Jak seriale wpływają na nasz… seks?

Czy seriale takie jak „Seks w wielkim mieście”, „Przyjaciele”, „Jak poznałem waszą matkę” kształtują nasze kochanie? Jaki mają wpływ na to, jak TO robimy? Czy dyktują, kiedy i z kim mamy iść do łóżka? Co zyskaliśmy na pop-seksualności, a co możemy stracić? Czy część odpowiedzi na te pytania znajdziemy w filmie „Wstyd”?

Beata Pawłowicz: Co zyskałyśmy dzięki bohaterkom „Seksu w wielkim mieście”?

Kasia Miller: Czyli czterema damom idącym jak szwadron kobiecej namiętności przez Nowy Jork i rozsiewającym wokół feromony? One przetarły kobietom nowe szklaki. Upowszechniły chodzenie do knajp grupkami i to, że można się przy tym świetnie bawić. Nawet bez podrywania mężczyzn. A im częściej dziewczyny dobrze się bawią we własnym gronie, tym lepiej ma się ich samoocena. Kiedy jednak o tym myślę, przychodzi mi do głowy polska wieś. Warszawa to przecież w większości ludzie ze wsi, ale oni nie przywożą ze sobą frywolnych przyśpiewek o wianku, który trzeba oddać albo zgubić, ani tej radości używania sobie na sianie. Przywożą jakiś rodzaj wstydu, choćby dlatego, że nie wiedzą, jak się w dużym mieście poruszać. Wielu „warszawiaków” pochodzi też z małych miasteczek, a tam to dopiero jest pruderia. No więc te nasze dziewczyny, kiedy tak idą przez Warszawę jak przez Nowy Jork, to często łączą ten swój marsz z piciem alkoholu. Coraz większych ilości. A mnie jest żal. Coraz częściej kobiety mówią mi o tym, że się rozstały z przyjaciółkami, bo te za dużo piją. Dotąd mogły im towarzyszyć, bo wypijały po piweczku i było wesoło: flirty, zabawy, tańce. A teraz jakoś tak się porobiło, że samo napicie stało się celem.

Beata: Mówiąc po ludzku: od tego „chodzenia” wpadamy w alkoholizm?

Kasia: Tak, bo kobiety uzależniają się szybciej niż mężczyźni, a to z powodu mniejszej ilości tłuszczu we krwi, szybciej się też upijamy. I nie są to mizoginiczne bzdury, ale prawda.

Beata: Czy to znaczy, że seks w wielkim mieście po polsku to seks po alkoholu?

Kasia: Obawiam się, że tak. Oczywiście, kobiety interesuje, czy kogoś poderwą, czy ktoś je poderwie. Ale są coraz mniej przytomne, wiec już coraz mniej ważne, kto to będzie, bo alkohol zamazuje kryteria.

Beata: I rozumiem, czemu mężczyźni mówią, że są podrywani – w agresywnym stylu.

Kasia: No, dotąd tylko im tak było wolno… To zależy, co komu śpiewa w głębi jego jestestwa. Gdy czujemy, że zerwaliśmy się z łańcucha, to nasze dziecko wewnętrzne chce szaleć. Jeśli było niekochane i odrzucane, to gdy straci kontrolę – łomocze innych albo łomocze i płacze na przemian, albo tylko płacze. Tylko ten, kto ma w środku kochane i akceptowane dziecko, potrafi się po prostu bawić, czyli piti-grilić… Agresywne podrywanie po pijaku może mieć też inną przyczynę. Może te młode kobiety, które – by zrobić swój seks w wielkim mieście – muszą się napić, wcale tego seksu nie chcą? Może nie chcą być tak używane przez wszystkich…

Beata: Jak to używane? To one używają! Wybierają facetów, korzystają z prawa do erotycznej zabawy…

Kasia: Subiektywny stan rzeczy jest ważny, ale jak używasz facetów do seksu, to sama też jesteś przez nich używana. Tak się traktujesz, bo „co sobie o mnie pomyślą, że ze mną nie warto się kumplować”. To jest nieprawdopodobna siła – opinia innych. Pamiętam alkoholika, który mówił: „Nienawidzę wódki! Ale w domu zatykałem nos rękami i ćwiczyłem picie, żeby przy kumplach nie robić min, bo się ze mnie śmieją”. Dorosły człowiek powie: „Nie lubię, nie smakuje mi, nie piję!”. A gdy słyszy: „Ze mną się nie napijesz?”, stwierdzi: „Z tobą się nie napiję, bo z nikim nie piję!”. Ale kiedy jest się zależnym od cudzych opinii, to się tego nie umie i robi durne rzeczy. Fajnie jest iść w grupie, śmiać się, bawić, ale trzeba uważać, by nie zbanalizować wszystkiego, a o to w grupie łatwo.

Beata: Wiele kobiet tak się wyzwala ze wszystkiego, co ważne?

Kasia: Oczywiście. Najbardziej taka dziewczyna, która chciała być dorosła, a w domu była niedoceniana i „boleśnie trzymana krótko”. Kiedy więc się uniezależniła, zaczęła liczyć kochanków, tak jak mężczyźni liczą, ile mieli kobiet. Udowadniała sobie w ten sposób, że ktoś ją chce, i każdy numerek podnosił jej poczucie wartości. No, ale niestety – tylko doraźnie. Dlatego wciąż musiała dodawać kolejnych kochanków…

Beata: No to może lepiej nie puszczać się na polowanie po mieście?

Kasia: Puszczać się! Jak najbardziej! Tylko w przytomności, na trzeźwo, bo potem trudno bez alkoholu w ogóle żyć. Pamiętać, że ilość ma przeradzać się w jakość. To puszczanie się ma nam pomóc dowiedzieć się, czego szukamy. Mamy prawo do wolności, by poznać siebie i mężczyzn. Siebie – jako najważniejszą istotę, żeby wiedzieć, do czego jestem zdolna, bo mnie cieszy, co buduje, a na co na pewno nie mam ochoty. I żeby poznawać mężczyzn, nie być ofiarą tej ich inności męskiej. Ale to nie działa tak, że jeśli poznamy pięciu mężczyzn, to wybierzemy sobie jednego z nich. Mężczyźni to nie towar, który leży na półce i czeka, aż się zdecyduję po sprawdzeniu innych modeli.

Beata: Wybrałam tego uczciwego.

Kasia: Najważniejsze, by wybrać tego, przy którym czuję się sobą, zachowuję prawdziwie i dobrze mi z tym, niczego nie nadrabiam. Jak jestem zła, to jestem zła. Jak jestem zachwycona, to jestem. I nie oczekuję, że on będzie wciąż mną zajęty, bo i ja mam swoje sprawy. Ale gdy pytam kobiet, jaki ma być facet, to nawet te romantyczne potrafią powiedzieć – bogaty. Zapominają dodać, że też głupi, skoro miałby im oddać to swoje bogactwo.

(…)

 

Więcej w książce „Seksownik, czyli mądrze i pikantnie” Katarzyny Miller w rozmowach z Beatą Pawłowicz, Wydawnictwo Zwierciadło. Książka dostępna w naszym sklepie internetowym.