Gdzie są G, A, U ! ?

Gdzie są G, A, U ! ?
fotochannels.com

O seksie intymnym i komercyjnym, o tym, jak traktować łóżkowe eksperymenty, o planowanych i reżyserowanych scenariuszach, które mogą się okazać niewypałem – mówi seksuolog Wiesław Sokoluk.

Czy mamy terazdoczynienia z niespotykaną wcześniej w Polsce rewolucjąseksualną?
Dzieci dorwały się do konfitury. Warto zastanowić się, na ile treści seksualne, których tyle mamy teraz w mass mediach, mówią prawdę o rzeczywistym życiu seksualnym. Na ile czytelnik czy widz może wyciągnąć z nich wnioski i zdobyć wiedzę przydatną w osobistym doświadczeniu. Mówiąc o seksie, należy wyodrębnić cztery jego przestrzenie – osobistą, która jest sferą intymną, wiedzę na temat seksu, której granicą jest granica ludzkiego poznania, seks jako temat komercyjny, gdzie żadnych granic nie ma, bo liczy się tylko zysk, i wreszcie zbiór mitów i przesądów na ten temat, którym wszyscy dysponujemy. Niestety, pomiędzy tymi czterema obszarami granice zostały całkowicie zatarte. Seks komercyjny udaje rzetelną wiedzę, a to, co intymne i osobiste, zostaje wystawione na ogląd gawiedzi. Bardzo popularne są audycje z cyklu „ekshibicjoniścipodglądaczom”. Nie ma takiej intymności, której by publicznie nie pokazano.

Mass media zachęcają nas do odkrywania w seksie nowych lądów, do otwarcia na nowe doświadczenia. Przekonują, że nasze możliwości są znacznie większe, niż nam się wydaje, a nasze doznania seksualne nie znają granic.
Mamy dziś do czynienia z pogonią za orgazmem. Wmawia nam się, że liczba orgazmów i ich różnorodność warunkują udane życie seksualne. Co raz dowiadujemy się o kolejnych nowych punktach – G, A, U… Wszystkie te sztandarowe wezwania typu: „Masz prawo do orgazmu!” są czystą komercją. Niedługo przeczytamy w gazetach, że mamy prawo oddychać. Jak tak dalej pójdzie, to odkryją, że człowiek ma system nerwowy i gdzieniegdzie zagęszczenie jego zakończeń. Problem polega na tym, że jeśli satysfakcję seksualną sprowadzi się wyłącznie do stymulacji pewnych obszarów, to bardzo szybko okaże się, że zabrnęliśmy w ślepy zaułek. Satysfakcja seksualna jest wypadkową wielu doznań i przeżyć.

Seks jest zjawiskiem ulotnym, wymaga wzajemnego uczenia się, troski o siebie. Nie lubi stereotypu, nudy. A zarazem potrzebuje ciszy i tajemnicy…

Wiesław Sokoluk

W naturze ludzkiej leży eksperymentowanie i przekraczanie granic…
I bardzo dobrze, bo bez tego nadal siedzielibyśmy na drzewach. W seksie bardzo ważna jest spontaniczność, fantazja, pomysłowość, ale też umiejętność przewidzenia konsekwencji tej fantazji. Kręcenie filmu z własnego kontaktuseksualnego jest bardzo ryzykowną inicjatywą. Kiedy zmieniamy pozycje z uczestnika na obserwatora własnej aktywności seksualnej, to jest to tak diametralnie różna perspektywa, że może temu towarzyszyć duży szok, niekoniecznie przyjemny. Dlatego warto jednak czasem pomyśleć o ryzyku tych eksperymentów. Media nakręcają mit, że człowiekatrakcyjny seksualnie nieustannie eksperymentuje. Często ludzie mają stosunkowo udane życie seksualne i nagle naczytają się jakichś bzdur, w świetle których zaczynają o sobie myśleć, że ich dotych-czasowe współżycie nie było tak naprawdę dobre, i zaczynają eksperymentować. A potem gubią się w tych eksperymentach. Para o udanym współżyciu seksualnym może wpaść w panikę po przeczytaniu tych wszystkich dobrych rad. Nagle się okazuje, że coś z nimi nie tak, bo ona nie może mieć podwójnego orgazmu albo nie ma punktu G.  A prze-cież w myśl tego, co mass media mówią, powinno ich za każdym razem ogarniać niesamowiteszaleństwo, a liczba orgazmów powinna ich przyprawiać o zawrót głowy. Ludzie czytają te brednie i traktują je ze śmiertelną powagą. Eksperymentuj, ale miej świadomość ryzyka. Może najpierw wyobraź sobiedokładnie, jak może wyglądać sytuacja, którą planujesz, i jak możesz się w trakcie i powszystkim czuć. Wtedy zastanów się, czy naprawdę tego chcesz, czy też raczej ktoś ci wmawia, że powinieneś tego chcieć. Bardzo często lepsze jest wrogiem dobrego.

W jednej z gazet można było niedawno przeczytać, że wystarczy chodzić po domu nago, sypiać bez ubrania, często patrzeć na siebie w lustrze, wysiadać z gracją z samochodu, aby stać się prawdziwą boginią seksu. Trudno nie ulec pokusie zastosowania kilku trików w celu osiągnięcia erotycznego nieba…
Tak, tak… Oczywiście… Za pomocą paru sztuczek rozpal jego zmysły do szaleństwa… No nie wiem, może ostatnio coś radykalnie się zmieniło, ale dotychczas niewiele trzeba było, żeby kobiety rozpalały męskie zmysły. Pamiętam dziewczęta w czarnych fartuszkach i białych bluzkach, bez supermakijaży i kolczyków w odsłoniętych pępkach. I naprawdę bardzo rozpalały nasze chłopięce zmysły… W niektórych pismach kobiety czytają, jak dzięki kilku sposobom zapewnić sobie i partnerowi kosmiczne przeżycie erotyczne. Tak jakby każdy był produktem zdjętym z taśmy fabrycznej, do którego jest dołączona krótka instrukcja obsługi. Naprawdę nie chodzi o robienie przedstawienia, bo seks nie lubi nadmiernych wymysłów. To przedstawienie samo w sobie jest już w nas pięknie zaprogramowane. A nadmiar ciśnienia jest wbrew prawidłowościom neurofizjologicznym. Nie da się być nieustannie rozpalonym, tak jak i nie da się przez godzinę przeżywać orgazmu, jak to aktorzy porno nam prezentują. Problem polega na tym, że wiele młodych ludzi wiedzę o seksie czerpie właśnie z takich źródeł. A prawda jest taka, że seks jest zjawiskiem ulotnym, wymaga wzajemnego uczenia się, troski, poznawania i dbania o siebie.

Jednocześnie nie lubi stereotypu, nudy, pruderii i braku fantazji.
Ale z drugiej strony potrzebuje też ciszy, tajemnicy i intymności. Dlatego jestem zdecydowanie przeciwny poradnikomtypu: „Jak w sześć tygodni zostać neurochirurgiem i samemu sobie wyciąć guza mózgu”. Nie dajmy się zwariować. Wspaniałedoznanie może pojawić się niespodziewanie, a planowanei reżyserowane scenariusze mogą okazać się niewypałem. Róbmy to, co nam przyniesie satysfakcjęi radość, a nie realizujmy jakichś postulatów czy nierealnych wzorów. Trzebasię cieszyć seksem, bo po to go mamy, ale uprawiać tak, żeby nikogo nie skrzywdzić.