fbpx

Jest w orkiestrze siła

Jest w orkiestrze siła
fot. Wojtek Jargiło

Klaudia – kontrabas, Paula – waltornia, Krzysztof – skrzypce. Trójka utalentowanych młodych muzyków. Wystartowali z bardzo małych miejscowości i z sukcesem dotarli do Młodej Polskiej Filharmonii.
Mają doskonały słuch muzyczny, poczucie rytmu, wrażliwość na barwę dźwięków, muzyczną inteligencję i wyobraźnię. A przede wszystkim talent. Dorzucili do tego ambicję, samozaparcie, wytrwałość i lata żmudnych ćwiczeń na instrumencie. Gdyby jednak w ich życiu nie pojawili się ludzie, którzy dostrzegli w nich tę Bożą iskierkę, mogłaby szybko zgasnąć.

Klaudia, Paula i Krzysztof pochodzą z bardzo małych miejscowości. O starcie – takim, jaki mają dzieci z dużych miast, mogli tylko pomarzyć. Jaką drogę pokonali, by zagrać w Młodej Polskiej Filharmonii?

Dziewczynka z werbelkiem

Paula Lis ma 20 lat, jej przygoda z muzyką zaczęła się w Białowoli k. Zamościa. W rodzinie nie było tradycji muzycznej, nie otrzymywała muzycznych prezentów, ale w podstawówce na lekcjach muzyki czuła się w swoim żywiole.

Gdy miała 10 lat, znajomy rodziców, Andrzej Greszta, waltornista, wciągnął ją i jej siostrę do młodzieżowej orkiestry dętej, którą zakładał w Białowoli. Pauli dał do ręki werbelek i nauczył na nim grać. Była szczęśliwa.

– Pana Andrzeja uważam za swojego muzycznego odkrywcę i przewodnika. To on dostrzegł we mnie talent. Inaczej pies z kulawą nogą by mnie pewnie w naszej wiosce nie zauważył – wspomina. – Potem zasugerował rodzicom, że powinni pojechać z nami na przesłuchania do szkoły muzycznej w Zamościu. Zgodzili się. Przygotowano dla nas dwa instrumenty: waltornię i obój – najtrudniejsze w swoich grupach, o czym wtedy nie miałyśmy pojęcia. Już wyobrażałam sobie, jak gram na oboju… Jednak gdy pojawiłam się na przesłuchaniu, okazało się, że dla mnie przydzielono waltornię. Ten instrument zobaczyłam wtedy pierwszy raz w życiu. Wydał mi się olbrzymi, ciężki i dla facetów. Strasznie to przeżyłam. Przepłakałam trzy dni. Do dziś nie wiem, jakich sposobów użyła Beata Syczuk, nauczycielka waltorni, że szybko i diametralnie zmieniłam podejście do tego instrumentu. Wkrótce bardzo go pokochałam. Gra na nim stała się dla mnie cudownym lekarstwem na kłopoty i smutki – zapominam wtedy o całym świecie.

Ali Baba, Arab z bajki

Krzysztof Katana, 17-latek, mieszka w Kalnej k. Szczyrku i od lat codziennie dojeżdża do szkoły muzycznej w Bielsku-Białej.

Debiutował w wieku 8 lat – zagrał na skrzypcach ze szkolną orkiestrą. Był w niej najmłodszy i najmniejszy. Żeby było go widać, dyrygent postawił Krzysia na swoim podeście. – Po tym koncercie właściciele Radia Bielsko-Biała ufundowali mi prawdziwe lutnicze skrzypce, takie malutkie, akurat dla mnie. Moje pierwsze, własne – wspomina.

Ale muzykowanie rozpoczął nie na skrzypcach, lecz na keyboardzie, który dostał od wujka kontrabasisty na gwiazdkę. Miał wtedy 6 lat. Uwielbiał ten instrument, grał ze słuchu różne melodyjki. Potem usiadł do domowego pianina.

W przedszkolu pani od rytmiki stwierdziła, że jest bardzo wrażliwy na muzykę i ma niezwykłe poczucie rytmu. Pojechał z rodzicami na przesłuchanie do szkoły muzycznej w Bielsku-Białej: – Nigdy nie zapomnę atmosfery tej szkoły: stary budynek, wszędzie mroczno, wielkie ciężkie drzwi, klamka ponad moją głową i dźwięk dochodzących trąbek. Przytłoczyła mnie, ale było w niej też coś niezwykłego. Przed komisją zagrałem na fortepianie „Odę do radości” i zaśpiewałem „Ali Baba, Arab z bajki”. Myślę, że wszyscy nieźle się bawili. Zostałem przyjęty, jednak do… klasy skrzypiec. Wtedy nawet nie wiedziałem, jak wyglądają. Zbuntowałem się: „Chcę na fortepian albo nie będę chodzić do tej szkoły!”.

Poszedł. – Na początku skrzypce zupełnie mnie nie kręciły, strasznie skrzypiały, z czasem przekonałem się do nich. Nadal jednak pogrywałem w domu na pianinie i brałem prywatne lekcje.

Kiedy był w drugiej klasie, dał solowy koncert na skrzypce i na fortepian na Międzynarodowym Festiwalu Utworów Dziecięcych i Młodzieżowych w Krakowie. Zdobył pierwszą nagrodę. Wtedy szkoła dołączyła do jego programu godzinę w tygodniu gry na fortepianie.

– Ale skrzypce są dla mnie pierwsze, fortepianem raczej się bawię – mówi Krzysztof.

Lepsza od taty

– Dostałam od taty malutkie plastikowe skrzypeczki. Bardzo je lubiłam. Miałam wtedy 5 lat – opowiada 17-letnia Klaudia Wielgórecka ze Świerklańca k. Tarnowskich Gór. – W domu były też prawdziwe skrzypce, które należały niegdyś do mojego pradziadka. Gdy tata – samouk skrzypcowy próbował nieraz coś na nich zagrać, wołałam: „przestań!”. W końcu powiedziałam mamie, że sama nauczę się grać na skrzypcach i zagram lepiej od taty.

Zagrała. Do przedszkola przyjechała nauczycielka ze szkoły muzycznej w Tarnowskich Górach. Przesłuchała wszystkie dzieci. Po kilku dniach zadzwoniła do rodziców Klaudii z prośbą, by przywieźli córkę na właściwe przesłuchania do szkoły. Została przyjęta. Wybrała oczywiście skrzypce i uczyła się na nich grać cały I stopień, czyli 6 lat.

Jednak do szkoły muzycznej II stopnia w Bytomiu się nie dostała. Bardzo rozpaczała. Mama zadzwoniła do szkoły i dowiedziała się, że jest jedno wolne miejsce, ale… w klasie kontrabasu. Spróbowała, mimo że nie były to jej ukochane skrzypce. – Teraz wiem, że to była najlepsza rzecz, jaka mogła mi się w życiu przytrafić. Strzał w dziesiątkę! – mówi Klaudia.

(…)

Więcej w numerze 10 / 2011