Szczepić czy nie?

Chętni do studiowania w USA, np. na Harvardzie muszą mieć szczepienia. I nikt z tym raczej nie dyskutuje powołując się na wolność jednostki. (Fot. iStock)

Szczepionki mają ostatnio złą prasę. Oskarża się je, że powodują autyzm, że zawierają trującą rtęć… to jak to właściwie jest: szczepić się czy nie? Mówi o tym dr Joanna Pietroń, lekarka rodzinna z Centrum Medycznego Damiana.

 

Kiedy moje dzieci były małe, nie przychodziło mi do głowy kwestionować konieczności szczepień. Przychodził termin, szło się do przychodni. Co się takiego wydarzyło, że nagle zaczęliśmy się bać?
Problem wcale nie jest nowy. Pojawił się 200 lat temu, kiedy Edward Jenner wynalazł pierwszą szczepionkę – przeciw ospie. Już wtedy powstał „ruch antyszczepionkowy” i ludzie zaczęli krzyczeć, że to ogranicza ich wolność. Tak jak teraz. Tylko w latach 80. czy na początku 90. Internetu nie było albo dopiero raczkował, więc trudniej było się zorganizować, przekazywać informacje, w efekcie takie głosy miały mniejszą siłę. Dziś, kiedy wpisujemy w Google’a hasła związane ze szczepieniami, to najpierw wyskakują informacje przeciwników, nie lekarzy.

Ale przez te 200 lat różne rzeczy się udały. Niektóre choroby wyeliminowano, wiele milionów ludzi ocalono…
To prawda. Wyeliminowana została ospa, choć nie udało się to z polio, a były duże nadzieje.

Na ulicach nie widać przecież dzieci z porażeniem po polio.
U nas nie, ale na Ukrainie pojawiło się kilka przypadków. Jesteśmy krajem pośredniego ryzyka. Choroba może zostać do nas zawleczona. Nadal stwierdzane są ogniska epidemiczne w Afganistanie, Pakistanie i w Indiach.

No tak, ale jeśli moje dziecko było szczepione, to nie powinno zachorować?
Na polio nie zachoruje. Ale są choroby, na które odporność wygasa. I jeśli w otoczeniu pojawią się chorzy, może zachorować. Choćby na krztusiec.

Musi paść to pytanie: co z NOP, czyli niepożądanymi odczynami poszczepiennymi? Może pani z ręką na sercu powiedzieć, że szczepienia są w stu procentach bezpieczne?
Oczywiście, jednak trzeba pamiętać, że szczepienie, jak każdy lek, nawet aspiryna, może dawać odczyny niepożądane. Niepożądane odczyny poszczepienne (w skrócie NOP, stąd nazwa ruchu Stop NOP) są rejestrowane. Te ciężkie my, pracownicy służby zdrowia, zgłaszamy. Dawniej takiego obowiązku nie było. Kiedyś jak dziecko po szczepieniu płakało, miało zaczerwienienie w miejscu wkłucia, przykładało się okład i tyle. Teraz, ponieważ te sprawy są nagłaśniane, matki reagują na każdą taką sytuację lękiem.

Ale lekarze uprzedzają, że po szczepieniu dziecko może gorączkować, być marudne…
Wiele matek się boi. I pewnie nie ma się czemu dziwić. Dziś na ogół ludzie mają jedno, góra dwoje dzieci i zwyczajnie bardziej się nimi przejmują. Każdy stan podgorączkowy budzi panikę. Internet – który traktujemy jak najlepszego specjalistę – ten strach tylko pogłębia. A paradoksalnie dziś szczepionki są bezpieczniejsze niż lata temu.

Szczepień jest chyba coraz więcej?
50 lat temu były błonica, tężec, krztusiec. I polio. Potem doszło szczepienie przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, w 2004 roku odra, świnka, różyczka. Następnie szczepienie przeciw Haemophilus influenzae (zapobiega m.in. zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych i posocznicy). Wcześ-niej były to szczepienia zalecane, teraz stały się obowiązkowymi. Nadal mamy szczepienia zalecane, np. przeciw żółtaczce typu A – kiedyś nie było na nią szczepionki, choć w latach 80. masowo chorowano. I w ostatnich latach zanotowaliśmy znowu około kilku tysięcy przypadków – żółtaczka typu A jest jedną z częstszych chorób przywożonych z podróży zagranicznych.

