1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło poleca
  4. >
  5. Przemoc słowna wobec kobiet – rusza kampania społeczna „#NiePrzesadzam”

Przemoc słowna wobec kobiet – rusza kampania społeczna „#NiePrzesadzam”

O przemocy werbalnej mówimy wtedy, gdy świadomie używamy języka do obrażania, poniżania, nękania lub marginalizowania. Wulgarne wyrażenia, seksistowskie uwagi, mobbing w pracy – to elementy przemocy słownej i języka nienawiści, który w dużym stopniu przeniósł się do Internetu. (ilustr. iStock)
O przemocy werbalnej mówimy wtedy, gdy świadomie używamy języka do obrażania, poniżania, nękania lub marginalizowania. Wulgarne wyrażenia, seksistowskie uwagi, mobbing w pracy – to elementy przemocy słownej i języka nienawiści, który w dużym stopniu przeniósł się do Internetu. (ilustr. iStock)
Język nienawiści? – To zwykle od słowna wszystko się zaczyna. Dlatego nowa kampania ma na celu uświadomienie, że przemoc wobec kobiet to nie tylko przemoc fizyczna. To również zwroty, do których przywykliśmy na co dzień, będące początkiem fizycznej agresji. Twarzą kampanii „#NiePrzesadzam” oraz główną ambasadorką została aktorka, dziennikarka i modelka – Anna Wendzikowska.  

Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych wyznaczyło 25 listopada Międzynarodowym Dniem Eliminacji Przemocy wobec Kobiet. Zdaniem ONZ przemoc wobec kobiet ma charakter prawdziwej epidemii, która nie objawia się jedynie w czynach. Każdego roku miliony kobiet i dziewcząt na całym świecie jest obrażanych czy poniżanych. W Polsce, według badań przeprowadzonych na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, przemocy psychicznej w rodzinie doświadczyło 27% badanych: 33% kobiet i 21% mężczyzn. Przemoc najczęściej jest stosowana w obrębie jednego gospodarstwa domowego. Warto też zauważyć, że  przemocy  psychicznej  ze  strony  aktualnego lub byłego partnera doświadcza niemal co druga kobieta (43%).

Kiedy możemy mówić o przemocy słownej i psychicznej?

Polacy w swoim otoczeniu najczęściej zauważają przemoc psychiczną - aż 54% respondentów przyznało, że zna przynajmniej jedną rodzinę, w której doszło do takiego aktu wobec kobiet. Według powszechnej definicji, przemocą psychiczną nazywamy takie zachowanie, które prowadzi do umniejszania poczucia własnej wartości ofiary, wzbudzania w niej strachu, pozbawiania poczucia bezpieczeństwa i kontroli nad własnym życiem.

- Przemoc na poziomie języka to niestety bardzo częste zjawisko, które możemy obserwować tak w życiu publicznym, w mediach czy na portalach społecznościowych, ale bywa stosowana także w związku czy rodzinie. Znamy przypadki klientek naszej fundacji, które przychodząc do nas wyrażają powątpiewanie, czy już należy im się pomoc – „on mnie nie bije, ale mnie wyzywa, obraża, szantażuje, grozi mi”… Tłumaczymy wtedy, że takie zachowania to także forma przemocy czy znęcania się, mimo że dzieją się „tylko” na poziomie języka. Tego typu sytuacje są nie tylko bardzo bolesne, ale stanowią również poważne zagrożenie dla zdrowia psychicznego – mówi Urszula Nowakowska, prezeska Centrum Praw Kobiet. - W każdej formie przemocy chodzi o sprawowanie władzy i kontroli, także na poziomie psychicznym. Aktualnie obowiązujące obostrzenia związane z pandemią sprzyjają stosowaniu przemocy, bo rodzą złość, frustrację, niepewność jutra, destabilizują sytuację finansową rodziny. To idealne warunki do gróźb i zastraszania, by wymóc na drugiej osobie posłuszeństwo. Nasze doświadczenia potwierdzają, że takich sytuacji jest w dobie pandemii niestety znacznie więcej.

Do wielu obraźliwych określeń, niestety, przywykliśmy

Słowna przemoc bywa też zawoalowana. Na niektóre określenia, przypisywane tradycyjnie kobietom, większość z nas po prostu nie zwraca już uwagi. Tak bardzo do nich przywykliśmy, że nie zastanawiamy się nad ich znaczeniem. Począwszy od histeryzowania, przez rozdrażnienie spowodowane PMSem, aż po brak zdolności kobiet do podejmowania męskich decyzji (taki język stosują zresztą same kobiety). Wśród społeczeństwa ciągle panuje powszechne przyzwolenie na pewnego rodzaju negatywne frazy, które mogą ranić potencjalnego odbiorcę i przyzwalać na rozwój przemocy. Nie bądź baba! Masz okres, czy co? Dziewczynce nie przystoi. Słaba płeć - to tylko przykłady.

- Nawet jeśli mizoginistyczne i nienawistne teksty czy komentarze są rozpowszechniane pośrednio w tekstach piosenek lub na forach internetowych, wpływają one na samoocenę milionów dziewcząt i kobiet - wyjaśnia Cornelia Lahmann, lingwistka z językowej aplikacji Babbel - Akt mowy, taki, jak np. obraźliwy post w social mediach to na pierwszy rzut oka ciąg słów. Dopiero to jego znaczenie może prowadzić do poważnych szkód emocjonalnych odbiorcy. Język kształtuje percepcję każdego człowieka i prowadzi od uprzedzeń i stygmatyzacji, aż do braku szacunku i agresywnego zachowania. Uznanie, że słowa mogą być źródłem przemocy jest zatem ważnym krokiem w dążeniu do stworzenia miejsca wolnego od przemocy - zarówno w codziennym świecie, jak i wirtualnej rzeczywistości.

Organizatorem tegorocznej kampanii #NiePrzesadzam jest firma Babbel – twórca jednej z najpopularniejszych aplikacji do nauki języków obcych. Partnerem wydarzenia została Fundacja Centrum Praw Kobiet. Organizacja, jak co roku przeprowadza głośną kampanię społeczną, której celem jest szerzenie świadomości poruszanego problemu związanego z przemocą wobec kobiet. W tym roku skupia się na kwestii kobietobójstwa i wszelkich aspektach, które mogą prowadzić do tej tragedii. Organizacja nieustannie wspiera wszystkie kobiety, które potrzebują pomocy. Obecnie, poza doradztwem prawnym obejmuje ona pomoc psychologiczną, asystowanie kobietom w sądach, zapewnienie bezpiecznego schronienia, prowadzenie grup wsparcia i telefonu zaufania, a także pomoc socjalną i doradztwo zawodowe.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Gwałty w Polsce - statystyki, które szokują. Czym jest gwałt w małżeństwie? [RAPORT]

Od dłuższego czasu organizacja Amnesty International domaga się zredefiniowania gwałtu w polskim prawie. (Ilustracja Getty Images)
Od dłuższego czasu organizacja Amnesty International domaga się zredefiniowania gwałtu w polskim prawie. (Ilustracja Getty Images)
Kiedy Anna, której mąż gwałciciel czytał Biblię w łóżku, zgłosiła się na policję, usłyszała, że przecież ma trójkę dzieci. Naprawdę chce z nimi zostać sama? Po co jej jeszcze większe kłopoty?

Trzydziestoletnią dziś Agatę zgwałcił pan Darek, wychowawca z domu dziecka, miała wtedy 14 lat. Sprawę zamieciono pod dywan, wychowawcę przeniesiono do innej grupy, do dziś widzi go czasem na ulicy, bo żyją w tym samym niewielkim mieście. – Na jego widok dzieją się ze mną rzeczy straszne, nogi mam jak z waty, zastygam w bezruchu, kiedyś nawet posikałam się ze strachu – wspomina. Przez pana Darka Agata nigdy nie wyjdzie za mąż, nie będzie mieć dzieci, bo od tamtej pory nie jest w stanie współżyć z mężczyzną. W ogóle unika mężczyzn, z pełną świadomością została urzędniczką na poczcie, bo tam pracują głównie kobiety. Choć przeszła kilka terapii, nie jest w stanie do dziś opanować nagłych napadów płaczu lub złości. – Ostatnio wpadłam w dziki szał, gdy dowiedziałam się o tym, co słynny już w całym kraju amerykański kandydat na polskiego Top Modela zrobił kiedyś nastoletniej dziewczynce. W jeszcze dzikszy, gdy usłyszałam głosy obrońców młodzieńca, że szkoda marnować mu życia, że to było dawno, że już odpokutował. Wszystkie obrazy z przeszłości do mnie wróciły. Bolało mnie jak wtedy, gdy miałam 14 lat. Co zrobiłam? Kupiłam butelkę wódki, upiłam się do nieprzytomności, obudziłam się rano w łazience, nie pamiętam, kiedy weszłam pod prysznic. Ciągle wchodzę pod prysznic, ciągle chcę z siebie zmyć ten brud sprzed wielu lat. A nie potrafię.

Pewnie nikt

Do Aleksandry, tłumaczki i nauczycielki języka rosyjskiego, kobiety takie jak Agata piszą często listy z prośbami o radę. Albo tylko po to, by się przed kimś wygadać. Taka Ewa na przykład od lat milczy, że mąż zmusza ją do seksu analnego, szantażując, że jeśli piśnie słowo, zacznie wyżywać się na ich dzieciach.

Inna kobieta skarży się, że szef ciągle zamyka się z nią w pokoju na klucz. Najpierw każe jej przed sobą klękać, potem rozpina rozporek. A ona jest tak zamrożona, sparaliżowana, że myśli tylko o tym, by to się wreszcie skończyło. Piszą młode dziewczyny, które regularnie są gwałcone przez swoich chłopaków. Wstydzą się o tym komukolwiek powiedzieć. Bo kto by im uwierzył? – Pewnie nikt – wzdycha Aleksandra, którą na wyjeździe służbowym w Kaliningradzie zgwałcił, dwukrotnie, ratownik medyczny. Po powrocie do Polski od razu poszła na komisariat. Była względnie spokojna, nie umyła się po gwałcie, wiedziała, że dowodem, który powinien obciążyć sprawcę, są ślady biologiczne i poranienia, jakich doznała. Rozmowa z funkcjonariuszką była długa i, z perspektywy Aleksandry, poniżająca. – Policjantka ciągle dopytywała, czy nie zmyślam, w pewnym momencie zapytała, dlaczego nie krzyczałam w czasie gwałtu. Pytała, dlaczego nie pobiłam gwałciciela. Próbowałam ją przekonać, że byłam przerażona, sparaliżowana strachem, że miałam do czynienia z wielkim, silnym facetem, że w końcu dostałam ataku padaczki. Jestem epileptyczką, mam na to papiery. I co? Policjantka, takie miałam odczucie, w ogóle mi nie wierzyła. W sądzie nie było lepiej. – Dopytywano mnie na przykład, w jakiej pozycji sprawca mnie zgwałcił. Jak wyglądał jego członek i w jakim kolorze miał majtki. Musiałam opisywać też, w co sama byłam ubrana, pech, miałam krótką spódniczkę. Padło też pytanie, czy piłam alkohol.

O swojej historii opowiedziała mediom. Na skrzynce pocztowej odnajdywała i wciąż odnajduje wulgarne mejle, z których dowiaduje się, że zmarnowała życie porządnemu mężowi i ojcu.

Ból niewinnego dziecka

Niedawno Aleksandra przeczytała w jakiejś gazecie na temat wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Sąd za gwałt na dziewczynce skazał jej kuzyna na rok więzienia w zawieszeniu. „Czternastolatka nie została zgwałcona, bo nie krzyczała, kiedy 26-letni mężczyzna się do niej dobierał” – wyjaśnił dziennikarzom wrocławski wymiar sprawiedliwości.

Było tak: nastolatka przyjechała do rodziny na święta Bożego Narodzenia. Z braku miejsca goście kładli się po kilka osób na jednym łóżku. Obok dziewczynki położył się pijany krewny. Najpierw zaczął ją tylko całować. Potem rozbierać. Dziewczynka go odpychała, płakała. Prosiła, by przestał, że tego nie chce. Przez kolejne dni była w tak wielkim szoku, że dopiero po kilku tygodniach zwierzyła się ze wszystkiego matce. To był drugi z powodów, dla których kara za gwałt dla sprawcy była niewiarygodnie niska: nastolatka nie zgłosiła gwałtu od razu. Ten pierwszy, przypomnijmy: dziewczynka zamiast płakać, powinna krzyczeć.

– Kiedy czytam o takich historiach, mam ochotę wyć z rozpaczy, doskonale czuję ból tego niewinnego dziecka. Ta dziewczynka już pewnie nigdy nie wróci do siebie – uważa Aleksandra.

Albo ten wyrok dla synów notabli z małego miasteczka. Brutalny, zbiorowy gwałt na nastolatce zakończył się dla sprawców wyrokami w zawiasach. Powód? Dziewczyna była pijana, nie mogła więc podjąć racjonalnej decyzji. Nie krzyczała? No skąd!

I jeszcze ta biegaczka, którą wieczorem zgwałcił nieznany dotąd sprawca, wcześniej przykładając jej pistolet do skroni. Policja nie chciała uwierzyć ofierze, bo ta nie stawiała oporu! A potem szybko uciekła. I obrażenia nie były zbyt wielkie. I znów te pytania: dlaczego się pani nie broniła, nie krzyczała?

W Internecie ludzie nazwali biegaczkę oszustką. Porównywali do „matki Madzi”. Politycy bulwersowali się, że kobieta (w domyśle nierozsądna) biegała po lesie po ciemku.

Kultura gwałtu

– Na tym właśnie polega tak mocno zakorzeniona kultura gwałtu w Polsce, że o zgwałcenie i wszelakie przestępstwa seksualne obwinia się wciąż ofiarę, nie sprawcę – zauważa Mariola Wołoszyn, psycholog, emerytowana oficer policji. – Od wielu dziesięcioleci policjanci są szkoleni, że powinni traktować ofiarę z godnością i empatią, tyle razy zmieniano już przepisy i procedury, a my wciąż stoimy w tym samym miejscu. Ofiara zgwałcenia wciąż musi się gęsto tłumaczyć, dlaczego włożyła krótką spódniczkę, zamówiła sobie drinka i weszła w ciemną uliczkę. Myślę, że procedury niewiele zmienią, dopóki nie zmienimy mentalności Polaków, także policjantów, sędziów i prokuratorów, dopóki nie przekonamy ich, że okoliczności, w jakich doszło do zgwałcenia, nie mają znaczenia. Gwałt jest gwałtem, aktem brutalnej przemocy, niezależnie od tego, czy sprawcą jest psychopata, wypadający z krzaków, czy szanowany profesor. Czy ofiara krzyczała, broniła się, czy nie.

Przez wiele dziesięcioleci panowało w Polsce przekonanie, że w przeciwieństwie do krajów zachodnich, szczególnie Ameryki, gwałt w naszym kraju jest problemem marginalnym. Tymczasem z badań Beaty Gruszczyńskiej przedstawionych jeszcze w ubiegłej dekadzie w książce „Przemoc wobec kobiet w Polsce” wynika: 11,5 proc. kobiet doświadczyło w życiu gwałtu lub usiłowania gwałtu. Co roku w Polsce przemoc fizyczna lub seksualna dotyka 800 tysięcy kobiet, 100 tysięcy kobiet doświadcza przemocy seksualnej. Dane nie zmieniają się od lat: oficjalnie co roku 30 tysięcy Polek zostaje zgwałconych. Rzeczywista liczba gwałtów może być drastycznie większa, bo zazwyczaj aktów przemocy seksualnej Polki nie zgłaszają nigdzie. Ze strachu przed ostracyzmem, zemstą sprawcy, problemami w pracy i w domu zachowują je w tajemnicy. Potwierdzają to analizy Fundacji na rzecz Równości i Emancypacji „STER” zebrane w raporcie „Przełamać tabu”, z których wynika, że 53 proc. badanych nie powiedziało o tym bliskim, a aż 91,8 proc. nie zawiadomiło organów ścigania. Ponad połowa kobiet nie zdecydowała się na zgłoszenie, ponieważ była przekonana, że policja nic w tej sprawie nie zrobi. Prawie co piąta zgwałcona Polka uznała, że nie ma sensu zgłaszać gwałtu, bo... nikt jej nie uwierzy.

