1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło poleca
  4. >
  5. Teksty roku 2019 - najchętniej czytane artykuły o relacjach miłosnych

Teksty roku 2019 - najchętniej czytane artykuły o relacjach miłosnych

fot. iStock
fot. iStock
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Oto 5 najchętniej czytanych tekstów dotyczących relacji miłosnych, które opublikowaliśmy w tym roku na portalu zwierciadlo.pl. Czytaj to, co najlepsze!

1. Czy mężczyźni boją się silnych kobiet i pragną uległości?

Czy mężczyźni boją się silnych kobiet? Przeszkadza im kiedy mamy własne zdanie, pasje i pieniądze? Według terapeuty Jacka Masłowskiego, jest dokładnie na odwrót. Sekret polega na tym, że taka prawdziwie silna kobieta potrafi być też uległa. Czytaj więcej...

'Słowo uległość może być rozumiane jako podległość czy zależność. Tymczasem ja myślę o umiejętności przyjmowania.' (fot. iStock) "Słowo uległość może być rozumiane jako podległość czy zależność. Tymczasem ja myślę o umiejętności przyjmowania." (fot. iStock)

2. Piersi – wrota do miłosnego połączenia z mężczyzną. I z samą sobą

Co jest bramą do kobiecego serca? Piersi. To one otwierają potencjał głębokiego miłosnego połączenia z sobą samą i z mężczyzną. Tymczasem w naszej kulturze większość kobiet ma piersi nierozbudzone, nienauczone dotyku. Same nie umiemy ich nasycić czułością, nie znamy ich. Nie umieją tego też nasi partnerzy. Jak sobie z tym poradzić, mówi nauczycielka tantry Sonya Alicja Bednarek. Czytaj więcej...

Mało która kobieta lubi, kiedy mężczyzna dotyka jej piersi. Mówią, że oni to robią jakoś „nie tak”... (Fot. iStock) Mało która kobieta lubi, kiedy mężczyzna dotyka jej piersi. Mówią, że oni to robią jakoś „nie tak”... (Fot. iStock)

3. Jak męskie ciało działa na kobiety? – wyjaśnia Katarzyna Miller

Męska cielesność jest dla kobiet ważna, działa na nie w tajemniczy i niezrozumiały dla mężczyzn sposób. Stąd ich przekonanie, że istotniejszy jest dla kobiet męski intelekt lub dowcip. Tymczasem męska fizyczność jest nawet kluczem do odczuwania erotyzmu świata przez kobiety. Gdy mężczyzna mówi, że to, czego kobieta pragnie, jest nielogiczne – dowodzi, że nie wie nic o kobiecej zmysłowości. Świat wokół kobiety musi być ekspresją jej zmysłowości, jeśli ona ma pragnąć się kochać – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka. Czytaj więcej...

Męskie ciało działa na kobiece zmysły bardziej niż się facetom wydaje. (fot. iStock) Męskie ciało działa na kobiece zmysły bardziej niż się facetom wydaje. (fot. iStock)

4. Toksyczni partnerzy. Dlaczego łapiemy się na ich sztuczki?

Czarujący, przystojni, pociągający. Dużo obiecują, niewiele dają, często świadomie krzywdzą. Dlaczego więc łapiemy się na ich lep? Psychoterapeutka Katarzyna Miller przedstawia typologię najbardziej toksycznych partnerów i wyjaśnia, czym różnią się od tych dobrych, normalnych, ale niecieszących się takim powodzeniem. Czytaj więcej...

Toksyczni kochankowie dużo obiecują, niewiele dają, często świadomie krzywdzą. (Fot. iStock) Toksyczni kochankowie dużo obiecują, niewiele dają, często świadomie krzywdzą. (Fot. iStock)

5. Kocham mężczyznę, który jest związany z inną kobietą… Co robić?

Kocham mężczyznę, który jest związany z inną kobieta. Ja wiem, jestem przekonana, że to ja jestem dla niego idealną partnerką. On tak na mnie patrzy… Czekam aż on się z nią rozstanie. Jak mam to przyspieszyć? Czytaj więcej...

Bywa tak, że kobieta bardzo głodna jakichkolwiek objawów miłości przelewa swój głód na kogoś, kto traktuje ją po prostu sympatycznie.(fot. iStock) Bywa tak, że kobieta bardzo głodna jakichkolwiek objawów miłości przelewa swój głód na kogoś, kto traktuje ją po prostu sympatycznie.(fot. iStock)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Inteligencja seksualna – na ile jesteśmy świadomi swoich potrzeb?

Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. (Fot. iStock)
Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. (Fot. iStock)
Wbrew pozorom nie po to, by bez zająknięcia wymienić nazwy stu łóżkowych pozycji czy świetnie się orientować w ofercie sex shopów. Raczej po to, by nasze życie erotyczne było udane i naprawdę zgodne z tym, co nam w duszy – a także w zmysłach – gra. 

Znajomość siebie, swoich potrzeb i zahamowań oraz warunków, w których możemy je przekraczać. Odwaga, żeby prosić o to, co nam naprawdę sprawia przyjemność, i gotowość, żeby dawać partnerowi to, czego potrzebuje. Wiedza o tym, co różni mężczyznę i kobietę. Umiejętność odmawiania i otwartej komunikacji w sprawach seksu, także rozumienia drugiej osoby, ale i własnych reakcji. Wszystko to właśnie zawiera w sobie inteligencja seksualna – termin, który robi ostatnio furorę.

– Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. To niezwykle ważne, bo poziom inteligencji seksualnej decyduje o tym, czy jesteśmy zadowoleni z życia erotycznego – uważa Małgorzata Zaryczna, seksuolożka i psycholożka z Centrum Psychoterapii MAGO w Warszawie. – Im więcej wiemy o seksualności, relacji, bliskości i człowieku, z którym tworzymy parę, tym więcej mamy frajdy w sypialni.

Dobra wiadomość: z inteligencją seksualną jest nieco inaczej niż z poziomem IQ. Ten ostatni jest wrodzony, pierwszy – można skutecznie podnosić. I co ważniejsze – da się go w prosty sposób określić. Poprzez stopień zadowolenia z tego, co robimy w łóżku.

Tylko ty!

Zwolennicy i zwolenniczki wielu przygód i podbojów nie ucieszą się zapewne, ale według fachowców osoby naprawdę inteligentne seksualnie stawiają na jednego partnera. Wierność jest afrodyzjakiem!

– Dla satysfakcji w łóżku ważniejsza od ilości jest jakość – podkreśla Zaryczna. – Chcemy, żeby nasze życie seksualne naprawdę było na wysokim poziomie? Inwestujmy w budowanie dialogu z jedną osobą.

Jednak pogłębianie więzi, dbałość o potrzeby drugiej strony i komunikowanie swoich odczuć, zbyt często przerastają zdolność, motywację i chęć przeciętnych polskich kochanków. Oto typowy obraz współczesnego życia seksualnego: kilka minut stosunku, w tej samej co zwykle pozycji, rozładowanie i… koniec. Nie celebrujemy bliskości.

– Mądrze jest traktować seks nie tylko jako akt fizyczny służący rozładowaniu napięcia czy podreperowaniu poczucia własnej wartości, lecz jako zbliżenie, najgłębszy rodzaj kontaktu pomiędzy dwojgiem ludzi – uważa Zaryczna. – Inteligencja seksualna pomaga nam zrozumieć, że nie możemy stworzyć dającej prawdziwe zadowolenie więzi erotycznej bez emocjonalnej. Potrzeba seksualna leży bowiem blisko potrzeby bezpieczeństwa. A tego nie da nam kontakt z przypadkową osobą.

Potwierdzają to dobitnie badania dr Sharon Hinchcliffe z University of Sheffield, która przeprowadziła 46 wywiadów z kobietami w wieku od 23 do 83 lat. Okazało się, że tylko 10 proc. z nich odczuwało satysfakcję z przygodnego seksu.