Słyszy się, że szczepionki powodują autyzm.
„Ruchy antyszczepionkowe” sponsorowały nawet badania mające to potwierdzić. Nie firmy farmaceutyczne, tylko właśnie przeciwnicy szczepień wyłożyli na to pieniądze. I… nic. Niczego podobnego nie stwierdzono.
Objawy autyzmu pojawiają się na ogół, gdy dziecko ma około dwóch lat. Bywa, że do pewnego momentu idealnie się rozwija, a potem nagle to się zatrzymuje i pojawiają się problemy. W żaden sposób nie wykazano, że to wina szczepień. Nie ma tu związku przyczynowego, choć faktycznie jest czasowy. Zresztą wiele chorób nie ma jednej etiologii – może podanie szczepienia przyspiesza wystąpienie objawów z kręgu autyzmu? Może. A może nie. Wycofano z większości szczepionek tiomersal, czyli substancję konserwującą, też obarczaną winą za autyzm (choć badania w Japonii tego nie potwierdziły), a w populacji wcale nie zmniejszyła się liczba autystyków. Inna rzecz, że teraz autyzm diagnozuje się częściej. Ale czy kiedyś chorych nie było? Nie sądzę. Raczej mówiono: „dziwak”. W każdej rodzinie jakiś dziwak przecież był. Teraz mówimy: „autyzm”. Albo: „zespół Aspergera”.

Sceptycy podnoszą też kwestię warunków, w jakich przechowywane są szczepionki.
Podajemy pacjentom to, co przygotował producent. Nie mamy wpływu na to, w jaki sposób lek był produkowany, przechowywany, transportowany aż do umieszczenia preparatu w lodówce przychodni. Ale gdybym tak myślała, nie mogłabym wypisać żadnej recepty! Personel jest szkolony w kwestii sprawdzania leków, partii, serii, przechowywania w przychodniach, podawania. Wszystko odbywa się z wielką starannością.

Jednak coraz więcej rodziców zastanawia się, czy szczepić dziecko.
Moim zdaniem jest jeszcze jedna tego przyczyna. 30 lat temu matki pamiętały panoszące się wtedy choroby. Widziały dzieci po polio, widziały, jak wygląda odra, szczepienia przyjmowały więc jako dobro. Teraz pamięć o tamtych chorobach znika, a organizacje osób, powiedzmy, sceptycznych wpływają na nasilenie wątpliwości i lęków. Ja różne choroby dobrze pamiętam. Do dziś mam pacjentki 60-, 70-letnie, które przeszły polio i mają porażenie. Są do mnie przywożone na wózkach. Patrzę na taką panią, a potem wchodzi do gabinetu matka i mówi, że dziecka nie zaszczepi… Trudno mi to zrozumieć. No i choroby wracają. Krztuśca mam co roku od kilku do kilkunastu przypadków. Kaszel wtedy jest tak silny, że dorośli ludzie mają złamane żebra. Niech sobie pani wyobrazi, jaka to siła! A kaszel przy krztuścu może trwać od kilku tygodni do pół roku. Małe dziecko sobie po prostu z tym nie poradzi. Dawniej chore dzieci wpadały w bezdech, w drgawki, umierały. Krztusiec znowu się pojawia. W zeszłym roku leczyłam pracowników jednej z warszawskich firm. Był tam krztusiec. Zarazili się wszyscy poza jedną osobą, która przed egzotyczną podróżą powtórzyła szczepienie.

Są też inne niepokojące sygnały w całej Europie – przypadki odry czy różyczki. Jeśli wyszczepialność w populacji spadnie poniżej 85 procent, choroby wrócą.

Ale czy osobom szczepionym to zagraża?
Jeszcze raz powiem: są choroby, na które odporność wygasa. Kalendarz szczepień kończy się w 18. roku życia, potem są jedynie szczepienia zalecane – u nas nierefundowane. A błonica, tężec, krztusiec są właśnie na liście szczepień obowiązkowych. Jeśli w jakieś rodzinie ma się urodzić dziecko czy jeśli kobieta dopiero planuje ciążę, ważne, żeby wszyscy w jej otoczeniu się zaszczepili. Chodzi o to, żeby malutkie dziecko, bezbronne, którego jeszcze zaszczepić nie można, nie było narażone na chorobę, z którą jego organizm po prostu sobie nie poradzi.

