On, ona i dziecko, czyli żeby decyzja o posiadaniu potomstwa nie rozbiła związku

Decyzja o posiadaniu potomstwa to rafa, o którą rozbija się wiele związków. Pod pokrywką zostania (lub niezostania) rodzicem kryją się fundamentalne dla każdego z nas wartości, jak wiara, światopogląd, definicja szczęścia, granica między byciem razem a byciem osobno. Ewa Klepacka-Gryz pomaga pewnej parze odbić się od tej przeszkody.

Tym razem zadzwonił do mnie Jacek. Powiedział, że on i jego partnerka bardzo się kochają, ale mają kłopot. Ujął mnie sposób, w jaki mówił o związku, o tym, że mają kłopot, a nie problem i że potrzebują pomocy. Pary pojawiające się w gabinecie najczęściej są ze sobą bardzo skłócone, poranieni partnerzy obrzucają się winą i oczekują, żeby terapeuta wszedł w rolę sędziego. Czyli wskazał winnego i zasądził karę. Czasami kiedy patrzę na skonfliktowaną parę, zastanawiam się, jak to możliwe, że ci ludzie kiedyś się kochali. Dlatego z niecierpliwością czekałam na spotkanie z Jackiem i Kasią.

Krok 1. Powoli dochodzimy do tego, na czym polega kłopot

Od początku spotkania widać było, że Jacek i Kasia są ze sobą bardzo blisko i bardzo im zależy, żeby rozwiązać problem, a tak naprawdę pozbyć się go. Patrzyłam na nich z radością i podziwem.

Usiedli blisko siebie, na jednej kanapie. Kiedy zaproponowałam im coś do picia, Jacek powiedział, że Kasia uwielbia zieloną herbatę, a ona poprosiła, żeby napił się wody, bo za mało pije. Byłam ciekawa, które z nich zacznie mówić pierwsze o kłopocie i o co dokładnie chodzi, ale oni… zaczęli opowiadać o tym, jak bardzo są ze sobą szczęśliwi. W pewnej chwili zapytałam: – Boicie się, że będę chciała was rozdzielić? – Zapadła cisza. – Boimy się, że powiesz, że nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji – odpowiedział Jacek. To on przeważnie mówił, ale czułam, że nie zawsze był głównodowodzącym w tej drużynie, że to jakaś nowa rola, która być może związana jest z ich kłopotem. – To nie ja mam wam mówić, co robić, to wy sami jesteście ekspertami od swojego życia – zapewniłam ich, choć czułam, że sprawa, z którą przyszli, jest grubszego kalibru.

-Gdyby wasz kłopot zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, czy byłoby coś jeszcze, czym chcielibyście się ze mną podzielić – spytałam?

Zadaję to pytanie, kiedy czuję, że problem pacjenta może być dla niego trudny albo wstydliwy, albo mój instynkt podpowiada mi, ze chodzi zupełnie nie o to, o co – jak wydaje się pacjentowi – chodzi. Zauważyłam, że Kasia odetchnęła z ulgą. Najwyraźniej to ona w większym stopniu dźwigała ich kłopot, to dla niej był większym ciężarem. Jednak żadne z nich nie odpowiedziało na moje pytanie. Zapytałam, jak długo są razem i czy mają dzieci… No i wtedy okazało się, że kłopot przemówił moimi ustami. Chodziło o dziecko. Dowiedziałam się, że Jacek i Kasia są ze sobą od czterech lat. Pół roku temu on po raz pierwszy powiedział, że chciałby zostać ojcem, podczas gdy Kasia dzieci mieć nigdy nie chciała i myślała, że on też. „Czy kłopot polega na tym, że on chce, czy na tym, że ona nie chce i myślała, że on też?” – to była pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy. I w tym samym momencie zrozumiałam, że to jedyna rzecz, jaka ich obecnie dzieli. Wypowiedziałam moje pytanie na głos. Początkowo nie rozumieli, o co mi chodzi. Wytłumaczyłam, że sednem ich kłopotu jest zachwianie poczuciem wspólnoty, jednym słowem w ich części wspólnej związki pojawił się niebezpieczny rozpad: jedno czegoś chciało, a drugie wręcz przeciwnie, i trudno tu było o kompromis.

Ludzie dobierają się bowiem w pary pod wpływem impulsu miłości, z nadzieją, że wreszcie spotkali bratnią duszę, która myśli i przede wszystkim czuje identycznie jak oni. A tymczasem każdy z nas ma swoje tzw. warunki brzegowe, dotyczące stylu życia, wierności oraz posiadania (lub nie) dzieci. Większość problemów w związku bierze się właśnie stąd, że miłość znieczula nas na fakt, że różnimy się od siebie, a na pewno w tych ważnych kwestiach.

Krok 2. Objawia się drugie dno problemu

Kasia i Jacek nigdy nie rozmawiali o tym, czy i kiedy chcą mieć dziecko. – Dla mnie to było oczywiste, że ponieważ obydwoje lubimy wolność, wieczorne nasiadówki i wysypianie się do południa, to na dzieci nie ma miejsca – próbowała tłumaczyć Kasia. – Myślałam, że on też chce – dodała i po raz pierwszy usłyszałam w jej głosie złość. – Jesteś zła na Jacka? – próbowałam ją uwypuklić. – Nie, skąd – odpowiedziała szybko. Chyba się przestraszyła. Nic dziwnego – miłość i złość trudno jest nam pogodzić, wydaje się wręcz, że jedna wyklucza drugą.

