fbpx

Zielona alternatywa

fotochannels.com

Domy wybudowane z odpadów, powszechne korzystanie z odnawialnych źródeł energii, zakupy w zielonych supermarketach, organiczne ciuchy i niezliczone ścieżki rowerowe – w Berlinie to nie punktualność i czystość, ale ekologiczna poprawność stała się największą obsesją mieszkańców

Zwiedzając Berlin, warto wdrapać się pod szklany klosz kopuły Reichstagu i spojrzeć w dół na główny hol niemieckiego parlamentu. Dzięki przepuszczającej słoneczne promienie półkuli oświetlony jest on naturalnym światłem. Od niedawna Reichstag wykorzystuje wyłącznie energię z odnawialnych źródeł, dlatego emisja wytwarzanych przez budynek szkodliwych związków zmniejszyła się o 94 proc.
– W Berlinie od razu widać, że coraz więcej ludzi przejmuje się ekologią – twierdzi Elsa, instruktorka jogi, która uważa, że renoma ekologicznego miasta jest zasługą samych berlińczyków.

Rower mile widziany

Stare ubrania – do białego kontenera, opakowania (wszystkie!) – do żółtego z zieloną kropką, szkło – w zależności od koloru – do białego, zielonego albo czerwonego. Dla przybysza z zewnątrz segregacja śmieci w Niemczech jest wyzwaniem. Elsa ma jednak w niej wprawę, a o tym, że trzeba segregować odpady, jej dzieci uczą się już w szkole. Elsa mieszka w uchodzącej za przyczółek Partii Zielonych dzielnicy Prenzlauer Berg. To tutaj wiosną zielenieją na dachach ogrody, tutaj zamiast kupować nowe biurko czy monitor, można je wynaleźć wśród wystawianych przed domy „staroci”, tutaj są sklepy, w których zamiast euro można płacić „berlińskimi markami” – walutą wprowadzoną przez władze miasta, by pobudzić stołeczną gospodarkę.

– W naszej dzielnicy jest najwięcej sklepów organicznych w całym kraju – mówi właściciel jednego z nich, u którego kupuję świeżo wyciskany sok jabłkowy. – W Berlinie mieszkają ludzie otwarci na nowości. To dlatego ruch organiczny zaczął się właśnie tutaj. Zakupy najlepiej robić na sobotnim bazarze oferującym lokalnie produkowane sery, pieczywo oraz wspaniałe warzywa. We wtorki i piątki warto natomiast wybrać się na bazar turecki na Kreuzbergu – sprzedawane tam oliwki i zioła nie mają sobie równych. – Milej jest pójść do sklepu za rogiem niż do supermarketu. Poza tym jestem za wspieraniem lokalnej i ekologicznej produkcji – wyznaje Boris Lauser. Jest szefem kuchni witariańskiej [wykluczającej obróbkę termiczną], więc jakość żywności jest dla niego szczególnie ważna. – Przez siedem lat mieszkałem we Włoszech. Tam zacząłem doceniać artykuły spożywcze z bazarów. Uświadomiłem sobie, jak wielka jest szkodliwość chemii stosowanej przy masowych uprawach.

– Ekologiczny styl życia to przede wszystkim świadomość, co kryje się za produktami, które kupujemy. Nie można na przykład kupować brzoskwiń w zimie – twierdzi Elsa, polecając Foodoramę. Jest to pierwsza w mieście restauracja, gdzie dania przyrządzane są wyłącznie z lokalnych i sezonowych produktów, sam lokal wykorzystuje energię pochodzącą z odnawialnych źródeł, a personel przyjeżdża do pracy na rowerach. Elsa próbuje żyć ekologicznie na co dzień. Nie kupuje wody w butelkach, bo miasto pilnuje, żeby ta z kranu nadawała się do picia. Poza tym hoduje na balkonie rukolę, a ubranek dla dzieci szuka na pchlich targach. Jak przystało na przeciętnego berlińczyka Elsa nie ma samochodu, więc kiedy musi pojechać gdzieś dalej, korzysta ze stołecznej sieci naziemnych i podziemnych pociągów.

