fbpx

Zwykła historia

Przekonał się o tym zaprzyjaźniony architekt. Przed laty otrzymał zamówienie na projekt. Zlecenie wykonał, honorarium mu odmówiono. Po miesiącach próśb i negocjacji wypłacono mu ułamek obiecanej kwoty. Mimo braku zapłaty próbował nadzorować realizację projektu. Gdy nie wpuszczono go na budowę, skapitulował i sprawę uznał za zamkniętą. Od tego czasu minęły lata, ożenił się, przeprowadził.

Pewnego wieczoru odebrał telefon, dzwonił mężczyzna o identycznym imieniu i nazwisku. Architekt dowiedział się, że jest poszukiwany przez prokuraturę, która nie mogąc go odnaleźć, wydała nakaz zatrzymania, a ofiarą tego stał się dzwoniący mężczyzna. W trakcie kontroli drogowej został zatrzymany i przewieziony do miasta oddalonego o kilkaset kilometrów. Jego zapewnienia, że to pomyłka, nie zdały się na nic. Po bezsennej nocy stanął przed obliczem pani prokurator. Ta po zbesztaniu go za ukrywanie się spytała, dlaczego spartaczył projekt. Zdezorientowany tłumaczył, że żadnego projektu nigdy nie zrobił, bo z zawodu jest kierowcą. „Nie ze mną te numery” – nie dawała się zwieść prokurator.

Jednak po sprawdzeniu dowodu okazało się, że nic się nie zgadza – ani zawód, ani data urodzenia poszukiwanego. Przywieziono jej nie tego faceta.

Prokurator obsztorcowała zatrzymanego, że od razu nie powiedział, że to nie on, i zwolniła go. Wypuszczony mężczyzna wziął książkę telefoniczną i po znalezieniu numeru architekta zadzwonił wylać swoje żale. Znajomy pojechał do prokuratury dowiedzieć się, o co chodzi. Okazało się, że od wielu miesięcy był poszukiwany w związku z projektem wykonanym przed laty. W wybudowanym pawilonie otwarto sklep. Po zakupieniu piwa młody chłopak usiadł na barierce celem spożycia. Pech chciał, że przechylił się do tyłu i spadł, uszkadzając kręgosłup. Przyczyny wypadku prokuratura upatrywała w projekcie, bowiem balustrada była dużo niższa, niż przewidywały normy budowlane. Architektowi postawiono zarzut doprowadzenia do wypadku.

Zostałem poproszony o obronę. Po przejrzeniu akt nie mogłem zrozumieć, na czym miała polegać wina architekta. Balustrada była rzeczywiście za nisko, ale nie miało to nic wspólnego z projektem, który – jak oceniali biegli – był perfekcyjny. Okazało się, że inwestor, któremu zabrakło pieniędzy, postanowił nie przejmować się projektem i budynek z pierwotnym planem nie miał nic wspólnego, o czym architekt nie wiedział. Chcąc to wyjaśnić, umówiliśmy się z panią prokurator. Z powodu nawału zajęć spóźniła się na spotkanie. Nudziliśmy się, czekając w holu. Architekt kierowany zawodową ciekawością wyjął miarkę i obmierzył pomieszczenia prokuratury. Balustrady przy schodach osadzone były niżej, niż przewidywały normy budowlane, i budynek stwarzał zagrożenie dla odwiedzających. Gdy pani prokurator się zjawiła, architekt poinformował ją o swoim odkryciu. Jednak zamiast go pochwalić za wykrycie niebezpieczeństwa, przesłuchująca kazała mu się skoncentrować na własnej sprawie.

Tłumaczyliśmy, że nadzór autorski nie był obowiązkowy, a architekt nie miał ani powodu, ani możliwości sprawdzać, co dzieje się na budowie. Prokurator sprawiała wrażenie, że do prawa budowlanego ma podejście dość swobodne. Chcąc oszczędzić jej trudu czytania, przygotowałem wniosek o umorzenie sprawy na piśmie. Po paru dniach zadzwoniłem dowiedzieć się, co dalej w sprawie. Z wrodzoną prostodusznością wyznała, że pisma nie przeczytała, bo jest zarobiona, a akt oskarżenia wysłała do sądu, tłumacząc, że skoro był wypadek, to coś jest na rzeczy. Proces trwał kilka lat. W mowie końcowej oskarżycielka przekonywała sąd, że oskarżony na pewno widział, że wykonawcy nie budują zgodnie z projektem, a jeśli ktoś wie i nic nie robi, powinien ponieść konsekwencje prawne. Gratulując pani prokurator przemówienia, nieśmiało spytałem, jak ta teza ma się do tego, że nie zainteresowała się błędem w konstrukcji budynku prokuratury. Ofuknęła mnie, że nie ma czasu na głupoty i żebym jej nie przeszkadzał. Architekta sąd uniewinnił, co było do przewidzenia jeszcze przed rozpoczęciem sprawy.

Po latach znalazłem się w tej samej prokuraturze. W sekretariacie dowiedziałem się, że pani prokurator ma masę pracy i spóźni się na spotkanie. Nudząc się, obejrzałem barierki, nic się nie zmieniło, nadal były za niskie.