Odpuść sobie. Nie musisz być idealny, bądź wystarczająco dobry

Bycie wystarczająco dobrym polega na szukaniu równowagi pomiędzy odpuszczaniem i sprawianiem sobie przyjemności teraz, a doświadczaniem dyskomfortu, by w przyszłości było nam lepiej. (Ilustracja: Aleksandra Morawiak)
Bycie wystarczająco dobrym polega na szukaniu równowagi pomiędzy odpuszczaniem i sprawianiem sobie przyjemności teraz, a doświadczaniem dyskomfortu, by w przyszłości było nam lepiej. (Ilustracja: Aleksandra Morawiak)

 

Dzielenie się z innymi swoimi zmaganiami, przyznawanie się do błędu to akty odwagi, nie słabości – mówi psycholog zdrowia Mateusz Banaszkiewicz z Uniwersytetu SWPS.

 

Skąd mamy wiedzieć, co sobie odpuścić, a co nie?
Dobrze najpierw przyjrzeć się swoim działaniom. Część wynika z tego, że nauczyliśmy się funkcjonować w określony sposób. Na przykład: aby mieć poczucie, że jesteśmy dobrymi partnerami, pracownikami, przyjaciółmi, musimy coś robić na wysokim poziomie. A gdy nie jest możliwe osiągnięcie tego poziomu, czujemy dyskomfort. Tymczasem dobrze byłoby, abyśmy rozróżniali działania, które mają poprawić naszą samoocenę albo są obliczone na ocenę innych, od tych, od których zależy nasze zdrowie, bezpieczeństwo, korzyści zawodowe.

I robili to, co ważne, a odpuszczali to, co ma zadowolić nasze ego i innych?
W dużym uproszczeniu. Bo to, oczywiście, nie oznacza, że mamy w ogóle nie przejmować się ocenami innych i nie dbać o samoocenę. Dobrze natomiast pozwolić sobie na konstatację: jestem wartościowym człowiekiem także wtedy, gdy nie zrobię czegoś perfekcyjnie, gdy jestem po prostu wystarczająco dobry.

A gdzie aspiracje, ambicje?
W takim podejściu tkwią pewne pułapki. Na przykład taka, że osoba, która do tej pory robiła coś perfekcyjnie, może pomyśleć: „Skoro nie robię tego idealnie, to już nie jest to dla mnie ważne”. W ten sposób pozbawialibyśmy się poczucia sensu, a to byłoby szkodliwe.

Może odpuszczać sobie to, co nam nie służy?
Do pewnego stopnia tak, choć czasem trudno rozróżnić to, co nam nie służy, od tego, do czego się przyzwyczailiśmy. Kiedy wspominam ludziom o formach regulacji napięcia, takich jak: techniki relaksacyjne, uważność, joga czy pilates, czasem słyszę: „To nie dla mnie, ja lubię sport wymagający intensywniejszego ruchu”. A często korzystne jest właśnie nauczenie się tej dodatkowej umiejętności. Osoba, która lubi intensywną aktywność, nie musi z niej rezygnować, jednak prawdopodobnie skorzystałaby, ucząc się bycia tu i teraz ze sobą bez dodatkowej stymulacji.

Może zatem kryterium odpuszczania powinno być to, co jest dla nas dobre w dłuższej perspektywie?
Zgoda. Zawsze trzeba się zastanowić, czy to, co w tej chwili mi nie służy, nie posłuży mi w przyszłości. Bo czasem w tym konkretnym momencie robię coś niekomfortowego, trudnego, obciążającego, z czym czuję się źle, ale wiem, że długofalowo przyniesie mi korzyści.

Jakiś przykład?
Pracuję intensywnie, mało śpię, ale to mnie zabezpieczy finansowo na przyszłość. Mogę to jednak zrobić w taki sposób, który mnie nie niszczy, albo w taki, który doprowadzi do choroby. Czasem można nie doczekać się zwrotów swojej inwestycji. Bycie wystarczająco dobrym polega na szukaniu równowagi pomiędzy odpuszczaniem i sprawianiem sobie przyjemności teraz a doświadczaniem dyskomfortu po to, by zadbać o siebie w przyszłości. Uczymy się tego całe życie.

Gdzie przebiega granica, której nie powinno się przekraczać?
Barometrem może być cierpienie. Jeżeli robię coś, co przynosi cierpienie mnie lub mojemu otoczeniu, to warto zastanowić się, czy powinienem to odpuścić. Istnieje coś takiego jak elastyczność psychologiczna, która polega na tym, że potrafimy być w pełni obecni tu i teraz ze wszystkimi naszymi emocjami, myślami i doznaniami oraz że potrafimy podejmować takie działania, które są zgodne z naszymi wartościami. To pomaga przyglądać się aktualnym okolicznościom i reagować adekwatnie. Czyli może pomóc w podjęciu decyzji, czy dziś dokończę to, co mam do zrobienia, pracując do drugiej nad ranem, czy właśnie dziś jest ten czas, kiedy odpuszczę w trosce o swoje zdrowie albo relacje z bliskimi.

Myślenie o byciu idealnym trzeba odpuścić?
O tak. Często dążąc do celu, wyznaczając sobie standardy życia, porównujemy się do innych i myślimy: „Oni mają lepiej”. Zauważamy u ludzi ich sukcesy, zadowolenie, a często nie mamy wglądu w ich trudności, niepowodzenia i cierpienia.

Wniosek może być tylko jeden: lepiej wychodzimy na odpuszczaniu niż na zarzynaniu się.
Zdecydowanie tak. Czasem ludzie obawiają się, że gdy się z czymś ujawnią, na przykład że sobie nie radzą, to tym samym pokażą swoją słabość. Mnie bliskie jest podejście, że świadome, dopasowane do sytuacji dzielenie się swoimi zmaganiami to akt odwagi.

Porównujemy się do innych. Ale widzimy tylko ich sukcesy, często nie mamy wglądu w ich trudności czy cierpienie.