Więcej niż raz. Czego nie wiesz o orgazmie kaskadowym

Kobieta jest predysponowana do orgazmu wielokrotnego. Warunek? Zdolność do przeżywania orgazmu w ogóle. (Fot. iStock)

W literaturze orgazm kaskadowy nazywany jest wielokrotnym. Na forach internetowych kobiety przyznają się do dziesięciu szczytowań podczas jednego zbliżenia. Ale czy każda z nas może tego doświadczyć? Jak to zrobić? No i… po co? Czy jeden orgazm to za mało?

 

Liczę do trzech… orgazmów, a potem tracę rachubę. Nie wiem, gdzie jestem i co się dzieje. Nic mnie nie obchodzi, nie myślę o fałdach tłuszczu czy o tym, że zbyt głośno krzyczę. Pamiętam tylko jakieś przebłyski, rozkosz, przyjemność i radość. Te nasze noce nazywam tymczasową niepoczytalnością – w taki sposób o doświadczeniu wielokrotnego orgazmu opowiada Anna. Dominika mówi: „Wychowano mnie w kulcie swobody, wolności słowa, w moim domu nie było pruderii i myślałam, że seks i miłość nie muszą iść w parze. Ale kiedy pierwszy raz w życiu zakochałam się, a nie tylko zauroczyłam, seks zabrał mi świadomość, a dał rozkosz…”. Bo orgazm wielokrotny ma aspekt cielesny, fizjologiczny, ale także ten emocjonalny.

Czy orgazm wielokrotny może przeżyć każda kobieta?

Czy to wrodzona, czy nabyta umiejętność? Zdaniem seksuologa Piotra Gumiennego warunek jest tylko jeden – zdolność kobiety do przeżywania orgazmu w ogóle. – Co do istoty, to wszystko jedno, czy orgazm jest jeden, czy jest ich wiele. Droga do osiągnięcia kolejnego jest dokładnie taka sama. I jeśli raz udało się ją przejść, to można spróbować powtórzyć to, co doprowadziło do pierwszego orgazmu, aby był kolejny. Wystarczy nie przerywać, nie blokować się, wykorzystać to, że kobieta jest fizjologicznie predestynowana do orgazmu wielokrotnego – mówi seksuolog. Co to znaczy? – Otóż w przeciwieństwie do mężczyzny, który po orgazmie wchodzi w fazę odpoczynku, podczas której jego narządy płciowe nie są już tak ukrwione, a więc i nie tak wrażliwe, kobieta nadal jest podniecona. Jej łechtaczka, wagina i pochwa są ukrwione tak samo jak przed szczytowaniem, a więc może przeżyć kolejny orgazm – tłumaczy.

Lęki i kompleksy lepiej odłożyć na bok

– Z mojej praktyki wynika, że jedna trzecia kobiet przeżywa orgazmy wielokrotne w naturalny sposób – mówi Maja Herman. – Zazwyczaj są to dwa, trzy orgazmy, jeden po drugim. Ale znam też kobietę, która doświadczyła 12 szczytowań za jednym razem, i to bez specjalnych starań. Wiele zależy od wiedzy partnera. Wystarczy, by był świadomy, że fakt, iż kobieta nadal jest podniecona, oznacza, że dalsza stymulacja łechtaczki powinna być delikatniejsza. Powinien być to dotyk pulsacyjny albo wykonywany ruchami okrężnymi, z lewej lub prawej strony łechtaczki, bez bezpośredniej stymulacji samego jej żołędzia, czyli wierzchołka – mówi psychoterapeutka Maja Herman. Amerykański seksuolog Ian Kerner w książce „Jej orgazm najpierw” twierdzi, że dla kobiety najlepszą, a nawet bywa, że jedyną drogą do wielokrotnej rozkoszy, jest seks oralny, bo pozwala na stymulację łechtaczki w najbardziej subtelny i dostarczający bogactwa doznań sposób. – Kobiety, które doświadczają orgazmów wielokrotnych, lubią rozpoczynać zbliżenie właśnie od seksu oralnego – dodaje Maja Herman. – Bo język i wargi partnera niezwykle wzbogacają ich doznania. A kiedy doświadczą orgazmu łechtaczkowego, czasem kilku, są gotowe na kolejne dzięki penetracji pochwy albo nawet poprzez stosunek analny. Lęki i kompleksy warto odłożyć na bok, jeśli marzy się nam wielokrotna rozkosz. Jednak wiele kobiet wciąż wstydzi się seksu oralnego, a seks analny uznaje za coś nienormalnego, obawia się bólu czy zakażenia – dodaje.