Często spotyka się pani z sytuacją, że matka nie chce szczepień?
Większość moich pacjentów to osoby dorosłe, ale tak, zdarza się. Czasem przychodzą też do mnie młodzi ludzie planujący studia w Stanach. Rodzice są szczepieniom przeciwni, więc ci młodzi szczepią się w tajemnicy. Bo jak chcesz studiować w USA, np. na Harvardzie, musisz mieć szczepienia. I nikt nie mówi o tym, że się kończy wolność jednostki!

Grypą najbardziej zagrożoni są chorzy przewlekle z chorobami układu oddechowego, wątroby, nerek, serca. U nich wirus uruchamia lawinę złych zdarzeń. (Fot. iStock)
Grypą najbardziej zagrożeni są chorzy przewlekle z chorobami układu oddechowego, wątroby, nerek, serca – u nich wirus uruchamia lawinę złych zdarzeń. Zwłaszcza oni powinni się szczepić co roku. (Fot. iStock)

Co pani myśli o modnych ospa party?
Ja sama przez przypadek z własnym synem poszłam na takie ospa party. Oczywiście, nie wiedziałam, że będzie tam chore dziecko, nikt nie wiedział, bo dziecko jeszcze nie miało wykwitów, a już zarażało. I zarazili się wszyscy. Mój syn ciężko przeszedł ospę. Jako lekarka widziałam wiele razy powikłania po tej chorobie – chyba najpoważniejsze takie, kiedy każda zmiana jest wtórnie zakażona i powstają ropnie. W Polsce ospa jest postrzegana jako choroba łagodna, tymczasem nigdy nie wiemy, jaki będzie jej przebieg. Czasem ospa party może się skończyć w szpitalu.

Zwolennicy tego rodzaju terapii uważają, że lepiej i zdrowiej, jeśli organizm w naturalny sposób zwalczy chorobę.
Wiele razy rzeczywiście wszystko przebiegnie bez problemów, a raz może być niewesoło. Skąd wiadomo, że ten jeden raz nie będzie dotyczyć właśnie naszego dziecka?

Firmy farmaceutyczne mają złą prasę. Mówi się, że dla zysku zrobią wszystko, że szczepienia przygotowywane są w złych warunkach. Nie mamy do nich zaufania. To też pewnie jedna z przyczyn lęku.
To samo da się powiedzieć o żywności, o kosmetykach, o każdej niemal dziedzinie życia. Gdyby tak myśleć, można by zwariować! Zresztą to paradoks: nie mamy zaufania do szczepień, które mają numer serii, dokładnie opisany skład, działanie, przeciwwskazania. A jednocześnie masowo łykamy suplementy diety – tylko co się w nich dzieje, nie wiemy…

Rodzice mówią: „No dobrze, na ogół szczepienie przynosi korzyści. A może moje dziecko będzie tym jednym przypadkiem, kiedy coś pójdzie nie tak…”.
Im dłużej leczę, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że w medycynie nic nie jest proste. Ale ryzyko jest moim zdaniem takie jak przy podaniu dowolnego innego lekarstwa. Czyli niewielkie. A zagrożenia wynikające z niepodania szczepienia są realne i zdecydowanie większe.

Czy kary finansowe dla osób nieszczepiących dzieci, jak to miało ostatnio miejsce we Włoszech, coś by rozwiązały?
Moim zdaniem nie. Boję się, że będzie musiało wrócić kilka chorób, żebyśmy zaczęli myśleć inaczej.

Ale jeśli wróci na przykład odra, a moje dziecko jest na odrę szczepione, to będzie bezpieczne?
Tak. Ale kiedy rodzi się dziecko, to do momentu szczepienia bezpieczne nie jest. A pamiętajmy, że są dzieci, które z różnych względów mają przeciwwskazania do podania szczepionek. W społeczeństwie, które szczepi dzieci, a wyszczepialność populacyjna jest wysoka, to nieszczepione będzie bezpieczne. Ale gdy choroba wróci, jest narażone. Niech pani koniecznie napisze, że nie ma zgonów po szczepieniu, ale są po chorobach, na które szczepimy.