Przez wiele dziesięcioleci panowało w Polsce przekonanie, że w przeciwieństwie do krajów zachodnich, szczególnie Ameryki, gwałt w naszym kraju jest problemem marginalnym. (Ilustracja Getty Images) Przez wiele dziesięcioleci panowało w Polsce przekonanie, że w przeciwieństwie do krajów zachodnich, szczególnie Ameryki, gwałt w naszym kraju jest problemem marginalnym. (Ilustracja Getty Images)

Latawice i mściwe suki

– Wiem, z czego to wynika. Opinia publiczna bardzo często usprawiedliwia sprawców gwałtów – mówi Kamila Ferenc, prawniczka związana z Fundacją przeciw Kulturze Gwałtu. – Otoczenie broni oprawców szczególnie wtedy, gdy są to osoby znane, na wysokich stanowiskach, z tak zwaną nieposzlakowaną opinią. Ofiarom przypisuje się wówczas najgorsze z możliwych cech, albo to latawice, albo „mściwe suki”, a do tego na pewno chcą wyciągnąć jakieś pieniądze.

Dla Kamili Ferenc bulwersująca jest nie tylko mentalność otoczenia, ale też postawa organów ścigania, efektem czego są częste, zbyt częste umorzenia spraw lub skandalicznie niskie wyroki. Tę mentalność doskonale pokazują statystyki. Z badania Centrum Praw Kobiet nad wiedzą i postawami policjantów i prokuratorów wobec gwałtu wynika, że 30 proc. prokuratorów i 39 proc. policjantów nie ocenia jako gwałtu sytuacji, w której sprawca doprowadza do stosunku pod wpływem środków farmakologicznych, na przykład pigułki gwałtu. Co więcej, prawie 20 proc. prokuratorów i ponad 30 proc. policjantów i policjantek nie uznaje za gwałt wymuszenia stosunku przy użyciu przemocy. Prawie połowa funkcjonariuszy policji uważa, że niechciany kontakt seksualny nie jest gwałtem!

Od dłuższego czasu organizacja Amnesty International domaga się zredefiniowania gwałtu w polskim prawie. Przepisy mówią jasno, że karze podlega osoba, która przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego. Tyle Kodeks karny. Jednak jest jeszcze dotychczasowe orzecznictwo, którym kierują się sędziowie i prokuratorzy. Ofiara powinna „stawiać czynny i nieprzerwany opór”, „manifestować swój brak zgody przez głośne protesty, prośbę lub krzyk”. Ma stawiać opór. „Rzeczywisty, a nie pozorny”.

To zupełnie nie odpowiada wymogom, które stawia konwencja stambulska. Polska ją ratyfikowała, zatem wzięła na siebie odpowiedzialność, że wdroży te wytyczne. – Nie wdrożyła i wszystko wskazuje na to, że długo jeszcze tego nie zrobi – zauważa Kamila Ferenc. Wyjaśnia, że konwencja kładzie nacisk na to, że za gwałt uznaje się każdą czynność seksualną sprawcy bez wyrażonej świadomie zgody drugiej strony.

Znany artysta z wpływami

Według prawniczki dopóki europejskie wytyczne nie zostaną wprowadzone do polskiego prawodawstwa, znaczna część ofiar będzie bez szans na uzyskanie sprawiedliwości czy zadośćuczynienia. – Szczególnie dotyczy to ofiar gwałtów małżeńskich i młodych kobiet, zgwałconych na imprezie, na przykład przez byłego chłopaka. Albo sytuacji zawodowych, gdy oprawcą jest szef czy syn miejscowego komendanta policji lub znany artysta, z ogromnymi wpływami w swoim środowisku. Te ofiary nie krzyczą, nie wyrywają się, bo albo są zaskoczone całą akcją, albo zastraszone. Nie mają zasinień, zadrapań, bo często są w szoku, zamrożone, sparaliżowane sytuacją.

Ferenc prowadzi sprawę kobiety, która od dziesięciu lat walczy o wyrok dla swojego męża, który regularnie ją gwałcił, zmuszał do seksu biciem, szturchaniem, szantażem emocjonalnym: jeśli się postawisz, będziesz miała w domu piekło.

– Gdy mu odmawiała współżycia, potrafił budzić ją w nocy, wyzywać od najgorszych, w ciągu dnia wywoływał nieustanne awantury. Ktoś spyta, dlaczego od niego nie uciekła. Bo takie ucieczki nie są wcale proste. Często w grę wchodzi przemoc ekonomiczna, brak środków do życia. Moja klientka zdecydowała się sprawę ujawnić dopiero wtedy, gdy mąż wyjął pistolet i zagroził, że ją zastrzeli. Końca sprawy w sądzie nie widać, kobieta cały czas żyje w traumie, nieustannym stresie. I, jak zwykle bywa u ofiar, obwinia się. Moja inna klientka akurat przez to, że długo walczyła o sprawiedliwość, zaniedbała wychowanie dzieci.

Pełnia władzy

Tymczasem gros kobiet o gwałtach, które przeżywają w małżeństwie, w ogóle nie mówi, więcej – część z nich w ogóle nie wie, że wymuszanie na nich seksu to gwałt, a nie święty małżeński obowiązek, jak próbuje im wmówić otoczenie.

W niedawno wydanej książce „Gwałt polski” Maja Staśko i Patrycja Wieczorkiewicz opisały sytuację, w której mąż, gwałcący regularnie żonę, cytował jej fragmenty Biblii, które miały świadczyć o tym, że ma nad nią pełnię władzy. Autorki oddały głos 19 kobietom (i jednemu mężczyźnie), książka jest wstrząsającym świadectwem kultury gwałtu panującej w Polsce.

– Poraziły nas nie tylko historie kobiet, ale też postawa otoczenia, szczególnie wymiaru sprawiedliwości. Jedna z naszych bohaterek, Katarzyna, przedstawiła nagrania w sądzie z gwałtu. Sprawca był dla sądu wręcz na talerzu, tymczasem sąd, zupełnie ignorując dowody, wytoczył Katarzynie proces o składanie fałszywych zeznań. Bo nie powiedziała o swoim wcześniejszym domniemanym romansie ze sprawcą. To było tak kuriozalne, że nie mogłyśmy uwierzyć. Takie rzeczy dzieją się w Polsce tu i teraz – mówi Maja Staśko.

Z zawartych w książce opowieści kobiet wynika, że do większości gwałtów dochodzi w domach, a sprawcami są albo bliscy, albo znajomi ofiary. Potwierdzają to zresztą i polskie, i zachodnie statystyki.

Maja Staśko: – Mit, że gwałcicielem jest nożownik z parku, już dawno poszedł do lamusa. Sytuacja, w której gwałcicielem jest krewny, partner, przyjaciel, ktoś, komu ufamy, sprawia, że kobiety doznają trwałego szoku. Są przekonane, że cały świat wokół nich jest niebezpieczny. Na dodatek wszyscy wokół wmawiają im, że to one są wszystkiemu winne. A oni? Byli pijani, chcieli się wyszumieć, faceci tak mają. Wszystko to, rzecz jasna, wynika z kultury, w której wciąż rządzi patriarchat, z braku edukacji seksualnej i antydyskryminacyjnej w szkołach, ignorancji organów ścigania. Ale też z braku empatii, wrażliwości na cierpienie ofiary. Kiedy Anna, której mąż gwałciciel czytał Biblię, zgłosiła się w końcu na policję, usłyszała, że przecież ma trójkę dzieci. Naprawdę chce z nimi zostać sama? Po co jej jeszcze większe kłopoty?

Większość bohaterek książki Staśko i Wieczorkiewicz nie radzi sobie z traumą po gwałcie, niektórych nie stać na terapię, a ich oprawcy często mieszkają po sąsiedzku. Katarzyna widywała swojego gwałciciela w Lidlu.

Tłumaczka Aleksandra spotykała swojego oprawcę w szpitalu, mimo procesu placówka nie zdecydowała się zawiesić ratownika w wykonywaniu pracy. Aleksandrze zdarzały się wtedy omdlenia i napady padaczki.

Pola minowe

– Ciało i umysł kobiety po gwałcie są jak pola minowe – zauważa Agnieszka Czapczyńska, psycholożka pracująca z osobami po traumie. – Nigdy nie wiadomo, w którym momencie nastąpi wybuch.