Z kolei z badań dr. Michaela Milburna z University of Massachusetts w Bostonie, autora książki „Sexual Intelligence”, wynika, że najniższy poziom inteligencji seksualnej wykazują osoby często zmieniające partnerów. Mimo przemian obyczajowych dla większości ludzi wciąż najważniejsza jest stabilność i przywiązanie.

Jeśli wizja uprawiania seksu z jednym partnerem do końca życia przeraża nas, to dla sypialnianego dobra powinniśmy przynajmniej w kontaktach miłosnych stawiać na coś więcej niż wakacyjne, krótkotrwałe romanse.

Nie za daleko i nie za blisko

Kolejnym bardzo ważnym składnikiem erotycznej inteligencji jest umiejętne zarządzanie dystansem w związku, a właściwie wypośrodkowanie między wolnością a zażyłością. Powinniśmy się nauczyć dawać sobie przestrzeń bez oddalania się od siebie. Jeśli kontakt będzie zbyt intensywny, nasza erotyka tego nie zniesie: stłamsimy ją.

– Wiele osób chce być z partnerem tak blisko, by stanowić niemal jedno ciało – mówi Zaryczna. – To kiepski pomysł, bo przecież własne ciało raczej nas nie podnieca… Erotyka to obok bliskości także zaskakiwanie siebie nawzajem, nuta niedopowiedzenia, trochę odświeżającego dystansu.

Żeby między nami iskrzyło, nie możemy być ze sobą non stop. Kiedy kobieta idzie z mężczyzną na imprezę i obserwuje, jak on tańczy z innymi kobietami, i wie w dodatku, że one uważają go za atrakcyjnego – sama zaczyna go bardziej pragnąć. Podobnie mężczyzna, który zauważa, że jego partnerka się czymś żywo interesuje, że potrafi zatracić się w swojej pasji tak, że nawet o nim zapomina i trzeba ją „gonić” – widzi ją jako wartą starań, bardziej pociągającą.

Bądźmy inteligentni – nie traktujmy każdej niezależnej inicjatywy ukochanej osoby jako ataku na więź i bliskość. Pozwólmy jej zdobywać doświadczenia poza związkiem – żeby mogła je potem „przynieść” i w ten sposób wzbogacić to, co już mamy.

– Cała sztuka polega na tym, żeby być na tyle blisko, by tworzyć związek, lecz na tyle daleko, by nie wygasło napięcie seksualne – uważa seksuolożka. – Zmęczeni pracą, obowiązkami domowymi i dyskusjami o rachunkach, zapominamy, jak to było nosić podniecającą bieliznę i zawsze mieć ochotę na gorący seks. Warto kilka razy w tygodniu starać się odnaleźć w sobie echo tej kochanki czy kochanka, jakimi kiedyś byliśmy i nadal chcielibyśmy być.

Erotyczna mądrość to także rozmawianie o seksie, umiejętność komunikowania się, zadawania pytań, wsłuchania się w potrzeby partnera. My jednak mamy raczej tendencję do zabawy w jasnowidzenie: jeśli znamy partnera od lat, to uważamy, że nie musimy go o nic pytać, bo doskonale wiemy, co czuje i czego chce, a co mu się nie spodoba. W ten sposób zamykamy się w kręgu własnych wyobrażeń i okradamy z wymiany i możliwości wspólnego odkrywania nowych obszarów.

– Trudno się rozmawia o seksie, a chyba najtrudniej powiedzieć drugiej osobie, czego się chce – mówi Zaryczna. – Nie umiemy prosić o to, czego pragniemy, bo boimy się urazić partnera lub przed nim odsłonić. Poza tym wydaje nam się, że dobra komunikacja polega na tym, by skutecznie przekonać drugą stronę do tego, czego my chcemy. Nic z tych rzeczy! Chodzi raczej o przekazanie w nieofensywny sposób swoich pragnień – z gotowością i otwartością na czyjąś reakcję, nawet jeśli nie będzie po naszej myśli. Gdy ukochana osoba będzie robić dokładnie to, czego chcemy – szybko się tym znudzimy.

Tyle, ile trzeba

Mamy tendencję do myślenia, że udane życie erotyczne można zmierzyć częstotliwością uprawianego seksu. Im więcej, tym lepiej. Ale jeśli sprowadza się ono do kilku minut stosunku – to czy naprawdę warto przyznawać za to laury? Prędzej czy później odczujemy, że kochamy się wprawdzie często, ale dość mechanicznie…

– W wielu związkach przyjmuje to postać pościgu – uważa seksuolożka. – Jeśli nie mamy ochoty na seks, trudno odmówić partnerowi. Boimy się, że to postawi naszą relację nad przepaścią. Wysilamy się, by życie erotyczne nie zamarło, próbujemy nowych pozycji, eksperymentujemy. Tak jakby nasze życie miało stać się jakąś pustynią po tygodniu czy dwóch bez seksu!

A przecież „źródło” seksualności istnieje tak długo, jak długo tworzymy parę i chcemy ze sobą być. Nie staniemy się osobami aseksualnymi – no, chyba, że się znienawidzimy i nie będziemy chcieli mieć ze sobą kontaktu albo gdy tak się zbliżymy, że staniemy niemalże jednym ciałem i zdusimy erotykę. Jeśli nie wpadniemy w żadną z tych skrajności, seksualna pustynia nam nie grozi.

– Zmysłowe IQ to między innymi świadomość, że seksualność podlega naturalnym rytmom i wahaniom – podkreśla dr Zaryczna. – I na szczęście jest tak, że kochankowie, którzy są wrażliwi na potrzeby partnera, także te dotyczące częstotliwości uprawianego seksu, po jakimś czasie potrafią dopasować je do siebie nawzajem.

To, że jedna ze stron ma ochotę na zbliżenie, nie jest ani lepsze, ani gorsze od tego, że druga jej akurat nie ma. Tym bardziej, że brak chęci na seks nie jest jednoznaczny z brakiem miłości. Ważne, żeby szanować odmienne potrzeby seksualne. Interpretowanie ich braku jako ataku lub wycofania jest mało rozsądne. Równie dobrze moglibyśmy mieć do partnera pretensję, że jest głodny albo że nie chce mu się jeść. Niezrozumienie i zarzuty w tej kwestii budują czasem między ludźmi bardzo wysoki mur, bo to bardzo delikatna materia. Dlatego tak ważne jest, żeby je dobrze rozumieć. Odmawiając partnerowi, nie mówmy: „to źle, że mnie pragniesz, bo ja ciebie nie”. Powiedzmy raczej: „ja ciebie kocham, lecz w tej chwili naprawdę nie mam ochoty na seks”.

Inteligencja seksualna zawsze bowiem przyjmuje założenie dobrych intencji z drugiej strony.

  1. Psychologia

Erotyka w snach. O czym fantazjujesz podczas snu?

Silna presja potrzeby seksualnej nie może wytwarzać snów, ale w dużym stopniu jest ona odpowiedzialna za ich treść. (Fot. iStock)
Silna presja potrzeby seksualnej nie może wytwarzać snów, ale w dużym stopniu jest ona odpowiedzialna za ich treść. (Fot. iStock)
Marzenia senne są często symboliczne. Co twoje sny mówią o twoich potrzebach erotycznych?

„Śniła mi się jaskinia, do której szedłem długim, wąskim korytarzem. W środku byli ludzie w przebraniach i z zasłoniętymi twarzami. Wnętrze oświetlały jedynie świece. Wyglądało to na jakiś rytuał.  Na czymś w rodzaju ołtarza leżała naga kobieta, pozostali stali tworząc krąg i podpierali się długimi laskami. Było to przerażające, ale miało w sobie coś podniecającego”.

