fbpx

Zwierzenia nadwagoholika

Potęgę tej namiętności widzimy, patrząc, jak ssie niemowlę – nie ma wątpliwości, to pierwszy wielki nałóg człowieka. Lodówka, do której skradamy się w nocy, to przecież wielka pierś, która karmi na każde żądanie.

Dziecko nie tylko zaspokaja głód, ono pociesza się piersią, koi ból, rozpacz, przepędza nudę. Tak samo działa jedzenie na dorosłych. Zajadamy nudę, rozjaśniamy depresję, uśmierzamy smutek i niepokój.

Niedawno w szatni po tenisie wysłuchałem zwierzenia brzuchatego jegomościa, siedział nagi na ławce i okrutnie sapiąc, wkładał skarpetki. Mówił do kolegi: „nie da się, po prostu nie da się schudnąć; jak się brzuch zapuści, to jest dożywocie…”. Poruszyła mnie głęboka prawda tego oświadczenia. Popatrzyłem wtedy na swój brzuch, jakże skromny przy jego, i poczułem ciepły dreszcz solidarności w nieszczęściu.

Wkrótce potem odwiedziliśmy kuzynkę żony. Widok jej męża przeraził mnie, tak schudł, że – pomyślałem – ma raka. Takie czasy. A wcale nie, on tylko wszedł w religię pewnej diety. Po krótkiej, ale szczerej rozmowie poczułem się nawrócony. Żadnego pieczywa, klusek, kartofli, nawet ukochanych słodyczy, mięso tylko kurze i rybie. Niby-proste, ale bez poczucia misji nie byłbym zdolny do takich wyrzeczeń. Udało się! Dzień po dniu waga przynosiła radosne wieści z frontów tej wojny. Po tygodniu zdarzyło się, że usiadłem naprzeciwko ciastka – w milczeniu przez kwadrans patrzyliśmy sobie w oczy. I co? Nic. Wodzono mnie na pokuszenie, ale oparłem się. Wkrótce potem waga powiedziała mi, że zszedłem poniżej 80 kg. Okrzyki triumfu śmiertelnie przeraziły moją rodzinę – nigdy czegoś takiego nie słyszeli.  

W dzieciństwie byłem przekarmiany przez babcię, podobnie jak prezydent Clinton, który niedawno o tym opowiadał. A więc po obu stronach oceanu, w demokracji i w mrokach komunizmu, panowało to samo przekonanie – grube dziecko to zdrowe dziecko.

Dopiero jednak gdy minąłem granicę 50 lat, mój przyjaciel spojrzał na mnie i powiedział: „dostałeś brzucha”. Od tej chwili już nie mogłem uciec od prawdy. Brzuch jawił mi się jako pasożyt, ciało niby-moje, ale obce. Zdradzę tu pewien sekret – krytyczny moment dla faceta: kiedy stojąc prosto i patrząc tak w dół, nie widzi tego, co różni chłopca od dziewczynki.

A oto kilka przykazań człowieka, który nieraz poniósł porażkę – należę do tych, co odchudzali się codziennie od jutra – ale, jak się zdaje, w końcu wygrał. Oto one. Decyzję o odchudzaniu powinno się podejmować tylko wtedy, gdy jest się głodnym, nie sytym. Podobnie z innymi zobowiązaniami. Choćby takie – już będę dobrze się prowadził – tylko na głodzie erotycznym, nigdy jak jest się zaspokojonym. Tak jak alkoholik „nadwagoholik” otwiera sobie szansę na schudnięcie, jeśli przyzna się przed samym sobą: jestem uzależniony. A „nadwagoholik” mówi: ja wcale nie jem wiele, tyle co chudzi, to nie moja wina.

Jeść należy wolno, smakować i celebrować każdy kęs. Decyzję o dokładce podejmować po pięciu minutach. Dojadanie jest odruchem, a nie prawdziwą potrzebą. Jak po brutalnym rozstaniu zmienić należy miłość do jedzenia w nienawiść, a potem w obojętność. Strzec się pogardy dla tych, co nadal jedzą bez umiaru. Zarozumialstwo neofity jest obrzydliwe.

I pamiętaj, odzyskujesz władzę nad ciałem, ale tylko cząstkowo. Twoje ciało to wieczysta dzierżawa, pełną władzę, czasami kapryśną, ma nad nim tylko czas.

Zamykam ten felieton w hotelu na Krecie, gdzie dwa razy dziennie diabelsko kusi mnie wielkie żarcie, bez ograniczeń, a na dodatek już zapłacone. Wczoraj wyjątkowo zrobiłem kilka wyjątków. Złamałem więc jedno z przykazań – tak niestety zwykle wygląda początek upadku.

www.tomaszjastrun.com