Psycholożka zauważa, że w sytuacji traumatycznej, a taką jest gwałt, nasz umysł zaczyna działać instynktownie. Ma do wyboru trzy opcje: walkę, ucieczkę lub zmrożenie, bezruch. – Wszystkie te opcje są nastawione na jedno. Na przeżycie – wyjaśnia specjalistka. – Tylko od naszych osobniczych cech zależy, który instynkt przeważy. Zmrożenie, całkowity paraliż, brak możliwości wydobycia z siebie krzyku, nawet słowa, to bardzo częsta reakcja. Gwałconą kobietę, która bije, awanturuje się i krzyczy, częściej niż w rzeczywistości zobaczymy w amerykańskich filmach.

Co dzieje się później? Bardzo często efektem gwałtu jest stres pourazowy, a to już choroba, którą trzeba leczyć. Wiele kobiet po doświadczeniu gwałtu pozostaje długo, czasem do końca życia, w stanie nieustannego napięcia, pobudzenia, nadmiernej czujności, lęków. Do tego dochodzi depresja. I flashbacki, powracające obrazy traumy, którym towarzyszą doznania w ciele tak, jakby działo się to w tej chwili. To dla kobiety prawdziwy koszmar. Aleksandra miewa flashbacki, gdy słyszy o kolejnym brutalnym gwałcie. O umorzeniu kolejnej bulwersującej sprawy z przemocą seksualną w tle. Ale także gdy czyta, że pisarka Blanka Lipińska, w której książce bohater gwałci stewardesę, mówi, że co dla jednych kobiet jest gwałtem, dla innych jest fajnym seksem.

Aleksandra: – To straszne, gdy gwałt, nawet w książce czy filmie, zostaje potraktowany jako zabawa erotyczna, jest w tym coś okrutnego, zwłaszcza dla kogoś, kto wie, jak naprawdę wygląda zgwałcenie.

Najczęściej obrazy z przeszłości wracają do niej, gdy słyszy odgłos nadjeżdżającej karetki. Nawet widok nieznanego jej mężczyzny w stroju ratownika potrafi wywołać u niej drgawki na całym ciele. Nie ma znaczenia, że od czasu gwałtu minęło już osiem lat. Jej oprawca, który po wielu latach batalii sądowych został w 2019 roku skazany prawomocnym wyrokiem na dwa lata bezwzględnego więzienia, nadal, z niewiadomych dla ofiary powodów, przebywa na wolności.

Z drugiej strony, jak zauważa Aleksandra, powrót do traumatycznych przeżyć zdarza jej się coraz rzadziej, wieloletnia terapia jednak przynosi eekty. – Pomagają grupy wsparcia, które można znaleźć w Internecie. Dają poczucie, że nie jest się ze swoim problemem całkiem samą.

Zgwałconym kobietom radzi szybki kontakt z organizacjami wspierającymi osoby dotknięte przemocą. Aleksandrze bardzo pomogły Feminoteka i jej Fundusz Przeciwprzemocowy dla kobiet z doświadczeniem przemocy seksualnej. – Dziewczyny z Feminoteki dały mi mnóstwo psychicznego, czułego wsparcia. Dzięki zorganizowanej zbiórce postawiły mnie ma nogi, mogłam spłacić część długów zaciągniętych w związku z procesem. I w związku z tym, że po gwałcie, po jego nagłośnieniu, spora część klientów ode mnie odeszła – wspomina tłumaczka. – Gdyby nie pomoc od innych kobiet, mieszkałabym najpewniej dzisiaj pod mostem.

  1. Materiał partnera

Amnesty International: "Reagujemy zawsze, gdy prawa kobiet są zagrożone"

Fot. Grzegorz Żukowski
Fot. Grzegorz Żukowski
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Od gróźb wypowiedzenia konwencji antyprzemocowej po wprowadzenie mimo masowych protestów niemal całkowitego zakazu aborcji - miniony rok był dla kobiet w Polsce strasznym czasem. Nie jest to jednak nowy trend, a jedynie ciąg dalszy ataków na fundamentalne prawa kobiet w naszym kraju. Ataków, nad odpieraniem których Amnesty International pracuje od lat.

W październiku 2016 roku ulice miast w całej Polsce zalał wielotysięczny tłum osób w czerni. Już wcześniej polskie prawo aborcyjne było jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Po bezprecedensowej i masowej mobilizacji społeczeństwa projekt ustawy wprowadzającej prawie całkowity zakaz aborcji został ostatecznie odrzucony. Fundamentalne prawa kobiet pozostały jednak na celowniku władz. Wkrótce w Parlamencie rozpoczęły się prace nad zniesieniem możliwości przerwania ciąży w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu.

W odpowiedzi na kolejną próbę odebrania kobietom ich podstawowych praw Amnesty International rozpoczęło kampanię wzywającą polskie władze do niezaostrzania przepisów dotyczących aborcji. Ponad 130 000 osób dołączyło do naszego apelu. To pokazuje, jak ważny to temat dla Polek i Polaków. Nie poddajemy się w walce o dostęp do bezpiecznej i legalnej aborcji.

To, czego nie udało się przeprowadzić przez Sejm, powstrzymany protestami tysięcy kobiet w Czarny Poniedziałek, tego dokonał cztery lata później Trybunał Konstytucyjny, wydając decyzję o niekonstytucyjności dostępu do aborcji na podstawie przesłanki embriopatologicznej (wady płodu). Tym samym ponad 90% dotychczas legalnych aborcji stało się w Polce niezgodnych z prawem. Energia Czarnego Protestu wróciła na polskie ulice. Amnesty towarzyszyło kobietom w ich walce. Wysłaliśmy obserwatorów na rozprawę przed Trybunałem Konstytucyjnym, aby monitorować procedury i na bieżąco komentować skutki orzeczenia dla zwykłych ludzi. Dokumentowaliśmy nadmierne użycie siły przez policję, kryminalizację udziału w pokojowych protestach oraz podsycanie przemocy wobec protestujących przez urzędników państwowych.

Fot. Grzegorz Żukowski Fot. Grzegorz Żukowski

Pod koniec stycznia orzeczenie Trybunału zostało opublikowane w Dzienniku Ustaw. Od tego dnia uznawane jest za obowiązujące w Polsce prawo. To kolejny krok sprawujących władzę w Polsce przeciwko prawom kobiet. W całym kraju na nowo wybuchły protesty. Solidaryzujemy się z kobietami i dziewczętami w Polsce i podzielamy ich oburzenie tą okrutną decyzją. Kontynuujemy naszą kampanię na rzecz praw reprodukcyjnych, bo każdy i każda z nas ma prawo do decydowania o swoim zdrowiu, ciele, seksualności i prokreacji - bez przymusu, przemocy i dyskryminacji.

Pandemia przemocy

Oprócz kampanii na rzecz praw reprodukcyjnych w Polsce Amnesty od dawna zajmuje się problemem przemocy wobec kobiet, w tym przemocy domowej. Nieustannie reagujemy na powszechną w dyskursie polskich władz pogardę wobec praw kobiet.

Przemoc wobec kobiet i przemoc domowa to poważne naruszenia praw człowieka godzące w prawo do życia, zdrowia, a także w zakaz tortur, nieludzkiego i poniżającego traktowania oraz dyskryminacji. Amnesty działa na rzecz zmian prawa i praktyki, by zapobiec przemocy wobec kobiet. Domagamy się sprawiedliwości dla osób, które jej doświadczyły. Wzywamy polskie władze do ochrony, przestrzegania i promowania praw kobiet zgodnie z międzynarodowymi zobowiązaniami Polski.

W ramach tych działań od lat promujemy Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, która ustanawia minimalny standard w zakresie rozwijania mechanizmów zapobiegania i ścigania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej oraz ochrony przed tym zjawiskiem.

6 miesięcy po przekazaniu podpisów pod petycją żądającą jak najszybszej ratyfikacji Konwencji oraz akcji wysyłania apeli do posłów i posłanek, w czerwcu 2014 roku ustawa trafiła do Sejmu. W trakcie prac sejmowych Amnesty dalej mobilizowała opinię publiczną do okazywania poparcia dla ratyfikacji i organizowała wydarzenia w temacie eliminacji przemocy ze względu na płeć. Po długiej kampanii Polska ostatecznie ratyfikowała Konwencję w kwietniu 2015 roku.