„Śniło mi się, że spacerowałam brzegiem morza, było mi błogo i byłam zrelaksowana. Na plaży nie było nikogo. Nagle z naprzeciwka nadszedł mój profesor ze studiów. Był ode mnie dużo starszy, ale we śnie nie czułam różnicy wieku. Podszedł do mnie, wziął za rękę i razem weszliśmy do morza, nie zdejmując ubrań. Odczuwałam podniecenie i niesamowitą przyjemność”.

„Śniło mi się, że jestem w opuszczonym zamku, który miał mnóstwo schodów. Czułem niepokój chodząc po korytarzach i piętrach. Nagle z jednej komnaty wyszła moja żona i zaczęła się uwodząco uśmiechać, już zacząłem iść w jej kierunku, kiedy z drugiej komnaty wyszła jej siostra i także kusząco na mnie patrzyła. Czułem się nieswojo i nie wiedziałem co robić. Było to podniecające, choć kłopotliwe”.

To kilka przykładów z niezliczonej ilości marzeń sennych, jakie może zafundować nam nasz mózg, kiedy śpimy. Skąd jednak w naszych snach dziwne sytuacje, nieznane postaci - co to wszystko tak naprawdę oznacza?

Marzenia senne to aktywność psychiczna spontanicznie występująca w czasie snu. Śni każdy, nawet jeśli temu zaprzecza, dzieje się to jednak wyłącznie w tzw. fazach snu paradoksalnego, podobnego pod względem procesów bioelektrycznych mózgu do stanu czuwania, mimo, że jest to sen głęboki. W trakcie marzeń sennych odbywa się proces obrazowego przetwarzania nierozwiązanych problemów i konfliktów, który rozładowuje napięcia psychiczne.

Silna presja potrzeby seksualnej nie może wytwarzać snów, ale w dużym stopniu jest ona odpowiedzialna za ich treść. Może przy tym dochodzić do erekcji penisa lub łechtaczki, a nawet do orgazmu.

W interpretacji snów Zygmunt Freud, austriacki neurolog i psychiatra, widział najlepszą drogę do nieświadomości, czyli do wypartych pragnień i konfliktów, powodujących powstawanie nerwic. Przyczyn zaburzeń psychicznych upatrywał on przede wszystkim w niezaspokojonym popędzie seksualnym, stąd jego teoria marzeń sennych skoncentrowała się w głównej mierze na rozszyfrowywaniu seksualnej treści symboli sennych. I tak wszelkie przedmioty o wydłużonym kształcie, laski, pnie drzew, parasole, wszystkie rodzaje broni podłużnej i ostrej, noże, sztylety, piki mają wyobrażać męski członek. Natomiast puszki, pudełka, skrzynie, szafy, piece odpowiadają ciału kobiecemu, podobnie jak jaskinie, statki i wszelkiego typu naczynia. Jako częste symbole stosunku seksualnego wymieniał Freud latanie, jazdę pociągiem oraz wchodzenie po drabinie i schodach.

W wielu snach seks występuje właśnie w postaci symboli. Kiedy jednak pojawia się bezpośrednio, oznacza to, że łatwiej akceptujemy swoje własne pragnienia i urazy na tle seksualnym. Sny erotyczne mówią też, przed jakimi wyzwaniami stajemy i jak przebiega nasz rozwój. W rozwoju psychicznym i seksualnym zastój następuje jedynie wtedy, gdy na określonym etapie dojrzewania zatrzymają go choroba lub cierpienie. Wówczas jednak problem ten będzie uparcie pojawiał się w snach, aż do czasu gdy będzie można go rozwiązać.

Tymczasem według Carla Gustawa Junga, szwajcarskiego psychiatry i ucznia Freuda, w każdym z nas, niezależnie od własnej płci, istnieje wewnętrzny aspekt osobowości mający płeć przeciwną, czyli w każdym z nas istnieje pierwiastek zarówno kobiecy (Anima) jak i męski (Animus). Jeśli zaprzecza się jego istnieniu lub go tłumi, często może się on pojawiać w postaci obrazów sennych, czasem rozpoznawalnych dla śniącej osoby, a czasami nie. We śnie odzwierciedleniem Animy, która symbolizuje nieznaną nam i najczęściej nie uświadomioną sferę uczuć, może być postać każdej kobiety. Tymczasem wyrazem Animusa, czyli męskich, uporządkowanych i ukierunkowanych na cel sposobów myślenia i zachowania, są wszelkie postacie męskie.

Zasadniczym celem rozwoju osobowości człowieka jest integrowanie i równoważenie w sobie tych różnych, a często przeciwstawnych sił męskich i żeńskich. Najczęściej jednak mamy do czynienia z sytuacją, kiedy któryś z tych aspektów wysuwa się na pierwszy plan, powodując wewnętrzną dysharmonię. Jeśli przewaga znajduje się po stronie Animusa, wówczas w naszych snach dominować będą męsko-falliczne symbole agresji, jak np. sztylet, włócznia, armata. Przewaga Animy objawia się albo poprzez fiksacje na cechach macierzyńskich, albo poprzez ucieczkę od rzeczywistości i strach przed żeńską seksualnością. Niezależnie od płci osoby śniącej, w marzeniach sennych może objawiać się dominacja, zarówno sił męskich jak i żeńskich. Pojawiające się w snach zachowania seksualne również powinniśmy odnosić do nas, nawet jeśli aktywne pod tym względem są tylko inne osoby. Erotyczne aspekty marzeń sennych należy interpretować przede wszystkim na płaszczyźnie podmiotowej. Seksualność symbolizuje zbliżenie i zjednoczenie męskich i żeńskich stron naszej osobowości. Świadomy i nieuświadomiony stosunek do naszych agresywnych i seksualnych impulsów popędowych współdecyduje o tym, czy w marzeniach sennych jesteśmy zdolni do swobodnych zachowań seksualnych. Przez nie wyraża się bowiem to, czy potrafimy podporządkować swoje seksualne impulsy i życzenia celowi zjednoczenia męskich i żeńskich aspektów osobowości, czy też żyją one własnym życiem, oderwane od procesów rozwojowych przebiegających w  naszej psychice.

Każdy sen, w którym pojawiają się treści seksualne, można interpretować na kilka różnych sposobów. Śniąca osoba sama decyduje, która z tych interpretacji jest najbardziej trafna. Będzie to zależało od tego, co w danym śnie było szczególnie uderzające. Nie wszystkie wyobrażenia występujące w snach związanych w jakiś sposób z erotyką muszą stanowić sugestię samego aktu płciowego. Często mogą one ukazywać, jak ktoś radzi sobie z własną seksualnością, związkami i emocjami.

Sny mogą stanowić pomoc w rozwiązywaniu problemów pojawiających się w związkach intymnych. Prawie każdy sen śniony w sytuacji kryzysowej dla naszego związku wyraża lęki i nadzieje, które z nim podświadomie wiążemy. Sny wyrażające nadzieje pokładane w związku można potraktować jako wskazówkę do pozytywnego przetwarzania snów ujawniających związane z nim podświadome lęki.

  1. Seks

Kalendarz erotyczny

Seksualne potrzeby i wizja życia erotycznego mężczyzn i kobiet przez pierwsze 20 lat… mocno się rozmijają. W trzeciej dekadzie życia zaczynamy podobnie myśleć „łóżkowo”, by po kolejnych 10 latach osiągnąć stan jedności. (Fot. iStock)
Seksualne potrzeby i wizja życia erotycznego mężczyzn i kobiet przez pierwsze 20 lat… mocno się rozmijają. W trzeciej dekadzie życia zaczynamy podobnie myśleć „łóżkowo”, by po kolejnych 10 latach osiągnąć stan jedności. (Fot. iStock)
Piękni dwudziestoletni, zapracowani trzydziestoletni i świetni czterdziestoletni! Kochankowie jak wino – im starsi, tym lepsi. Właśnie tak!

