Co mówią moje dodatkowe kilogramy?

(Fot. iStock)

Ostatnio przytyłam. Mama cieszy się, że nareszcie wyglądam jak kobieta, koleżanki doradzają diety, a ja całą sobą czuję, że pulchność w okolicach brzucha ma głębszy sens – pisze Ewa Klepacka-Gryz, która tym razem wystąpi w roli nie psychoterapeutki, a osoby z kłopotem. I wspólnie z choreografką Anią Haracz spróbuje dotrzeć do jego źródeł.

Od lat zastanawiałam się, co proponować pacjentom na zakończenie terapii. Co pomogłoby im dopełnić i domknąć proces leczenia zranień, pożegnać się z przeszłością i z ciekawością oraz optymizmem spojrzeć w przyszłość. Może sesje pracy z ruchem? W końcu na terapii możesz przepracować dzieciństwo, odreagować negatywne emocje, ale co z ciałem, co z emocjami, które je rozrywają, spinają, zaciskają, zmiękczają? Jak długo można wracać do przeszłości i „z głowy” analizować to, co boli od lat tak samo mocno? W końcu emocje to ruch, od łacińskiego emovere – w ruchu. Ruch „ku/do” źródła przyjemności i „od” źródła cierpienia i bólu. Czy praca z emocjami jedynie za pomocą słów może być skuteczna?

Składa się idealnie, bo akurat pierwszy raz od dłuższego czasu mam problem ze swoim ciałem. Umawiam się na indywidualną sesję pracy z Anią Haracz, tancerką, choreografką, nauczycielką jogi i medytacji. Skupimy się na moim kłopocie zlokalizowanym w brzuchu.

Ciężar w okolicy bioder

– Zawsze byłam bardzo szczupła, wręcz miałam sylwetkę dziewczynki, w porywach ważyłam 47 kg, a tu nagle waga niebezpiecznie zbliża się do 60 kg – opowiadam przejęta. Ania uśmiecha się i uważnie mnie obserwuje, czuję, że bardziej patrzy niż słucha. To dobry znak, bo zapewnianie, że to jedynie moja „nowa i kobieca” sylwetka wcale mnie nie przekonuje. – Od kilku miesięcy żyję trochę na zwolnionych obrotach – tłumaczę dalej. Ania milczy, potem rzuca, chyba bardziej do siebie niż do mnie: „Tłuszcz to niezużyta energia albo forma ochrony”.

– Rzeczywiście od jakiegoś czasu poczułam… Nie, nie poczułam, bardziej narzuciłam sobie zadanie, że muszę, że powinnam zwolnić tempo – żyć bardziej uważnie, wolniej, kontemplacyjnie. Ale to chyba nie do końca jest zgodne z moim temperamentem… – mówię szybko. Czuję, że się nakręcam i za chwilę sama postawię sobie diagnozę. Na szczęście Ania mnie nie słucha. Prosi, żebym zdjęła buty, stanęła i opowiadała dalej. Bardzo trudno mi stać nieruchomo, zaczynam chodzić, gestykuluję, kręcę głową i czuję, że moja potrzeba mówienia maleje. Za to ciało ożywa. Trudno jest mówić i chodzić jednocześnie. Mam wrażenie, że słowa, które zwykle wychodzą z głowy, teraz jakby rodziły się z ruchu. Czuję ciężar w okolicy brzucha, bioder, miednicy. Uda napinają się, jakby miały mnie uchronić przed upadkiem. W pewnej chwili mam ochotę biec albo tupać. Próbuję skoncentrować się na uczuciach, ale wtedy wyraźnie moja uwaga wraca do głowy. Mózg dyktator nie odpuszcza.

Ania jest jakby nieobecna, kolejny raz zauważam, że kiedy mówi, to bardziej do siebie niż do mnie: – Mam wrażenie, że ty nie używasz czegoś. Czegoś, co masz gotowe i cały czas się zatrzymujesz, żeby tego nie dać, nie urodzić. Brzuch, biodra, uda to żywioł ziemi i wody – dodaje. – Ruch w dół to zakorzenianie, w górę
– ogień, a ruch lawirowania, omijania to woda.

Na te słowa moje ciało zatrzymuje się. Czego nie chcę lub nie jestem gotowa urodzić?

Co siedzi w moim brzuchu?

