i może bezpiecznie współżyć. Bez prezerwatywy. Nikt nie zarazi się od niego HIV. Mamy pod opieką pary, gdzie ojciec jest zdrowy, matka z wirusem i dziecko – oczywiście – rodzi się zdrowe.

Czy na jakimś etapie naszego życia testy na obecność wirusa HIV są obowiązkowe?
Tylko u kobiet w ciąży. Dwa razy – w pierwszym i ostatnim trymestrze. Ginekolog ma obowiązek zlecić wykonanie takiego testu, są na to środki. Nasze środowisko to wywalczyło, choć były spore protesty. Mówiło się, że to kropla w morzu, że szkoda pieniędzy. Ale każdy, kto zobaczył noworodka, który przychodzi na świat z wirusem i już przez całe życie musi się zmagać ze skutkami, musi brać leki – a te leki, kiedy organizm intensywnie się rozwija, dają dużo działań niepożądanych – zrozumiałby, że warto, że to ma sens. Leki upośledzają, upośledza też sam wirus, takie dzieci łatwo zapadają na choroby sercowo-naczyniowe, cukrzycę, zaburzenia metaboliczne. A do tego w pewnym momencie dochodzi czynnik psychologiczny – nastolatek się buntuje: „Dlaczego ja?, Dlaczego mnie to spotkało?” – i bywa, że te leki odstawia, z dramatycznymi skutkami. Dlatego testy są ważne. Rozpoznanie w ciąży, nawet późne, daje szanse na to, że dziecko urodzi się zdrowe. Matka natychmiast dostaje leki i jest OK. Test powinien też zrobić jej partner, ojciec dziecka. Często przecież kobieta zostaje w ten sposób zakażona.

Ale sprawdzamy się tylko podczas ciąży.
Tak, w żadnych innych okolicznościach lekarz nie ma obowiązku zlecenia testu. Każdy ma prawo żyć, jak chce – i w porządku, ale musimy mieć wiedzę o konsekwencjach. A tej często brakuje. Edukacja seksualna leży, nie mówimy o tym, że jeśli zmieniamy partnerów, trzeba się badać na choroby przenoszone drogą płciową. Ale o ile kiłę czy rzeżączkę łatwo się leczy, to wirus HIV, przy obecnym stanie wiedzy, zostaje z nami na zawsze.

Mnie nigdy żaden lekarz o teście nie powiedział…
Nie jest pani targetem. No i może by się pani obraziła za sugestię, że test potrzebny – ciągle obowiązuje takie myślenie. A jego ofiarą padła właśnie pacjentka, o której opowiadałam. Pewnie lekarze myśleli: zadbana, wykształcona, to nie może jej dotyczyć. Kobieta miała półpasiec, depresję, zaburzenia widzenia, równowagi, słabła – i nikomu do głowy nie przyszło, żeby wykluczyć zakażenie HIV. Jeśli coś nas niepokoi, róbmy to badanie. Nawet krótki romans kiedyś, parę lat temu, już o nim nie pamiętamy, może zostawić po sobie zakażenie. Wyrzućmy z głowy myślenie: mnie to nie dotyczy. Przytoczę słowa prof. Krzysztofa Tomasza Niemca, który walczył o bezpłatne testy na HIV dla kobiet w ciąży. Powtarzał: „Każda ciężarna kobieta ma za sobą przynajmniej jedno ryzykowne seksualne zachowanie…”.

W grupie 23 tys. osób zakażonych 10 proc. to kobiety. Dziś mały odsetek to narkomani, droga rozprzestrzeniania wirusa przez brudne igły czy strzykawki to już przeszłość. Najliczniejszą grupę zakażonych stanowią mężczyźni uprawiający seks z innymi mężczyznami (MSM – men having sex with men).

Badanie się to jedno. Ale można nie dopuścić do zakażenia. Jak?
Obyczaje seksualne ciągle się zmieniają. Zmienia się rola kobiety, ona wybiera partnerów, są portale randkowe, umówienie się na seks jest proste. Ale przy tym wszystkim funkcjonuje mit, że jak ktoś „nie wygląda”, to nie ma wirusa. Pułapka! Nie chodzi mi o to, żeby siać panikę, ale żeby budować świadomość. Przy dzisiejszym stanie wiedzy medycznej potrafimy niemal do zera zredukować pojawianie się nowych przypadków HIV. I tu właśnie jest ogromna rola PrEP – profilaktyki HIV. Przyjmujemy lek zawierający dwie substancje czynne (tenofowir i emtrycytabinę). Możemy brać go stale, jedną tabletkę dziennie. Gdy wysyci się we krwi i innych płynach ustrojowych, zabezpiecza przed wniknięciem wirusa do organizmu. Mówiąc fachowo: to profilaktyka przedekspozycyjna (pre-exposure prophylaxis).

Naukowcy zaczęli myśleć tak: „Skoro mamy leki, które po ryzykownym kontakcie seksualnym usuną wirus, może da się zadziałać w drugą stronę”. Tak powstał PrEP. Zrobiono duże badania kliniczne na różnych populacjach – okazało się, że jest to skuteczne. We Francji sprawdzono – w objętym badaniami rejonie o jedną trzecią spadła liczba nowych zakażeń.