Co widzi mężczyzna, kiedy patrzy na kobietę? Generalizując – dwudziestolatek widzi seks, seks i jeszcze raz seks. Dziesięć lat później dostrzega w niej partnerkę, ale i jej wymagania. Dopiero po czterdziestce ujrzy osobę. A kobieta? Niezależnie od wieku, w mężczyznach widzi przede wszystkim kandydatów na życiowych partnerów.

Natura spłatała nam niezłego figla: dojrzewanie mężczyzn i kobiet, ich seksualne potrzeby i wizja życia erotycznego przez pierwsze 20 lat… mocno się rozmijają! W trzeciej dekadzie życia zaczynamy podobnie myśleć „łóżkowo”, by po kolejnych 10 latach osiągnąć stan jedności.

Młody, zdolny 20+

Dla niego życie to seks. Testuje, szuka, sprawdza. Jest w pełni erotycznej mocy, napędza go duża dawka hormonów.

– Dwudziestolatek ma wrażenie, że jest u bram niebios! – mówi Małgorzata Zaryczna-Pogorzelska, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. – Odkrył, że świat erotycznych rozkoszy stoi przed nim otworem. Jako nastolatek stwierdził, że ma sprawnego penisa. Teraz bada, co ten penis potrafi.

To jeden z najprzyjemniejszych treningów. Świat wreszcie pozwala mu na seksualną swobodę. „Nie mogę”, „nie wolno” – te słowa straciły dla niego znaczenie. Młody mężczyzna zachłystuje się więc seksem. – Jego życie to Walhalla, pełna pięknych kobiet, które można uwodzić, porzucać, podrywać kolejne, sprawdzać, co sam lubi, jak lubi i gdzie lubi – tłumaczy seksuolożka. – Jeśli postanowi rzucić się w wir seksualnych przygód i czerpać z nowej wolności garściami, nie myśli o odpowiedzialności i konsekwencjach. Używa życia. Zdaniem ekspertki, tę seksualną karuzelę dodatkowo nakręca świadomość, że to ostatni moment, by zaczerpnąć wolności. Dlatego pogoń za przygodami nabiera intensywności.

– Młody mężczyzna jest jak turysta w nowym mieście: ma wielki apetyt i każdy posiłek chce zjeść w innej restauracji – tłumaczy seksuolożka. – Jego relacje cechuje niestałość, zmienność, skłonność do eksperymentowania i naginanie granic. Szuka wprawdzie partnerki dla siebie, ale nie ma w nim jeszcze chęci stabilizacji, gotowości do pracy nad związkiem. Czuje się niczym w sklepie samoobsługowym. Mnóstwo rzeczy może oglądać, ale żadnej nie musi zabrać do domu.

Młodzieniec i jego dziewczyna

Czy to znaczy, że młodzi mężczyźni nie potrafią kochać? Skądże! Młodzieniec, zupełnie niespodziewanie dla samego siebie, może się gwałtownie i głęboko zakochać. Ulec potężnej fascynacji, która potrwa dłużej lub krócej. Jednak nie jest to jego celem. Choć może mu się zdarzyć miłość na całe życie – będzie to raczej przypadek. On na razie testuje i sprawdza – oraz wybiera kobiety, które… będą się podobały jego kolegom.

– Dwudziestolatek wciąż znajduje się pod silnym wpływem grupy rówieśniczej. Wybiera więc takie kobiety, których koledzy będą mu zazdrościć – tłumaczy Zaryczna-Pogorzelska.

Kolejną tajemnicą młodego mężczyzny jest to, że… paradoksalnie jego życie erotyczne jest mało owocne. – Taki, powiedzmy, dwudziestotrzylatek uprawia dużo seksu, ale uczy się niewiele. Pragnienie zdobycia kolejnych partnerek, potrzeba sprawdzania się sprawiają, że ma mało okazji, by dowiedzieć się, co naprawdę lubi. Bardziej się skupia na ocenie i osiąganiu niż na poznawaniu własnych seksualnych apetytów. Większość młodych chłopaków po prostu „zalicza” – mówi seksuolożka.

I przez to właśnie nie są najlepszymi kochankami. Kobieta i mężczyzna w tym wieku  kompletnie się rozmijają. Bo dwudziestolatka też przejawia tendencje do szukania przygód, eksplorowania świata seksu i poznawania jego granic – ale najchętniej robiłaby to w jednych ramionach. Niestałość i gwałtowność związków tego czasu to dyktat mężczyzn. Kobiety płacą za to wysoką cenę: – Mając dwadzieścia parę lat, najczęściej nie znają jeszcze swoich ciał i pragnień na tyle, by z łatwością szczytować, bo u kobiety jest to umiejętność nabyta, nie wrodzona – ostrzega ekspertka. – A uczyć się niełatwo. Z jednej strony czują presję otoczenia i mediów, by być istotą seksualną, a z drugiej – wolność seksualna rozbija się o stereotypy i ograniczenia kulturowe. Bądź seksowna, ale nie bądź łatwa. Uwódź, ale nie prowokuj. Wiele młodych kobiet ma więc zahamowania, kosztuje seksu powoli i nieśmiało. Testują swoje możliwości, potrafią erotycznie brylować w grupie, być niezwykle kobiece – ale to często tylko seksualny blef. Wykorzystują swoje ciała, by zainteresować i zatrzymać przy sobie młodych mężczyzn.

Właśnie wtedy mogą pojawić się takie problemy jak odczuwanie bólu podczas współżycia i brak orgazmu, związane ze zmuszaniem się do seksu i brakiem komunikowania swoich potrzeb. Młode kobiety w imię miłości godzą się na zachowania, które nie sprawiają im przyjemności – a bywają wręcz urazowe. Niestety, ich partnerzy często są tak skupieni na swojej seksualności, że nawet tego nie zauważają. I kobiety wchodzą w trzecią dekadę życia, nie mając zielonego pojęcia, czego w łóżku chcą, a przyjemność znając wyłącznie z masturbacji. Na szczęście męski seksualny dziki pęd zwalania przed trzydziestką. Pojawia się przestrzeń na to, by się wreszcie spotkać.

Trzydziestolatek: przełom

Ten, kto uważa, że trzydziestolatek jest królem życia, musi zweryfikować poglądy. – Trzydziestka to dziś chyba najbardziej stresujący dla mężczyzny wiek – rozwiewa złudzenia seksuolożka. – Kumulują się oczekiwania ze strony otoczenia. Musi podjąć wiele decyzji. Potrzeba zrobienia kariery zawodowej, znalezienia swojego miejsca w świecie, jest teraz największa. Pojawia się lęk: „czy dam radę?”. Bo jak nie teraz, to kiedy? Trzydziestolatek czuje presję, musi dać radę na wszystkich frontach. Do tego porównuje się z rówieśnikami: gdzie są teraz, co im się udało? To okres wzmożonej rywalizacji. Po dekadzie eksperymentowania zaczyna sobie zadawać pytania: „Kim jestem? Czego chcę? Do czego dążę?”. To dla mężczyzny czas przełomowy.

Zdaniem Zarycznej-Pogorzelskiej, ta grupa wiekowa też miewa problemy z nawiązaniem relacji, a potem ze zbudowaniem trwałych więzi. – Wymagania ze strony świata są tak duże, że mężczyźni już nie chcą kolejnych, a te nieuchronnie płyną ze strony partnerek – wyjaśnia seksuolożka. – A trzydziestolatka chce być lepszą połówką, a nie erotyczną zabawką. Rzadko zakłada przygodę na jedną noc i jeśli idzie z kimś do łóżka, traktuje to jako początek relacji – a to oznacza oczekiwania, zarówno w seksie, jak i w życiu. Mężczyzna o tym wie i się tego obawia.

Kobieta 30-letnia dąży do założenia rodziny. Czas ją pogania. Mężczyzna dopiero zaczyna myśleć o stabilizacji. Patrząc na kobietę, widzi kochankę, partnerkę, a także wizytówkę swojego sukcesu zawodowego. Wciąż jednak jeszcze nie ma dużego apetytu na bliskość. Na razie wystarczą mu wspólne kolacje i weekendy. Założenie rodziny nadal oznacza rezygnację z możliwości, jakie sobie w pocie czoła wypracował.