W swojej pracy Ania przekłada emocje na doznania, a doznania na ruch. – Zamiast szukać emocji w głowie, poczuj, jakie to doznanie – tłumaczy. – Następnie rozpoznaj to doznanie jako ruch i podążaj za jego falą. Jaki jest jego kierunek: w górę, w dół czy na boki? Ciało zna prawdę, podpowiada ci różne możliwości, daje wskazówki, wystarczy mu zaufać i pójść za ruchem.

Moje ciało się zatrzymało. Zgodnie z hipotezą Ani zatrzymałam w brzuchu coś, co mam, a czego nie chcę pokazać światu. Mój tłuszczyk chroni mój skarb najlepiej jak potrafi. I wyraźnie czuję, że to nie on jest problemem, bardzie niepokój w okolicy pępka. Pępek to dla mnie symbol separacji, oddzielenia. Pięć lat temu pożegnałam tatę, kilka miesięcy temu porzucił mnie ktoś dla mnie ważny. To wtedy moje mądre ciało zaczęło mnie wspierać na swój sposób. Choć było mi trudno, czułam, że nie chcę o tym rozmawiać, że to, co najważniejsze, wcale nie potrzebuje słów. To wtedy pojawiło się we mnie zatrzymanie jako odwrotność ruchu. Proszę Anię, żeby opowiedziała mi o swojej autorskiej pracy z żywiołami.

Ania zawsze szukała metody, która łączyłaby pracę z ciałem i głos. Do sufickiej praktyki pięciu żywiołów dodała ruch. Wyjaśnia, że każdy z żywiołów jest obecny w innej części ciała. Ziemia – od dna miednicy w dół – to oparcie, ukorzenienie, relacje, związki, bezpieczeństwo, stabilność, akceptacja. Woda – czyli biodra – to przede wszystkim radość tworzenia, twórczość i kreatywność, seksualność. Ogień – splot słoneczny – to transformacja; spalasz coś i powstaje coś nowego, na poziomie ciała to przemiana materii. Powietrze – klatka piersiowa, serce – to nowa przestrzeń, nowe inspiracje; kiedy masz nowy pomysł – zachwycasz się na wdechu: ach! Eter – od gardła w górę, jeśli wszystkie poprzednie żywioły są zrównoważone, głowa jest spokojna i ma wybór. Praca na poziomie ciała z danym żywiołem jest jednocześnie praktyką pobudzania i utrwalania jakości danego żywiołu na poziomie fizycznym, psychicznym i umysłowym.

Intuicyjnie kładę ręce na brzuch, próbuję poczuć, czy bardziej chodzi o zatrzymanie, czy o ochronę. Skąd mam wiedzieć, czy nadeszła pora na urodzenie tego, co zatrzymałam?

Ania jakby usłyszała moje ciche rozważania: – Żeby cokolwiek się urodziło, musisz to zasiać w ziemi. Ziemia przyjmie wszystko, ale zanim zbierzesz, potrzeba czasu. Woda omija przeszkody, ogień – spala. Powietrze daje moc do realizacji – tłumaczy.

Chcę wiedzieć więcej, poznać szczegóły, dopytuję, ale Ania przypomina, że umówiłyśmy się na pracę, a nie na gadanie. Dodaje, że każdy z nas ma inne odczuwanie żywiołów. Ważne, żeby przede wszystkim skoncentrować się na tym, czy ciało jest wypoczęte, wyspane, dobrze odżywione.

Mniej myślenia

Wracamy do mojego ciężaru w brzuchu. Ania wstaje i zaczyna chodzić po pokoju. – Od pasa w dół jest działanie, ty ewidentnie masz zatrzymane działanie – tłumaczy. – Powinnaś mniej myśleć, więcej działać. Gdy chodzisz, jesteś sfokusowana na konkretny cel przed sobą. Idziesz prosto, z wypiętym brzuchem, na napiętych nogach. Czuję wyraźną dysharmonię pomiędzy twoją dolną i górną połową ciała, okolice bioder i brzucha są nieruchome.

Kiedy próbuję coś powiedzieć, Ania zatrzymuje mnie. Przez chwilę stoi nieruchomo, a następnie zaczyna chodzić, rozglądając się na boki. Jej ciało skręca się od pasa w górę, od pasa w dół ruch jest do przodu. – Popatrz – tłumaczy mi, nie przerywając szybkiego marszu. – Chodzenie z rozglądaniem się na boki ułatwia, umożliwia patrzenie z różnych stron. Chodzisz w taki sposób, by uruchomić pas: brzuch, biodra, kręgosłup lędźwiowy. Nie myśl, nie analizuj, patrz szerzej, tylko tyle.

