„Parasite” – wywiad z reżyserem filmu

Kadr z filmy "Parasite", reż. Boong Joon-Ho, 2019. (Fot. materiały prasowe Gutek Film)

Pierwsza w historii koreańskiego kina Złota Palma. I niezwykła siła rażenia. „Parasite” to z pozoru lekka komedia, która wraz z rozwojem wypadków zamienia się w bezlitosną diagnozę współczesnej Korei Południowej. O filmie i o swojej ojczyźnie mówi reżyser Bong Joon-ho.

Bong Joon-Ho – reżyser filmu „Parasite”. (Fot. Nicolas Guerin/Getty Images)

Film „Parasite” to w dużej mierze kino gatunkowe. Tylko co to za gatunek? Rozśmiesza pan swoich widzów, ale i potrafi ich nieźle przestraszyć. A przy okazji przemyca pan mocny społeczny przekaz.
Nakręciłem hybrydę gatunkową, ale nie taka była moja intencja. Kiedy konstruuję swoje filmy, staram się po prostu zmieścić wszystkie emocje. Pomyślmy o dniu z życia kogokolwiek z nas. Jadę rano do pracy autem i łapię gumę. Nie mam czasu zmienić opony, więc porzucam samochód gdzieś na uboczu i przesiadam się w metro. Jestem spóźniony do pracy, spocony i zmęczony. I już na wstępie dostaję naganę od szefa. Horror, prawda? A przecież ten dzień może jeszcze zakończyć się wspaniale. Na przykład randką z ukochaną. Albo radością w oczach dziecka, kiedy wieczorem pójdziemy razem na lody.

Samo życie nie ogranicza się do jednego gatunku.
Tak, i jeśli w ogóle rozmawiamy o filmowych kategoriach, bliższy jest mi termin „konwencja” niż „gatunek”. Oczywiście, „Parasite” może być odczytywany jak satyra na polityczną i ekonomiczną rzeczywistość Korei. Nie robiłem jednak filmu z przesłaniem czy filmowego moralitetu. Dla mnie kino wciąż ma być przede wszystkim dobrą rozrywką. Na wysokim poziomie, ale to tylko… kino.

Złotą Palmą na festiwalu w Cannes przetarł pan szlak dla rodaków z branży filmowej.
Każdy sposób jest dobry, żeby zwrócić uwagę na południowokoreańską kinematografię. Liczy prawie sto lat, a wiem, że są tacy, którzy nie wiedzą, że w moim kraju w ogóle powstają filmy. Ludzie nawet nie podejrzewają, że Korea Południowa angażuje się w międzynarodowe koprodukcje, i to ze sporymi sukcesami. Wciąż zdarza się, że obcokrajowcy mylą nas z Północą…

W „Parasite” z jednej strony widzimy rodzinę dobrze sytuowanych Koreańczyków mieszkających w wielkim nowoczesnym domu. To skrajnie różne warunki niż te, w których żyją główni bohaterowie. Matka, ojciec i ich dwójka dorosłych dzieci mieszkają w suterenie, popijają tanie piwko i wiecznie próbują złapać sygnał darmowego wi-fi. Nie stać ich było na edukację i chociaż na pierwszy rzut oka wyglądają jak obywatele pierwszego świata, nieważne, jak porządnie by się ubrali, ciągnie się za nimi zapach sutereny.
Nasz koreański sen o potędze spełnił się dla wybranych. Pęd do sukcesu, do gospodarczej i finansowej ekspansji wymaga od społeczeństwa nadludzkiego wysiłku. Ma to swoje określone skutki. Wszyscy wiemy, że nie trzeba być nieudacznikiem, żeby w życiu coś nie wyszło. Wystarczy chwila, niedopatrzenie, zbieg okoliczności, choroba. Mój kraj nie przewidział żadnego koła ratunkowego dla osób w takiej sytuacji. Uważam to za naszą największą porażkę.

