Pies, kot i żubr – jak bliskość zwierząt wpływa na człowieka

psy koty i żubry
Dzieci które wychowują się razem z psem są pogodniejsze i bardziej odporne na alergie. (Fot. iStock)

Każde przytulenie kota czy psa powoduje, że w naszym organizmie dochodzi do uwolnienia oksytocyny, hormonu miłości i spokoju. Przyrodnik Adam Wajrak wyjaśnia dlaczego życie w przyjaźni ze zwierzętami jest lepsze.

Jaki był w pana domu stosunek do zwierząt?
Część mojej rodziny pochodzi ze wsi, więc gdy jeździłem do babci, widziałem zarówno opiekowanie się zwierzętami, jak i ich zabijanie. To był element wiejskiego życia, straszny, ale też widoczny, nieukrywany w anonimowych rzeźniach. Zupełnie inaczej na zwierzęta patrzono w mojej rodzinie miejskiej – były dla nas bardzo ważne, wręcz hołubione, a gdy tata przynosił do domu chore ptaki, wszyscy się nimi zajmowali. Przez pewien czas mieliśmy nawet bociana. Bocian w kuchni, w trzypokojowym mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu – to było coś! Trudno znaleźć rodzinę, która w czasach, gdy nie można było dostać mięsa – a bociana trzeba karmić mięsem – oddawałaby mu swoje mięsne frykasy. Mój stosunek do zwierząt w dużej mierze zawdzięczam rodzicom i babci.

Ma pan poczucie, że bliskość zwierząt, przyrody wpływa na inne myślenie o zwierzętach, na inne relacje z nimi?
Wpływa cały czas i to nie jest proces, który się zakończył. Ja zwierząt nie postrzegam jako oderwanych od środowiska bytów, choć każde z nich jest indywidualnością. Cały czas chodzę do lasu i ten codzienny kontakt ze zwierzętami zawsze czegoś mnie uczy. Puszcza jest miejscem niesamowitym, bo tu widać śmierć, czasami brutalną, ale szybko dociera do człowieka, że to jest też część tego świata. Poza tym zaraz widać odradzanie się. Tutaj, szczególnie w miejscach, gdzie się nie wtrącamy, zwierzęta mogą żyć po swojemu, i tak dla nich jest najlepiej.

Śmierć zwierząt to temat, który ostatnio wywołuje wielkie emocje.
Bardzo my, ludzie, hojnie nią szafujemy. Zabijamy zwierzęta gospodarskie, zabijamy zwierzęta dzikie. Choć przecież te ostatnie można w znacznej mierze oszczędzić, a zabijanie tych pierwszych – ograniczyć. Nie rozumiem, po co polować na łyski albo borsuki. Nie musimy jeść tyle mięsa. Ale jeśli nie akceptujemy polowań ani rzeźni, to nie powinniśmy akceptować tego, że nasz kot wychodzi z domu i zabija ptaki, czy wycinania lasu, bo to hekatomba dla zwierząt, które tam żyją. To tak jakby ludziom zbombardować miasto. Gdy dzięciołowi trójpalczastemu wytniemy wszystkie suche świerki, on może już nie znaleźć dla siebie miejsca.

Skąd się bierze ta ambiwalencja, że hołubimy kotki i pieski, a nie przeszkadza nam pokot lisów czy szynka na talerzu? Jak doszło do tego podziału na zwierzęta lepsze i gorsze?
Gdy miałem w domu kuny i bociany, to żeby je wychować, zabijałem dla nich jednodniowe kurczęta, myszki i większe gryzonie. Kiedyś musiałem dobić nożem sarnę, która wpadła we wnyki. Może dlatego dziś jem mięso, choć staram się jak najmniej. Wiem, czym jest umieranie i zabijanie, i wiem, że jest to okropne przeżycie także dla zadającego śmierć. Odpowiem bardzo prosto: to bierze się stąd, że nie widzimy umierania zwierząt. Gdyby ludzie chodzili do rzeźni, toby jedli mięso rzadziej albo w ogóle. Dziś hodowle to zamknięte przed naszymi oczami obozy. A zabijania w lesie nie widać w ogóle. A przynajmniej tak było do niedawna. Ruch antysowiecki był słaby, dopóki nie pojawiły się filmiki nagrywane przez samych myśliwych, na których widać, co się naprawdę dzieje podczas polowań. Jedyne zwierzęta, jakie widzimy cały czas i widzimy, jak cierpią, to psy i koty. Są z nami na okrągło i dlatego im współczujemy bardziej. Nie ma w tym nic dziwnego ani złego.

