Yoni po hindusku, snippa po szwedzku, wagina po polsku

W Szwecji na określenie waginy wymyślono specjalne słowo „snippa” – przez co używanie go jest neutralne. (Fot. Getty Images/Gallo Images)

Słowo „wagina” wciąż z trudem przechodzi nam przez usta. Nic więc dziwnego, że wiele kobiet nie wie nawet dokładnie, jak zbudowany jest ten organ. A bez tego nie sposób dojrzeć seksualnie i czerpać przyjemność z relacji intymnych – wyjaśnia Catherine Blackledge, autorka właśnie wznowionej książki „Wagina. Sekretna historia kobiecej siły”.

Czy w dzisiejszych czasach wagina to nadal temat tabu?
Myślę, że tak. Być może nieco mniej niż kiedyś, ale nadal żyjemy w społeczeństwie, w którym mówienie o waginie czy penisie uchodzi za coś złego, a seks jest postrzegany w negatywny sposób. Wystarczy zastanowić się, którzy rodzice mówią o tych sprawach otwarcie dzieciom albo która dziewczynka w szkole podstawowej wie, że ma łechtaczkę…

Co więc kobiety i małe dziewczynki powinny wiedzieć o swojej budowie?
Przede wszystkim to, że nie bez powodu wagina jest wewnątrz ciała, podobnie jak przeżywana przez kobiety rozkosz. Biologicznie wewnętrzne zapłodnienie gwarantuje większą przeżywalność potomstwa, jednak najbardziej chyba niesamowity jest fakt, odkryty dopiero w latach 90., że wagina jest w stanie sama wybrać najzdrowsze nasienie, przechować je, aż będzie go potrzebować do zapłodnienia, i przemieszczać je wewnątrz ciała. Powinniśmy mieć tego świadomość. Mamy wewnętrzne organy płciowe i inteligentną waginę, a to sprawia, że seksualność, jej kontrola i jej wybory są po stronie kobiet!

A jednak często chce się ją dopasować do jednego wzorca poprzez operacje plastyczne czy depilację intymną.
Dla mnie każdy, kto decyduje się na operację, na pocięcie ciała i jego uszkodzenie, mimo że tego nie potrzebuje, jest w jakimś sensie szalony. Wagina jest niezwykle delikatnym, wyrafinowanym organem, a każdy zabieg zmniejsza jej doznania – o czym się w ogóle nie mówi! Wizerunek zapożyczony z pornografii każe nam wierzyć, że istnieje jeden wzorzec waginy, co jest absolutnym kłamstwem. Właśnie dlatego, wydając książkę, naciskałam, by znalazły się w niej kolorowe wizerunki różnych wagin. Dzięki temu czytelnicy odkrywają, że intymne narządy kobiet mogą różnić się kształtem, wielkością warg sromowych czy kolorem, i jest to najzupełniej normalne. Z kolei jeśli decydujesz się na depilację intymną dla przyjemności i zabawy, nie widzę w tym nic złego. Ja na przykład przez całe życie eksperymentowałam z różnymi fryzurami intymnymi. Problem pojawia się, jeśli jednak robisz to, by dopasować się do jednego słusznego wzorca albo zasłużyć na czyjąś akceptację, bo wydaje ci się, że z twoją waginą jest coś nie tak. Dla mnie to bardzo smutne.

Co możemy z tym zrobić?
Uważam, że nie można być świadomą, przebudzoną kobietą bez wiedzy o swojej waginie i jej historii. Przez setki lat kobiety były niedoceniane, spychane poza krąg historii, pozbawiane prawa do samostanowienia i miało to bardzo wiele wspólnego z nieprawdziwymi, krzywdzącymi przekonaniami na temat budowy kobiecego ciała. Wiele z nich wciąż pokutuje. Dlatego tak ważne jest, żeby zamiast tego przekazywać naszym córkom i synom pozytywne historie. Jest ich naprawdę bardzo wiele!

Wagina może być źródłem mocy?
Jest źródłem mocy! Przygotowując się do pisania książki, byłam zaskoczona, jak wiele historii i mitów z różnych kultur zostało zapomnianych. Pomyślałam sobie, jak wspaniale byłoby dorastać ze świadomością, że w mojej waginie drzemie siła zdolna odstraszać diabły czy przywoływać dzikie zwierzęta. To właśnie takie opowieści powinniśmy przekazywać naszym dzieciom, nie tylko dziewczynkom, ale i chłopcom, by mieli świadomość, że wagina nie jest niczym grzesznym i nieczystym, tylko potężnym i pięknym. Na innym poziomie wszystkie te opowieści mówią o tym, że kobiety są wystarczająco silne, by wyjść do świata, walczyć o swoje prawo do samostanowienia, seksualnej wolności i bezpiecznie negocjować kontakty intymne. Dzięki nim łatwiej by nam było cieszyć się z bycia kobietą i związanej z tym przyjemności. Gdy pisałam książkę, mojej córki nie było jeszcze na świecie. Teraz jestem mamą i opowiadam jej te historie. Chcę, żeby dorastała ze świadomością, że między jej nogami jest wielka moc, zdolna dawać nowe życie, coś, z czego może być dumna i co należy chronić. Za mało mówimy o tym młodym kobietom.

