fbpx

Konkurs męskiej piękności

 

Jak mężczyzna ma szansę zdobyć kobietę swoich snów, czyli królewnę? Wbrew stereotypom nie musi zabijać smoków ani podjeżdżać pod zamek, mając trzysta rumaków pod maską. Wystarczy, że szanuje przyrodę, ma kontakt ze swoimi uczuciami,talentami i kieruje się instynktem,tak jak Szewczyk Dratewka– mówi Katarzyna Miller.

 

Na koniec naszego cyklu polski akcent: „Szewczyk Dratewka” Janiny Porazińskiej.

– Pokazany tu schemat jest znany od tysięcy lat. Bohater, ubogi szewczyk, wędruje przez świat i ma do wykonania trzy zadania. Jeśli mu się uda, zdobędzie nagrodę, czyli królewnę, którą więzi czarownica, a jeśli mu się nie uda – zginie. Ważny motyw – bohater szanuje przyrodę, pomaga zwierzętom, więc one mu się odwdzięczają.

Ekologiczna baśń…

– Baśnie w ogóle są ekologiczne. Przyroda gra w nich aktywną rolę, często jest ożywiona. Przekaz jest prosty. Kaczki, które karmi chlebem Szewczyk, mówią mu: „Skoro nas nie zabijasz, będziemy ci służyć”. Nie można zdobyć królestwa, depcząc przyrodę, ale można je zdobyć, szanując ją i wspierając. To niesłychanie ważny przekaz dla ludzkości, ale my nie chcemy go słyszeć.

Po co? Tyle królestw zbudowano na bezwzględnym wykorzystywaniu przyrody i jej zasobów…

– Ale bogactwo to nie królestwo. Królestwo w baśni to poczucie spełnienia, sensu, panowania nad swoim życiem, a to nie jest tożsame z majątkiem. Baśnie to najlepszy dowód na to, że związek z przyrodą jest w człowieku żywy, istnieje w naszej zbiorowej nieświadomości, jak powiedziałby Jung. To oznacza, że mamy zachowaną pamięć o tym, że jesteśmy częścią przyrody. Dziś żyjemy odcięci od tej wiedzy, od natury, wypieramy świadomość, że klęska przyrody to nasza klęska. Dlatego cierpimy, czujemy się wykorzenieni, samotni, często pomimo dobrobytu.

Dratewka nie wypiera się swojego związku z naturą, nawet mrówkom kłania się z szacunkiem. Widzi rozkopane mrowisko, więc pomaga. Mrówki na to: „Będziesz potrzebował pomocy, pomożemy ci”. On myśli sobie: „W czym wy mi, mróweczki, możecie pomóc?”. Mimo to kłania im się i idzie dalej.

– To nie jest postawa: daję, żeby dostać. Po prostu daję, bo mam, mogę i chcę. Dlatego Szewczyk zdobywa swoje królestwo. Bo dawać naprawdę można tylko, gdy się ma poczucie dobrobytu. On czuje, że niczego mu nie brak, choć obiektywnie posiada tak niewiele. Nic poza starym ubraniem, symboliczną kromką chleba i narzędziami pracy. Poczucie braku wewnętrznego powoduje, że możemy mieć skarbiec pełen złota, a będziemy się czuć biedakami. Brak uniemożliwia bezinteresowność. Szewczyk dzieli się z kaczkami ostatnią kromką chleba. Daje bez zastanawiania się, skąd potem weźmie jedzenie dla siebie. Ma zaufanie do życia. Zawsze miał co jeść. To dlaczego miałby nagle nie mieć?

Zauważ, że Dratewka dał kaczkom chleba nie dlatego, że były głodne. On je po prostu poczęstował, bo nie znały takiego smaku.

– Często w baśniach pojawia się głodna staruszka, z którą się trzeba podzielić, co świadczy o dobrym albo złym sercu bohatera. Tu kaczki nie potrzebują tego chleba, Dratewka dzieli się z nimi, bo chce. Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z dzieleniem się w czystej formie. Dla samego dzielenia się.

