fbpx

Rzadko bywa „w sam raz”

Wierzę, że miłość wyklucza zdradę. Mąż, który kocha żonę, nie ma kochanek, a jeśli ma i mimo to wydaje mu się, że ją kocha, znaczy, że nie kocha nikogo.

Moja córeczka jest coraz większa. Czuję ją bardzo wyraźnie. Zastanawiam się, jak będzie wyglądać, kiedy się uśmiechnie, czy polubi kolorowe skarpetki i miękkie ręczniki, które wypełniają nową, przygotowaną specjalnie dla niej komodę w sypialni. Małe miasteczko wciąż ze zdziwieniem, ale przyjaźnie patrzy na mój wielki brzuch. Listonoszce jednak nie podoba się pomysł na imię dla córeczki, nie wyobraża sobie dwóch Małgoś pod jednym dachem. Podobnie pielęgniarka z tutejszego ośrodka zdrowia – sugeruje Emilkę albo Majkę. Ja jestem zadowolona i nie zmienię zdania. Małgosia będzie Małgosią.

Większość czasu spędzam w łóżku. Mimo drwiącego bólu patrzę na ten stan jak na uśmiech losu, to jest moment „w sam raz” na pojawienie się wielkiej miłości. To moja ważna prawda, odkrycie, że nie jest „za późno”.

Dlaczego tak rzadko można przyznać, że jest „w sam raz”? Czas każdemu depcze po piętach albo wisi nad głową, spędza sen z oczu, składa obietnice bez pokrycia, a przede wszystkim wymyka się. Z pewnością czas nie sprzyja kochankom. Kobietom kochankom. Dla nich zawsze jest na coś „za wcześnie” albo „za późno”. Dla kochanki nigdy nie jest „w sam raz”. Smutna prosta prawda.

Wierzę, że miłość wyklucza zdradę. Mąż, który kocha żonę, nie ma kochanek, a jeśli ma i mimo to wydaje mu się, że ją kocha, znaczy, że nie kocha nikogo. Moja znajoma twierdzi, że niestety wielu nie kocha nikogo. Tłumaczył mi to kiedyś mężczyzna, którego jeszcze wówczas podejrzewałam o miłość do mnie. „Porządni” menedżerowie od dawna (jeśli dawniej w ogóle bywali tacy w tym kraju) miewali kochanki, najlepiej w kilku miastach, w których najczęściej się bywa służbowo. Dzisiaj jednak wypada mieć jedną i koniecznie ją kochać, wysyłać SMS a co rano i co wieczór z magicznym wyznaniem, zalewać się łzami z tęsknoty, czując na plecach ciepło tej udomowionej. Kochanka nie może być udomowiona! Kochanka jest marzeniem. Świat się wali, gdy marzenie nagle zatęskni do realnych kształtów, do smaku bezpiecznych i bliskich poranków bez pośpiechu… Kiedy marzenie przestaje być marzeniem, szlag trafia bajkę, dreszczyk emocji przeradza się w lęk i czas uciekać w kierunku innego kochania.

A może winne jest tylko znudzenie życiem? Firma, dom, wakacje i garnitur, spod którego wrzeszczy i tupie niewyżyty i zawsze dobrze najedzony chłopiec. Gdzieś mu uciekło to życie ze szczytami, wyzwaniami i namiętnym seksem. Został szybki samochód, modne sporty, rodzinne zdjęcie na biurku w firmie i czułe słowa dla pań  niebędących żonami. Może to jęk nowego kryzysu? A może nie ma problemu. Albo tylko bywa.

Przypominam sobie fragmenty historii udokumentowanej zdjęciami z witryny firmowej, historii, która złamała serce mojej znajomej. Duża firma informatyczna otwiera piękną siedzibę pod Warszawą. Na fotografiach uśmiechnięty prezes, elegancka żona, dzieci, szczęśliwi pracownicy z lampkami szampana w dłoniach i ksiądz kropiący święconą wodą świeże gniazdo biznesu. Swoją drogą ciekawe, czy udało mu się wygnać biesa? Kilka dni potem prezes niestosownie przypominający krasnala wsiada do nowiutkiego złotego volvo i jedzie na konferencję do Wisły. Po drodze zabiera kochankę, którą kocha miłością, rzecz jasna, niespełnioną. Zabiera ze stacji benzynowej, pod dom podjechać nie wolno.
 
Smutna jest tylko ona, bo od roku miała już nie być kochanką. Wciąż było za wcześnie na rozwód, bo firma, bo prestiż, bo choroba matki, bo komunia córki. Dziś już za późno. Jak zawsze. Odszedł w milczeniu. To się po prostu zdarza. Tak sobie myślę, że milczenie to paskudne uciekanie. Tyle że tu chyba nie chodzi o mężczyzn, tylko o tchórzy.

Wciąż staram się wierzyć w aksamitne gniazda z mężami pożądającymi swoich żon, z kolacjami, na które się czeka, z sypialniami bez smrodu pułapki i obowiązku.

Proste prawdy stają się czasem za ciężkie. Szczególnie wieczorami. Chyba tylko udają, że są proste. Czas wyłączyć komputer. Dziś nie chcę zasnąć „za późno”.