Tabletki PeEP (pre-exposure prophylaxis) – profilaktyka HIV. (Fot. iStock)

Można przyjmować PrEP przez dłuższy czas?
Tak. Tylko u jednej na sto osób może wystąpić działanie niekorzystne, zakłócające pracę nerek. Ale nie jest to żadne trwałe uszkodzenie. Pamiętajmy, że w PrEP są tylko dwie substancje czynne, doskonale przebadane, leczono nimi przez lata pacjentów z HIV. W każdym momencie można przerwać i potem wrócić. Zanim lekarz przepisze nam PrEP, powinien zlecić test na HIV (wynik musi być aktualny, czyli do siedmiu dni przed rozpoczęciem przyjmowania PrEP), badanie w kierunku kiły, morfologię, kreatyninę, ogólne badanie moczu. Idealnie byłoby też sprawdzić, czy nie mamy zakażenia wirusami zapalenia wątroby typu A, B i C oraz chlamydiami.

Jedna droga to przyjmowanie PrEP regularnie, druga – na żądanie. Wtedy bierzemy 2 tabletki 24 godziny przed stosunkiem, jedną 24 godziny po nim i jeszcze jedną po kolejnych 24 godzinach.

A jak zdarzy nam się dramatyczna sytuacja albo coś, czego nie zaplanowaliśmy?
Wtedy trzeba przyjąć PEP – schemat poekspozycyjny, tu już są trzy substancje czynne.

Ile kosztuje PrEP?
To lek pełnopłatny. Jeszcze niedawno koszt był naprawdę duży: 1500 zł miesięcznie. Niektórzy sprowadzali go przez Internet, było taniej, ale nigdy nie mogli mieć pewności, co właściwie kupują. W tej chwili koszt to 130 zł miesięcznie. I widzimy, że liczba zainteresowanych wzrosła. W tej chwili ocenia się, że w Polsce PrEP ma przepisywany na receptę ok. 1500 osób.

Kto przepisze nam PrEP?
Powinien to zrobić każdy, kto zajmuje się profilaktyką przedekspozycyjną. Tak naprawdę to wyłącznie dobra wola lekarza. Właściwie dlaczego PrEP nie mógłby przepisywać lekarz pierwszego kontaktu? W San Francisco na każdym kroku można zobaczyć banery „PrEP for you!”. A u nas często lekarze o czymś takim w ogóle nie słyszeli…

Pewnie boimy się, że tani lek zapobiegający zakażeniom HIV będzie sprzyjać upadkowi obyczajów.
Tak to wygląda. Ten, kto chciał wprowadzić w Polsce obowiązkowe szczepienia nastolatek przeciw HPV (wirusowi brodawczaka), został posądzony o to, że zachęca w ten sposób dziewczyny do wcześniejszego rozpoczynania współżycia seksualnego. Myślę, że nie powinniśmy kontrolować sposobu życia innych ludzi, tylko epidemię. Coraz częściej rozpoznajemy AIDS zbyt późno. A jak ktoś przychodzi z rozwiniętą chorobą, to z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że przez kilka lat zakażał – i to pewnie niejedną osobę. Uważam, że nie moją rolą jest oceniać czyjeś życie. Moją rolą jest pomagać to życie chronić. A twarde dane pokazują, że PrEP działa.

Mieliśmy ostatnio dużą konferencję. Wystąpiła na niej pewna Amerykanka. Zapytała salę, kto to jest promiskuita. Wszyscy zaczęli mówić: „To ten, co ma wielu partnerów”. A ona: „Według nas to ktoś, kto jest seksualnie spełniony”. W tym spełnieniu pomaga PrEP, uwalniając od lęku. Nasze społeczeństwo jest bardzo oceniające, ale zawsze byli i będą ludzie, którzy zmieniają partnerów, mają wiele kontaktów seksualnych. Jeśli można zminimalizować ryzyko, to trzeba to robić. No i jest jeszcze aspekt ekonomiczny – gdyby dostęp do PrEP był lepszy, państwo oszczędziłoby na tym naprawdę sporo. Leczenie pacjenta z HIV kosztuje niewspółmiernie więcej.

Wyjeżdżamy na wakacje. Może kogoś spotkamy, przeżyjemy przygodę seksualną. W wielu miejscach w Polsce są punkty konsultacyjno-diagnostyczne (listę znajdziemy w Internecie). Można pogadać ze specjalistą, zrobić test. I wiedzieć. Bo to jest najważniejsze.

 

PrEP – profilaktyka, która ratuje życie

  • Udowodniono, że PrEP przyjmowany zgodnie z zaleceniami i regularnie skutecznie chroni przed wniknięciem wirusa HIV do organizmu.
  • Nieregularne branie leków prowadzi do uzyskania zbyt małego stężenia leku w organizmie, co może nie zapobiec zakażeniu HIV.
  • W Polsce rośnie liczba zachorowań na kiłę. Obserwuje się coraz więcej zakażeń chlamydiami, rzeżączką, a dermatolodzy zmagają się z leczeniem brodawek płciowych. Nadal wzrasta liczba zakażeń wirusem HPV, który u kobiet często koreluje z zachorowaniem na raka szyjki macicy.
    Pamiętajmy: PrEP chroni tylko przed transmisją HIV! Dlatego lekarze zalecają jednoczesne stosowanie prezerwatyw, które zabezpieczają przed innymi chorobami przenoszonymi drogą płciową.