Scarlett Johansson: Nie będę siedzieć cicho

fot. BewPhoto

Nie tylko na ekranie jest wyrazista.Walczy z polityką Trumpa i o to, żeby kobiety same decydowały o sobie i o własnym ciele. A o drażliwych tematach wypowiada się, trzeba przyznać, prosto z mostu.

(Wywiad pochodzi z archiwalnego numeru: Zwierciadło 7/2017)

Kiedy w roku 2012 w towarzystwie mamy i babci odsłoniła swoją gwiazdę w hollywoodzkiej alei gwiazd, w stylizowanej na lata 40. fryzurze do złudzenia przypominała dawne gwiazdy kina. Fryzura fryzurą, ale w przypadku tej aktorki to częste porównanie. Mówi się, że ze swoim seksapilem jest nowym wcieleniem Marilyn Monroe.

Jakie czasy, taka Marilyn? Jeśli przyjęlibyśmy tę optykę, wyszlibyśmy na bardzo postępowych. Bo Johansson, którą można było oglądać na czele wielkiego waszyngtońskiego marszu kobiet przeciwko Trumpowi, nie ma najmniejszego problemu z mówieniem tego, co myśli. A mówi coraz więcej i coraz głośniej. O tym, że niezbywalne prawo kobiety do decydowania o sobie, własnym ciele i planowania rodziny to nie decyzja polityków, tylko indywidualna sprawa każdej z nas.

– To nie czas, żeby siedzieć cicho – twierdzi z pełnym przekonaniem. A za chwilę dodaje: – Jestem zaangażowana politycznie, bo tego mnie nauczono w domu, jeszcze kiedy byłam małą dziewczynką.

W Stanach Johansson jest dziś mocno kojarzona z Planned Parenthood, organizacją non profit prowadzącą sieć darmowych przychodni. Przychodni, dodajmy, od zawsze wywołujących spore kontrowersje. Atakują je m.in. republikanie i przedstawiciele rozmaitych organizacji pro-life, jako że to właśnie w tych ogólnodostępnych ośrodkach można dokonać legalnej aborcji.

Sporo emocji wywołały ostatnio także wypowiedzi Scarlett na temat Ivanki Trump. Johansson żaliła się, że jest totalnie rozczarowana postawą córki i świeżo mianowanej doradczyni urzędującego prezydenta USA. Jak współczesna, wykształcona kobieta, taka jak Ivanka, może milczeć w kwestii ograniczania praw osobom tej samej płci co ona? Jak może chować się za plecami ojca, tłumacząc pokątnie, że w zaciszu jego gabinetu będzie mu doradzać i stosować delikatną perswazję? „To takie staromodne!” – żachnęła się Scarlett w wywiadzie telewizyjnym. A jakby tego było mało, chwilę wcześniej w programie „Saturday Night Live” wystąpiła w pastiszu reklamy perfum Ivanki, o mocno sugerującej nazwie Umoczona. To jawny przytyk do powracających zarzutów, że córka i doradczyni prezydenta swoją obecnością w Białym Domu nakręca popularność swoich biznesów, m.in. własnej marki perfum.

Wychodzi na to, że nowe wcielenie Marilyn Monroe pod postacią Johansson jest, owszem, postępowe, tylko że czasy nie bardzo za nim nadążają. Jedną z pierwszych decyzji Donalda Trumpa było cofnięcie rządowych dotacji na kliniki Planned Parenthood, ale i inne tego typu ośrodki, które ułatwiają dostęp do legalnej antykoncepcji, aborcji i edukacji seksualnej. Johansson powtarza, że wracamy do średniowiecza. I jest z tego powodu wściekła. Jak bardzo? To dobry moment, żeby oddać jej głos.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »