Kiedy wygląd świadczy o depresji – rozmawiamy z psychiatrą i lekarzem medycyny estetycznej

Problemy zdrowia psychicznego odbijają się na naszym wyglądzie (Fot. iStock)

Jednym z sygnałów depresji jest to, że przestajemy dbać o swój wygląd. Z drugiej strony – obsesyjne poprawianie urody nie prowadzi do niczego dobrego. O tym, jak przenikają się problemy zdrowia psychicznego i medycyny estetycznej, opowiada dr Mariusz Bartyzel.

Czy pacjentki kliniki wiedzą, że pana pierwszą specjalizacją jest psychiatria?
Nie ukrywam tego. Większość pacjentek odbiera pozytywnie to, że poza zabiegami z zakresu medycyny estetycznej może zasięgnąć porady psychiatrycznej. Pacjentki po kilku wizytach w naszej klinice na zabiegach kosmetycznych czy medycyny estetycznej zaczynają czuć się swobodniej, otwierają się i mówią także o problemach zdrowia psychicznego. Wszystko jest kwestią wypracowania wzajemnego zaufania.

Dlaczego zainteresował się pan właśnie medycyną estetyczną?
To zasługa mojej ukochanej żony, która jest trychologiem. To ona zwróciła moją uwagę na współistnienie problemów trychologicznych oraz metabolizmu skóry z kłopotami dnia codziennego. Prowadziłem prywatną praktykę psychiatryczną obok jej gabinetu, więc kilka pacjentek dało się namówić na konsultację. Potem stało się to zwyczajem, że pacjenci z problemem wypadania włosów trafiali też do mnie na konsultację. Duża część z nich wymagała pomocy w związku z zaburzeniami adaptacyjnymi i otrzymywała leczenie. Efekty kuracji trychologicznych były wówczas zdecydowanie lepsze. Można to wyjaśnić, sięgając do teorii stresu. Krótkotrwały stres wywołuje w organizmie mobilizację do pokonania przeszkody. Potem wszystko wraca do równowagi. Jeżeli mamy do czynienia ze stresem przewlekłym, nieusuwalnym, mechanizmy regulacyjne potrafią nie wytrzymać. Prowadzi to do ogólnej dysregulacji hormonalnej. Wtedy włosy i paznokcie to pierwsze elementy, po których widać negatywne skutki stresu.

Wbrew pozorom psychiatria i medycyna estetyczna nie są aż tak odległymi kierunkami?
Tak. Choroby skóry mogą się nasilać pod wpływem czynników psychicznych, takich jak stres, albo prowadzić do zaburzeń i chorób psychicznych (np. depresji). Istnieją też zaburzenia i choroby psychiczne, które mogą się objawiać chorobami skóry czy dysmorfofobią. Z kolei atopowe zapalenie skóry, trądzik różowaty, łysienie plackowate to tylko niektóre choroby o podłożu genetycznym, które nasilają się przy spadku kondycji psychicznej. Jednak bywa też odwrotnie – wygląd może wpływać na samoocenę i stan psychiczny. Dobrze jest, gdy np. kobiety wychodzące z depresji mogą sobie pozwolić na skorzystanie z zabiegów medycyny estetycznej.

Co to jest dysmorfofobia?
To nietolerancja swojego wyglądu, tzn. hipochondria piękności. Problem ten znany był już w starożytnej Grecji, ale teraz w związku z rozwojem mediów społecznościowych jest bardziej eksponowany. Dysmorfofobię (BDD – body dysmorphic disorder) można zdefiniować jako subiektywne uczucie brzydoty, które nie ma racjonalnego uzasadnienia w rzeczywistości. Osoby z dysmorfofobią nałogowo poddają się operacjom plastycznym i innym zabiegom w nadziei, że osiągną upragniony efekt. Wiedza psychiatryczna pomaga mi w korygowaniu dążeń tych pacjentek, a czasem po prostu w podjęciu decyzji, że nie wykonam zabiegu, ponieważ nie jest on uzasadniony realnymi potrzebami.

Czy to znaczy, że chęć poprawy swojego wyglądu jest objawem problemów?
Nie, dbałość o siebie jest jedną z oznak dobrostanu psychicznego. Jednak moim zdaniem najważniejsze jest utrzymanie zdrowia i młodego wyglądu skóry, a nie korekcja asymetrii czy drobnych niedoskonałości twarzy, ponieważ to one oddają naszą osobowość, przekazują emocje. Idąc pierwszy raz do kliniki medycyny estetycznej, dobrze jest zacząć od konsultacji. Czasem wystarczą drobne zabiegi kosmetyczne i poprawa jakości skóry, żeby zobaczyć różnicę.

Mariusz Bartyzel, lekarz medycyny estetycznej, specjalista psychiatra, pracuje w klinice M-Estetica w Warszawie.