Choć z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że nasze nastawienie do takiego seksu powoli się zmienia. Dziś już 64 proc. Polaków uprawia seks oralny, pod koniec lat 90. było to niecałe 30 proc. Maja Herman mówi: – Jeśli przeszkodą dla kobiety jest skrępowanie tym, jak może smakować czy pachnieć, warto, by wiedziała, że feromony sprawiają, że jej zapach i smak zwykle są dla mężczyzny podniecające.

Gadżety a wielokrotny orgazm

– Wibrator może być jedną z dróg do wielokrotnego orgazmu, ale z moich doświadczeń zawodowych wynika, że kobiety są bardziej otwarte na zabranie do łóżka erotycznych gadżetów niż mężczyźni – mówi Maja Herman. – Mężczyźni nie chcą ich w sypialni. Bywa, że wibrator traktują jak rywala. Jest on dla nich dowodem na to, że sami nie dają rady. Warto więc taki zakup przedyskutować, żeby partner wiedział, że ta erotyczna zabawka ma po prostu obojgu dodać przyjemności. Jeśli chcemy orgazmu wielokrotnego, warto poeksperymentować z własnym ciałem, powalczyć ze stereotypami czy kompleksami – przekonuje Maja Herman.

Wibrator może też przydać się tym kobietom, które z orgazmem mają kłopot. Jeśli chcemy doznać rozkoszy, warto zacząć od poznania siebie. Każda kobieta jest inna i inny rodzaj pieszczot będzie dla niej właściwy. Jedna z nas ma bardziej wrażliwe piersi, inna wewnętrzną stronę ud. – Tego trzeba się dowiedzieć. A można to zrobić podczas samodzielnych pieszczot – mówi Maja Herman. – Jaki rodzaj stymulacji łechtaczki jest dla nas najskuteczniejszy, odkryjemy podczas masturbacji. Ale gdy pytam pacjentki, czy się masturbują, zwykle słyszę: „Ja takich rzeczy nie robię!”. Kiedy dopytuję, czy wiedzą, jak są zbudowane, jak wyglądają ich narządy płciowe, odpowiadają: „nie”. Wtedy proponuję, by pacjentka kupiła pierwszy erotyczny gadżet, czyli… lusterko, i pooglądała siebie. Za pierwszym razem to na pewno będzie krępujące. Ale za drugim będzie łatwiej, a za trzecim prawdopodobnie kobieta zacznie się dotykać i sprawdzać, jaki rodzaj dotyku sprawia jej przyjemność. Potem zachęcam, żeby wzięła wibrator i poznała wrażliwość swojej pochwy. Jeśli taka propozycja budzi protest lub lęk, to zdarza się, że wybieram się z pacjentką do sex shopu, by pomóc w zakupach. Kolejny krok to doprowadzenie samej siebie do wielokrotnego orgazmu. Dzięki temu doświadczeniu kobieta może potem, już z partnerem w łóżku, bardziej śmiało i świadomie podpowiadać mu, co ma robić, by dać jej rozkosz: „Teraz dotykaj mnie tam, pieść moje piersi, całuj mój brzuch itd.” – zachęca terapeutka. Tylko tu pojawia się kolejna przeszkoda: wstydzimy się mówić o seksie, a tym bardziej wstydzimy się mówić podczas seksu. Sądzimy, że wtedy znikną nastrój i magia… Zdaniem Mai Herman owszem znikną, ale… nasze lęki i przesądy. Warto spróbować, bo tak naprawdę problemem nie jest samo mówienie o seksie, ale to, by kobiety dały sobie prawo do, egoistycznego w ich ocenie, dbania o własną przyjemność. – Mężczyzna, który widzi, jak wiele rozkoszy dostarczył partnerce, czuje się superkochankiem, pompuje swoje męskie ego – przekonuje Piotr Gumienny. – Czuje się bardziej męski, a jeśli jeszcze ona ma kobiecą ejakulację, czuje się tytanem. Dodaje mu to realnej mocy poza sypialnią, a w samej sypialni staje się afrodyzjakiem – mówi seksuolog.

