fbpx

Światło aury

fotochannels.com

W ikonografii niektórych religii zarezerwowaną dla świętych i bóstw aurę przedstawia się jako aureolę
nad ich głowami. W filozofii wschodu to manifestacja sił witalnych, energii życiowej, jaką każdy z nas dysponuje. Jest źródłem informacji o jej właścicielu. Praca z aurą – na przykład spiralne balansowanie aury – może przynieść nieocenione korzyści

Jedni uważają widzenie aury za zdolność paranormalną, inni twierdzą, że – przy systematycznym wykonywaniu odpowiednich ćwiczeń – może ją zobaczyć każdy. Odkąd zainteresowali się nią naukowcy, aurę można oglądać również na zdjęciach. Już pod koniec XIX wieku polski lekarz Jakub Jodko-Narkiewicz wynalazł fotograficzną metodę jej zapisu, nazwaną fotografią koronową (od korony świetlnej wokół obiektu). Jego badania rozwinął kilkadziesiąt lat później radziecki badacz Siemion Kirlianow (stąd późniejsze określenie „fotografia kirlianowska”).

Zdaniem pracującej na co dzień z aurą Katarzyny Hajdugi aura to „niefizyczny obraz człowieka otaczający ciało fizyczne, z którym pozostaje w ścisłej zależności”. Od dawna wiadomo, że zanim nasze dolegliwości, choroby objawią się w ciele, są widoczne w aurze. „Widoczne” to zresztą nie do końca precyzyjne określenie: to, co nazywamy widzeniem aury, jest swego rodzaju odczytywaniem bodźców, informacji odbieranych przez nasz umysł. Zwykle rzeczywiście ujawniają się one w postaci obrazów – kolorów, kształtów – chociaż równie dobrze mogą przyjąć inną formę (w zależności od tego, który ze zmysłów zaangażowany jest w ich odczytanie). Tak czy inaczej przekaz z aury pozostaje obiektywny – nie da się go przekłamać czy zmanipulować.

Informacje zgromadzone w aurze dotyczą oczywiście nie tylko naszego stanu zdrowia. Jak zapewnia Katarzyna Hajduga, z aury możemy odczytać potencjał osobisty albo zawodowy człowieka, jego talenty, przekonania, relacje z innymi, stan emocjonalny, nastrój, wreszcie całą historię osobistą. Aura składa się z kilku warstw, a informacje w niej zgromadzone ułożone są tematycznie – jest warstwa fizyczna, emocjonalna, psychiczna, rodzinna itd. Najwyższa, człowiecza, zawiera całą historię ludzkości! Kiedy pracujemy nad sobą, rozwijamy się, nasza aura się poszerza, jest w niej więcej życia, dzięki czemu czujemy się lepiej, mamy bardziej pozytywny odbiór świata. Kiedy aura się kurczy (czasem wręcz przylega do ciała), nasz potencjał życiowy się obniża – brakuje nam entuzjazmu, sił witalnych.

Usuwanie przeszkód

Główne ośrodki przetwarzania naszej energii to czakramy – w sesji spiralnego balansowania są one kolejno (jak po spirali – stąd nazwa) otwierane, oczyszczane i harmonizowane z aurą. Metodę opracowała australijska uzdrowicielka Nemi Nath, a sam zabieg – ze względu na swój łagodny, pełen szacunku przebieg – nazywa się często masażem duszy.

Podczas sesji leżymy zrelaksowani na plecach, a balanser (osoba wykonująca zabieg spiralnego balansowania aury) pracuje nad nami dłońmi, nie dotykając ciała. Celem nie jest jednak sam relaks, ale zmiana, do której dążymy: lepsze zdrowie, wyższe zarobki… Oczyszcza się wszystko, co stoi na przeszkodzie do osiągnięcia upragnionego stanu.

Jeśli chodzi o temat sesji, nie ma żadnych ograniczeń – można pracować nad problemami fizycznymi, emocjonalnymi, zawodowymi – ale wymaga on krótkiej analizy i precyzyjnego określenia. Najpierw wyodrębnia się nadrzędny problem, powtarzające się sytuacje, potem szuka się kwintesencji i sprowadza wszystko do krótkiej formuły (np. „potrzebuję koncentracji i systematyczności, żeby doprowadzać do końca moje projekty”).

Katarzyna Hajduga podkreśla, że zawsze musi paść pytanie, kim będziesz, kiedy osiągniesz już wytyczony cel, kiedy stanie się to, do czego zmierzasz: „Często ludzie bardzo czegoś pragną, ale nie zastanawiają się, co czeka na nich po drugiej stronie mostu. Załóżmy, że kobieta chce być szczęśliwa z mężem, tylko co dalej? Jak zmieni to jakość jej życia w szerszej perspektywie? Żeby nie okazało się, że szczęście, które stanie się jej udziałem, będzie się ograniczało tylko do małżeństwa. Trzeba sięgnąć dalej, wyżej, zobaczyć nadrzędny cel”.

Na początku balanser wprowadza się w stan spiralnej medytacji, uruchamiając poszczególne czakramy w ciele i poza nim, potem otwiera po kolei czakramy klienta. Następny etap to usuwanie blokad zakłócających stan harmonii, do którego dążymy. Wreszcie – faza pracy intuicyjnej, jak ją nazywa Hajduga: „Pracuję z przewodnikami duchowymi danej osoby, z kimś, w kogo wierzy, kto ją wspiera – może to być istota wyższa, Wyższe Ja, Bóg… Ta energia prowadzi mnie do miejsc, gdzie jest jeszcze coś do zrobienia. Blokady te odczuwam często jako pieczenie, mam wrażenie, jakby coś się przylepiło do rąk, czasem nawet widać ciemny dym, czuć zapachy – kwiatów albo na przykład spalenizny”.