Władze miasta dobrze wiedzą, że napędzany elektrycznie pociąg powoduje o 75 proc. mniejsze zanieczyszczenie powietrza niż samochód. Dlatego od 2010 roku ograniczyły możliwość wjazdu autem do centralnych punktów miasta. W Berlinie z roweru korzysta codziennie 400 tys. osób, co stanowi 12 proc. komunikacji. Nie ma w tym nic dziwnego – miasto oferuje 620 km ścieżek rowerowych. Ci, co roweru nie mają, mogą wypożyczyć jedną z parkujących w wielu punktach miasta srebrno-czerwonych damek oferowanych przez biuro transportu publicznego. Leniuchy mogą korzystać z miejskich ryksz albo ekologicznych taksówek.

 

Foto: fotochannels.com

Państwo w państwie

Zaangażowanie w ochronę środowiska narodziło się w Niemczech na przełomie lat 70. i 80., po wydaniu raportów dotyczących umierania lasów na skutek działania kwaśnych deszczów. Dziś Niemcy są kolebką najnowocześniejszych ekologicznych technologii. Znajdują się co prawda w światowej czołówce pod względem emisji gazów cieplarnianych, ale z drugiej strony najbardziej konsekwentnie z nimi walczą. W Berlinie funkcjonuje napędzana energią z wytrąconych z wody substancji oczyszczalnia ścieków, pływa pierwszy w pełni napędzany słoneczną energią statek pasażerski, a dzięki programowi odnowy miasta udało się w ciągu 20 lat zmniejszyć o 20 proc. emisję dwutlenku węgla. Według ogłoszonych w marcu przez koncern Vattenfall planów, niemiecka stolica ma wkrótce zostać światowym liderem w dostarczaniu energii pochodzącej z materiałów odnawialnych.

– Niemcy to jedno, a Berlin drugie. To jest państwo w państwie. Państwo, które stawia na ekologię – przekonuje Elsa. Dach głównego dworca kolejowego, czyli wielka, złożona z 78 tysięcy elementów bateria słoneczna, jest tego najlepszym dowodem. Tezę tę potwierdzają też zielone dachy Potsdamer Platz, zainstalowano na nich systemy wykorzystania deszczówki, której używa się do toalet i nawadniania.

Wielka liczba odwiedzających miasto turystów sprawiła, że również dla nich powstała ekologiczna infrastruktura. Dzięki wprowadzeniu energooszczędnych żarówek i czasowych wyłączników światła sieć hoteli Maritim zmniejszyła zużycie prądu o 30 proc. Kontakt z naturą zapewniają liczne miejskie parki, zielone akcenty kryją się nawet między ściśniętymi jak sardynki kamienicami. Drzewa obsadzone małymi kwiecistymi grządkami to częsty widok we wschodniej części miasta i dzieło jej mieszkańców.

Corinna ze stowarzyszenia Rosa Rose poszła o krok dalej. Wraz z kilkunastoma osobami zajęli się nieużywanym, leżącym w sąsiedztwie terenem. Posprzątali go, przywieźli kilka ton czystej ziemi i stworzyli „społeczny ogród”. – W Niemczech głośno było wtedy o genetycznie modyfikowanej żywności. Chciałam pokazać, że można inaczej, dlatego zasadziłam tam pole tradycyjnej kukurydzy.

O tym, że można inaczej, próbują też przekonać trzy berlińskie projektantki mody. – Wszystko, co sprzedajemy, jest w stu procentach fair trade. Zawsze badamy firmę, sprawdzamy, czy jest ekologiczna, w jakich warunkach i za jakie wynagrodzenie pracowali robotnicy – mówi Judith, która wraz z Moniką założyła pierwszy w Berlinie w pełni ekologiczny butik Wertvoll. – Masowa produkcja ubrań to praca ponad ludzkie siły i zatruwanie środowiska – mówi Cecilia Palmer, twórczyni ekologicznej marki Pamoyo. Swoje ubrania szyje z organicznych materiałów albo z tych, które znajdzie na pchlich targach. – Wiedząc, jak powstają ubrania i jakie są tego konsekwencje, nie mogę postępować inaczej. Tu chodzi o zdrowy rozsądek – wyjaśnia.

Siła tkwi w ludziach – twierdzi Kipper, działacz berlińskiego odłamu ruchu Transition Towns i organizator cotygodniowych spotkań ekoaktywistów. – W ekologii najważniejsza jest współpraca i inicjatywy. Z tymi słowami zgodziłaby się zapewne właścicielka pewnego domu publicznego na Prenzlauer Berg. Zaoferowała zniżkę dla amatorów usług erotycznych, którzy przyjadą do jej lokalu na rowerze… Wygląda na to, że oddolnych inicjatyw w Berlinie nie brakuje.