Wtedy zaświtała mi w głowie przewrotna myśl o kryzysie czwartego roku związku. To etap, kiedy w relacji pojawiają się pierwsze zgrzyty wynikające najczęściej z różnic pomiędzy partnerami i chęci zadbania w związku o własną indywidualność i niezależność.

-Wiem, że na początku związku powinniśmy ustalić kwestię dzieci… – nieśmiało odezwała się Kasia. – I co by było, gdyby okazało się, że jedno z was chce, a drugie nie – spytałam. Po raz kolejny spotkałam się z milczeniem. To był dowód na to, jak bardzo bali się poruszać remat różnic czy odmiennych zdań. Pomyślałam, że musiało wydarzyć się coś, co rozerwało tę jednomyślność. Miłość to także wybory, czasami bardzo trudne. – Dlaczego akurat teraz pojawił się temat dziecka? – spytałam.

Okazało się, że pół roku temu Kasi opóźnił się okres. Zaczęli podejrzewać ciążę. Na dodatek test ciążowy wyszedł dodatni, ale tydzień później pojawiło się krwawienie. Wtedy Jacek po raz pierwszy poczuł, że chce mieć syna, a Kasia upewniła się, że dzieci to początek narodzin lęku, który nigdy się nie kończy. Nigdy wcześniej nie zdarzyło im się zareagować na coś w tak odmienny sposób. – Poczułam się niezrozumiana – wyszeptała Kasia.

-Chyba każdy facet pragnie mieć syna – Jacek oderwał się od symbiozy „my” i przeszedł na stronę facetów.

Bardzo chciałam pociągnąć wątek rozluźnienia części „my” związku na korzyść niezależności, solidarności z własną płcią, co jest zupełnie naturalnym etapem w rozwoju związku i choć bywa bolesne, to w rezultacie działa na korzyść relacji – ale moja para potrzebowała rady w rozwiązaniu konkretnego problemu. „Jak mamy z tym żyć?” – wpatrywali się we mnie z nadzieją, że znajdę jakieś rozwiązanie, które naprawi rozłam w ich relacji.

Krok 3. Para próbuje poczuć siłę płynącą z ich „my”

-Czy związek bez dzieci może być szczęśliwy – spytała Kasia. – Trudno mi zaakceptować fakt, że świadomie rezygnuję z ojcostwa – powiedział Jacek. – Zwłaszcza że raz omal się udało – dodał. – Nie udało się i to był znak, że nie powinnam mieć dzieci – podchwyciła Kasia. I znów to zauważyłam – byli tak bardzo odosobnieni, każde okopane na swojej pozycji, w obronie swojej racji. Jacek nawet odsunął się od Kasi, jakby jego ciało chciało podkreślić ich emocjonalny rozłam.

Ciała par pojawiających się w gabinecie mówią o wiele więcej i bardziej prawdziwie niż pacjenci, a właściwie ich głowy, pełne przekonań i mitów na temat tego, jak być powinno. Czułam, że muszę zrobić coś, żeby zranienia wynikające z różnic nie zagnieździły się na dobre w ich ciałach, bo to pogłębiłoby rozłam i oddaliło ich od siebie.

Dziecko nie jest żadną gwarancją szczęścia w związku czy miłości do grobowej deski. Ale prawdą jest również to, że w tej sprawie niemożliwy jest kompromis. Wersje wydarzeń łatwo przewidzieć: jedno z nich może zrezygnować ze swojego „dla dobra związku” albo drugie może wywrzeć na partnerze nacisk siłowy. Pamiętam, jak jeden z moich pacjentów, kiedy jego partnerka zadeklarowała brak ochoty na macierzyństwo, niby w żartach zdjął obrączkę i powiedział, że idzie szukać matki dla swoich dzieci.

Zgodnie z przekazem społecznym, jeśli mężczyzna nie chce dziecka, to nie traktuje kobiety i związku poważnie. Jeśli on chce, ale ona nie – on jest odpowiedzialny, a ona wyrodna. A jeśli to jej bardziej zależy – będzie wiedziała, jak dopiąć swego… Cóż, tego typu przekonania tylko podkopują wzajemne zaufanie. A pytania w stylu: „To kiedy powiększenie rodziny?” na pewno nie pomagają. Na szczęście moja para miała solidny emocjonalny fundament. Więź między nimi było widać gołym okiem. Wiedziała, jak bardzo ważne jest w tym momencie, żeby o niej sobie przypomnieli i zrozumieli, że bliskość nie oznacza, iż zawsze i we wszystkim jesteśmy zgodni.

Poprosiłam, żeby Kasia i Jacek usiedli na podłodze, plecami do siebie i spokojnie, w ciszy oddychali. Na początku ich ciała wierciły się niespokojnie. – Jesteś silniejszy i większy, niewygodnie mi – szepnęła Kasia. – Spokojnie, skoncentrujcie się na oddechu, spróbujcie odnaleźć wspólny rytm.

Po chwili weszli w intymny trans. Poczułam ich siłę płynącą z „my” i wiedziałam, że poradzą sobie z największym kłopotem.

Krok 4. Miłość zawsze wygrywa

-Co teraz? – zapytali prawie równocześnie. – Co poczuliście – odpowiedziałam pytaniem na pytanie. – Jest moc – powiedział on. – Chyba będzie dobrze – dodała ona. – Co ma być, to będzie. – A gdybym wam powiedziała, że to wcale nie chodzi o dziecko? – nieśmiało spytałam. Jacek odwrócił głowę i objął Kasię rękoma, kładąc dłonie na jej brzuchu.

-Kocham twój brzuch i zawsze będę go kochał, bez względu na wszystko – powiedział. Czy mogłam dodać coś jeszcze?…