fbpx

Panos Karnezis „Urodziny”

Panos Karnezis "Urodziny"
Materiały prasowe

Rok 1974. Pewien bajecznie bogaty finansista wydaje urodzinowe przyjęcie dla córki. Nie po to, by sprawić jej przyjemność, lecz by po raz kolejny zademonstrować ojcowską władzę. Marco Timoleon pragnie za wszelką cenę zapobiec związkowi latorośli z nieodpowiednim mężczyzną i wydaniu na świat jego dziecka. Pieczołowicie przygotowuje więc pułapkę.

Panos Karnezis niezbyt kryje się z tym, że pierwowzorem dla jego bohatera był legendarny bogacz Arystoteles Onassis. Pewne fakty wprawdzie przeinacza, ale chyba tylko po to, by uniknąć procesów o zniesławienie. I móc swobodniej snuć fantazje na temat przekrętów milionera i jego toksycznego wpływu na rodzinę. Opowieść o drodze życiowej przedsiębiorczego tyrana, charakterystyki jego bliskich oraz główna intryga nasuwają myśl o tym, że scenarzyści „Mody na sukces” i innych „Dynastii” mają skąd czerpać inspiracje. Karnezis nie naśladuje jednak produkcji tego typu. Stawia na coś, czego w telewizyjnych tasiemcach się nie uświadczy. Ciepło oświetla ludzi z tła, którzy oddaliby życie za Timoleona. Sędziwą służącą, pracodawcę, który uwierzył w możliwości młodego parweniusza, rodzinnego lekarza i guwernantkę. Nie jest to oryginalny pomysł, ale zwykle świadczy o tym, że mamy do czynienia z wyższą półką. W tym przypadku także.

przełożył Paweł Laskowicz, Rebis, Poznań 2008, s. ok. 270