-
Rozterki
Od jakiegoś czasu kłopot mam następujący. Chcę dziecko. To znaczy CHYBA chcę. A dokładniej chciałabym, ale za jakiś czas. Problem w tym, że czas leci, a mnie ciągle wydaje się, że jeszcze trochę, że może za pół roku, a może za kilka miesięcy… A czas leci nieubłaganie i niedługo zdmuchnę 28 świeczek na torcie i mam wrażenie, że zaraz będę ”za stara”. Małżonek do potrzeby posiadania potomstwa się nie przyznaje, choć też nie jest przeciwny. Był moment, że wydawało mi się, że już, teraz jestem gotowa, instynkt macierzyński się pojawił i decyzja prawie zapadła. A wtedy straciłam pracę, więc na kilka miesięcy sprawa została zawieszona. Teraz właściwie moja sytuacja zawodowa jest na tyle niepewna, że też niekoniecznie jest dobry czas – gdybym zaszła w ciążę nie miałabym do czego wracać, a praca fajna i zależy mi na niej, no i żyć z czegoś trzeba. No, a czas leci nieubłaganie.
No i tak to się miotam między moją chęcią, a niechęcią i co chwilę pojawia się coś, co uniemożliwia realizację ewentualnej chęci. Pojawia się frustracja i lęk, czy nie będzie za późno. A z drugiej strony wiem, że na pojawienie się chęci ma duży wpływ mój wiek i fakt, że wszyscy znajomi są lub niebawem będą rodzicami. W związku z tym wszystkim alergicznie reaguję na dzieci znajomych i informacje o kolejnych ciążach lub podpytywanie przez rodziców, rodzeństwo, bliższych i dalszych przyjaciół. Gdybym wiedziała, że nie chcę to byłoby łatwiej. Ucinałabym wszystkie pytania krótkim ”Nigdy”. A tak to sama nie wiem, bo chcę, ale nie wiem kiedy, a w ogóle to teraz nie mogę.
Właściwie to trudno jest mi przyznać publicznie, że czegoś bym chciała, ale nie mogę.
I jestem zła, że w poprzedniej pracy chciałam zbawiać świat, gdy koleżanki realizowały się a urlopach macierzyńskich. W końcu zostałam bez niczego, świata nie zbawiłam, a one wrzucają na Facebooka swoje uśmiechnięte zdjęcia z jeszcze bardziej uśmiechniętym potomstwem. Czy naprawdę ten świat musi być taki, że jeśli samemu nic nie wywalczysz to zostaniesz wykorzystany, nikt nie będzie się na Ciebie oglądał i jeśli nie chcesz kogoś doprowadzić to nigdy nie zrealizujesz swoich potrzeb? (mam tu na myśli mojego pracodawcę, który zatrudnia na śmieszne, czasowe umowy, nie toleruje ciąż, a ja nie potrafię wykorzystywać innych i nie byłabym w stanie zajść w ciążę zaraz po podpisaniu umowy). Naprawdę trzeba walczyć zamiast współpracować???Użytkownik Baba z nerwicą zaktualizował swój stan: 2012-05-21 11:09:30 · Wyświetl
-
To dobrze, że są mili. U mnie w pracy też dziwna atmosfera, więc dałeś mi nadzieję, że wszystko może się zmienić
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-05-18 10:10:16 · Wyświetl
-
Chce mi się...
Jakiś czas temu nie widziałam zupełnie sensu jakiejkolwiek pracy nad sobą. Bo po co? Przecież jest dobrze tak, jak jest. Tylko objawy cielesne do tego stopnia mi przeszkadzały, że mobilizowały mnie do przyglądania się sobie. Później doszłam do etapu, że wiedziałam, że coś jest nie tak. Że moje poczucie wartości jest zerowe, że w każdym towarzystwie uważam siebie za gorszą, że nie wyrażam siebie, że nie zastanawiam się jakie mam potrzeby, a nawet jeśli to wiem to rezygnuję z nich w mgnieniu oka. Wszystko to wiedziałam, ale myślałam sobie ’po co to zmieniać? jest dobrze, jak jest, nie mam problemu z rezygnowaniem z siebie’, tylko moje objawy fizyczne skłaniały mnie do jakiejkolwiek zmiany. No i może jeszcze brak poczucia sensu życia, spełnienia. Bo jak można być spełnionym, zadowolonym jeśli wszystko robi się dla innych, jeśli ze wszystkiego jest się w stanie zrezygnować….
Teraz jestem na etapie, że wiem jakie to przyjemne robić to, na co ma się ochotę. Jak dobrze być sobą, akceptować siebie, nie żyć w wiecznym podporządkowaniu, dostosowaniu do innych, w strachu przed krytyką. Wiem, że to dobre dla mnie i chcę o to dbać. W końcu chcę. I chociaż nie wychodzi mi to przynajmniej chcę i wiem jaka jest tego wartość. Gdyby nie objawy z ciała nigdy sama nie zadbałabym o siebie. Więc właściwie dobrze, że się pojawiły i pojawiają nadal. Dobrze, choć trudno w to uwierzyć. Bo jaki sens miałoby moje życie, gdyby polegało tylko na spełnianiu oczekiwań innych?
Właściwie na codzień trudno taką zmianę zauważyć i wydawało mi się, że niewiele się zmienia. Ale jakoś mnie olśniło i doszłam do wniosku, że wykonałam wielką pracę, która prowadziła i prowadzi do WIELKICH ZMIAN.