– Mężczyzna w tej dekadzie życia pewnie zaczął już rozważania na temat założenia rodziny, ale wciąż są to tylko rozważania. I wcale nie jest powiedziane, że wybierze rodzinę. Może się okazać, że będziesz musiała poczekać, aż zbliży się do kolejnej dekady – ostrzega seksuolożka. – Choć zdarzają się wyjątki.

Seks ze znakiem jakości

Stosunek trzydziestolatka do seksu też się zmienia: staje się zadaniowy. Mnóstwo mężczyzn w tym wieku bierze pod lupę każdy aspekt swego życia, także wydolność fizyczną i aktywność seksualną. – Trafiają do mnie panowie po trzydziestce, zadający pytania: „Czy współżycie trzy razy w tygodniu oznacza, że nasz seks się kończy? Czy jeśli nie mamy gadżetów z sex shopu, to jesteśmy nudni?” – mówi seksuolożka.

Sfera seksualna wciąż jest sferą osiągnięć. Teraz już jednak nie chodzi o „więcej i szybciej”, ale o seks lepszej jakości. Życie erotyczne trzydziestolatka jest bardziej urozmaicone,  wysmakowane, lepiej dopasowane do jego własnych potrzeb i zapatrywań. To dobra wiadomość dla kobiet, bo właśnie w tym okresie zaczynamy powoli wyrównywać szyki: 30-letnia kobieta jest już bardziej pewna siebie i lepiej zrozumie swoją seksualność. Wie, czego chce, co sprawia jej przyjemność – nauczyła się ją odczuwać. Trzydziestolatka zaczyna się otwierać na eksperymenty, bo tego chce – a nie, bo powinna. Zaczyna komunikować swoje potrzeby – są więc spełniane, a seks staje się bardziej satysfakcjonujący. Po trzydziestce kobiety częściej myślą o seksie, są też bardziej skłonne realizować swoje fantazje. Trzydziestolatek, który pragnie zadbać o jakość swojego życia seksualnego, spotyka w rówieśniczce godną partnerkę. Mają szansę stworzyć udany związek. Pod jednym warunkiem: – Ten czas może być wspaniałym okresem budowania dojrzałych więzi – mówi Zaryczna-Pogorzelska. – Ale może też być pułapką: gdy w pogoni za ideałem wezmą swoje życie intymne pod zbyt dużą lupę. Dlaczego? Bo zamiast zadawać sobie pytanie: „Co mi się najbardziej podobało?”, martwią się: „Co mogło pójść lepiej?”.

Czterdziestolatek: czas bilansu

Po przekroczeniu czterdziestki mężczyzna zaczyna się przyglądać swemu życiu. – To fantastyczny moment na rozwój i eksplorację nowych sfer seksualności – uważa seksuolożka. – Jesteśmy już z reguły w stałych związkach, czujemy się ze sobą bezpiecznie, możemy więc sobie pozwolić na więcej. Przychodzi czas na seks jak najbardziej różnorodny, bogaty w eksperymenty. Mężczyzna wreszcie nie pędzi w seksualne przygody, nie bierze wszystkiego pod lupę, ale bada siebie, własne pragnienia, potrzeby, ścieżki rozkoszy. Kiedyś ważny był sam seks. Teraz ważne są własne upodobania i dopasowanie do nich seksualnej aktywności.

Mnóstwo badań potwierdza, że najbardziej zadowoleni ze swoich związków i seksualności są właśnie czterdziestolatkowie. Mają powody: są w kwiecie wieku, sprawni fizycznie i najlepiej się rozumieją z partnerkami. Zdaniem Zarycznej-Pogorzelskiej, właśnie ten etap może być dla pary najlepszy: nie tylko są zgrani i mają podobne potrzeby, ale czterdziestolatek jest naprawdę fajnym kochankiem, bo nakierowanym na potrzeby partnerki. Przestaje sprawdzać samego siebie, bić rekordy, szukać wrażeń. Zna też kobiece ciało. Przestaje się spieszyć, ma czas na pieszczoty. Wie, że lepiej pytać partnerkę, niż kierować się własnymi pomysłami na jej seksualność. Wreszcie jest gotów zaspokoić kobiecą potrzebę bycia wysłuchaną. Zdaniem seksuolożki, właśnie teraz obie płcie bardziej się doceniają. Kiedy mamy po 20 lat, tego kwiatu jest pół światu. W wieku 30 lat wciąż jest duża rotacja. Dopiero po czterdziestce zaczynamy doceniać partnera jako osobę. Wielkiej wagi nabierają komplementy i okazywanie sobie nawzajem, że jesteśmy dla siebie ważni.

– Kobieta jest dla czterdziestolatka partnerką, przyjaciółką, towarzyszem. A jeśli jest zadbana – jest też miarą jego atrakcyjności seksualnej – podkreśla Zaryczna-Pogorzelska. – Seks dla niego to już nie tylko sposób na orgazm, ale też na bliskość, bycie dla kogoś ważnym i atrakcyjnym. I jeśli tego zabraknie, mężczyzna może zacząć szukać szczęścia w innych ramionach.

Bywa jednak, że życiowy bilans wypada kiepsko: porównanie z rówieśnikami pokazuje, że inni poszli dalej – i w duszy czterdziestolatka rodzi się niepokój. Jeśli w dodatku w przeszłości skupił się wyłącznie na karierze i nie dbał o relacje, w czterdziestkę wkracza osamotniony. A gdy zabraknie mu kogoś, kto widzi w nim prawdziwego mężczyznę – pojawia się widmo rozwodu. W dodatku mogą dawać o sobie znać pierwsze problemy ze zdrowiem, a co za tym idzie – z seksem. I to jest moment, w którym mężczyzna kupuje czerwone ferrari!

Oczywiście, może się zdarzyć, że stworzysz udany (także w sypialni) związek z mężczyzną w wieku 26 lat, a rozczarujesz się Piotrusiem Panem po czterdziestce. Warto jednak poznać naturalny kalendarz erotyczny, nawet jeśli jest pewną generalizacją.

  1. Psychologia

Związki homo- i heteroseksualne - czym się różnią? Komu łatwiej się dogadać?

Czy związki homoseksualne budowane są na podobnych zasadach co heteroseksualne? (fot. iStock)
Czy związki homoseksualne budowane są na podobnych zasadach co heteroseksualne? (fot. iStock)
Płeć przeciwna pociąga i fascynuje swą odmiennością, a czy ta sama ułatwia porozumienie? Czego moglibyśmy się nauczyć o komunikacji i ustalaniu zasad w związku od par homoseksualnych, według badań, bardziej zadowolonych ze swoich relacji niż pary heteroseksualne? Pytamy psycholożkę Katarzynę Miller.

Co jest lepsze dla związku: jak jesteśmy do siebie podobni czy jak się różnimy?
Nie wiem. Wiem natomiast, że jeśli ludzie są zafascynowani tym, jak bardzo ich ukochana czy ukochany jest różna czy różny od nich, to potem to samo zaczyna ich niesamowicie wnerwiać. Z kolei jeśli zakochują się w sobie, bo tak wiele ich łączy, to po kilku latach ten fakt też zaczyna ich wnerwiać. Wychodzi na to, że po pewnym czasie w związku każdego zaczynają wkurzać pewne rzeczy, i to jest chyba taki etap, przez który po prostu trzeba przejść.

Czy ma znaczenie, czego dotyczą te różnice? Może niektóre wkurzają bardziej, a inne mniej?
Problemem są na pewno różnice światopoglądowe. Bo to w żadnym temacie nie idzie się dogadać, zarówno jak wychowywać dzieci, na kogo głosować, ale też jak uprawiać seks… Jedno uważa, że nie należy sypiać ze sobą przed ślubem, a drugie, że należy. Albo po ślubie jedno uważa, że skoki w bok nie są niczym strasznym, pod warunkiem że się kochamy, a dla drugiego to jest koszmar.