Może trudno nam zrozumieć cierpienie zwierząt, bo przyjmujemy antropocentryczny punkt widzenia: nie damy mu prawa do odczuwania bólu lub strachu, bo „to tylko zwierzę”.
Oczywiście, że zwierzę czuje ból i strach – bardzo podobnie do naszego bólu i strachu, choć rzeczy których się boi, są inne. Istnieją badania, które pokazują, że jelenie bardziej stresuje, gdy poluje na nie człowiek, niż gdy robi to wilk. Wydawałoby się, że śmierć od kuli jest bardziej humanitarna niż zagryzienie, ale z drugiej strony pamiętajmy, że człowiek ze sztucerem to dla zwierząt w skali ewolucyjnej coś zupełnie nowego. Dla jelenia normalne jest to, że ucieka się przed wilkiem, który zagryza.

My też jesteśmy zwierzętami. Szymon Hołownia w „Boskich zwierzętach” podkreśla, że tak wiele nas od innych zwierząt nie różni.
W ogóle nic nas nie różni, oprócz jednej rzeczy – jako jedyni opanowaliśmy przenoszenie energii i dlatego staliśmy się panami tego świata. Żadne zwierzę w historii nie nauczyło się rozpalać ognia, palić węgla i uruchamiać reakcji termojądrowych. Dzięki wynalezieniu ognia możemy jeść wiele rzeczy, których normalnie byśmy nie zjedli. Możemy dzięki temu zdobywać te części planety, gdzie bez zewnętrznych źródeł energii byśmy nie przetrwali, jak rejony polarne.

Kiedyś człowiek wychowywał się otoczony zwierzętami. Dziś znam wiele osób, które dopiero w dorosłym życiu wzięły do domu kota czy psa.
Myślę, że ludzie, którzy ograniczają swoje kontakty tylko do ludzi, są ubożsi. Rozglądanie się po świecie ze świadomością, że są na nim inne stworzenia, sprawia, że czuję się lepiej. Nie jestem już taki samotny, bo wiem, że gdzieś niedaleko jest jakiś żubr, wilk, zgniotek, niedźwiedź polarny czy niesporczak. Świat jest przez to ciekawszy. I choć wymarcie jakiegoś gatunku nie wpływa na mnie, na moje życie – to jednak czuję smutek.

Dzisiaj mamy o wiele mniejszy kontakt z dzikimi gatunkami niż kiedyś.
Dziś zwierzęta w ogóle zniknęły z naszego pola widzenia. I nie mówię o psie, kocie czy chomiku albo rybkach, tylko właśnie o dzikich zwierzętach, które chowają się przed nami. No, może zdarza się nam spotkać sarnę czy dzika w lesie, ale tego jest mało w porównaniu z tym, jaki kontakt ze zwierzętami mieliśmy kiedyś.
Jako łowcy i zbieracze nie traktowaliśmy zwierząt jako gorszych istot, tylko jako równorzędnych partnerów. Zabijaliśmy je, ale byliśmy tą samą co one częścią tego świata. Wywyższenie człowieka nastąpiło dopiero wraz z rozwojem rolnictwa i udomowieniem zwierząt. Gdy zaczęliśmy mieć nad nimi władzę, ustawiliśmy hierarchię, posiłkując się religiami mówiącymi, że człowiek jest najważniejszy. Religie ludów zbieracko-łowieckich nie stawiają człowieka na szczycie hierarchii. Robią tak dopiero religie związane z osiedleniem się i rolnictwem – pisze o tym w książce „Sapiens” Yuval Harari. Chociaż z drugiej strony obserwuję, że coraz więcej ludzi szuka tego kontaktu ze zwierzętami w przyrodzie na własną rękę: obserwuje je z szacunkiem, fotografuje, podziwia.

