fbpx

Zajadanie emocji – reakcja na stres

Zajadanie emocji: zaburzone wzorce odżywiania
fot. iStock

Jak rozpoznać, że poprzez jedzenie zagłuszamy negatywne emocje? Czy wewnętrzny głos może sabotować dietetyczne postanowienia? Na tego typu pytania odpowiada psychodietetyka. Jak ją zastosować w praktyce, mówi psycholog Karolina Zarychta.

Podobno są dwa rodzaje głodu – jeden bierze się z ciała, a drugi z głowy.
Tak, i dlatego idealnie by było, gdybyśmy jedli w momencie, kiedy czujemy głód fizjologiczny, czyli ten płynący z ciała. Jednak głód związany z emocjami często jest równie silny, o ile nie silniejszy. Te dwa rodzaje głodu bardzo łatwo pomylić. W przypadku głodu płynącego z głowy, czyli tzw. głodu emocjonalnego, który w odróżnieniu od fizjologicznego jest nagły, mamy do czynienia z poczuciem, że trzeba go zaspokoić natychmiast. Tymczasem głód fizjologiczny narasta stopniowo, nie odczuwamy przymusu, że musimy coś zjeść teraz, natychmiast, możemy trochę poczekać. Kolejną ważną różnicą jest to, że zazwyczaj głód emocjonalny łączy się z łaknieniem na konkretne pożywienie, konkretny produkt, czyli mamy ochotę np. na czekoladę, na coś słodkiego albo słonego, a głód fizjologiczny możemy zaspokoić różnym typem pożywienia.

Jak stwierdzić, co nas popycha do sięgania po jedzeniowe „pocieszacze”?
Przede wszystkim warto sobie zadać pytanie, czy zauważamy jakiś schemat w tym, kiedy sięgamy po niezdrowe przekąski, czy to słodkie, czy słone. Może dzieje się tak wtedy, gdy jesteśmy zestresowani albo gdy jest nam smutno? Może też być tak, że głód emocjonalny pojawia się w sytuacji, kiedy wydaje nam się, że nie czujemy nieprzyjemnych emocji, ale np. mamy tendencję do zajadania nudy. Dobrze też zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście nasz żołądek jest pusty, ile czasu minęło od momentu, kiedy ostatnio jedliśmy: jeśli mniej niż 2–3 godziny, to najprawdopodobniej nie jest to jeszcze głód fizjologiczny.

Nasze podejście do jedzenia jest związane też z wychowaniem, z tym, co obserwowaliśmy w naszej rodzinie, jak zachowywali się dorośli, kiedy byliśmy mali, czy traktowali np. desery, co jest bardzo częste, jako nagrodę za zjedzony obiad – i wtedy obiad staje się czymś nieprzyjemnym, a deser nagrodą za to, że zjedliśmy niezbyt smaczny posiłek. Dzieci bardzo szybko uczą się takiego utożsamiania słodkich przekąsek z nagrodą i później w dorosłym życiu, kiedy odczuwają frustrację albo stres, też sięgają po tego typu przekąski. Jedzenie wydaje się takim osobom najbardziej dostępną metodą radzenia sobie z nieprzyjemnymi emocjami.

Często też bywa, że mamy lub babcie z miłości przekarmiają dzieci.
Zmuszanie dzieci do jedzenia – bo tutaj trzeba już chyba użyć takiego słowa – to w wielu domach standard. Dorośli często odczuwają niepokój, kiedy dziecko nie je albo kiedy nie zjada wszystkiego z talerza. Ja w swoim gabinecie niejednokrotnie spotykam się z osobami, które wspominają dzieciństwo jako okres, kiedy cały czas towarzyszyło im poczucie przejedzenia. Zostawienie nawet resztek na talerzu kojarzyło im się z czymś złym, wiązało się np. ze złością rodziców albo ze smutkiem babci. I to poczucie jest w nich tak silne, że nawet w dorosłym życiu się przejadają. Później mamy już do czynienia z tym, że żołądek jest rozciągnięty i rzeczywiście tego pokarmu potrzeba coraz więcej.

Karmienie zazwyczaj jednak kojarzy nam się z czymś pozytywnym, z poczuciem bezpieczeństwa.
Tak, bo przecież pierwsza relacja, jaką nawiązujemy, to więź z matką, i jest ona związana właśnie z aktem karmienia. Na początku utożsamiamy matkę z piersią i mlekiem. Nasze pierwsze wspomnienia dotyczące jedzenia, odżywiania się, są zazwyczaj związane z domem rodzinnym, który najczęściej kojarzy się z ostoją, opoką. Jedzenie właściwie powinno nam dostarczać jakiegoś poczucia bezpieczeństwa, bo przecież daje nam zdrowie, siłę do pracy, do życia w ogóle. Natomiast kiedy głód emocjonalny wygrywa z głodem fizjologicznym, to pogoń za poczuciem bezpieczeństwa, źle rozumiana, bo jednak związana z emocjami, będzie prowadziła albo do zaburzonego wzorca odżywiania, albo do nadwagi i otyłości. Wtedy właśnie zajadamy problemy i emocje po to, żeby jeszcze raz poczuć się tak bezpiecznie, jak to było kiedyś.

