fbpx

Anatomia zbrodni

Czytając o oszustach, którym udało się zagarnąć oszczędności kolejnej ofiary, zastanawiam się, czy większa jest pomysłowość naciągaczy, czy nasza naiwność. Metody najbardziej prymitywne w praktyce okazują się najskuteczniejsze.

Miałem okazję wysłuchać zwierzeń pewnego hochsztaplera. Rzecz działa się dawno temu w miejscowości górskiej, w której wylądowałem na wczasach. Powszechną uwagę przyciągał mężczyzna w skórzanym kowbojskim kapeluszu, który od rana zasiadał w hotelowym barze, popijając winiak. Nadarzyła się okazja, by go poznać, po kolejnym kieliszku spadł z barowego stołka. Próbował wstać, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Wychowany zgodnie z zasadą, że bliźnim należy nieść pomoc, podźwignąłem go do pionu i zataszczyłem do pokoju. Po drodze bawił mnie rozmową. Okazało się, że był cinkciarzem ze Starego Miasta. Musiałem wzbudzić jego sympatię, gdyż opowiedział mi o arkanach swojego fachu.

W trakcie wymiany walut zwykł wręczać kontrahentom zwitek zawierający jeden banknot mniej, niż ustalono, przy czym nalegał, by klient przeliczył pieniądze. Oczywiście wychodziło za mało. Ponownie brał zwitek, by osobiście policzyć, i przepraszając za pomyłkę, dokładał brakujący nominał. Równocześnie zamieniał trzymane w ręku pieniądze na przygotowany zawczasu zwitek wypełniony pociętym papierem. Gdy ofiara odkrywała, co się wydarzyło, nie pozostawało jej nic poza wściekłością. Handel walutą był wtedy nielegalny i na zwrócenie się o pomoc do milicji zdecydowałby się tylko samobójca.

Dziś, gdy nikt nie chce w ciemnych zaułkach wymieniać dewiz, oszuści wynajdują nowe sposoby. Największym powodzeniem cieszy się metoda „na krewniaka”. Na ofiary typowane są osoby starsze, najczęściej kobiety. Dzwoniący do nich podaje się za członka rodziny, na przykład wnuka. Rozmówczyni, by upewnić się, z kim rozmawia, dopytuje się: „Czy to ty, Michałku?”. Wiadomo już, że kobieta ma wnuczka Michała. Oszust zatem potwierdza: „Tak, babciu, to ja, twój wnuk, Michał”. Jednak jego głos brzmi odmiennie od oryginału, co babcia wychwytuje. Wyjaśnieniem jest dolegliwość gardła. Po wymianie kurtuazyjnych pytań o zdrowie rozmówca przechodzi do rzeczy – potrzebuje pilnie pożyczyć dużą kwotę pieniędzy. Zatroskana kłopotami wnuka babcia pyta, o jaką sumę chodzi. Oszust, by wybadać, na ile może liczyć, sonduje babcię. Po poznaniu stanu jej oszczędności precyzuje, jaka kwota jest mu niezbędna. Podstawiony wnuczek dodaje, że sam ma o wiele większe zasoby, ale obecnie są one na niezwykle intratnej lokacie, której zerwanie spowodowałoby potworne straty. Informacja, że krewniak nie jest bankrutem, uspokaja babcię.

Gdy już ofiara oszustwa zadeklaruje gotowość pomocy, okazuje się, że pieniądze potrzebne są bezzwłocznie. Nie można pozwolić babci zastanowić się nad tym, co robi, i skonsultować decyzji, dlatego rozmówca tłumaczy jej, że natychmiast musi iść do banku. Gdy wyraża zgodę, dowiaduje się, że pieniądze trzeba przekazać koledze, wobec którego wnuczek ma zobowiązanie. On sam jest w tej chwili daleko i nie zdąży podjechać, zatem najlepiej będzie, jeśli jego przyjaciel odbierze pieniądze bezpośrednio od babci. Ze zmienionego głosu można się jakoś wytłumaczyć, z wyglądem byłoby trudniej. Podszywający się pod wnuka informuje więc, że kolega zadzwoni i bezpośrednio umówi się na spotkanie. Aby nie dać czasu na przemyślenia, po kilku sekundach dzwoni zapowiedziany przyjaciel i proponuje za kilka minut spotkanie pod bankiem. Teraz pozostaje tylko czekać. Jeśli babcia pojawi się o czasie, to znaczy, że wszystko poszło dobrze i nic oszustowi nie grozi. Tak szybko nie udałoby się powiadomić policji i przygotować zasadzki. Jeśli się spóźnia, to sygnał, że ofiara poszła po rozum do głowy i całe przedsięwzięcie spaliło na panewce.

Z historii wynika jednak przesłanie optymistyczne. Więzy rodzinne są tak silne, że w nagłej potrzebie jesteśmy gotowi wspomóc bliskiego całym swoim majątkiem. Choć, z drugiej strony, czy to nie smutne, że często nie potrafimy rozpoznać krewnych, dla których gotowi jesteśmy na wszystko?