Otóż w przeciwieństwie do mężczyzny, który po orgazmie wchodzi w fazę odpoczynku, kobieta nadal jest podniecona, otwarta na więcej. (Fot. iStock)

Męski orgazm wielokrotny

W Internecie możemy przeczytać, że orgazm wielokrotny u mężczyzny jest możliwy i że doświadcza go nawet 30 proc. panów. Jak to możliwe, skoro mężczyzna (w przeciwieństwie do kobiety) po orgazmie/wytrysku przestaje być podniecony, czuje senność, krew odpływa z jego członka i – jak wynika z badań – aby mógł ponownie się podniecić, potrzebuje od 20 minut (kiedy jest zakochany lub ma nie więcej niż 25 lat) do nawet 24 godzin?! Dlatego jeśli mówimy o męskim orgazmie wielokrotnym, mówimy o orgazmie bez ejakulacji. Drogą do jego doświadczenia są ćwiczenia mięśni Kegla. Tych samych, które ćwiczą kobiety. Dzięki nim mężczyzna zyskuje umiejętność przeżywania orgazmu wielokrotnego, bo jest w stanie powstrzymać wytrysk nasienia tuż przed wielkim finałem. Piotr Gumienny tłumaczy: – Owszem, męski orgazm wielokrotny jest możliwy, zdarza się, ale jego osiągnięcie nie jest takie proste, jak możemy przeczytać w kierowanych do mężczyzn portalach internetowych. Orgazm bez ejakulacji jest bowiem elementem większego procesu związanego także z medytacją i pracą nad sobą. Wprowadzanie w nasz świat takiego orgazmu bez odpowiedniego przygotowania może być ryzykowne. Bo jeśli mężczyzna będzie ćwiczył samodzielnie, bez instruktora, mięśnie Kegla, stosując się jedynie do internetowych porad, które opisują technikę zatrzymywania strumienia moczu, może dojść do zakłóceń napięć pęcherza moczowego i zalegania moczu. W swojej dotychczasowej praktyce zawodowej spotkałem zaledwie kilku mężczyzn, którzy deklarowali umiejętność przeżywania wielokrotnego orgazmu. – Z gabinetowego doświadczenia mogę powiedzieć, że są mężczyźni, którzy mają dwa orgazmy w ciągu jednej nocy, rzadziej trzy, bo to już jest w naszych realiach kulturowych wyczyn – mówi Maja Herman. – Zdarzają się też mężczyźni, którzy podczas weekendu kochają się kilka razy, a że przychodzą do gabinetu z partnerką, to ich opowieść jest wiarygodna. I ja bym właśnie te kilka orgazmów w czasie jednego weekendu nazwała wielokrotnym orgazmem mężczyzny – dodaje terapeutka.

Starać się czy nie?