pies kot i żubr
Świadomość, że gdzieś niedaleko jest jakiś żubr, wilk, zgniotek, niedźwiedź polarny czy niesporczak, sprawia że świat wydaje się lepszy. (Fot. iStock)

Widzi pan więcej ludzi w lesie?
Tak, widzę tu, w Puszczy Białowieskiej, więcej takich z lornetkami i aparatami, a coraz mniej tych ze sztucerami. Ale czytałem też badania amerykańskie, które podają, że turystyka w parkach narodowych spadła, odkąd pojawiły się tam kamerki (tzw. live cams), które pokazują zwierzęta na żywo. Na pewno wzrasta nasza wrażliwość, coraz więcej ludzi mówi o tym, że nie je mięsa i produktów odzwierzęcych, coraz częściej też mówi się o zakazie polowania dla sportu, dla trofeów – dajemy zwierzętom coraz więcej praw.

Ale ta skala nadal jest niewielka…
Wydaje mi się, że to się zmienia na szerszą skalę, na pewno na całym świecie się o tym rozmawia. Przerażające jest to, że wzrasta liczba zwierząt zabijanych dla jedzenia, a to nie tylko nieetyczne, ale i szkodliwe da środowiska. Sądzę, że i ten trend zacznie się zatrzymywać, choć pewnie i tak wcześniej nas szlag trafi, bo za bardzo zmieniliśmy ekosystem i wpakowaliśmy za dużo dwutlenku węgla do atmosfery, nie tylko spalając ropę, węgiel i gaz, ale też wycinając naturalne lasy. Nasza cywilizacja się więc zawali, ale życie na ziemi się odrodzi i będzie jak zwykle różnorodne i ciekawe. Problem polega na tym, że tego nie doświadczymy, bo nas nie będzie.
Paradoksalnie wciąż jesteśmy bardzo zwierzęcy w pewnych sprawach. Nie myślimy o tym, że zasoby są ograniczone i rozmnażamy się na potęgę. W dodatku mamy szczepionki, dużo jedzenia, nie dziesiątkują nas choroby ani pasożyty i dlatego jest nas coraz więcej. A planeta nie jest z gumy. Może jest jednak szansa. David Attenborough powiedział, że najlepszym sposobem na ograniczenie rozmnażania są prawa kobiet.
Wtedy kobiety wybierają edukację, pracę, rozwój. Może, jeśli go posłuchamy, uda nam się tę zagładę zatrzymać.

DOWODY NA SKUTECZNOŚĆ ZOOTERAPII

  • Konie obniżają poziom stresu, zwłaszcza u dzieci i nastolatków. Naukowcy z Washington State University dowiedli, że dzieci, które jeździły konno i pielęgnowały zwierzęta, miały niższy poziom kortyzolu we krwi (podwyższony oznacza większe ryzyko zachorowania na depresję czy nerwicę). W innym badaniu naukowcy z Ohio State University udowodnili, że pensjonariusze domu opieki z zaawansowaną demencją dzięki czyszczeniu koni i oprowadzaniu ich po padoku – byli bardziej uśmiechnięci, pełni energii, a chorzy na alzheimera – mniej agresywni.
  • Kardiolodzy z University of Minnesota wykazali, że właściciele kotów mieli aż o 30 proc. niższe ryzyko ataku serca niż osoby niemieszkające z żadnym zwierzęciem. W opisie badania podkreślali, że kontakt z każdym ważnym dla człowieka zwierzęciem ma działanie terapeutyczne.
  • Dzieci, które wychowują się razem z psem, są bardziej odporne na alergie – dowiedli naukowcy z University of Cincinnati. Doktor Darlene Kertes z University of Florida wykazała z kolei, że dzieci, którym podczas przemówienia lub rozwiązywania trudnego zadania towarzyszyli domowi pupile, były spokojniejsze i bardziej pewne siebie.
  • Coraz częściej wskazuje się na skuteczność dogo- i hipoterapii we wspomaganiu rehabilitacji osób z zespołem Downa, porażeniem mózgowym czy autyzmem.