Jak pokonać lęk przed bliskością u mężczyzny?

Lęk przed bliskością u mężczyzny, czyli rozmowy Tomasza Jastruna i Wojciecha Eichelbergera.

Wojciech Eichelberger: Nauka lęku przed bliskością zaczyna się bardzo wcześnie, gdy mały chłopiec wtłaczany jest w swoją „męską” rolę. Jeśli jej dobrze nie zagra, to usłyszy: mamisynek, baba albo gej.

Tomasz Jastrun: A od dzieci na podwórku: babski król, beksalala, ciamajada. Jak ja się tego bałem!

Wojciech: Lęk przed bliskością jest konsekwencją tych wszystkich nacisków. Chłopiec, który jest miły, ciepły, delikatny, wrażliwy, lubi się przytulać, zostanie przez rówieśników napiętnowany. Dzieci robią co mogą, by uniknąć takich oskarżeń. Strach pomyśleć, ilu rzeczy chłopcu nie wolno. W najbardziej skrajnym modelu chłopiec nie powinien okazywać – a najlepiej nawet nie przeżywać – bólu, lęku, tęsknoty, przywiązania, zakochania, wzruszenia, troski, ciepła, a najbardziej potrzeby bliskości.

Tomasz: Póki chłopiec jest bardzo mały, zwykle jest „przytulny” i chce się przytulać, jest mu to niezbędne, a rodzice to akceptują. Jeśli zabraknie mu czułości, to potem może być źle. Ci, którzy nie byli przytulani, w dorosłym życiu nie potrafią przytulać, z niechęcią reagują na dotyk. Mają więc problem z czułością w wielu wymiarach. Bez czułości nie ma miłości oraz wielu pochodnych uczuć, bez których życie nie ma smaku. Im więcej dziecko się przytula, tym pewniejsze, że jako dorosły będzie potrafiło dawać czułość innym. I większa szansa na udane życie erotyczne i uczuciowe. Mój synek był bardzo dotykowy, nieustannie się przytulał, długo trzymał się spódnicy mamy. Znajomi niepokoili się, co z niego wyrośnie. Wyrósł na samodzielnego, bardzo udanego młodego człowieka. I na pewno potrafi być czuły dla swojej żony. Jednak przed laty, kiedy już minął czas jego dzieciństwa, a ja nadal go chciałem przytulać, nagle odsunął się i powiedział: „Co ty, pedał jesteś, ojciec?!” I tak to się skończyło.

Wojciech: Dopadł go jednak stereotyp pod tytułem „mężczyźni się nie przytulają”.

Tomasz: Na podwórku żyliśmy w harmonii, dziewczęta i chłopcy, wrogi podział przyszedł chyba z zewnątrz. Nie musi tak być, to jest w dużej mierze kulturowe, chociaż pewnie jest też silna biologiczna tendencja, by w pewnym wieku płcie różnicowały się i rozchodziły.

Wojciech: Im dłużej żyję, tym wyraźniej widzę, że to, co jest uważane za naturalnie męskie albo żeńskie, jest w osiemdziesięciu czy dziewięćdziesięciu procentach wyuczone (żeby nie powiedzieć – wymuszone) przez kulturowy stereotyp tak silnie promowany w wychowaniu. Jako dzieci jesteśmy bardzo plastyczni, nasz dziecięcy konformizm i umiejętność przystosowania się pozwalają nam przeżyć w trudnym świecie dorosłych.

Tomasz: Czy tak nie musi być, jeśli wychowujemy dziecko do życia w społeczeństwie takim, jakim ono nadal jest? Mówiliśmy kiedyś o Hemingwayu, który był wychowany przez matkę na dziewczynkę, a potem całe życie był kaleką, tak maniacko musiał podkreślać swoją męskość. Rodzice, zwykle odruchowo, przesadnie podkreślają płeć dziecka, by nie pomyliło mu się, kim jest. Jeśli myślimy o zmianie modelu wychowania, to powinna być to harmonijna ewolucja. Gwałtowne ruchy mogą być niebezpieczne, prawda? Model wychowania obecnie jednak bardzo się zmienia, nie jest już taki sztywny i represyjny, nie uważasz?

Wojciech: Masz rację – i to jest dobre. Już teraz wielu ludzi gubi się w tej przestrzeni uwalnianej od stereotypów płci. Stajemy wobec ogromnych pytań, takich jak: Gdzie przebiega nasza ludzka granica wolności w sprawie płci i cech z nią związanych? Czy istnieją archetypy płci? Czy istniejące archetypy nie zostały patriarchalnie zmanipulowane? Jak na nowo opisać obie płcie i granice między nimi? Jak po nowemu budować relacje między płciami? To wszystko jest bardzo trudne, ale z pewnością lepsze niż zakuwanie się od dziecka w stalowe zbroje ról. Oczywiście te zmagania dotyczą w takim samym stopniu, a nawet w większym, dziewczynek i kobiet, które z kolei zmuszane są do zanegowania w sobie wszystkiego, co w nich „chłopięce”. One z kolei słyszą: „Nie zachowuj się jak chłopak, jak chłopaczysko!”.

Tomasz: Tu chyba tradycja wychowawcza szybciej się zmienia – małe dziewczynki grają już czasem w piłkę nożna, szaleją przy komputerze, noszą spodnie, potem uczą się sztuk walki. Te większe stają się natomiast wulgarne, klną i dokonują podobnych aktów autodestrukcji jak chłopcy, piją i palą. Te ostatnie zachowania trudno chwalić.

Wojciech: Na chłopców jest wywierana jednak większa presja. Na dodatek bywa ona niekonsekwentna. Matka z jednej strony wymaga stawania się mężczyzną, a z drugiej domaga się czułości, wrażliwości, bliskości i empatii, czyli bycia dobrym chłopcem. Słyszymy od matki „Jesteś moim malutkim syneczkiem”, ale gdy coś nas zaboli czy zasmuci, to słyszymy: „Nie zachowuj się jak baba, nie histeryzuj jak panienka”. Jedno z drugim jest niestety nie do pogodzenia. Żeby więc sprostać wymogom męskiego stereotypu, musimy dziewczęcość i wszelką „babskość” zanegować.

 

(…)

 

Więcej w książce „Męskie pół świata” Wojciecha Eichelbergera i Tomasza Jastruna, wyd. Zwierciadło. Książka dostępna w naszym sklepie internetowym.