Kontynuujemy działania w tej sferze, bo Polska do tej pory nie wdrożyła w pełni postanowień Konwencji. We wrześniu ubiegłego roku do Polski przyjechali przedstawiciele Rady Europy ze specjalnej grupy eksperckiej GREVIO. Wizyta była częścią procedury okresowej oceny stanu wdrożenia konwencji antyprzemocowej. W ramach tego procesu organizacje pozarządowe mogą składać odrębnie tzw. raporty alternatywne. Amnesty International skorzystała z tej okazji i złożyła raport zawierający szczegółową analizę obowiązującego prawa i rekomendacje dla polskich władz. Jak wykazaliśmy, w polskim prawodawstwie wciąż brakuje definicji przemocy ekonomicznej, właściwej definicji gwałtu opartej na braku świadomej zgody na akt seksualny oraz skutecznych mechanizmów izolowania sprawców przemocy od osób narażonych na przemoc.

Mówimy stanowcze “NIE” powracającym od 2016 roku zamiarom wypowiedzenia Konwencji. Do naszego apelu w tej sprawie dołączyło już ponad 35 000 osób. Wypowiedzenie Konwencji miałoby fatalne konsekwencje dla milionów kobiet i dziewcząt w Polsce, które zostały zgwałcone, doświadczają przemocy domowej czy molestowania oraz dla organizacji działających na rzecz kobiet, które dotknęła taka przemoc. Nie możemy na to pozwolić zwłaszcza teraz, w dobie pandemii! Od czasu wybuchu epidemii COVID-19 liczba osób doświadczających przemocy drastycznie wzrosła, a skupienie uwagi władz i policji na pandemii pozostawia te osoby w niebezpieczeństwie. Wzywamy polskie władze do pomocy osobom doświadczającym przemocy i zapewnienia im bezpieczeństwa, tak jak wymagają tego standardy międzynarodowe. Oprócz wywierania nacisku na władze edukujemy w ramach kampanii “Moc, nie przemoc” na temat przemocy i skutecznych sposobów reagowania.

TAK to miłość!

Pomimo zobowiązań zawartych w konwencji antyprzemocowej, w polskim prawie wciąż brakuje definicji przemocy seksualnej opartej o brak zgody na seks. Luka ta pozbawia wiele kobiet możliwości dochodzenia sprawiedliwości w przypadku zgwałcenia - w tym momencie tylko 1 na 100 może spodziewać się, że doczeka w sądzie sprawiedliwości. Obecnie, w czasach wymuszonej izolacji, zwiększa się presja podejmowania kontaktów seksualnych z partnerem lub partnerką, z którym pozostaje się pod jednym dachem. Sprawia to, że dzisiaj tym więcej przypadków gwałtu uchodzi sprawcom na sucho.

W 2020 roku przeprowadziliśmy badania opinii publicznej, z których jednoznacznie wynika, że zdecydowana większość osób mieszkających w Polsce popiera zmianę prawnej definicji zgwałcenia. Dodatkowo aż 73% ankietowanych twierdzi, że należy pytać o zgodę na seks. Statystyki z Polski wciąż pokazują jednak, że 1 na 20 kobiet doświadczyła przemocy seksualnej. W odpowiedzi na zatrważającą skalę problemu ruszyliśmy z kampanią “TAK to miłość!”. Dążymy w niej do: zmiany prawa, by definicja gwałtu była oparta na świadomej zgodzie, a nie jak do tej pory na przemocy i sprzeciwie; oraz zmiany świadomości, by młodzi ludzie wiedzieli, że warto rozmawiać o seksie, a pytanie o zgodę powinno być częścią tej rozmowy. Dlatego też przygotowaliśmy szereg materiałów przybliżających kwestię zgody na seks, a także przeprowadziliśmy wywiady z parami, w których opowiadają one, jak rozmawiają o zgodzie na seks. Kilkadziesiąt tysięcy Polek i Polaków dołączyło już do nas, wzywając Ministra Sprawiedliwości do zmiany definicji gwałtu, tak by seks bez zgody uznawany był za gwałt, bez względu na to, czy kobieta stawiała opór. Ustawa prowadząca do takiej zmiany, którą konsultowaliśmy, już wkrótce trafi pod obrady Sejmu.

Przed nami dużo pracy: monitorowania sytuacji, wywierania stałej presji na władze oraz edukowania i mobilizowania ludzi. Amnesty wciąż będzie informować o sytuacji praw kobiet w Polsce i wskazywać na międzynarodowe standardy praw człowieka, które jasno opisują nasze niezbywalne prawa. Będziemy wykorzystywać nasze materiały edukacyjne o prawach seksualnych i reprodukcyjnych, by docierać do ludzi, dla których edukacja seksualna była i jest tylko niespełnioną obietnicą. Będziemy działać. Nie damy się zastraszyć.

Pomóż walczyć o prawa kobiet

Możesz wesprzeć nas we wszystkich tych działaniach. Wystarczy, że rozliczając formularz PIT, wpiszesz KRS 0000 11 06 95. Przekazując 1% podatku na rzecz Amnesty International:
  • stajesz w obronie kobiet przed przemocą,
  • walczysz o prawo do decydowania o swoim ciele i przyszłości,
  • angażujesz się w zmianę prawa tak, by chroniło przed gwałtem,
  • promujesz edukację o prawach kobiet w Polsce.
Na stronie Amnesty International znajdziesz darmowy program do rozliczania PIT zgodny z wymaganiami Urzędu Skarbowego. W ten sposób szybko i bez problemów złożysz swoje zeznanie podatkowe, a równocześnie wesprzesz Amnesty International w walce o prawa kobiet w Polsce.

  1. Psychologia

Agresja i przemoc w związku – dlaczego kobiety nie reagują w porę?

Powoli, wręcz w niewidoczny sposób, eskalująca tendencja do dominacji, władzy w rodzinie, poniżania i budowania napięcia zaczyna tworzyć tzw. niewidzialną klatkę (fot. iStock)
Powoli, wręcz w niewidoczny sposób, eskalująca tendencja do dominacji, władzy w rodzinie, poniżania i budowania napięcia zaczyna tworzyć tzw. niewidzialną klatkę (fot. iStock)
Prawdopodobnie każdy z nas zna osoby uwikłane w związek, w którym pojawia się przemoc mniej lub bardziej nasilona. Rodzina, znajomi, może ktoś w sąsiedztwie… widzimy powtarzające się przykre wydarzenia i niejednokrotnie krzywdę członków rodziny. „Dlaczego ona nie odejdzie?” – pojawia się często pytanie. „Po co w tym tkwi?!”. Agresja zaczyna się zwykle od drobnych sygnałów, a potem rozwija się i nasila, aż do rozmiarów zagrażających bezpośrednio zdrowiu i życiu. Jak to się dzieje?

Anna całe popołudnie czeka w napięciu na powrót męża, nasłuchuje jego kroków na schodach – czy dziś mocno stuka butami? Siedząc w kuchni, gdzie „powinna” być o tej porze, słucha dalej, jak on zamyka drzwi, jak wzdycha. Przez lata nauczyła się po tych szczegółach rozpoznawać, czy dziś będzie awantura. Najgorzej jest wtedy, kiedy mąż już w korytarzu klnie coś pod nosem, wtedy wiadomo, że obiad będzie kiepski, że bałagan w domu i to wieczne „a co ty niby zrobiłaś tutaj przez cały dzień?”. O docenieniu czegokolwiek nie ma mowy, no może czasem w łóżku powie „od razu mi lepiej”, ale to też rzadko, bo zwykle narzeka, że musi domagać się tego, „co mu się w nocy należy”, a nawet brać siłą. On jest z tych, którzy twierdzą, że gwałt w małżeństwie nie istnieje.

