fbpx

Oczywista nieoczywistość

Mam awersję do stwierdzenia „sprawa jest oczywista”. Potrafimy szybko osądzić bliźnich na podstawie z pozoru przekonujących, ale niesprawdzonych relacji. Opowiem o jednej z takich spraw.

Chłopak wracał do domu po wieczorze spędzonym na rozrywkach. Zdecydował, że zajrzy jeszcze do nocnego sklepu. Nie dotarł do celu, ponieważ na osiedlowej ścieżce zastąpił mu drogę mężczyzna i uderzył pięścią w twarz. Chłopak upadł i leżąc, dostrzegł, że w jego stronę biegnie kilka osób. Napastnicy bili go, bliski utraty przytomności czuł, jak zabierają mu zawartość kieszeni. Gdy odeszli, z trudem dotarł na posterunek policji. Tam wypytano go o rysopisy sprawców i patrole policji wyruszyły w miasto.
 
Poszukiwania dały szybki efekt. W bramie jednej z kamienic zatrzymano mężczyzn spożywających napoje wyskokowe. Jeden miał ślady krwi na ubraniu, a u kolejnego znaleziono odtwarzacz – taki sam, jaki skradziono napadniętemu. Umieszczono ich w izbie wytrzeźwień. Przesłuchani na drugi dzień pamiętali tylko, że uczestniczyli w spotkaniu towarzyskim, a potem urwał im się film. Znacznie więcej dało przesłuchanie już trzeźwego pokrzywdzonego. Bez wahania rozpoznał część osób jako sprawców napadu. Zatrzymanych osadzono w areszcie, a po kilku miesiącach rozpoczął się proces. Oskarżeni nie przyznawali się do winy. Wyjaśnili, że nic nie pamiętają ze zdarzeń tamtego wieczoru, jednak są przekonani, że nikogo nie mogli pobić, bo w ich naturze nie leży stosowanie przemocy. Karty karne podważały wiarygodność składanych zeznań.

Przesłuchanie w sądzie pokrzywdzonego wykazało, że zanim został napadnięty, wypił więcej alkoholu, niż początkowo twierdził. Z rozbrajającą szczerością przyznał, że był w sztok pijany i gdyby powiedział policjantom prawdę, umieszczono by go w izbie wytrzeźwień. Pojawiły się też wątpliwości, po czym poznał napastników. Opis ubioru, który podał, nijak nie pasował do tego, co mieli na sobie w chwili zatrzymania. Nadto jako cechę charakterystyczną jednego z napastników wskazał okulary optyczne. Oskarżony zaś nie miał wady wzroku i nie nosił okularów. Następnie przesłuchano nowego świadka – sprzedawczynię ze sklepu nocnego, obok którego miało dojść do rozboju. Policja, traktując sprawę jako wyjaśnioną, nie zadała sobie trudu, by z nią porozmawiać. Kobieta opowiedziała, że świetnie zna zarówno pokrzywdzonego, jak i jednego z oskarżonych, którzy są stałymi klientami sklepu. Widziała ich obu feralnego wieczoru, gdy oskarżony przyszedł po zakupy. W sklepie zjawił się również pijany pokrzywdzony. Zaczepiał oskarżonego, żądając od niego papierosów, a po wyjściu ze sklepu zaczął go szarpać i popychać. W wyniku przepychanki oskarżonemu poleciała krew z nosa. Szarpanina trwała kilka minut, ale zaczepiany nie dał się sprowokować do bójki i w końcu rozdzielili ich przechodnie. Chłopak jeszcze długo stał pod sklepem, zaczepiając kupujących i wdając się w kolejne bójki. Z relacji świadka wynikało, że tylko jeden z oskarżonych brał udział w zdarzeniu, w dodatku to on był osobą napadniętą. Sąd miał dylemat, komu uwierzyć. Pokrzywdzonego przesłuchano ponownie – tym razem w obecności psychologa. Okazało się, że wypity alkohol spowodował u niego luki w pamięci, które wypełniał zmyślonymi treściami. Najprawdopodobniej sam wymyślił przestępstwo i sprawców, a zrobił to tak sugestywnie, że nabrał policjantów i prokuratora. Napadu nie było, a odtwarzacz musiał wypaść mu w trakcie szarpaniny. Oskarżeni zostali uniewinnieni.

To, co na pierwszy rzut oka wydawało się oczywiste, miało w rzeczywistości zupełnie inny przebieg. Dla obrońcy historia ma koniec optymistyczny, bo wskazuje, że nie ma spraw z góry przegranych. Gorzej z samymi zainteresowanymi, którzy stali się królikami doświadczalnymi w zastosowanej przez śledczych metodzie zakładającej, że nie warto niczego wyjaśniać, skoro sprawa jest oczywista.