Czy zajadanie emocji to głównie domena kobiet?
Źródła zajadania u kobiet i u mężczyzn są nieco inne, ale proporcje, gdybym miała określać, raczej byłyby podobne. Co prawda pokutuje taka opinia, że kobiety częściej radzą sobie z problemami przez podjadanie, bo są bardziej emocjonalne, ale z drugiej strony kobietom łatwiej jest okazywać emocje, łatwiej o nich mówić, jest na to większe przyzwolenie społeczne. Tymczasem mężczyźni częściej hamują uczucia, zostawiają je w środku, i być może to jest jednym z powodów, dlaczego coraz częściej sięgają po niezdrowe „zajadacze”. Obecnie coraz więcej chłopców diagnozuje się z powodu zaburzeń odżywiania, co jest już zauważalną tendencją.

Psychologowie twierdzą, że odchudzanie powinniśmy zacząć od zmiany relacji łączącej nas ze światem i z samym sobą. Jak to zrobić?
Przede wszystkim warto przyjrzeć się swojemu życiu w ogóle – od najmłodszych lat. Co z domu rodzinnego wynieśliśmy w dorosłość? Fakt, że rodzice nie dawali nam niezdrowych przekąsek, również może wpływać na to, że odżywiamy się nieprawidłowo – bo np. w końcu chcemy sobie pofolgować, nadrobić to, czego nie mieliśmy w dzieciństwie. Dobrze też zadać sobie w trakcie jedzenia pytanie: „Dlaczego teraz jem?”, by uchwycić ten moment, kiedy powoduje nami już nie głód fizjologiczny, a emocjonalny. Tego typu pytania w ogóle są bardzo przydatne, bo uwidaczniają te myśli, których być może nie jesteśmy na co dzień świadomi.

Czy to, że zaczynamy tyć albo nadmiernie chudnąć, może być sygnałem, że została zaburzona harmonia w naszym życiu, że np. robimy coś wbrew sobie?
Jeżeli tyjemy bądź chudniemy, to przyczyn tego może być naprawdę mnóstwo i podstawą powinno być zgłoszenie się do lekarza, zrobienie badań. Ale oczywiście źródłem problemu może też być psychika. I wtedy warto się zastanowić, z czego to wynika, czy to kwestia stresu i życia w pośpiechu, bo często i tak bywa, czy też jest to np. konsekwencja obniżonego nastroju, który może mieć związek z nadmiernym jedzeniem bądź utratą apetytu.

A co robić, gdy już jesteśmy świadomi tego, co nam szkodzi, a co jest zdrowe, ale nie chcemy swoją odmową zrobić drugiej osobie przykrości?
Jeżeli spotyka nas sytuacja, w której np. babcia częstuje ciastem i mówi: „Zjedz chociaż kawałek, bo będzie mi przykro, przecież tyle się napracowałam”, to warto się zastanowić nad tym, jak dużą przykrość zrobimy sobie, jedząc to ciasto. Bo jeżeli ulegniemy takim namowom, to owszem, babcia będzie zadowolona, ale najprawdopodobniej później dopadnie nas poczucie winy, że odeszliśmy od planu zdrowego odżywiania się, pojawią się myśli typu: „Znowu mi nie wyszło”, „Jestem beznadziejna”. Będziemy też bardziej narażeni na to, że jeżeli przytrafi nam się podobna sytuacja w przyszłości, to znowu ulegniemy. Czasami łatwiej jest dostrzec niezadowoloną minę babci, a trudniej w całej sytuacji zauważyć siebie. Tymczasem jeżeli odmówimy, babci może przez chwilę będzie przykro, ale dla nas to kolejny krok przybliżający do celu, jakim jest nie tylko uzyskanie upragnionej sylwetki albo wprowadzenie do życia zdrowych nawyków, ale też zwiększenie poczucia własnej wartości.

A czy może być tak, że psychika nie pozwala nam schudnąć albo wręcz prowadzi do tego, że tyjemy?
Tak, bywa, że na poziomie świadomym wydaje nam się, że chcemy schudnąć, ale na poziomie podświadomym robimy wszystko, żeby sabotować te działania, np. z lęku przed wejściem w nowy związek, bo bycie szczupłym kojarzy nam się z byciem atrakcyjnym. Najczęściej do wniosków na temat źródła danej sytuacji dochodzi się poprzez analizę tego, co się działo wcześniej, czyli kiedy zaczęły się problemy. Czy są one związane właśnie np. z szukaniem nowego partnera, jakie przekonania nam towarzyszą. Z pomocą może tutaj przyjść psychoterapeuta. Ten mechanizm, ale w krzywym zwierciadle, leży też u podłoża anoreksji. Jedną z jej przyczyn może być podświadoma niechęć młodej dziewczyny do stania się kobietą, czyli do nabrania pełniejszych kształtów. Stąd bierze się dążenie do skrajnie szczupłej, wychudzonej sylwetki – bo daje ona złudne poczucie bezpieczeństwa, ułudę bycia ciągle dziewczynką.

Karolina Zarychta psycholog SWPS, zajmuje się psychologią zdrowia i determinantami zdrowych lub zaburzonych wzorców odżywiania, prowadzi psychoterapię w nurcie poznawczo-behawioralnym osób cierpiących m.in. z powodu zaburzeń odżywiania, lękowych i afektywnych

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze