Mniej znaczy lepiej – dla Ciebie i dla Ziemi

Jedzenie może być lekarstwem, w połączeniu z farmakologią i zdrowym trybem życia (Fot. iStock)

Mniej hodowli na masową skalę, mniej ubrań i produktów do pielęgnacji, za to dobranych do naszych potrzeb – to gwarancja spokoju, zdrowia i radości dla nas i planety. 

 

Największym dobrem, jakie możemy dać naszej planecie, jest przejście na dietę roślinną albo przynajmniej ograniczenie spożycia białka zwierzęcego. Sama nie jem mięsa od prawie 20 lat, a weganką jestem od 13, czyli dosyć długo. Nie tylko czuję się zdrowsza i pełna energii, ale też mam poczucie, że żyję w zgodzie ze sobą i naturą. Dziś mamy już twarde dowody na to, że masowa hodowla zwierząt niszczycielsko wpływa na ekologię: przede wszystkim na erozję gleby i ograniczenie obszarów lasów. Dla przykładu, by wytworzyć jeden kilogram wołowiny, potrzeba około 100, a czasem nawet 200 razy więcej wody niż do wytworzenia kilograma produktów roślinnych. Zwierzęta stłoczone w hodowlach wytwarzają duże ilości metanu, który przyczynia się do ocieplenia klimatu. Gdyby większość z nas przeszła na dietę roślinną, z dużym prawdopodobieństwem wpłynęłoby to na zmniejszenie głodu na świecie, bo aż 700 milionów ton żywności służącej obecnie za paszę dla zwierząt hodowlanych mogłoby być przeznaczone na wykarmienie ludzi. 

Nie katuj się dietami

Nasze samopoczucie jest w ogromnej ilości przypadków związane z tym, co jemy. Oczywiście równie ważne jest unikanie stresu, odpowiednia ilość snu i dbanie o dobre relacje z innymi, ale dieta – obok czynników środowiskowych i genetyki – wpływa aż 
w 55 proc. na to, czy dopadną nas choroby przewlekłe. Wierzę w to, że jedzenie może być lekarstwem, oczywiście w połączeniu z farmakologią i zdrowym trybem życia. Jedzmy jak najprościej, bazując na produktach lokalnych, w tym warzywach. Każdy z nas ma swoje obowiązki i inne dziedziny życia, którymi trzeba się zająć. Ale skoro znajdujemy czas, by popisać na Facebooku czy wrzucić zdjęcie na Instagram, to wygospodarujmy też chwilę na to, by pomyśleć, co kupić dziś, by jutro móc to zjeść. Ja robię zakupy częściej, ale w małych ilościach – w ten sposób mam pewność, że wszystko, co jem, jest świeże i że niczego nie wyrzucę. Słuchajmy własnego organizmu, nie katujmy się restrykcyjnymi dietami czy modami, jedzmy intuicyjnie, miejmy dla siebie więcej uwagi i wyrozumiałości. 

Niewiele potrzebujesz

Z wyjątkiem sytuacji, gdy jestem za granicą czy w podróży i woda w butelce jest jedyną dostępną i z pewnego źródła – na co dzień piję wodę z kranu. Wcześniej używałam filtrów do wody, ale warszawska kranówka jest obecnie równie dobra jak ta z butelki. W sklepach pakuję wszystko do toreb ekologicznych lub używam foliowych wielokrotnego użytku, które przynoszę ze sobą. 

Choć jestem maniaczką mody, staram się kupować mniej ubrań. W kwestii kosmetyków też stawiam na naturę. Uważam, że składniki roślinne są najlepsze dla naszej skóry. Szampony, balsamy do ciała czy żele pod prysznic staram się kupować jak najbardziej ekologiczne, czyli bez sztucznych dodatków. I mam ich po jednej sztuce. Do twarzy używam tylko jednego kremu, na bazie likopenu, który zresztą dostałam w prezencie. W zupełności mi wystarcza. Odpuśćmy sobie i naszej planecie stres i wymagania ponad miarę.