Mężczyzna w lesie kojarzy się z zabijaniem: archetyp myśliwego jest silny. Ta baś pokazuje, że mężczyzna nie musi zabijać, wykorzystywać, może dawać, pomagać i nic nie straci ze swej męskości, wręcz przeciwnie.

– Kontakt z przyrodą, czyli symbolicznie z siłą natury w sobie, z własnym instynktem, pomaga mu zdobyć to, czego pragnie, przezwyciężyć przeszkody. Dzięki temu, co przeżył w lesie, czyli dzięki temu, że się skontaktował ze swoim wnętrzem, które symbolizuje las, Szewczyk jest gotowy, by zmierzyć się ze swym zadaniem. Może uwolnić królewnę, a więzi ją czarownica, która urywa głowy zalotnikom, jeśli nie rozwiążą jej zagadek. Mocne, co?

A Szewczyk na to spokojnie: „To ja spróbuję”.

– Nie nakręca się, nie odgraża, komu to on i czego nie udowodni, ani nie boi się i nie waha. Po prostu otwiera się na to doświadczenie. Dratewka to ciekawa postać. Wędruje przez życie niczym nieobciążony. Szewczyk, tak jak Młynarczyk z „Kota w butach” [por. „Z” nr 8/2007 – red.], to prosty mężczyzna, który coś potrafi po prostu. Ma w sobie spokój, zaufanie, ciekawość świata i rodzaj niewinności, które pozwalają płynąć przez życie i brać to, co przychodzi.

To mój ulubiony motyw: rzeczy dzieją się nie bez powodu, choć tego powodu nie musimy znać. Spotykamy tych, a nie innych ludzi, wydarzają nam się takie, a nie inne rzeczy. I trzeba doświadczać tego, co przychodzi.

– Co nie znaczy, że nie ma ryzyka: czarownica zadaje zagadki, wobec których Szewczyk w swoim przekonaniu jest absolutnie bezradny. Bo są to zagadki, których nie da się rozwiązać na logikę, dzięki inteligencji.

Te zadania wymagają innego podejścia – trzeba oddzielić mak od piasku i znaleźć kluczyk na dnie jeziora. Wymagają instynktu: bo jak inaczej rozpoznać właściwą królewnę wśród identycznie ubranych sześciu innych, w dodatku schowanych pod welonem…

– Jeśli uwierzysz w to, co ci w takiej sytuacji dyktuje mózg, z góry skazujesz się na niepowodzenie. Ale Szewczykowi pomogły mrówki. Otworzył się na to, że ma w sobie jakieś instynktowne moce, które wbrew logice są w stanie podołać temu trudnemu zadaniu.

W dodatku wcale ich nie wzywał. Mrówki same przyszły, zrobiły swoje i poszły.

– Jeśli współgrasz z naturą, ona cię przyjmuje do swego koła, nie musisz nic robić, żeby ci sprzyjała. Jesteś częścią ekosystemu.

Ten Szewczyk jest niesamowity: nawet się specjalnie nie przejął, że nie umie wykonać zadania, więc musi umrzeć. Przyjął to z godnością.

– Najwyraźniej był pogodzony z życiem, a więc również ze śmiercią.

Nie targały nim wizje, co to będzie, jak ta czarownica przyjdziejdzie…

– To jest dla naszych umysłów coś zupełnie niewiarygodnego, prawda? Wizja spokoju ducha w najtrudniejszej chwili, absolutnego zaufania co do tego, że co ma być, to będzie.

To mądrość.

– Mam w swoich życiowych zasobach dwie takie sytuacje, kiedy byłam o centymetr od śmierci. Jestem za nie wdzięczna losowi. Powiedziałam sobie: przyszedł mój kres. Żegnam wszystko dobre, co było, i godzę się na to, bo cóż innego właściwie mogę zrobić?

Kiedy to było?

