fbpx

Baby luz blues

Gdy widzę człowieka, który jest przesadnie ugrzeczniony, zawsze jaśnieje z lekka wyleniałym uśmiechem, zapalają mi się światła alarmowe. Wolę ludzi opryskliwych, nawet zrzędy, jeśli tylko umiarkowane, ich szorstkość nieraz kryje dobre serce, podczas gdy maska przesadnej grzeczności to stalowa klatka na emocje.

Ile jednak tracę w życiu, nie mając daru radosnej spontaniczności, uświadamiam sobie, patrząc na mojego synka. Kiedy ryczy, jest tylko i wyłącznie rykiem, ostrzega: zaraz pęknę, a przy okazji wysadzę w powietrze cały świat. Ale już po chwili z byle powodu śmieje się do rozpuku. Salwy śmiechu i zerwane naszyjniki pereł, czyli śmiech perlisty. (To ciekawe, ile śmiech zrodził poetyckich metafor, nawet w potocznym języku).

Świat małego dziecka bywa jedną wielką sensacją. Nieustannie ujawniają się jakieś nowe niesłychane rzeczy, zawsze były, ale nie zostały do tej pory dostrzeżone, gdyż obfitość i rozmaitość świata nie mieszczą się jeszcze w małej głowie.

My, dorośli, z trudem i już zwykle bez skutku uczymy się na nowo spontaniczności, ekspresji, wrażliwości, poczucia rytmu, wewnętrznej radości. A to wszystko przecież istniało kiedyś w nas, gdy byliśmy dziećmi.

Wczoraj Antoś po raz pierwszy dostrzegł, że na ścianach naszego mieszkania wiszą obrazy. Odkrywa je po kolei, wyciąga rękę i woła: ooo… A więc odwrotnie niż ja, który przestałem je widzieć. Rację miał bowiem Picasso, który w swojej pracowni wszystkie obrazy, swoje, jak i swoich wielkich kolegów, stawiał odwrócone grzbietami. Pytany dlaczego odparł, że gdy wiszą, widzi tylko ich ramy.

My, dorośli, patrząc na świat, mało widzimy, gdyż ze wszystkim jesteśmy już oswojeni. Nie potrafimy sobie wyobrazić, co to za przygoda ujrzeć po raz pierwszy psa, kota, samochód, chmarę ptaków czy choćby gołego tatę pod prysznicem. Ten ostatni widok zrobił na Antosiu piorunujące wrażenie. Szczególnie pewien mój szczegół anatomiczny, bez którego Antoś nie przyszedłby na świat. Nie mógł też wiedzieć, że bez tego szczegółu byłbym jeszcze większą osobliwością. Nie jest łatwo być człowiekiem, ale o tym dowie się później. Na razie rytm jego dramatów wyznaczają chwile, gdy wpada w rozpacz, ponieważ jedzenie nie jest na czas. Albo staje się tragedia, ponieważ zabieramy mu nóż, który zdobył z takim trudem.

Największą atrakcją są zabawki, którymi bawią się dorośli. Żadna jednak nie budzi takiej fascynacji jak klawiatura mojego komputera. Zmierza do niej wszelkimi możliwymi drogami, potem rozgląda się uważnie i nagle pchany wielką pierwotną siłą ciekawości świata sięga łapką do klawiszy. Jeśli komputer jest włączony, robi mi w tekstach szkody. Kilka dni temu na Skypie połączył mnie z kimś, z kim wcale nie miałem ochoty rozmawiać, gorzej, kiedy kasuje drogocenny fragment tekstu. Kiedy jestem obok, najpierw spogląda na mnie. Wie, że nie wolno. Waha się, ale po chwili ta straszna wewnętrzna siła każe sięgnąć do klawiszy, a tłuste paluszki stają się sprawne, szybkie i pewne. Klawiatura tak go fascynuje, gdyż widzi, że całymi dniami bawi się nią tata. Musi to więc być coś szczególnie szczególnego. Dobrze, że nie wie, jak czasami męczę się przy tym komputerze, składam słowa jak połamane kości, tylko z rzadka fruną, łącząc się w stada jak ptaki. Po kolejnej kasacji tekstu mam dosyć! Stawiam przy komputerze odkurzacz i suszarkę do włosów. Te dwie maszyny, czasami straszne ryczące potwory, budzą grozę każdego dziecka. Antoś staje na progu pokoju w odległości kilku metrów i medytuje, co zrobić. Potem patrzy na mnie z wyrzutem: Jak ty mogłeś mi coś takiego zrobić? Nic tak nie boli jak cierpienie w oczach dziecka. Muszę to jednak jakoś przetrzymać. W ciągu kilku godzin przełamał jednak lęk do tych strasznych maszyn i ciekawski pyszczek jego łapki już węszy wśród klawiszy. W popłochu wysyłam ten tekst, zanim go stracę.