Ja jestem przywiązana do wyników badań, które mówią o tym, że najlepiej dogadują się ze sobą ludzie pochodzący z podobnych środowisk: wykształceni z wykształconymi, majętni z majętnymi, robotnicy z robotnikami. Choć, co też podkreśla psychoterapia, podobne środowisko może oznaczać tyle, że w domu były podobne problemy, niezależnie od tego, czy był to dom bogaty czy biedny, wielkomiejski czy wiejski. Ludzie podświadomie dobierają się na podstawie swoich haków, czyli ciemnych stron. Na poziomie świadomym ludzi chyba najbardziej fascynuje odmienność – zobacz, że zwykle spokojny facet woli wariatkę, a furiat lubi odpocząć sobie przy łagodnej. Najlepiej jak te różnice są komplementarne, czyli się uzupełniają: on uwielbia nowinki techniczne, za to ona organizuje najlepsze przyjęcia.

A gdyby tak ta podstawowa różnica – różnica płci została zniesiona… Czy pary jednopłciowe lepiej się dogadują? Jest im łatwiej czy trudniej?
Pary jednopłciowe już z gruntu mają trudniej. Po pierwsze, mają mniej osób do wyboru, bo orientację homoseksualną ma jedynie ułamek społeczeństwa. Po drugie, nadal często towarzyszy im odium społeczne, zwłaszcza w kręgach tradycyjno-fundamentalistycznych. Rzucają się w oczy, wystają z tłumu. Czasem więc, dla własnego bezpieczeństwa, ukrywają swoją miłość.

Ale to może też – paradoksalnie – bardziej scalać ich związek. Razem przeciwko światu.
Może też dawać poczucie, że tym bardziej trzeba tę miłość ochraniać. Gdy przypominam sobie życiorysy wielkich artystów gejów, a bardzo wielu jest wśród gejów artystów, to od razu rzuca mi się w oczy fakt, że bardzo trudno im było dobrać sobie partnera, który by odpowiadał im zarówno seksualnie, jak i środowiskowo. Dlatego tak częste są przykłady związków synów lorda z synem portiera. Ale geje w ogóle lubią przekraczać różne granice. Są całkowicie niestereotypowi, a poza tym bardzo uczuciowi i nadmiarowi – to właśnie moim zdaniem odróżnia pary homoseksualne od heteroseksualnych. Tam więcej się przeżywa – także kłótni, konfliktów, rozczarowań. To zawsze są bardzo silne emocje. Poza tym ich podejście do seksu cechuje promiskuityzm, czyli częste zmiany partnerów i podejmowanie kontaktów seksualnych często bez więzi uczuciowych.

Jest takie społeczne przekonanie, że dlatego właśnie związki homoseksualne są nietrwałe.
Ja znam bardzo wiele trwałych związków homoseksualnych. Powiedziałabym nawet, gdyby ktoś mnie spytał, czy znam szczęśliwe pary, że znam jedną i to jest właśnie para gejów. Przez całe życie miałam przyjaciół gejów i dużo wiedziałam o ich życiu. Przyznam, że ich skłonność do ryzyka zawsze trochę mnie przerażała. Ale być może na takich trafiałam, to też mogą być kwestie osobowościowe.

Wśród twoich pacjentów zdarzały się osoby homoseksualne?
Pamiętam zwłaszcza jednego chłopaka, przychodził do mnie sam, ale potem poznałam także jego partnera i ich krąg towarzyski. Obaj byli niezwykle wrażliwi i bardzo przejęci swoim związkiem, ale też byli dosyć młodzi, więc może to brało się z wieku. Na pewno problemy mieli bardzo podobne do par heteroseksualnych – martwili się, czy im się uda, czy jemu zależy tak bardzo jak mnie. Utwierdzili mnie w przekonaniu, że geje są nadwrażliwi, ale nie wiem, czy to samo powiedziałabym o lesbijkach. Być może wpływ na to ma fakt, że wszystkie pary lesbijskie, jakie znam, są ze środowisk zaangażowanych społecznie i związanych z pozarządowymi organizacjami – te dziewczyny są silne, przedsiębiorcze i inteligentne. Bardzo duże tu uogólnienie zrobiłam, ale cóż, takie pary właśnie znałam.

Przygotowując się do naszej rozmowy, trafiłam na artykuł Joanny Fielding w brytyjskim „Psychologies”. Przez lata była w związkach z mężczyznami, a teraz jest szczęśliwa w związku z kobietą. Powołuje się w nim na brytyjskie badania z 2013 roku, które potwierdzają, że pary homoseksualne są bardziej zadowolone ze swoich związków. Fielding twierdzi, że pary hetero mogłyby się nauczyć wiele od par homoseksualnych. Przede wszystkim ustalania własnych reguł. Ponieważ od zarania dziejów świat akceptował i promował pary heteroseksualne, jest bardzo silny wzór takiego związku. Pary homoseksualne nie są obarczone tym balastem.
I mogą sobie ustalać zasady według własnych potrzeb i preferencji. Chcesz zmywać – będziesz zmywała, chcesz zarabiać pieniądze – zarabiaj, albo obie będziemy zarabiać. Nie masz ochoty dbać o dom – zatrudnimy panią do sprzątania a jeść będziemy na mieście. Jakoś sobie poradzimy. To cudowne i bardzo inspirujące. Choć założę się, że społeczeństwo i tak będzie im zaglądać pod stół i pytać, kto tam jest mężem, a kto żoną.

A zawsze jest taki podział?
Czasem jest, a czasem go nie ma. Są na pewno różne typy lesbijek, tak jak są różne typy gejów. Są więc lesbijki w typie butch, które wyglądają prawie jak mężczyźni, i one często mają bardzo kobiece partnerki, w typie femme. I wtedy jest bardzo jasny podział. Natomiast myślę, że w seksie może być zupełnie inaczej, choć do łóżka nikomu nie zaglądałam. Ale wracając do poprzedniego wątku – zawsze powtarzam, że pary robią jeden podstawowy błąd: zanim się pobiorą, nie siadają razem i nie ustalają, na czym im najbardziej zależy, czego chcą w związku, a czego nie.

Kolejna wskazówka z artykułu – pary homoseksualne więcej rozmawiają. Wszystko na bieżąco przegadują.
Odkładanie spraw na później, przełykanie problemów i pretensji, nieodnoszenie się do palących nas kwestii na bieżąco – to kolejny błąd, jaki popełniamy w związkach. Pary homoseksualne dzięki rozmowom bardziej siebie rozumieją i są siebie bardziej ciekawe.

Fielding twierdzi, że związki homoseksualne są kompletnie wolne od stereotypów. My lubimy zwalać winę na płeć: „on robi tak, bo jest mężczyzną”, „ona myśli to i to, bo jest kobietą”. Tu nie możesz użyć tego argumentu.
Nie powiesz, że twoja partnerka jest wkurzona, bo pewnie okres jej się zbliża. Albo właśnie wiesz, że okres jej się zbliża i jak się może czuć. To bardzo ważne widzieć w drugiej osobie tę, którą muszę najpierw poznać, a nie zakładać z góry, jaka jest.

Nie sadzisz, że fakt, że większość par homoseksualnych nie ma dzieci, może wpływać na ich zadowolenie ze związku?
Na pewno mogą bardziej się na sobie skupić, są bardziej wolni w sensie czasu, możliwości wyjazdu czy finansowych – wydają więcej pieniędzy na siebie i swoje przyjemności. Ja bardzo lubię nie mieć dzieci i bardzo lubię moje życie – wolne i swobodne. Oczywiście mam też w nim zobowiązania, ale wynikające z moich zawodowych decyzji, na które mam wpływ.