Ma pan sporo serca dla swoich bohaterów. Rozgrzesza ich pan. Rodzinka z sutereny to zwyczajni oszuści, a jednak nie da się ich nie lubić.
Podstępem zatrudniają się kolejno u zamożnej rodziny i tym samym wchodzą w szeregi uprzywilejowanych. A jednak widzowie – bez względu na to, gdzie mój film jest pokazywany – opowiadają się właśnie po stronie biednych, choć to oni działają tu wbrew prawu. Z kolei bogaci, którzy w tej konkretnej sytuacji są przecież pokrzywdzeni, budzą niechęć.

W Korei Południowej faktycznie są aż tak duże społeczne różnice?
To kraj wielkich dysproporcji. I zaczynają się one na bardzo wczesnym etapie. Rywalizacja wśród rodziców nie dotyczy tylko szkół, ale też przedszkoli, żłobków, a nawet szpitali, w których dzieci przychodzą na świat. Modna szkoła jest ważna, bo może nie tylko zadecydować o przyszłości syna lub córki, ale przede wszystkim określa status rodziców. Infekowanie dzieci od najmłodszych lat naszymi fobiami i ambicjami uważam za skrajnie chore. Ten wątek starałem się również delikatnie zarysować w filmie. I z perspektywy czasu jestem wdzięczny swoim rodzicom za to, że pozwalali mi się nudzić. Godzinami rysować, przeglądać komiksy i oglądać filmy. Dziś, w dorosłym życiu, odczuwam ulgę związaną z tym, że nikt w dzieciństwie nie wywierał na mnie presji.

A luksusowy dom, w którym rozgrywa się większa część akcji? Są w nim bogaci państwo i usługujący im ludzie, dla których posada kierowcy czy gosposi to spełnienie marzeń. Obserwujemy ich i zadajemy sobie pytanie, kto tu właściwie jest pasożytem [ang. parasite – przyp. red.]? A po drodze odkrywamy mroczne tajemnice domu.
Może po seansie widzowie wrócą do siebie, uchylą dawno nieotwierane drzwi od kufrów, strychów, piwnic… I niektórzy z nich odkryją, że kłódka, którą zakładali lata wcześniej, jest przepiłowania. Kto tu zaglądał? Jacy nieproszeni goście tutaj byli? Często wydaje nam się, że przeszłość to jest coś, co można zamknąć w pudle, wrzucić w ciemny kąt i jest po sprawie. Bzdura! Wcześniej czy później zawsze znajdzie się ktoś, kto tam zajrzy.

Pokazuje pan cenę, którą zwykli ludzie płacą za unikalny w skali świata rozwój gospodarczy.
Koreańczycy nigdy nie byli przesadnie wylewni, ale nie byli także narodem zimnym czy wyrachowanym. Jesteśmy otwarci, bystrzy, lubimy wygody. Moi rodacy mają wspaniałe poczucie humoru. Od lat wielu z nich się jednak nie uśmiecha. Wiem, że radość wciąż drzemie w narodzie, ale coś się w ludziach przewartościowało. Lata uwikłania w narzucony odgórnie progres gospodarczy, w pęd do wyniku, w odległy cel, który miał potwierdzić wielkość…

Czyją?
Dobre pytanie. Nie wiem. Jesteśmy społeczeństwem pracowitym, wytrwałym, obowiązkowym, mądrym. A może głupim, bo ślepo podążającym za mrzonką? Przy okazji ujawniły się nasze wstrętne cechy, takie jak umiłowanie konsumpcjonizmu, nadgorliwość.

Odnajduje pan którąś z tych cech w sobie?
Oczywiście. Załapałem się na ten wagonik jadący w górę, awansowałem społecznie. A kiedy już jesteś naprawdę wysoko, masz dwie opcje. Albo stracić kontakt z resztą świata, albo rozejrzeć się bardzo dokładnie dookoła i wyciągnąć wnioski.