Pierwsze niepokojące sygnały

Często już na początku związku można zauważyć pewne oznaki skłonności do agresji u partnera, do kontrolowania innych, czy nieumiejętności panowania nad sobą. Takich sygnałów nie powinno się bagatelizować i warto reagować od razu, kiedy tylko się pojawiają. Niestety nasze normy kulturowe do pewnego momentu przesłaniają przytomne spojrzenie na sprawę. Często, kiedy partner próbuje nam wmówić, że wie lepiej co dla nas dobre, wyśmiewa nas czy przejawia tendencję do kontroli nad naszymi kontaktami z innymi ludźmi, to nie widzimy w tym nic złego. Zwykle z obu stron związku padają racjonalizacje typu: „bez zazdrości nie ma miłości”, „to tylko takie żarty, po prostu lubi się przedrzeźniać”. Czasami jednak te tendencje się nasilają. Jedna ze stron w związku nie radzi sobie z lękiem, frustracją, niską samooceną, nie wie, co to bezpieczna bliskość i w konsekwencji coraz częściej ucieka się do przemocy psychicznej. Ta zwykle pojawia się wcześniej niż fizyczne ataki.

Mechanizmy zniewolenia

Powoli, wręcz w niewidoczny sposób, eskalująca tendencja do dominacji, władzy w rodzinie, poniżania i budowania napięcia zaczyna tworzyć tzw. niewidzialną klatkę. Często pojawiające się wyrzuty, awantury pod pretekstem braku podporządkowania, ciągłe docinki i krytyczne komentarze budują specyficzną atmosferę w domu. Nie wolno reagować, nie wolno mówić. Ofiara takiego traktowania nie ma śladów po biciu, często nawet sama nie wie, dlaczego coraz gorzej się czuje oraz jak o tym rozmawiać z bliskimi. Po prostu boi się „tego kogoś” w partnerze, jego „mrocznego pasażera”, który w każdej chwili może wkroczyć do akcji i zrobić coś nieprzewidywalnego, niebezpiecznego.

Z czasem wybuchy agresji mogą być coraz bardziej jawne, widoczne, dochodzi nawet do fizycznej przemocy. Jednak kolejną pułapką utrudniającą ocenę sytuacji są tzw. cykle przemocy. Po każdym wybuchu czy ataku jego sprawca staje się miły, przeprasza, przynosi kwiaty i obiecuje, że „nigdy więcej”. Kolejne dni lub tygodnie rodzinnej sielanki wzbudzają nadzieję, że się zmienił, dotarło do niego to, co zrobił. Czujność opada, a w międzyczasie w związku powoli narasta napięcie, z którym znów nie można sobie konstruktywnie poradzić. Po jakimś czasie następuje kolejny wybuch: sprawca sobie ulży, ofiara znajduje się w szoku, lęku i bezsilności. Powoli wykształca się syndrom wyuczonej bezradności, który nie pozwala na wydostanie się z tej psychologicznej sytuacji.

Można by opisywać wiele mechanizmów i zachowań, które wikłają osoby w przemocowym związku. Wszystkie one jednak sprawiają, że dwoje wolnych i dorosłych ludzi zmienia się w parę jak z okropnej bajki. Często jest tak, że po kilku latach podobnej relacji kobieta czuje się mała, bezsilna, zastraszona, podporządkowana – jakby była jakąś małą myszką. Partner staje się dla niej wszechmocnym potworem, któremu nie wolno się sprzeciwić, bo stanie się coś strasznego, będzie tylko gorzej, więc lepiej się nie stawiać, nie reagować. Takie wyobrażenie latami budowane przez „pranie mózgu” w czterech ścianach jest tak silne, że kobiety przychodzące do psychologa czy instytucji opisują swojego partnera jako wielkiego, wpływowego, silnego faceta, który wszystkich przegoni i nie ma na niego silnych. Przez całe tygodnie upierają się, że nic nie da się zrobić. Na koniec okazuje się jednak, że za tym obrazkiem kryje się mały sfrustrowany, skrzywdzony kiedyś człowiek, który nie zapanował nad swoją wściekłością. Właśnie ta iluzja, w której żyją oboje, czasami więzi bardziej niż realne fakty i zagrożenia, choć tym drugim też nie można zaprzeczać.

Co robić?

Jeśli jesteś świadkiem takich sytuacji, znasz kogoś uwikłanego w przemoc w rodzinie – zwróć na to uwagę, porozmawiaj. Zwykle zatrzymuje nas wstyd, niepewność, niechęć do wtrącania się, jednak wyrażenie swojego zaniepokojenia i oferta wsparcia nikomu na pewno nie zaszkodzi. Wręcz przeciwnie – może wytrącić taką osobę ze swoistego transu, izolacji, poczucia niezrozumienia. Może zachęcić do skorzystania z pomocy, podjęcia działań w swojej sprawie. Nie zniechęcaj się, kiedy taka osoba nie zachowuje się tak jakbyś oczekiwał, nie od razu chce działać, wycofuje się. Nie dawaj tylko dobrych rad, a staraj się towarzyszyć, bo wychodzenie z pola przemocy to długotrwały i trudny emocjonalnie proces. Jeżeli sytuacja się nie zmienia, a zagrożone jest czyjeś zdrowie (w tym równowaga psychiczna) lub życie – poinformuj instytucje, które mogą zareagować i zatroszczyć się o słabszych, np. policję, lokalny ośrodek pomocy społecznej.

Jeżeli ta historia dotyczy Ciebie, to na początek uwierz, że zawsze można coś zaradzić. Jeżeli sytuacja w relacji dopiero się zaczyna – zareaguj, postaw granice, powiedz o tym, co czujesz i myślisz o takim traktowaniu. Sprawdź, co na to odpowiada druga strona. Jeżeli nie wiesz jak, boisz się – skonsultuj się z psychologiem, to może Cię wzmocnić, pomóc znaleźć rozwiązania. Poszukaj wsparcia w bliskich osobach, choć może być tak, że i one poczują się bezradne. Każdy z nas ma doświadczenia, które mogą blokować możliwość reakcji i obrony, które sprawiają, że wchodzimy w tę bajkę o krzywdzie i nie wiemy nawet, kiedy to się dzieje. W związku z nimi czasami potrzebna może okazać się psychoterapia. Jeżeli sytuacja jest niebezpieczna dla Ciebie lub najbliższych i nie masz sił, by samemu zareagować, poproś o wsparcie instytucje – po to one są. Warto jak najszybciej zatrzymywać wciąż odtwarzającą się przemoc, bo niestety ona zwykle sama z siebie się nie kończy.

Adam Chojnacki: psycholog, psychoterapeuta, certyfikowany specjalista oraz superwizor w obszarze przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Prowadzi terapię dla osób doznających i stosujących przemoc oraz osób po traumie. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną i szkoleniową.

  1. Psychologia

Jak nauczyć dziecko reagować na przemoc ze strony rówieśników?

Rówieśnicy są dziecku niezbędni do prawidłowego rozwoju. Dlatego, gdy w jego środowisku pojawia się problem przemocy, bardzo ważne jest właściwe podejście i rozwiązanie problemu. (fot. iStock)
Rówieśnicy są dziecku niezbędni do prawidłowego rozwoju. Dlatego, gdy w jego środowisku pojawia się problem przemocy, bardzo ważne jest właściwe podejście i rozwiązanie problemu. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Dziecko samo z siebie nie wie, jak się prawidłowo reagować na przemoc. Nauczy się tego po reakcji rodziców. To wy wysyłacie informację, co trzeba robić, a co ważniejsze - co trzeba o sobie myśleć.

Dziecko, które doświadcza przemocy, rodzice instynktownie chronią. Przepełnione miłością i troską działania często przybierają formę spędzania z dzieckiem niemal całego dnia; jest ono odprowadzane do szkoły, zabierane zaraz po ostatniej lekcji, organizuje mu się różne atrakcje i tym samym jeszcze bardziej alienuje ze środowiska rówieśniczego. Nadopiekuńczość nie ma dobrych stron w żadnej sytuacji. Jeśli rodzice mają silną potrzebę ochrony dziecka, lepiej się wyprowadzić (nawet jeśli to naraża rodzinę na spore koszty i zamieszanie), ale nigdy nie zastępować sobą świata kolegów — niezbędnego do prawidłowego rozwoju.