Czego twoim zdaniem moglibyśmy się nauczyć od par homoseksualnych, by być bardziej zadowolonymi w naszych związkach?
Może właśnie tego zdrowego egoizmu? Lejtmotyw ostatnich lat mojej pracy terapeutycznej jest taki, żeby zdać sobie wreszcie sprawę z tego, że ja jestem dla siebie najważniejsza i ty jesteś dla siebie najważniejszy. Szanujmy swoje odrębności, bądźmy wdzięczni za to, że się ze sobą spotykamy, bo wcale nie musimy. Nie czerpmy nieustannie z drugiej osoby, tylko dawajmy sobie wszystko, co najlepsze, a to, co nam zostanie, dawajmy partnerowi. Taki oświecony dwuosobowy egoizm.

  1. Psychologia

Jak opanować emocje i uratować związek przed rozpadem?

Związek najbardziej zatruwają negatywne cechy osobowości obojga partnerów. (fot. iStock)
Związek najbardziej zatruwają negatywne cechy osobowości obojga partnerów. (fot. iStock)
Jesteś może w związku, który na początku był doskonały, ale z czasem na jego powierzchni zaczęły pojawiać się rysy? Jeśli tak, to czytaj dalej – ten tekst przeznaczony jest właśnie dla osób, które nie kochają się już tak bardzo, jak wcześniej – przekonuje Mark Goulston, autor książki „Jak rozmawiać z furiatami”.

Wielu moich klientów znajduję obecnie w świecie korporacji, ale wcześniej sporo czasu poświęcałem pracy z parami. W tamtym właśnie okresie opracowałem podejście, które nazywam terapią ponownego połączenia, aby pomóc ludziom odzyskać wzajemną miłość i szacunek. Muszę przyznać, że sam byłem zaskoczony jej skutecznością.

Terapię ponownego połączenia opracowałem głównie dla rozwodników, którzy chcieli dać sobie drugą szansę, co wymaga od terapeuty dużego nakładu pracy. Jeżeli twój związek jest jednak dość silny, ale jest w nim znacznie więcej irracjonalności, niż uważasz za wskazane, przedstawiam także wersję do samodzielnej realizacji, która pomoże ci naprostować sytuację.

Skuteczność tej metody wynika stąd, że nie tylko zachęca was do traktowania się nawzajem lepiej, ale także motywuje, żebyście stali się lepszymi ludźmi.

Przede wszystkim zademonstruję, jak wykorzystywałem to podejście zawodowo, a następnie nauczę cię stosować wersję „amatorską”.

– Dzień dobry – powiedziałem do słuchawki. – Mówi doktor Goulston, dzwonił pan do mnie. W czym mogę pomóc?

– Nazywam się Jack. Moja żona Suzie i ja już od dłuższego czasu mamy trudności w naszym związku – zaczął Jack. – Byliśmy u kilku terapeutów, a w końcu zdecydowaliśmy się na separację. Wyprowadziłem się do wynajętego mieszkania. Teraz jednak zdaję sobie sprawę, że wcale nie chcę rozwodu, chciałbym spróbować jeszcze raz. Wiele osób mi mówiło, że może być pan w stanie nam pomóc. Suzie także zgodziła się wziąć udział w terapii.

Wyjaśniłem Jackowi, że moje podejście ma ściśle określoną strukturę, której przestrzegania wymagam bez żadnych odstępstw.

– Zanim zgodzę się z wami spotkać, muszę wiedzieć, że razem z Suzie zgadzacie się w stu procentach na to, jak będzie wyglądać pierwsze czterdzieści minut sesji – dodałem.

Jack i Suzie zgodzili się na moje warunki, zaplanowaliśmy więc sesję, podczas której dałem obojgu możliwość przedstawienia swoich zastrzeżeń wobec drugiej połówki. Z uznaniem przyznaję, że udało im się nie wpadać sobie w słowo – była to jedna z zasad, które ustaliłem. Zastosowali się także do mojej reguły, by wylewać z siebie frustrację przez część czasu, a przez resztę sugerować rozwiązania problemów.

Kiedy skończyli, spojrzeli na mnie pełni oczekiwania. W widoczny sposób zakładali, że nie mogę się doczekać omówienia ze szczegółami ich wzajemnych żalów.

I tu ich zaskoczyłem.

– Wszystko, co powiedzieliście do tej pory, od początku do końca, jest… nieistotne – oświadczyłem.

Od razu mogłem powiedzieć, że Jack i Suzie w końcu w jakiejś kwestii się zgodzili – oboje uważali, że mi odbiło.

Być może ty także tak uważasz. W końcu zacząłem od polecenia Jackowi i Suzie, by wymienili wszystkie problemy, które ich zdaniem ich rozdzielały – a potem skomentowałem, że obchodzą mnie one tyle, co zeszłoroczny śnieg. Mało kto oczekuje takiej odpowiedzi od psychiatry.

Ja jednak wiedziałem, co mówię. To nie ich czyny sprawiły, że związek stał się toksyczny, tylko ich osobowości.

– Powiem coś teraz i chciałbym, żebyście zdecydowali, czy się z tym zgadzacie, czy nie. Mogę zacząć? – popatrzyłem na nich uważnie.

– Yyyy, tak – odpowiedział Jack.

– Okej – dodała Suzie, która wydawała się jeszcze mniej przekonana do całego pomysłu.

Najpierw pokazałem im rysunek:

Negatywne cechy osobowości w związku: pamiętliwość, mściwość, oziębienie Negatywne cechy osobowości w związku: pamiętliwość, mściwość, oziębienie

 

– Negatywne cechy osobowości w związku dzielą się na trzy kategorie, które przedstawiam jako trzy koncentryczne okręgi. Wewnętrzny okrąg to pamiętliwość. Uruchamia się ona, kiedy ktoś nas zdenerwuje lub sfrustruje. Każdy z nas ma tę cechę, miała ją nawet Matka Teresa. Jeżeli nie będziemy jej kontrolować, możemy stać się pamiętliwi w stu procentach. Właśnie tacy są ludzie zgorzkniali – są w stu procentach pamiętliwi. Znacie kogoś takiego?

Oboje skinęli głowami.

– Nie jest miło przebywać w ich towarzystwie, co?

Ponownie pokiwali głowami.

– Jeżeli pamiętliwość weźmie nad wami górę, przepływa do środkowego okręgu, który reprezentuje mściwość – kontynuowałem. – Kiedy tak się dzieje, koncentrujecie się na zemście na osobie, która, waszym zdaniem, was obraziła. Można to zrobić albo krzywdząc bezpośrednio tę osobę, albo siebie – na przykład pijąc na umór albo w niekontrolowany sposób wydając pieniądze. Jeżeli zaś żadne z was nie opanuje mściwości, wylewa się ona do zewnętrznego okręgu, czyli oziębienia. Na tym etapie patrzycie na siebie z wyrazem twarzy, który komunikuje: „Nie znam cię. Nie lubię cię. To koniec”. Czy rozumiecie, jakie ma to przełożenie na was związek? – zapytałem.

Potwierdzili z zamyślonym wyrazem twarzy. Przeszedłem więc do kolejnego etapu.

– Czy zgodzilibyście się ze mną, że w zasadzie każdy codziennie przeżywa różne denerwujące, rozczarowujące albo frustrujące doświadczenia?

Ponownie skinęli głowami.

– A czy zgodzilibyście się ze stwierdzeniem, że reakcje ludzi w  takich sytuacjach plasują się na skali? Na pozytywnym końcu są osoby, które nie lubią być w takiej sytuacji, ale przyjmą porażkę na klatę i nie dostaną z tego powodu szału, nie wyładowują się ani na innych, ani na sobie. Wykazują opanowanie pod presją. Podziwiamy je za to i chcemy być jak one. Prawda?

– Tak.