–Raz jak miałam szesnaście, a drugi czterdzieści parę lat. Te chwile nauczyły mnie pokory i tego, że trzeba się cieszyć życiem, póki trwa. Z jednej strony myślę, że będę żyła jeszcze długo, żeby pobyć wesołą staruszką, ale z drugiej czuję, że zaakceptuję moment, kiedy przyjdzie mi odejść. Ale pewnie nie zasnęłabym tak gładko po tym, jak o włos uniknęłam urwania głowy, oj nie…

A Szewczyk, ledwie mrówki wyszły, zasnął bez problemu.

– Bohaterów baśni, którzy dostali królestwo, łączy to, że są prostolinijni, nie robią zamieszania wokół siebie. Jeśli w coś wierzą, robią to nie dla poklasku. Jeśli chcą gdzieś iść, idą. Jeśli czegoś pragną, to jest dla nich najważniejsze. Nie kwestionują własnych pragnień, siebie. A my ciągle to robimy. To nasza największa choroba. Uwewnętrzniamy stawiające nas do pionu i umniejszające naszą wartość głosy tych, którzy nas wychowują: rodziców, ale i nauczycieli, a także mediów… więc mamy je w sobie non stop. Warto by się oduczyć ich słuchania, ale to ciężka robota. A tacy jak Szewczyk po prostu robią, co uważają za ważne. Dążą do celu. Nie po trupach, tylko z szacunkiem do siebie, życia, świata i istot ich otaczających.

W tej baśni przyciąga mnie bardzo postać czarownicy. Gdy Szewczyk rozwiązał drugą zagadkę, czyli dzięki kaczkom wydobył kluczyk z dna jeziora, czarownica zaczyna czuć, że coś jej się wymyka. Mówi: „Albo ty, albo ja”.

– Mimo że ma moc, nie może albo nie chce go oszukać. Honor to honor.

To zupełnie inna czarownica niż choćby ta ambitna i głupia z „Jasia i Małgosi”. Ta nie jest głupia – inaczej nie wymyśliłaby takich zagadek, nie popisuje się, nie próbuje nikogo zjadać, nie jest też moim zdaniem zła. Wprawdzie kilka głów urwała śmiałkom, ale takie były zasady konkursu. I zgodziła się odejść, gdy przyjdzie ktoś, kto ją zwycięży.

– Tak jakby była mądrością losu. Jednak więzi dziewczynę. Po co jej ta dziewczyna? Czy to jest jej namiastka urody, młodości? „Schowam cię, bo skoro ja nie mam, to ty też nie będziesz miała”? Może ona jest po ludzku zgorzkniała? Bo nie była ładna albo nie wykorzystała swego czasu młodości i nie chce, by kolejna dziewczyna, jej podopieczna, córka może, wykorzystała swój czas. Często się zdarza, że matka, która nie spełniła się jako kobieta w relacjach z mężczyznami, bardzo źle znosi moment, w którym jej córka dorasta i zmienia się w kobietę. Czuje zazdrość, niechęć, a ponieważ bardzo trudno się jej do tego przed sobą przyznać, wypiera te uczucia i je projektuje na potencjalnych kandydatów na narzeczonych – w związku z tym żaden nie ma szans, każdemu urywa głowę.

Bo jest zbyt nieśmiały albo za biedny, albo za głupi, albo chodzi mu tylko o jedno…

– W głębi duszy ona ma żal do siebie, czuje rozczarowanie, że zmarnowała życie, młodość. Nawet nie wiesz, jak częsty to motyw. Taka matka kasuje facetów pod byle jakim pretekstem.

Ale tutaj te preteksty nie są wcale byle jakie. Dlatego mam wrażenie, że ta czarownica bardzo dobrze wie, co robi, i nie chodzi jej wcale o zemstę na mężczyznach i na ładnych dziewczynach. Ja mam wrażenie, że ona strzeże swojej królewny. Chce, by nie dała się uwieść pierwszemu lepszemu, który ją skrzywdzi i porzuci albo wykorzysta, albo nie rozpozna w niej królewny, czyli nie doceni jej prawdziwej wartości i piękna.