Wszystko zależy od ciebie

Poniżej wskazówki, które warto mieć na względzie, mierząc się z problemem przemocy:
  • Nie zmienisz zachowania innych dzieci w klasie twojego dziecka, nie zapobiegniesz agresji. Jedyne, co możesz pokazać dziecku, to jak na nią reagować i wytłumaczyć skąd się bierze.
  • Zapytaj, co się stało i spokojnie wysłuchaj. Nie wierz we wszystko. Pamiętaj, o czym dziecko starsze już wie: nie warto od razu przyznawać się, że to była sprzeczka, a nie jednostronne pobicie.
  • Nie przesłuchuj dziecka („O której to było? Kto to widział? A gdzie była pani? Pokaż mi, jak on cię kopnął”). Pozwól mu spokojnie opowiedzieć to powoli, swoimi słowami, z uwzględnieniem tylko tych rzeczy, które dla niego były ważne.
  • Nie podsuwaj dziecku gotowego scenariusza: „Ty tylko stałeś, a on zaczął bez żadnego powodu, tak?”. Dziecko, zdając relację z takiego zdarzenia, jest wytrącone z równowagi. Żeby sprawę szybciej zamknąć, potwierdzi wszystko, co tylko ty chcesz usłyszeć!
  • Zapytaj, co chce teraz zrobić. Być może dziecko wzruszy ramionami i powie: „Nic, przecież bez przerwy ktoś się z kimś bije”. Nie pochwalaj tego, zrób pogadankę na temat szkodliwości wszelkich form agresji, ale zrozum, że jeden incydent nie zrobi dziecku krzywdy.
  • Jeśli dziecko doświadczyło poważnej szkody (jest na przykład ranne) idź do szkoły, ale nigdy w charakterze prokuratora. Zgłoś problem, a nie żądaj najwyższej możliwej kary. Uważaj na swoją postawę. Dość często okazuje się, że twoje dziecko nie było takie całkiem niewinne, a w połowie wypadków to ono wszczęło bójkę, sprzeczkę i jego zachowanie też pozostawia wiele do życzenia.
  • Jeśli rozbierasz włos na czworo, masz do dziecka pretensje, obarczysz je winą, że niepotrzebnie podeszło, powinno zareagować inaczej itd. — twoja agresywna reakcja wyrządzi więcej emocjonalnej szkody niż samo zajście, bo dziecko poczuje, że nie jesteś po jego stronie, że masz pretensje o coś, na co ono nie miało wpływu. Zrozumie, że nie sposób cię zadowolić.
  • Oskarżanie dziecka, ostra interwencja w szkole, pretensje wobec agresora i jego rodziców, a nawet samodzielne ukaranie sprawcy jest typowym zachowaniem człowieka wzburzonego. Gdy buzują w nas emocje, mamy silną potrzebę działania. Chcemy coś zrobić, mieć poczucie, że walczymy o dziecko, że go bronimy. Wielu rodziców idzie do szkoły z pretensjami, bo uważa, że jeśli tego nie zrobi, zyska sobie opinię niezainteresowanego, patologicznego, nieczułego rodzica.
  • Pamiętaj, żeby twoja reakcja nie obciążyła nadmiernie dziecka. Nie przynieś mu wstydu i nie skonfliktuj go z kolegami na dobre. Pamiętaj, że gdy ty — zadowolony, że „nie dasz swojemu dziecku zrobić krzywdy” — po ostrej interwencji wyjdziesz ze szkoły, ono będzie musiało nadal egzystować w swojej klasie.
  • Zawsze gdy chcesz pilnie interweniować w sprawie dziecka (zwłaszcza dziecka powyżej dziesiątego roku życia), pomyśl co by było, gdyby do ciebie do pracy przyszła twoja siostra i zrobiła koleżance awanturę, że jest dla ciebie niemiła albo popchnęła cię, biegnąc do bufetu.

Przemoc długoterminowa

Jeśli dziecko jest w szkole szykanowane i doświadcza przemocy długoterminowo, należy dać mu możliwie najsilniejsze wsparcie:
  • Miej dla dziecka czas, bądź do jego dyspozycji, zapewnij mu w domu obszar całkowitego bezpieczeństwa
  • Rozmawiaj o tym z dzieckiem, ale nie oskarżaj, że dopiero teraz ci mówi. Ono się bało ujawnić prawdę, ponieważ było zastraszone; agresor zawsze grozi, że najważniejsze to nikomu nic nie mówić. Ofiara, zwłaszcza małe dziecko, wierzy we wszystkie groźby, bardzo się nimi przejmuje i żyje w obawie, że jeśli się poskarży, to tylko pogorszy jego sytuację. Dlatego zamiast mówić:„Czemu mi nie powiedziałeś?”, daj dziecku nagrodę: „To bardzo mądrze, że mi o tym powiedziałeś”.
  • Zaproponuj jakieś możliwe do realizacji rozwiązanie, na przykład, żeby mijało agresora, żeby starało się nie przebywać samo.

Technika pozbawiania mocy

  • Małoletnia ofiara przemocy jest przekonana, że agresor jest znacznie silniejszy niż jest w rzeczywistości. Warto pokazać, że się myli, że agresor to takie samo dziecko jak wszystkie inne.
  • Mów o agresorze jego zwyczajnym imieniem. Wszyscy w rodzinie wymyślcie, co można zrobić, żeby nie traktować go jak kogoś niezwykłego.
  • Poproś dziecko, żeby stanęło przed lustrem i powiedziało: „Nie boję się nikogo”. Stań koło niego i postawą dawajcie do zrozumienia, że się nikogo nie boicie. Pokaż dziecku, że za pomocą odpowiedniego trzymania brody i odpowiedniej postawy ciała może się wydawać znacznie większe niż jest w rzeczywistości. Nawet siedmiolatek zobaczy różnicę w wyglądzie kogoś, kto się boi i tego, kto się nie boi.
  • Namów dziecko, żeby w razie kłopotów krzyczało wniebogłosy. Razem naróbcie sporego wrzasku i poćwiczcie okrzyki: „Odejdź! Puść mnie!”.
  • Możecie też subtelnie ponaśmiewać się z agresora: „Ale zbyt ładny to on nie jest”. Nie jest to zachowanie wychowawcze, ale przy takim problemie bardzo ofierze potrzebne.
  • Naucz dziecko nie odwracać wzroku. Patrzenie ludziom w oczy odbiera im część odwagi i jest najlepszym sposobem okazywania odwagi własnej. Proś dziecko, żeby patrzyło w oczy wszystkim osobom, z którymi ma kontakt. Nie nabędzie tego nawyku od razu, ale niech zacznie od dwóch osób dziennie, a z czasem patrzenie w oczy podświadomie przekuje się w pewność siebie.
  • Pokaż dziecku moc słów: „Nie zgadzam się! Puść mnie! Odejdź! Daj mi przejść! Mam na imię Michał!”.
  • Koniecznie zadbaj, aby dziecko miało jakiś inny punkt oceny samego siebie w postaci kolegów, które je lubią. Gdy jesteś nielubiany tylko w jednym środowisku, to jeszcze nie dramat. Dramat zaczyna się, gdy to twoje jedyne środowisko rówieśnicze. Dbaj więc, by dziecko w każdym wieku miało kolegów spoza szkoły: sąsiadów, kuzynów, dzieci waszych znajomych, kolegów z poprzedniej szkoły. To bardzo cenna odskocznia od trudnych szkolnych relacji.
  • Na pewno nie jest błędem zabranie dziecka z obszaru oddziaływania agresora. Jest to często znacznie lepszy pomysł niż zmuszanie osłabionego psychicznie doświadczaną przemocą człowieka, aby koniecznie „postawił się” agresorowi. Najważniejsze jest, żeby dziecko odzyskało poczucie bezpieczeństwa.

Dziecko może być zamieszane w przemoc w trzech rolach: agresora, ofiary i świadka przemocy. Każda z nich niesie za sobą możliwość obciążenia emocjonalnego i chociaż z punktu widzenia rodzica najbardziej martwimy się, gdy dzieci są ofiarami przemocy, warto zdawać sobie sprawę, że obciążenia wynikające z tego, że widziało się zło, a nic się nie zrobiło, mogą odbić się na przyszłym życiu dziecka nawet bardziej niekorzystnie niż bycie ofiarą.

  1. Psychologia

Moralna wyższość jest niebezpieczna. Każdy z nas ma w sobie ciemną stronę

Gdy mamy o sobie przekonanie, że jesteśmy idealni, wtedy projektujemy na innych swoją ciemną stronę (fot. iStock)
Gdy mamy o sobie przekonanie, że jesteśmy idealni, wtedy projektujemy na innych swoją ciemną stronę (fot. iStock)
Jesteśmy niebezpieczni, gdy wierzymy, że nigdy nie krzywdzimy innych – mówi psychoterapeutka Bogna Szymkiewicz.