– Z kolei na negatywnym końcu skali są ludzie, którzy najmniejszą trudność czy przeszkodę traktują jak najgorszą katastrofę, wrzeszczą na innych lub bezlitośnie wyładowują się sami na sobie. To ludzie, których lubimy najmniej, nie chcemy przebywać w ich towarzystwie i nie chcemy być tacy jak oni. Dlaczego? Bo są dziecinni, a ich zachowanie wydaje się nam odpychające.

Pokiwali głowami.

– A oto, jak to się przekłada na wasz związek – zacząłem podsumowywać. – W kontekście waszej relacji zachowujecie się jak narkomani. Jesteście uzależnieni od reagowania na frustracje w sposób dziecinny i odpychający. Jesteście pamiętliwi. Mściwi. I właśnie dlatego doszło między wami do oziębienia, bo nie jesteście w stanie wytrzymać nawzajem swojego towarzystwa, więc się rozstaliście. Czy to w miarę jasne?

– Tak – odpowiedzieli.

Zrozumieli, na czym polega problem. Teraz musieli już tylko go rozwiązać – a ja wiedziałem, jak to zrobić.

– Od dziś chciałbym, żebyście byli dla siebie nawzajem sponsorami – powiedziałem.

Wyjaśniłem, że ich zadaniem na każdy dzień jest praca nad rozwojem odporności emocjonalnej i umiejętności radzenia sobie z irytacją, frustracją i rozczarowaniem bez wybuchania jak granat ręczny. Mieli ćwiczyć przyjmowanie przeciwności ze spokojem i dojrzalsze radzenie sobie z nimi. Przedstawiłem im strategie opanowania w obliczu trudności.

Potem przeszedłem do istoty tej metody.

– Chciałbym, żebyście zapisywali każdą sytuację, kiedy zatriumfujecie nad negatywnymi emocjami. Kiedy uda się wam nie wrzasnąć na jęczące podczas jazdy samochodem dzieciaki. Kiedy zachowacie spokój, gdy ktoś w pracy popełni głupi błąd, zamiast zmyć mu głowę. Albo kiedy będziecie bardzo cierpliwi w rozmowie z trudnym rodzicem. Na koniec każdego dnia podzielicie się tymi zwycięstwami ze sobą nawzajem. Dzielić się macie także porażkami – nie jesteście już dla siebie wrogami, tylko sponsorami.

Jack i Suzie zrobili, jak kazałem. Łatwo nie było, mieli lepsze i gorsze dni, ale w ciągu kolejnych paru miesięcy stało się coś niesamowitego – zamiast skarżyć się wzajemnie na swoje niedociągnięcia, zaczęli mi opowiadać, jak bardzo się nawzajem szanują. Zaczęli patrzeć na siebie z uśmiechem i dotykać się tak, jak dotykają się ludzie, którzy się kochają.

Rok później odnowili przysięgę małżeńską.

W początkowym okresie mojej pracy psychiatry wykorzystywałem to podejście w pracy z wieloma parami po rozwodzie lub w separacji, które chciały spróbować jeszcze raz. Oto, co stwierdziłem:

► Po 6 tygodniach wiele z nich stwierdziło, że ich związek jest lepszy niż kiedykolwiek wcześniej.

► Po 12 tygodniach wiele zauważyło, że są lepszymi ludźmi niż kiedykolwiek wcześniej.

► Po 18 tygodniach wiele z nich mówiło mi, że inni pytają, co takiego się zmieniło. W jednym przypadku moi podopieczni zachichotali i odpowiedzieli: „Postanowiliśmy dorosnąć”.

Dlaczego to podejście sprawdza się czasem tak dobrze? Ponieważ daje każdemu z partnerów cel, do którego można aspirować. Jeżeli ludzie podchodzą do związku jak do transakcji, skupiają się albo na tym, żeby ich było na wierzchu, albo na osiągnięciu kompromisu. W mojej metodzie jednak porzucają aspekt transakcyjny i stają się lepsi, niż którekolwiek z nich uważało za możliwe – stają się ludźmi, z których są dumni.

Co więcej, oboje pomagają sobie osiągnąć ten wyjątkowy cel. Dopingują się nawzajem. Klepią się po plecach i motywują, a w tym czasie, niezauważenie, zaczynają się na nowo kochać i szanować.

W związku, w którym dzieje się bardzo źle, cały proces może stanowić duże wyzwanie. Jeżeli więc twój związek przechodzi poważne problemy albo już jesteście rozwiedzeni bądź w separacji, powinniście zwrócić się o pomoc do profesjonalnego terapeuty. Jeżeli jednak darzycie się głęboką miłością, a wasza relacja jest zasadniczo silna, ale czujesz, że oboje osuwacie się w odmęty szaleństwa (albo już w nich tkwicie), możecie wykorzystać tę metodę samodzielnie. To uproszczone podejście nazywam zwykle żyli długo i szczęśliwie, bo to cel zupełnie możliwy do osiągnięcia, jeżeli tylko jesteś gotowy popracować, by go osiągnąć.

Kluczem do tej metody jest przyjęcie do wiadomości, że za problemy w związku odpowiedzialni jesteście oboje. Aby odnieść sukces, oboje musicie czuć skruchę za popełnione błędy, a nie tylko frustrację wobec siebie nawzajem. Jeżeli macie dzieci, musicie też przyjąć do wiadomości, że wasze złe zachowanie i egoizm szkodzą także im.

Jeżeli potrafisz się do tego przed sobą przyznać, a twój partner czy partnerka także jest w stanie przyjąć osobistą odpowiedzialność, to wypróbujcie moje podejście:

  1. Usiądź z partnerem i powiedz: „Chcę spróbować czegoś, co pozwoli jeszcze bardziej wzmocnić nasz związek. Myślę, że pomoże nam to wręcz stać się lepszymi ludźmi”.
  2. Opowiedz, w jaki sposób chcesz lepiej radzić sobie ze zdenerwowaniem, frustracją i rozczarowaniem tak, abyś nie stał się pamiętliwy lub mściwy i żeby wasza relacja nie oziębła.
  3. Zapytaj, czy twój partner jest skłonny być twoim sponsorem w tym procesie. Zapytaj także, czy możesz zostać jego sponsorem. Jeżeli się zgodzi, zobowiążcie się wobec siebie nawzajem, że będziecie starać się być lepszymi ludźmi.
Każdego dnia poświęćcie nieco czasu, by opowiedzieć sobie nawzajem o swoich triumfach i porażkach. W roli sponsora dawajcie sobie wsparcie moralne i chwalcie się za postępy.

Myślę, że zaskoczy cię, jak bardzo dojrzejesz na skutek tej metody, zarówno jako partner w związku, jak i jako człowiek. Założę się, że twoja druga połówka także dojrzeje. W głębi serca większość ludzi, którzy zachowują się niedojrzale, pragnie wznieść się ponad takie zachowanie i stać się lepszą wersją siebie. Dla chcącego nic trudnego.

A moja metoda na pewno nie jest trudna.

Przydatna wskazówka

Kiedy wraz z partnerem czy partnerką pomagacie sobie nawzajem stać się lepszą wersją siebie, przestajecie jednocześnie być gorszą wersją siebie.

Plan działania

  1. Wspólnie z partnerem przeanalizujcie swój związek. Czy wspieracie się nawzajem? Czy się szanujecie? Czy więcej czasu się razem śmiejecie, czy kłócicie? Czy cieszysz się na spotkanie z partnerem na koniec dnia, czy może coraz bardziej boisz się powrotu do domu? Jeżeli macie dzieci, jakich dobrych lub złych rzeczy uczą się z waszego związku?
  2. Jeżeli nie podobają ci się twoje odpowiedzi na te pytania, przyjmij odpowiedzialność za własne błędy w związku. Przyjmij też odpowiedzialność za ból, jaki sprawiły twojemu partnerowi i innym członkom rodziny.
  3. Zapytaj partnera, czy chciałby podjąć wspólnie z tobą wysiłek, abyście stali się bardziej racjonalnymi i lepszymi partnerami – a także ludźmi.