– Dobrze prawisz. To archetypowa mądrość. Te próby pozwalają znaleźć królewnie najlepszego partnera. A reszta, ci, którzy by chcieli natychmiast jej użyć, napotykając trudności, rozpowiada, że to nie dlatego jej nie dostali, że nie zasługują, tylko że zła moc ją więzi.

Te próby są bardzo przemyślane. Kandydat musi umieć odróżnić dobro od zła oraz mieć stabilną hierarchię wartości i potrzeb, musi umieć korzystać z intuicji – to sprawdza test oddzielania maku od piasku.

– Czyli ziarna od plew… Jeśli zaś umie znaleźć złoty kluczyk, czyli skarb, w jeziorze, to znaczy, że umie się rozeznać we własnych uczuciach i sięgać do podświadomości – bo to symbolizuje woda.

Nie tylko we własnych uczuciach, on znajduje kluczyk, co sugeruje, że będzie teraz umiał coś otworzyć. Może serce królewny?

– Hm… albo skarbiec mądrości życia. No i ostateczna próba: nie może dać się zwieść pozorom, nie mogą go kusić inne kobiety. Ma znaleźć prawdziwą królewnę instynktownie. Nie oceniać po pozorach, tylko iść za sercem. To są zagadki Sfinksa, kto je rozwiąże, może być królem.

Dlatego pomyślałam, że one nie mogą pochodzić od kogoś złego. One pochodzą z miejsca głębokiej wiedzy. Ale córki często tego nie widzą, nie rozumieją i uważają własne matki za złe czarownice, które złośliwie nie pozwalają im na szczęście…

– Bo matki głównie zabraniają, zamiast dzielić się wspomnieniami, przeżyciami i wnioskami. Oby każda dziewczyna miała taką matkę, która na tyle sobie ufa, że umie się szczerze dzielić.

Albo oby miała w sobie taką mądrość. Bo przecież czarownicę można czytać jako aspekt tej dziewczyny.

– Tak, choć taka mądrość to rzadka rzecz u młodej dziewczyny. Czarownica to może być też taka jej część, która nie dowierza, która się stała nieufna i podejrzliwa. Tylu facetom głowy urwała, tylu odrzuciła. Ale w końcu ktoś się okazał tak pełny i autentyczny, że dziewczyna się przed nim otworzyła, jej nieufność, podejrzliwość ulotniły się jak czarownica w bajce. Ten swoisty konkurs piękności męskiej, a raczej męskiej mądrości, można też zobaczyć jako sposób tej dziewczyny na nauczenie się zaufania i przyzwalania sobie na własne szczęście. Dzisiejsze dziewczyny często siedzą tak jak ona uwięzione. Nie wierzą w to, że znajdą właściwego partnera, ani w to, że ktoś je doceni, odkryje, tylko płaczą, dlaczego nikt ich nie kocha tak, jakby chciały.

Może nie pozwoliły sobie na taki rodzaj próby? Tylko wyszły za pierwszego kandydata ze strachu, że inny się nie trafi?

– Na pierwszego lepszego ze strachu leci większość kobiet. Boją się poczekać, symbolicznie pourywać głowy tym, którzy nie do końca przystają do wymarzonej wizji. Ta królewna ma odwagę, by to zrobić, zaryzykować samotne życie.

To jest też bajka o relacji. Jest sobie kobieta i facet, który chce ją zdobyć i wie, jak ma się do tego zabrać.

– I jest sobie kobieta, która powoli nauczyła się dobrze wybierać. Kiedy pojawił się w końcu ten, który w sposób naturalny te przeszkody pokonał, wiedział, kim jest – mogła mu zaufać. Więc mamy też naukę, jak się dobrze dobierać w pary: mężczyźni mają startować tam, gdzie jest królewna, która nie oddaje się za byle co, a kobiety – nie spieszyć się i dobrze sprawdzić, kogo biorą. I jednak trochę uważniej słuchać swoich matek.