fbpx

Cztery tysiące rozwiązań

 

Nie można porodów traktować jednakowo, każdy jest inny. Pracuję już tyle lat, a nadal przy porodach zdarzają mi się chwile wzruszenia – mówi położna Jeannette Kalyta.

 

Wyglądasz mocno i młodzieńczo, ale od kiedy jako położna przyjęłaś pierwsze dziecko, minęło już sporo czasu…

– Pracuję ponad 20 lat i w tym czasie przyjęłam około czterech tysięcy porodów. Gdybym wtedy, gdy zaczynałam, przy porodzie robiła to co teraz, uznano by mnie za szaloną.

Nie miałaś wtedy podejrzeń, że coś jest nie tak?

– Miałam. W latach 80. w pierwszym szpitalu, w którym pracowałam, zapytałam raz kobietę, czy zgodzi się, aby po porodzie położyć jej dziecko na brzuchu. Była zachwycona, a zarazem zdziwiona, że tak można. Nie zdawałam sobie sprawy, jakie to będzie miało konsekwencje. Nadszedł czas porodu, na sali wiele osób: lekarze, oddziałowa. Kiedy dziecko się urodziło, położyłam je na brzuchu matki. W sali powiało grozą. Pomyślałam, że już wyleciałam z pracy. To, co zrobiłam, było przecież karygodne, położyłam dziecko na „brudnej kobiecie”. Ordynator zapytał, czy uczyłam się fizyki, i wmawiał mi, że jeśli położę dziecko ponad łożyskiem, to odpłynie mu krew. Na szczęście weszła na salę pediatra, przez niektórych uważana zresztą za stukniętą, i jakby nigdy nic przystawiła dziecko matce do piersi. Zaczęło ssać. Świadkowie tego niezwykłego zdarzenia rozeszli się bez słowa, już spokojni, że noworodek przeżyje. I nie wyrzucono mnie.

Czy dzisiaj w Polsce już w każdym szpitalu noworodka kładzie się matce na brzuchu?

– Myślę, że nie wszędzie, ale na ogół tak.

I kobiety, które rodzą, są teraz pewnie inne?

– Wydawałoby się, że w XXI w. dzięki postępowi medycyny poród powinien być dla kobiety łatwiejszy. Tymczasem bywa wręcz odwrotnie. Dlaczego? Rodzącym brak wiary we własne siły i możliwości. Poza tym naturalne instynkty zostały uśpione, niedługo okaże się, że dla wypieszczonych kobiet poród stanie się tak trudny i niebezpieczny, że jedynym ratunkiem będzie cesarskie cięcie. Już teraz wiele kobiet bez uzasadnionej przyczyny decyduje się na ten zabieg w prywatnych klinikach. Zapominają, że to poważna operacja, naruszająca ciało daleko bardziej niż poród fizjologiczny.

A co zmieniło się w tobie?

– Zrozumiałam, że należy słuchać intuicji. Nie można porodów traktować jednakowo, każdy jest inny.

Czyli dla ciebie to też zawsze nowe przeżycie?

– Pracuję tyle lat, a nadal przy porodach zdarzają mi się chwile wzruszenia. Ta praca jest dla mnie duchowym posłannictwem. Wiem, że życie dziecka w dużej mierze zależy od warunków, w jakich przychodzi na świat. Dlatego staram się każdą rodzącą traktować tak, jakby była moją jedyną pacjentką.

Ból jest chyba najgorszy?

– Ból porodowy zawsze był czymś nieuniknionym, co należało przyjąć z pokorą. Wiedziały o tym nasze prababki i babki, ale rodziły w domu, mając oparcie w najbliższych. To dawało poczucie bezpieczeństwa. Dzisiaj narodziny i śmierć są spychane na margines rzeczywistości. Rozwój cywilizacji, wzrastające tempo życia, tendencja do nadużywania wielu osiągnięć medycyny – wszystko to pozbawia nas naturalnego instynktu. Prawie każda ciężarna zapytana, jak wyobraża sobie poród, odpowie: „Chcę, żeby trwał jak najkrócej i żeby nie bolało”. Tymczasem krótki poród nie jest zbyt bezpieczny dla matki i dziecka. Choć nie powinien również być bardzo długi. Najlepiej gdyby rodząca nie oglądała dwa razy wschodu słońca. Która z nas gotowa jest przyjąć z pokorą poród, który trwałby 24 godziny albo dłużej?

Postępujący rozwój medycyny nie umniejsza duchowego aspektu porodu?