A co ze szczepieniami przeciw grypie? Jesień, wchodzimy w okres zachorowań.
Szczepić się! Obowiązku nie ma, możemy tylko namawiać. I ja namawiam, szczególnie grupy wskazane jako priorytetowe. Jest zalecenie, żeby szczepić pensjonariuszy opieki długoterminowej, seniorów. Jeśli w naszym domu jest taka osoba albo maleńkie dziecko, ważne, by zaszczepili się wszyscy członkowie rodziny, by nie narażać najsłabszego. Nie jestem naiwna, nie wyobrażam sobie, że na grypę zaszczepi się cała populacja, ale niech zrobią to chociaż ludzie z grup ryzyka ciężkiego przebiegu i powikłań grypy, ich bliscy i opiekunowie. Najbardziej zagrożeni są chorzy przewlekle z chorobami układu oddechowego, wątroby, nerek, serca. Nieraz widziałam ludzi, którzy trafiali do szpitala z powikłaniami po grypie – i z tego szpitala już nie wychodzili. U osób z chorobami przewlekłymi grypa uruchomia lawinę złych zdarzeń. Przyczyną zgonu zapisaną w karcie będzie na przykład niewydolność serca, nie grypa – ale pamiętajmy, że od grypy się zaczęło.

Wirus grypy przecież mutuje, a szczepienie przygotowane jest na tym, który był rok temu – pomoże?
Co roku opracowywana jest nowa szczepionka. Raz mniej, raz bardziej trafiona. Skuteczność oceniana jest na 50 proc. u osób starszych, a 90 proc. u młodych. Ale zwłaszcza osoby starsze powinny się szczepić, bo u nich grypa może nieść najcięższe konsekwencje. Jak jesteśmy w pełni sił, to grypa albo nas nie zmoże, albo jeśli zachorujemy, wyjdziemy z tego bez szwanku, choć powikłania mogą dotyczyć każdego. Źle, że często chorobę bagatelizujemy jako zwykłe przeziębienie. A zarazić się łatwo. Okropne są wszechobecne w korporacjach open space’y. Jedna osoba choruje i zaraz wszyscy mają grypę. Nadal wiele osób odmawia wypisania zwolnienia lekarskiego.

Dla starszych, schorowanych ludzi szczepienie nie będzie niebezpieczne?
Mam kolegę, który pracuje w dwóch zakładach opiekuńczo-leczniczych. W jednym dyrektorka szczepiła podopiecznych, w drugim nie. I w tym, gdzie szczepienia były, sezon jesienno-zimowy minął bez problemów, w tym drugim wręcz przeciwnie. Zapalenia płuc, poważne problemy kardiologiczne, długo by wyliczać. Widać, jakie znaczenie mają szczepienia.

W państwach bogatych, takich jak Finlandia czy Anglia, wyszczepialność na grypę u ludzi po 65. roku życia jest między 50 a 70 proc. U nas – około 16 proc., a całej populacji niecałe 4 proc. Ale kraje bogate do szczepień zachęcają, bo liczą pieniądze: powikłania pogrypowe, hospitalizacja, opieka nad chorymi to o wiele większe sumy niż koszt szczepionki.

Do szczepień na grypę musi pani przekonywać?
Kiedy szczepię ludzi w zakładach pracy, przychodzą do mnie ci, którzy już są przekonani. Rzadko ktoś chce zapytać, podzielić się wątpliwościami.

Jak przekonać tych, którzy się boją?
Kiedyś była kampania telewizyjna zachęcająca do szczepień przeciw pneumokokom. Agresywna, przerażająca. Szpital, puste łóżeczko dziecinne. To nie jest dobra droga. Nie można też osobom sceptycznym wymyślać od nieuków.

Czytałam książkę, wydaną w 1968 roku – „Pamiętniki lekarzy”. Jeden z nich był autorstwa lekarki, która prowadziła oddział wirusowych zapaleń opon mózgowo-rdzeniowych przy Siennej w Warszawie. Na koniec napisała: „Mam nadzieję, że przyszli lekarze dzięki temu, że wchodzą powszechne szczepienia, nie będą musieli oglądać śmierci własnych pacjentów na swoich rękach”. Minęło 50 lat, a my zaczynamy szczepienia odrzucać. Rozumiem osoby sceptyczne, ale usiądźmy do stołu, pogadajmy, jakie szczepienie kiedy, czy taka szczepionka, czy inna. Pamiętajmy też o tym, że w niedalekiej przyszłości wejdziemy w erę postantybiotykową. Wyobraźmy sobie: wracają choroby zakaźne, antybiotyki nie działają… Rozmawiajmy. Przekonujmy. Bez zacietrzewienia, bez agresji. To jedyny sposób.