 

Również u klienta pojawiają się rozmaite odczucia, głównie fizyczne – w okolicach splotu słonecznego, w podbrzuszu – ale też emocje, przebłyski świadomości, obrazy. Zdarza się, że umysł blokuje wgląd, wtedy balanser ma większą rolę do odegrania – sam rozpoznaje uwalniające się energie. Nie oznacza to jednak – jak uspokaja Katarzyna Hajduga – że czyta w nas jak w otwartej księdze: „Aura dopasowuje się do tematu sesji, pokazuje tylko to, co jest w danym momencie potrzebne”.

Zrzucona zasłona

Wszystko odbywa się w ciszy – jeszcze po zharmonizowaniu czakramów z aurą i zamknięciu ich odpoczywamy przez jakiś czas na leżąco. Potem przychodzi czas na podzielenie się wrażeniami, przy czym zawsze pierwsza opowiada o swoich odczuciach osoba poddawana zabiegowi. Balanser też dzieli się swoimi spostrzeżeniami, refleksjami, „ale wskazany jest umiar, nie należy przeciążać nikogo informacjami” – tłumaczy Hajduga. „Nigdy nie wyskakuję przed szereg, nie opowiadam wszystkiego, co udało mi się dostrzec, żeby nie zakłócić procesu uzdrowienia klienta. Przyjmuję, że świadomość pokazała mu dokładnie tyle, ile miał zobaczyć, i dodając nowe elementy, mogę spowodować niepotrzebne rozproszenie energii – wrzucę za dużo do jednego worka i proces integracji się zatrzyma”.

Czasem zaraz po sesji (trwającej zazwyczaj godzinę) pojawia się nowe spojrzenie na trapiący nas problem – choćby na tego męża, z którym chcemy poprawić sobie relację. Być może dostrzeżemy własną odpowiedzialność za sytuację, w jednej chwili ukaże się nam gotowe rozwiązanie. W ciągu kolejnych 48 godzin można się spodziewać snów, odkryć, uświadomień. Nie chodzi o gromy z jasnego nieba, ale o spontaniczne wnioski w rodzaju: to mi nie służy (choćby w kwestiach żywieniowych), potrzebuję tego i tego… Ważne jest, żeby pić w tym czasie dużo wody – pozwala to szybciej uwolnić toksyny.

Dużą zaletą spiralnego balansowania jest to, że klient pozostaje przez cały czas w stanie relaksacji – nie jest potrzebny żaden wysiłek z jego strony. Dzięki temu metodę stosuje się z powodzeniem u ludzi starszych, dzieci (również autystycznych), a nawet pacjentów w śpiączce. Spiralne balansowanie aury wykonuje się też na odległość – trzeba tylko umówić się na określoną godzinę. Klient musi zadbać o odpowiednie warunki w pomieszczeniu, położyć się. Trudno uwierzyć, ale i wtedy to działa. A korzyści mogą być wielowymiarowe. Poza rezultatem, na którym nam zależy, „balans daje głębokie uczucie relaksu i odprężenia, lepsze samopoczucie, rozwinięcie intuicji” – wylicza Hajduga. „Ludzie zaczynają po prostu lepiej odczuwać samych siebie, odkrywają, kim są naprawdę, stają się indywidualnościami. Kiedy zostają usunięte blokady, nastąpi transformacja energii, często pojawia się uczucie, jakby zasłona spadła nam z oczu, przestajemy żyć w pułapce społecznych uwarunkowań, widzimy kierunek, w którym zmierzamy. Wiemy, jak zarządzać sobą”.

Katarzyna Hajduga międzynarodowy praktyk spiralnego balansowania aury, certyfikowana masażystka Kahi Loa, trener EFT, praktyk terapii czaszkowo-krzyżowej i pracy z oddechem (według Nemi Nath)

W latach 1900–1920 w Londynie angielski lekarz dr Walter Kilner badał aurę dla potrzeb diagnostyki medycznej. W swoich badaniach zastosował dicyjaninę, barwnik używany w fotografii, i przypadkowo odkrył, że w pewnych warunkach świetlnych głowa człowieka oglądana przez ekran zabarwiony roztworem dicyjaniny wygląda, jakby była otoczona poświatą. W kolejnych eksperymentach lekarz odnotował wyraźne zależności pomiędzy wielkością i kształtem aury a zdrowiem człowieka. Później jego prace były kontynuowane w różnych ośrodkach, między innymi w Instytucie Metapsychicznym w Buenos Aires.

W Polsce aurą od strony naukowej w latach 80. XX wieku zajął się dr Jan A. Szymański. Za pomocą skonstruowanej przez siebie aparatury do pomiaru rozkładu pola elektrycznego, elektromagnetycznego i magnetycznego człowieka przeprowadził laboratoryjne eksperymenty polegające między innymi na pomiarze zmian pola (aury) osoby poddawanej oddziaływaniu bioenergoterapeuty. Okazało się, że rozkład pola mierzonego sprzętem technicznym odpowiada obserwacjom bioenergoterapeuty. Badania Szymańskiego potwierdziły możliwość obserwacji aury oraz wpływania na nią poprzez działania bioenergetyczne.