– To, że dzisiaj narodziny na ogół odbywają się w szpitalach, nie znaczy, że mamy uważać je za wydarzenie czysto medyczne. Poród to nie choroba. To proces fizjologiczny i zarazem wielka duchowa przemiana. Na ile dzisiaj potrafimy znaleźć w sobie wiarę we własne możliwości i wewnętrzną siłę – cząstkę tej siły, która stworzyła gwiazdy, która na ziemi objawia się przez siły przyrody? Pozwólmy tej sile przepływać przez nas. W naszych czasach cierpienie przy porodzie wielu kobietom wydaje się niepotrzebną ofiarą. A może jednak warto podjąć to wyzwanie i nie zatracić możliwości pełnego przeżywania narodzin dziecka?

Dlaczego dawniej kobietom było łatwiej zaakceptować ból porodowy?

– Dla będących po raz pierwszy w ciąży pojęcie bólu porodowego jest abstrakcją, chociaż budzi lęk przed nieznanym. Często kobieta, przychodząc do szpitala, myśli: „Oddam brzuch położnej i lekarzowi, niech zrobią tak, żeby było dobrze”. Jednak poród to moment konfrontacji wyobrażeń z rzeczywistością. Kobiety różnie reagują na ból. Dla niektórych już pierwsze skurcze są nie do wytrzymania. Jednak pamiętajmy, że gdyby ból porodowy nie był w ogóle potrzebny, natura by go nam oszczędziła. Dawniej rodząca kierowała się instynktem. Wiedziała, że poród boli, i była w stanie to zaakceptować.

Przeżycie bólu łączy matkę z dzieckiem?

– Oczywiście. W trakcie porodu wydziela się oksytocyna – hormon, który powoduje bolesne skurcze macicy. Wydziela się też adrenalina – hormon walki i ucieczki. Na początku porodu, gdy kobieta boi się tego, co ją czeka, nadmiar adrenaliny sprawia, że oksytocyna wydziela się w minimalnych ilościach. Kiedy kobieta wejdzie do wanny z ciepłą wodą, wypije kieliszek wina, rozluźni się i odpręży – dochodzi do głosu oksytocyna i poród rusza pełną parą. Są jeszcze inne hormony, endorfiny, wydzielane przy długotrwałych bólach. Sprawiają, że każda kobieta dostaje ból na swoją miarę – nie większy, niż jest w stanie znieść. Nie znam kobiety, która by przy porodzie zemdlała. Natura zadbała o to, by rodząca w pełni przeżyła to doświadczenie. Hormony, które odgrywały istotną rolę w czasie porodu, po porodzie zmieniają swoje funkcje i wpływają na relacje między mamą i dzieckiem. Oboje instynktownie wiedzą, jak się zachować. Matka chce podać dziecku pierś, a noworodek jej szuka. Adrenalina wydzielana w czasie parcia później wyzwala w kobiecie instynkt macierzyński. Ten sam hormon sprawia, że dziecko jest aktywne, otwiera oczy, próbuje nawiązać kontakt wzrokowy z matką, podnosi główkę, a nawet potrafi doczołgać się do piersi, chwycić brodawkę i zacząć ssać. Oksytocynań po porodzie działa jak „hormon miłości”, wyzwala pozytywne uczucia matki do dziecka i dziecka do matki. Endorfiny, które w trakcie porodu pełnią funkcję naturalnych znieczulaczy, a także działają uspokajająco, też uzależniają dziecko od matki, a u matki wyzwalają zachowania opiekuńcze.

Mówiłaś mi kiedyś w szkole rodzenia, że podczas naturalnego porodu dziecko ma twarz wojownika… może to też jest potrzebne?

– Poród jest dla dziecka bardzo trudnym doświadczeniem. Dlatego dostaje dużą dawkę adrenaliny. Podczas przechodzenia przez kanał rodny pod wpływem ucisku w jego organizmie wydziela się serotonina, dzięki niej w przyszłości łatwiej będzie podejmować decyzje i stanie się odporniejsze na stres. Ten mechanizm nie zachodzi u dziecka, które przyszło na świat przez wcześniej zaplanowane cesarskie cięcie. Jeden z holenderskich lekarzy przeprowadził badania, w których dowiódł, że człowiek, który przyszedł na świat poprzez cesarskie cięcie, w dorosłym życiu częściej w ostatniej chwili wycofuje się z podjętych działa . Ale ostrożnie, na charakter człowieka ma wpływ też mnóstwo innych czynników.

