fbpx

Marzenia i wczorajsze oddechy

Rutyna. Nagle pojawiają się dzieci, nieprzespane noce, potem tłuste włosy żon i wielkie brzuchy mężów. W tak wielu polskich rodzinach czas wyrywa mężom zęby i hoduje brzuchy, które z kolei napędzają przemysł telewizyjny i dają żyć niejednej budzie z piwem.

Zastanawiam się, dlaczego tak łatwo pozbywamy się marze. Czy winne są niepowodzenia i miesiące, w których spotyka nas o jedno rozczarowanie za dużo? A może winna jest rutyna, która wkrada się do życia nie wiadomo kiedy?

Podczas ostatnich tygodni spotkałam kilka osób, które znam ze szkoły podstawowej i pierwszych klas ogólniaka. Gdyby nie to, że ci panowie przypomnieli mi, kim są, nie miałabym pojęcia, co to za boleśnie nadgryzieni przez czas ludzie.

Do tej pory byłam przekonana, że czas sprzyja mężczyznom. To właśnie męskim twarzom dodaje wyrazistości, rysy stają się ostrzejsze, oczy podkreślone zmarszczkami przykuwają uwagę i dodają atrakcyjności. Z kolei znikające za siateczką zmarszczek twarze pań umykają z pola widzenia szpakowatych panów, w których włosach chciałaby zanurzyć się jeszcze niejedna damska dłoń. Siwe głowy kobiet zachęcają tylko do farbowania. Ale… Jest coś niepokojącego, bo przecież w tak wielu polskich rodzinach czas wyrywa mężom zęby i hoduje brzuchy, które z kolei napędzają przemysł telewizyjny i dają żyć niejednej budzie z piwem. Szukam w swoim miasteczku szpakowatych panów, a spotykam wczorajsze oddechy, tłuste ramiona z porozciąganymi tatuażami, przepocone koszule, które kleją się do lad całodobowych sklepików. Może dlatego, że w moim mieście są tylko sklepy i budy z piwem. Tanim piwem. Niskie ceny prowokują kiepski wystrój knajpy. Trzeba na czymś oszczędzać. Wystarczy klejąca ławka (czystość nie ma dla klienta znaczenia), stolik, popielniczka i trochę soli w solniczce, gdyby ktoś zapragnął frytek do piwa. Jest jednak coś, w co warto zainwestować: telewizor. Czasem w ubogim i brudnym miejscu pojawia się drogi, duży, srebrny ekran. Chodzi oczywiście o dostarczenie klientom rozrywki i zagwarantowanie dostępu do kanałów sportowych. Mecze przyciągają kibiców. Podczas sportowych rywalizacji widać zza płotu zaangażowane czerwone twarze, często pochylone nad ławą sylwetki zaciskające pięści i ściśnięte w paskach brzuchy, które przelewają się z boku na bok przy kolejnych okrzykach i uderzeniach w dłonie.

Czasem zatrzymuję się i przyglądam ze zdziwieniem. Już wiem, który z nich był kiedyś Mariuszem, który Rafałem czy Wojtkiem. Co się z nimi stało? Gdzie ich iskry w oczach, pasje, marzenia i plany? W którym miejscu się zatrzymali i uznali, że już nie warto? Kto na nich teraz czeka? Znudzona żona ze wzrokiem utkwionym w okna sąsiadów? Obiad, który jest takim samym przyzwyczajeniem jak przesypianie wolnych godzin? Przeklęta praca, która zawsze jest tylko obowiązkiem – chyba ostatnim jeszcze niebagatelizowanym? Niektórzy nie mają pracy ani żon na miejscu. Wiele kobiet wyjechało do Włoch zarabiać na czynsz, remonty, nowe okna. Opiekują się starszymi ludźmi, bywają sprzątaczkami. Przez jakiś czas przysyłają mężom pieniądze i jeszcze przyjeżdżają na święta. W pewnym momencie pomimo ciężkiej pracy wracają zmienione, jakby młodsze, szczuplejsze. Pewne siebie. Znają już język i swoje możliwości. Pewnej nocy Mariusz, Rafał czy Wojtek dowiaduje się, że jednak brudna skóra o słonym smaku, pościel cuchnąca dymem z papierosów i brzuch, spod którego niczego nie widać, może zniechęcać do seksu. Może zniechęcać do życia. Wspólnego życia. Mariusz, Rafał lub Wojtek zostaje sam. Dzieci mieszkają z matką, a te dorosłe budują własne gniazda. Czy nowa, wydawałoby się, smutna okoliczność popycha do zmian, mobilizacji, nowego życia? A skąd… Wszystko zostaje po staremu: kumple, sklepy, tanie piwo. Zawsze wpadnie jakaś robota interwencyjna z urzędu (bo rąk do pracy brak, kusi je przecież Europa), mieszkanie można zmienić na mniejsze, papierosy na ta sze. Jedynie kilogramów przybywa, oddech staje się coraz cięższy.

Przerażające. Zdania, które wykluły się pod wpływem tego, co na pierwszy rzut oka widać przed pobliskim sklepem. Na szczęście dalej widać znacznie więcej… Dalej są rodziny z udanymi gniazdami, gdzie życie poza wielkim miastem sprzyja radości. Dalej rutyna nie ma dostępu. Mam nadzieję.