Czy o wielokrotny orgazm należy się starać, czy liczyć na ten spontanicznie wywołany? Piotr Gumienny mówi: – Jeśli orgazm wielokrotny przydarzy się mimochodem, to super. Wzmacnia więź łączącą kochanków. Ale jeśli jest celem, to może być różnie. Jeśli para należy do grupy stawiającej sobie wciąż nowe wyzwania z dziedziny fit i hot, to będą wciąż podnosić poprzeczkę – liczba orgazmów do osiągnięcia. Tylko warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czemu właściwie takie wyścigi mają służyć. Bo może są rekompensatą braków, które odczuwają w związku? Na przykład braku wspólnych zainteresowań, szczerych rozmów, a może dzieci? Pogoń za wieloma orgazmami przyniósł nam przymus życia na wysokich obrotach. Z jednej strony hedonistyczny, bo nastawiony na przyjemność, ale z drugiej – ascetyczny, bo wymagający wyrzeczeń: diety, ćwiczeń, treningu, czasu. Seks w świecie fit i hot bywa kolejną sprawnością. Jeśli w Internecie przeczytamy, że możemy mieć 30 orgazmów w godzinę – czujemy się gorsi, wybrakowani. Więc albo gonimy anonimowego „mistrza”, albo odwrotnie – zamykamy sklepik, bo wstyd pokazywać swój asortyment. Nie należy się ani dołować, ani nakręcać osiągnięciami bliźniego. W gabinetach seksuologów jakoś nie mówi się o multiorgazmie. A statystyki raczej nie dotyczą Polski, ale Zachodu, gdzie seks nie jest obarczony takim tabu. Kobietom w Polsce wciąż radość z seksu odbiera katolicyzm z mitem matki Polki na czele. Zamiast dbać o własną przyjemność, dbają o partnera, co zwykle sprowadza się do udawania orgazmu. Poza tym są jeszcze realia codzienności – wielokrotny orgazm dla zmęczonej ciągłą gonitwą kobiety jest jak bajka o żelaznym wilku. Rozprawiamy o wielokrotnym orgazmie, a tymczasem seks uprawia tylko 76 proc. z nas, czyli 10 proc. mniej niż w latach 90. Skrócił się też o kilka minut czas gry wstępnej oraz samego stosunku. Przyczyna? 21 proc. mężczyzn i 31 proc. kobiet nie jest w stanie uprawiać seksu z powodu zmęczenia (raport „Seksualność Polaków 2017” prof. Zbigniewa Izdebskiego i Polpharmy).

W pogoni za chociaż jednym orgazmem

– Brak orgazmu w ogóle, nawet jednego, to najczęstszy problem, z którym kobiety zgłaszają się do specjalisty – mówi Piotr Gumienny. – Ale kiedy zaczynamy rozmawiać z pacjentkami, okazuje się, że część z nich orgazm jednak ma, ale tylko podczas masturbacji. A więc problemem ukryty jest gdzieś w relacji albo – i to często się zdarza – w kobiecych kompleksach, braku akceptacji własnego ciała. Dlatego zwykle, kiedy pracujemy nad orgazmem, staramy się pracować nad relacją, nad większym zaangażowaniem i zaufaniem partnerów, ale też nad akceptacją – mówi seksuolog. – Mit, że seks to coś złego, wciąż jest w Polsce aktualny – dodaje Maja Herman. – Ale wierzę, że kropla drąży skałę. Trzeba powoli przekonywać, pokazywać, edukować… Zwłaszcza że najważniejszą funkcją seksu jest budowanie więzi między kobietą a mężczyzną. Czyli budowanie miłości.

Szczęśliwi po jednym razie

Czy można żyć bez wielokrotnego orgazmu i być szczęśliwą w łóżku? – Oczywiście, powiem nawet, że kiedy orgazm wielokrotny staje się celem, to dobry sposób, by go nie doświadczyć – zadaniowość wyklucza odpuszczenie kontroli i zapomnienie się, które stanowią warunek orgazmu – mówi Piotr Gumienny. – Najłatwiej o orgazm wielokrotny, gdy po prostu lubimy seks, potrafimy się nim cieszyć, czujemy radość i jesteśmy zrelaksowani. A z parterem łączą nas miłość i zaufanie. Ale na pewno warto poszerzać swoją wiedzę o seksie, czytać książki, poznawać siebie i partnera – zaleca seksuolog.