Pracując tyle lat, na pewno zauważyłaś różnice między nowo narodzonymi dziećmi.

– W pierwszej, tzw. świętej, godzinie po porodzie dzieci pozostają przy matkach, by nawiązała się między nimi ta cudowna więź. Natomiast potem, gdy je ważę i ubieram, widzę, jak bardzo się od siebie różnią. Każdy noworodek jest na swój sposób niepowtarzalny. Niektóre są spokojne, pogodne; inne – zestresowane, płaczliwe i lękliwe, mimo że poród przebiegał prawidłowo i nie było żadnych komplikacji.

Powodem może być przebieg ciąży?

– Obowiązuje idealny obraz kobiety w ciąży: łagodnej, uśmiechniętej, czule dotykającej brzucha, która żywi do dziecka same pozytywne emocje. A bywa różnie. Kobiety często źle znoszą ciążę, są przewrażliwione i kłótliwe. Nie dają sobie prawa do odczuwania sprzecznych emocji. Przyszłe matki, często z powodu negatywnych uczuć do dziecka, mają fatalistyczne wizje, boją się, że ono urodzi się zdeformowane, upośledzone, a nawet martwe. Tego typu obawy potęguje brak wsparcia i osamotnienie kobiety. Nie należy tłumić takich myśli, gdyż odsunięte w krótkim czasie wracają ze wzmożoną siłą. Strach matki może potęgować każda nierozsądna uwaga otoczenia, np. „Oparzyłaś się w rękę – dziecko będzie miało znamię”. Takich obaw często nie sposób rozwiać żadnym racjonalnym tłumaczeniem. Kobiety jednak mają prawo odczuwać w ciąży tyle samo sprzecznych emocji co w innych sytuacjach życiowych, które są dla nich wyzwaniem.

Kobiet, którym trudno jest zaakceptować dziecko, jest chyba więcej, niż się powszechnie sądzi. To wstydliwa sprawa.

– Wbrew społecznym oczekiwaniom nie każda kobieta od momentu poczęcia kocha i akceptuje swoje dziecko. Wiele z nas potrzebuje na to dziewięciu miesięcy. Często miłość do dziecka rozkwita w pierwszych godzinach po porodzie. Bywa, że musimy na nią poczekać kilka tygodni. Równolegle do zmian w ciele kobiety zachodzą też zmiany w jej psychice. Ciąża to przecież codzienne obcowanie z poczętym dzieckiem, to wreszcie różnorodne stany emocjonalne i uczucia, które zebrane razem stanowią odpowiedź na pytanie: „Kim dla mnie jest moje dziecko?”. W tym okresie kobieta koncentruje się bardziej na sobie i dziecku niż na otoczeniu. Wycisza się, oddala od świata, potrzebuje wiele wsparcia, zrozumienia i opieki.

Czy przez odpowiednie myśli można ofiarować dziecku pomoc w narodzinach?

– Najważniejsze jest pozytywne myślenie. Czasem czuję, że potrzeba kilka słów modlitwy.

Twój najbardziej dramatyczny poród?

– Położnictwo to nie tylko piękne chwile. Czasami rodzą się martwe dzieci. A rodzice są na to nieprzygotowani. Często nie chcą tego dziecka widzieć. Konsekwencje psychiczne takiego odrzucenia i wyparcia są niewyobrażalne. Od śmierci bliskich nie można uciec, lepiej się z nią spotkać. łzy, smutek, rozpacz i przede wszystkim pożegnanie – bez tego etapu trudno iść dalej.

– Masz swoją szkołę rodzenia i zajęcia „Oczekiwanie na narodziny z Jeannette”, ale dla ludzi o niskich zarobkach nie zawsze są one dostępne. Jak pogodzić duchowość porodu i biznes?

– Moja szkoła rzeczywiście jest odpłatna, nie korzystam z dofinansowania państwa. Kobiety o niskich zarobkach mają możliwość skorzystania z bezpłatnego programu, który obejmuje prowadzenie ciąży i bezpłatne szkoły rodzenia. Biznes kojarzy mi się z nastawieniem na zarabianie pieniędzy, ja dostaję pieniądze za ciężką i dobrze wykonaną pracę, nieprzespane noce, brak wakacji, święta spędzane w szpitalu zamiast przy rodzinnym stole. Każdy przyjmowany przeze mnie poród nie jest tylko czysto fizyczną pracą. Dbam o to, by dla kobiety i jej partnera było to głębokie duchowe przeżycie, by mieli świadomość tego, że doświadczają prawdziwego cudu.