fbpx

Obce ciało

Komu wypada być starym? Może żonom polityków? Ich twarze zawsze będą pożądane na okładkach kolorowych pisemek. Na pewno nie ma starych kochanek, pewnie i stare żony bywają rzadkością.

Miasto lubi świętować. Odwiedziłam dziś ulubiony sklep z ziołami i kosmetykami. Zaraz po wejściu dostrzegłam pachnące i soczyste kolorami zestawy dla pań. Z okazji Dnia Kobiet rzecz jasna. Przedwczesna celebracja atakuje mnie nie tylko ze sklepowych witryn, wpływa też do skrzynki na listy i do tej elektronicznej. A wszystko dla kobiet: młodszych i starszych. Oby tylko nie za starych. O starości i lęku przed nią przypomniała mi czytelniczka „Zwierciadła”, której list przeczytałam w ostatnim numerze.

I znowu męczący strach krzyknął mi do ucha, że okrutna poprzeczka gdzieś tam czeka i że wszystko, co się zbliża, jest tylko krokiem w tamtą stronę. Kobiecie nie wypada być starą! A już bezwzględnie nie można być starą, chorą kobietą. Młodym i pięknym można wybaczyć nawet chorobę i słabość ciała. Czasem przypominam sobie (choć nie chcę) dni spędzone na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Byłam tam świeżym mięsem, jeszcze z mięśniami i opalenizną. Świeże mięso rzadko śmierdzi. Za ścianą znajdowała się izba przyjęć. To odgłosy z tego miejsca uświadomiły mi charakter piekła. Po dwóch dniach leżenia nie umiałam już tracić przytomności i nie słuchać. W nocy przywieźli poszkodowanych w wypadku samochodowym. Jakaś kobieta krzyczała i płakała. Pielęgniarka wrzeszczała głośniej od niej: „Rozkracz się, babciu, no rozkracz, muszę ci wsadzić cewnik!”. I tak chyba przez trzydzieści minut. Potem usłyszałam: „Ewka, ty spróbuj, bo ja się zaraz porzygam”. Czy taka będzie moja starość? Otwierająca szeroko oczy tylko na hasło: „Rozkracz się”?

Strach boleśnie zaciska mi powieki. Nie chcę patrzeć do przodu. Komu wypada być starym? Może żonom polityków? Ich twarze zawsze będą pożądane na okładkach kolorowych pisemek. Na pewno nie ma starych kochanek, pewnie i stare żony bywają rzadkością. Wszystko, co po tej drugiej stronie, ma już kształt konieczności, o której źródłach nawet się nie pamięta.

Gorzkie to i mocne – jak gorzka kawa, która zmuszając do pracy nocą, omal nie zabija. Tak mocne jak niektóre fotografie. Mam w domu ulubiony album wypełniony zdjęciami z lat 60. Wszystkie są częścią wystawy zorganizowanej przez Karola Pawka pod tytułem „Kobieta”. Album ten zabrałam kilka lat temu z likwidowanej w jednym ze śląskich miast biblioteki parafialnej. Do tej pory się dziwię, że była tam taka książka. Pośród wielu doskonałych zdjęć głęboko zapadła mi w pamięć fotografia zrobiona przez Zuzannę Minacową, przedstawiająca starą, obłąkaną kobietę. Kobieta, nie wiadomo jakiego pochodzenia, zamknięta jest w siatce uplecionej z grubego sznura. Otwieram książkę i bezczelnie podglądam uwięzione i zatrzaśnięte raz na zawsze w kadrze obce ciało. Obecność, która w dzisiejszej kulturze, szczególnie na początku marca, byłaby ogromnym nieporozumieniem, brzydkim faux pas. I nie dlatego, że kobieta trzymana jest w nieludzkich warunkach, ale dlatego, że poza nieszczęściem i niesprawiedliwością rzuca w oglądającego paskudnie obnażoną starością. Choć bez wątpienia patrzy prosto w obiektyw, sądzę, że wcale go nie widzi, nie zauważa momentu przygwożdżenia do kliszy. A może jednak patrzy na mnie i dostrzega to, czego ja zobaczyć nie mogę?

Bronię się przed schowanym głęboko pod ladą smrodem przemijania. łatwo mi to przychodzi. Tym łatwiej, że coraz wyraźniej i częściej czuję w sobie nowe życie. Podczas ostatniego badania USG wszystko wskazywało na to, że po drugiej stronie brzucha bije do mnie serduszko dziewczynki. Więc na razie, bo Maleństwo może mnie jeszcze zaskoczyć, jestem Małgorzatą do kwadratu. Razem z tatą dziecka zmieniliśmy pomysł na imię. Dom, najprawdopodobniej pod koniec kwietnia, wypełnią dwie Małgosie. Mam nadzieję, że stare kąty uszanują decyzję i nie będzie nas tu o jedną za dużo. Wydaje mi się, że razem łatwiej oswoimy konieczność przemijania. Może przestanie grozić, a zacznie częściej błogosławić?