Może częściowo dlatego, że wciąż nie jesteśmy w stanie znaleźć neutralnego słowa na określenie kobiecych narządów płciowych…

Udało się to w Szwecji. Od kilkunastu lat funkcjonuje tam słowo „snippa”, całkowicie wymyślone, a przez to zupełnie neutralne. Pięknym, neutralnym słowem, którego możemy uczyć dzieci, jest też hinduskie „yoni”. Ja mówię „wagina”, bo tak zawsze mówiła moja mama, ale wiem, że wielu osobom to określenie wydaje się zbyt medyczne. Niektórzy mówią „srom”, ale to z kolei oznacza jedynie zewnętrzne narządy płciowe.

W staropolskim słowo „srom” oznacza także wstyd.
Podobnie jest w angielskim. Mamy „pudendum”, pochodzące od łacińskiego „pudere” – wstydzić się. Niewiele osób jednak wie, że pierwotnie słowo „pudendum” było używane w odniesieniu zarówno do kobiet, jak i mężczyzn, w kontekście części ciała, które miały być „pozbawione wstydu”. Dopiero rozwój religii katolickiej, która łączyła seks wyłącznie z reprodukcją, a nie przyjemnością, zmienił wymowę tego określenia.

Orgazm jest też dla kobiet wspaniałym środkiem przeciwbólowym, a jednocześnie nie działa znieczulająco i nie tłumi doznań.
Orgazm jest dla kobiet wspaniałym środkiem przeciwbólowym, a jednocześnie nie działa znieczulająco i nie tłumi doznań. (Fot. iStock)

A co nauka mówi o seksie dla przyjemności?
Nauka łączy seks przede wszystkim z reprodukcją. Jednak wiemy już, że w tym wszystkim przyjemność jest kluczowa. Bez niej nie ma mowy o właściwym nawilżeniu pochwy, przez co łatwiej o infekcje, chore potomstwo, nawet śmierć matki. Jestem więc zdania, że seks dla przyjemności służy bezpiecznej reprodukcji. Powinniśmy mówić o tym dzieciom. Gdybyśmy traktowali seks jako zwyczajną część życia, moglibyśmy pozbyć się tabu, które uniemożliwia nam czerpanie radości z potencjału naszych ciał. Ciężko jest zwłaszcza kobietom, a przecież kobiecy potencjał orgazmiczny jest ogromny!

Większy niż u mężczyzn?
Zdecydowanie. U mężczyzn orgazm jest ściśle związany z wytryskiem. Tym samym mężczyźni nie są w stanie mieć orgazmu za orgazmem, tak jak to mogą kobiety.

Za to kobiety mogą mieć wytrysk.
Dla niektórych z nas stymulacja górnej ściany pochwy i punktu G może być niezwykle przyjemna i rzeczywiście skutkować wytryskiem. Absolutnie nie chciałabym jednak wywierać presji na kobietach, które tego nie doświadczyły, by dążyły do przeżywania rozkoszy w ten sposób. Nasze ciała mają niezwykłe możliwości, ale nie są identyczne.

Bardzo bym chciała, żeby każda kobieta i dziewczynka były w stanie narysować kształt łechtaczki. Nie wszyscy wiedzą, jak jest duża. To, co widzimy na zewnątrz, to zaledwie czubek wspaniałej korony, która rozgałęzia się na dwa ramiona okalające waginę. Przeciętnie mają 12 cm. Tkanka, z której zbudowana jest łechtaczka, to ta sama, która znajduje się w penisie i odpowiada za erekcję. Łechtaczka także nabrzmiewa, gdy jesteśmy podniecone. A podniecenie jest konieczne, żeby seks nie był dla kobiety bolesny – stymuluje lubrykację.

Jednocześnie fakt, że nie mamy tak ewidentnych objawów podniecenia jak mężczyźni ze swoją erekcją, sprawia, że wiele kobiet odcina się od swojej przyjemności, bo wydaje im się, że nie są pobudzone. Pokazały to badania laboratoryjne. Tymczasem, powtórzę znowu, gdybyśmy od dzieciństwa były uczone historii waginy oraz dlaczego jest zbudowana w taki, a nie inny sposób, prawdopodobnie nie odrzucałybyśmy z taką łatwością płynących z niej doznań i łatwiej by nam było osiągać satysfakcję seksualną oraz cieszyć się swoją kobiecością.

Może zmienia się to dzięki pani książce?
Mam poczucie, że tak. Wcześniej niewiele ludzi wiedziało np. o anasyrmie, rytuale podnoszenia przez kobiety spódnicy w celu pokazania genitaliów. W tradycyjnych społecznościach uważano, że taki akt gwarantował obfite plony i odstraszał demony. Po publikacji mojej książki anasyrma znów stała się popularna. Kobiety, zainspirowane opisanymi przeze mnie rytuałami, zbierają się w kręgi, a podniesienie spódnicy staje się dla nich symbolem wewnętrznej mocy, często i aktem politycznym. Wiele prac zainspirowanych anasyrmą stworzyła też wspaniała polska artystka Iwona Demko.

O jak orgazm

Catherine Blackledge zauważa, że nie ma jednego wzorca kobiecego orgazmu, ale tym, co łączy doznania kobiet, są gwałtowne i pulsacyjne skurcze mięśni narządów płciowych, choć ich liczba i częstotliwość bywają różne. Jak długo trwają? Badania naukowe wskazują przedział od 13 do 51 sekund, zaś relacje mówią o 7–107 sekundach. Niektóre kobiety mają też zdolność do odczuwania orgazmu wielokrotnego. Pierwszy orgazm jest wtedy preludium do całej serii kolejnych, następujących po około dwóch minutach w 15-sekundowych odstępach. Rekordzistka w ciągu godziny przeżyła 134!