„Toksyczni rodzice”. „Toksyczni ludzie”. „Wredni ludzie”. „Wstrętni mężczyźni”. „Wstrętne kobiety”. „Toksyczni szefowie”. To są tytuły książek, które znakomicie się sprzedają. Jakbyśmy wierzyli w to, co mówił Sartre, że piekło to inni.
Nie ma ludzi wrednych, złych czy toksycznych. Są tacy, którzy w tym momencie swojego życia wybierają „ciemną stronę mocy” – mniej lub bardziej świadomie. I wtedy zaczynają zachowywać się w sposób wredny, niszczący czy manipulujący.

Twierdzą, że mają powody, żeby się tak zachowywać, po prostu muszą się bronić.
Oczywiście toksyczne zachowania mają swoje przyczyny. Wszyscy zbrodniarze świata doznali krzywd jako dzieci. Jeden z moich nauczycieli powiedział, że człowiek to zbyt delikatna istota, by znieść choćby jedno nadużycie. Nadużywani ludzie odpłacają potem innym, wyrównują krzywdy. Gdy jesteśmy zranieni, automatycznie zajmujemy miejsce ofiary. W środku jesteśmy obolałymi, słabymi istotami, ale na zewnątrz używamy ogromnej siły, niejako przeskakujemy z miejsca ofiary w miejsce prześladowcy, mściciela. Kontakt mamy jednak tylko z bólem ze środka, więc nie widzimy przemocy, którą fundujemy innym. Krzywdzimy siebie nawzajem w rolach, które odgrywamy w życiu. Wierzę jednak, że na najgłębszym poziomie jesteśmy połączeni miłością. Esencją naszego istnienia jest miłość.

Jeśli w to wierzymy, to z trudem przychodzi nam stawianie granic, bo widzimy pod toksycznym zachowaniem lęk i cierpienie.
Jeśli patrzymy na innych ludzi z moralną wyższością – bo przecież tacy biedni, więc trzeba im współczuć i ustępować – robimy im krzywdę. Jest w tym protekcjonalizm, a często też idealistyczna wiara, że oni się zmienią, gdy tylko zdobędziemy się na wybaczenie. Bo przecież „tak się nie robi” i „on się na pewno opamięta”.

Dziwimy się, że współczucie niczego nie zmienia. Mało tego – najczęściej rozwściecza prześladowcę, wzmacnia toksyczne zachowania.
Z miłości ustępujemy pola. A potem z niedowierzaniem patrzymy na spustoszenia dokonywane przez tych, którzy wybrali „ciemną stronę mocy”. Moralna wyższość jest niebezpieczna, bo rodzi się z takiego przekonania, że ja nigdy nie krzywdzę ludzi, a więc mam monopol na widzenie prawdy. Tymczasem – mówią o tym wszystkie tradycje duchowe – każdy z nas ma w sobie ciemną stronę, potencjał, żeby zabić. Uczestniczyłam kiedyś jako prowadząca w psychologicznych badaniach dotyczących moralnych zachowań. Pierwsza część testu polegała na rozwiązaniu zadania, które było skonstruowane tak, że aby je rozwiązać, nie można było nie oszukiwać. Potem uczestnicy wypełniali ankietę na temat własnych poglądów moralnych na życie. Wyniki były zaskakujące: ci, którzy uważali, że nigdy nie oszukują i zawsze są kryształowi, częściej oszukiwali w pierwszej części zadania. Gdy mamy o sobie przekonanie, że jesteśmy idealni, wtedy projektujemy na innych swoją ciemną stronę, widzimy w innych mnóstwo zła. Im bardziej chcemy być doskonali i upieramy się, że czynimy samo dobro, tym bardziej jesteśmy głusi na krytyczne informacje na temat naszych zachowań.

Tylko miłość uzdrawia – tyle razy słyszymy to zdanie, że w chwili, gdy w sposób zdecydowany przeciwstawiamy się przemocy, możemy poczuć się kiepsko.
Duchowość to nie miękkość. To siła. Miłość, ale i moc. Nie chodzi o to, by kogoś zniszczyć, odpłacając mu pięknym za nadobne, ale by w zdrowy, mocny sposób postawić granice, nie zgadzać się na nadużycia, powiedzieć: dosyć, dalej ani kroku! Jeśli wycofuję swoją siłę, wtedy nie mówię, jaki jest mój punkt widzenia, nie daję więc drugiej osobie tych informacji, które są jej potrzebne, by mogła się rozwijać jako istota ludzka. Nie bądźmy bezbronni wobec ludzi, którzy nas niszczą. Potrzebujemy siebie nawzajem, żeby się przed nimi bronić. Jeśli mamy do czynienia z szefem, który zachowuje się wrednie, nie unikajmy go, nie plotkujmy po kątach, ale skonfrontujmy się z nim, ujawnijmy jego niszczące strategie. Samemu trudno to zrobić, ale gdy dziesięć osób z zespołu przeciwstawi się, powie o tym zwierzchnikom szefa, jest szansa na zmianę. Potrzebny jest nacisk społeczny. Może nie powinniśmy podawać ręki takim ludziom? To byłby początek ruchu społecznego, potężna forma nacisku. Potrzebujemy wzrostu indywidualnej świadomości, ale potrzebujemy też nowych wzorców bycia ze sobą w grupie, nowych reguł współżycia, nowych praw i opartych na nich instytucji. Tak wielu z nas doświadcza wewnętrznego niepokoju, wierząc, że tylko dzięki władzy, kontroli i manipulacji możemy być kimś wartościowym i zyskać uznanie społeczne. Ale tak nie musi być, nie musimy ze sobą walczyć. Takie akcje społeczne, jak „Kocham, nie biję”, „Kocham, mam czas”, tworzą nowe pole świadomości, nowy wzorzec. Wierzę, że żyjemy w czasach głębokiej transformacji. Wierzę, że możliwy jest taki świat, w którym będzie się liczyło zdanie każdego człowieka; zrozumiemy, że porządek oparty na władzy i dominacji nikomu nie służy, niszczy wszystkich, także tych sprawujących nad nami toksyczną władzę.

W różnych duchowych naukach spotykamy taką pociągającą koncepcję, że drugi człowiek bez względu na to, jak byłby toksyczny czy wredny, jest aspektem nas samych. Że możemy się w sobie przeglądać jak w lustrach. I że ktoś dla nas najtrudniejszy w kontakcie jest naszym największym nauczycielem.
Opacznie to rozumiemy. Po pierwsze nawet jeśli ten drugi to też ja, w żadnym razie nie znaczy to, że zachowuję się tak samo wrednie czy toksycznie jak on. Przeglądam się w nim, żeby dokonać w sobie transformacji. Jeśli jestem otwarta i współczująca, a on zamknięty i silny, to być może potrzebuję „wziąć” od niego trochę jego siły, a w pewnych obszarach zamykać się – jak on – żeby siebie chronić. Przeglądam się w nim nie po to, żeby wpaść w poczucie winy i znów o coś siebie oskarżyć – „bo skoro nie akceptuję toksyczności, to znaczy, że mam problem” – ale żeby siebie wzmocnić. Ktoś, kto mnie krzywdzi, nie jest moim dobroczyńcą. Oczywiście mogę z czasem dojść do wniosku, że wiele nauczyłam się z tego, co mnie spotkało, ale to moja decyzja, by w ten sposób się uczyć. Mówienie komuś z góry: „to twój nauczyciel”, jest nadużyciem.

Najlepiej, gdybyśmy mieli w sobie i miłość, i współczucie, i mocne granice, i byśmy byli solidarni społecznie.
Zawsze warto próbować się porozumieć. Jednak jeśli czuję, że to, co mówię, jest wykorzystywane przeciwko mnie, rozbijam się o mur, jestem oskarżana, znowu manipulowana, nie będę długo się narażać, powiem: dosyć! Nie życzę sobie dalszych kontaktów. A jednocześnie życzę tej osobie jak najlepiej.

Bogna Szymkiewicz: dr psychologii, pracuje w Instytucie stosowanych Nauk Społecznych UW. Dyplomowana terapeutka i nauczycielka pracy z procesem. Autorka książek.

Wywiad pochodzi z archiwalnego numeru magazynu Zwierciadło