Ania proponuje, żebym wykonała ćwiczenie: – Zamknij oczy, poczuj stopy, poczuj, jak odpychasz się od stóp w górę i wydłużasz kręgosłup, czubek głowy jest podwieszony nitką do sufitu, miednica ciągnie w dół, jakby była całym ciężarem zawieszona na nogach, część lędźwiowa kręgosłupa wydłuża się.

Kiedy robię to ćwiczenie, mój brzuch automatycznie się wciąga, a jednocześnie jest rozluźniony. Wiem, że chodzi o ten właśnie ruch, ale czuję, że to jeszcze nie mój ruch, ten jest bardziej wyuczony niż spontaniczny. Potrzebuję czasu, żeby przestawić się z analizowania i przepracowywania emocji na ekspresję za pomocą ruchu.

Patrz przed siebie, a nie za siebie

Po tygodniu Ania przesyła mi nagranie ze swojego najnowszego spektaklu: „Revoco”. Siedem kobiet, dwa tematy, rozważania nad kobiecością, ale nie w kontekście feminizmu, bardziej kobiecość bez uwarunkowań kulturowych. Przygotowując spektakl, dużo chodziła po lesie, przyglądała się zwierzętom, szukała informacji na temat kobiecości wynikających z natury, a nie z kultury.

– Ziemia jest kobietą, przyjmuje wszystko, każde śmieci, a potem je transformuje – opowiada. – Żeńskość transformuje – to był ważny element spektaklu. Ale chciałam czegoś więcej. Poprosiłam, żeby każda z tancerek wybrała sobie dwa zwierzęta; jedno takie, z którym się identyfikuje, a drugie takie, które tak ją fascynuje, że chciałaby mieć jego jakość, energię. Każda z tancerek tańczyła solówki oparte na motywach tych dwóch zwierząt. Ja na przykład byłam pumą i czaplą. Chodziło o to, żeby wyzwolić w sobie pierwiastek żeński poprzez wybrane zwierzęta.

Tytuł spektaklu urodził się na wykładzie o Marcinie Lutrze, który przed komisją papieską miał powiedzieć: „Reveco”, czyli „odwołuję”. – Poczułam, że chcę się odwrócić do świata z przeszłości i powiedzieć: „Dziękuję, ale ja nie kontynuuję historii z przeszłości. Odwołuję to”. W języku włoskim revoco znaczy: uzdrawiam. Odwołuję i uzdrawiam. Przyglądam się temu, co mi szkodzi, co zalega, co zatrzymuję, a co domaga się już uwolnienia. Ile z tego zostało mi narzucone? Ile z tego powielam z obowiązku miłości, z lęku przed odrzuceniem? A co jeśli z determinacją pozbędę się tego, czego świadomie nie wybrałam i zbuduję siebie na nowo?

To było to – dopełnienie mojej sesji z Anią. Zamknęłam oczy i poszukałam w ciele miejsca, które mnie wołało, które czułam najmocniej. Najpierw poczułam ciężar w brzuchu – to był ciasno zawiązany supeł, bałam się, że kiedy się poruszę, ciężar mnie przewróci, z lęku napinałam mięśnie ud. Próbowałam zamienić te doznania na konkretne uczucia, ale wtedy moja uwaga uciekała do głowy. Wróciłam do swojego supła, zaczęłam się delikatnie bujać; najpierw rozbujałam nogi, potem ruch powoli przeniósł się w okolice bioder, supeł jakby się poluzował i przesunął wyżej, w okolice nadbrzusza. Intuicyjnie dłońmi przykryłam pępek, jakbym chciała ukoić ranę po odcięciu pępowiny – to był obraz, a nie myśl. Przypomniałam sobie słowa Ani: „Kiedy uważnie obserwujesz doznania w ciele i to, jak się zmieniają, nagle może pojawić się obraz. Jeśli nie będziesz go analizować, nie uciekniesz do głowy – to obraz wyostrzy się, a potem zniknie, zupełnie jakbyś przebiła bańkę mydlaną. Wtedy poczujesz ulgę”.

Dokładnie tak się stało. Z ulgą wypuściłam powietrze, wydech był tak długi jakbym razem z nim wypuściła to wszystko, co tak długo zatrzymywałam. Poczułam odprężenie w udach. Biodra wróciły do kołysania: łagodnie, w rytm bicia serca, poczułam odzyskaną moc w miednicy… Wiedziałam, że to dopiero początek. Odwołuję przeszłość i uzdrawiam przyszłość.

Ania Haracz, tancerka, choreografka, nauczycielka jogi i medytacji, twórczyni teatru Kino Variatino