Użytkownik Baba z nerwicą zaktualizował swój stan: 2012-05-15 12:05:04 · Wyświetl
Nic tak nie poprawia samopoczucia i poczucia wartości siebie jak świadomość że jest się dobrze ubraną, umalowaną i uczesaną kobietą. Może to banalne, ale działa. Wiek i waga nie mają tu znaczenia. Nie wiem czy stosujesz tą sztuczkę, ale ja zawsze jak mam chandrę na przekór wszystkiemu staram się wyglądac jak najlepiej. I jeszcze wtedy jak jakieś trudne zadanie przede mną.
Trzymam kciuki! Wierzę w ciebie!
Ta CHEC, by o siebie zadbac, to dobry sygnal! Malymi kroczkami idziesz ku wielkim zmianom – bardzo dobrze. Tak trzymaj! Pozdrawiam serdecznie!
ważne są małe kroki
MAŁE KROKI —> WIELKIE REZULTATY !
-
Dzięki, dziewczyny za słowa otuchy
Terapii już próbowałam, nie było jakiegoś olśnienia, chociaż dzięki niej mam świadomość tego, o czym piszę. Wiem też skąd to wynika i kiedy szczególnie się uaktywnia, ale nadal trudno mi poradzić sobie z tym na codzień. Ale walczę, a Wy mi w tym pomagacie. Nawet pisząc tego posta myślałam, że to może bez sensu, że ciągle marudzę na tym blogu, że pewnie już się to wszystkim znudziło i nikt nie odpowie. Dajecie mi dowody, że jest inaczej
Wyciągam wnioski i idę dalej. Wbijać sobie do głowy, że jestem jaka jestem. I nawet jak czasem powiem lub zrobię coś nieprzemyślanego to świat się nie zawali
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-05-14 12:00:35 · Wyświetl
-
Trudno jest mi uwierzyć w to, że jestem wystarczająco dobra (w każdej sferze). Niby to wiem, niby powtarzam to sobie, ale w wielu sytuacjach okazuje się, że myślę zupełnie inaczej, że startuję z pozycji gorszej, że ”przepraszam, że żyję”, że trudno jest mi uwierzyć, że moje zdanie jest warte wypowiedzenia go. Że ja jestem coś warta. Na razie nie potrafię tego przeskoczyć. Cały czas żyję w lęku, że powiem coś głupiego, że moje zainteresowania są głupie, że moje poglądy są głupie, że nie potrafię się wypowiedzieć, że zbyt wolno rozumuję, że mam słabą pamięć, że zbyt często proszę o pomoc i radę, że nie potrafię podjąć decyzji, że w ogóle za mało potrafię. Żyję w lęku, że nikt nie zaakceptowałby mnie, gdybym była sobą.
I nie wiem co z tym zrobić, a męczy mnie to strasznie.
Użytkownik Baba z nerwicą zaktualizował swój stan: 2012-05-13 14:39:10 · Wyświetl
Szukam słów, którymi mogłabym Ci pomóc uwierzyć w swoją wartość. Masz ją z pewnością. Uwierzyć w Twoje umiejętności – pięknie formułujesz myśli, ciekawie piszesz. W Twoją mądrość życiową – starasz się sobie pomóc opisując swoje problemy w tym zwierciadlanym miejscu. Jesteś niesamowicie wrażliwa- to ogroma zaleta. No cóż, że czasami ta wrażliwość Cię boli i nie każdy lub niewielu potrafią ją docenić. Jesteś z pewnością dobrą osoba. Wierzę w Ciebie i Ty nie upadaj na duchu. Daj sobie prawo do pomyłek, błędów, do dłuższego zastanawiania się nad czymś. To nie koniec świata. Mów głośno i ciesz się swoim życiem. Pozdrawiam serdecznie z najpiękniejszej krainy na świecie – z Mazur.
Witaj! Trudno tak ”zdalnie”, nie znajac naprawde dobrze Twojej sytuacji. pocieszac czy tez doradzac, ale osmiele sie i jednak sprobuje, bo bardzo poruszyl mnie Twoj – kolejny juz – wpis… Pamietaj, ze nawet ludzie bardzo pewni siebie maja momenty zawahania, tremy, zwatpienia. Pomysl o tym, ze nawet ci najlepsi w danej dziedzinie musza wciaz sie liczyc z konkurencja – to dopiero jest lek i stres! Zwroc tez uwage na to, ilu ludzi wygaduje lub wypisuje rozne ”glupoty”, nie przejmujac sie krytyka, tylko po to, by ”zaistniec”. Jestes w stosunku do siebie ZBYT surowa, BARDZO wymagajaca. Ta Twoja niepewnosc siebie, ciagla walka o ludzka akceptacje ma gdzies swoje korzenie i warto byloby je poznac – moze z pomoca dobrego, doswiadczonego psychologa?… A teraz pomysl sobie tak: ”Co z tego, ze popelnie bledy? – inni tez je popelniaja, to ludzka rzecz. Co z tego, ze ktos mnie nie zaakceptuje, skrytykuje? – inni tez sie spotykaja z krytyka i brakiem akceptacji, a jednak maja przyjaciol. Co z tego, ze poprosze o pomoc i rade? – przeciez wielu innych ludzi tak robi i dobrze na tym wychodza”. I – przede wszystkim – badz dobra dla samej siebie, nawet tu, w tych wpisach. Wiesz co? Dla mnie nie jestes ”Baba z nerwica”, lecz ”Delikatna, wrazliwa kobieta”. Pozdrawiam Cie serdecznie i zycze Ci, bys nabrala pewnosci siebie, bo jestes tego WARTA!
Z własnego doświadczenia mogę poradzić Ci tyle: nie staraj się wyobrażać sobie jak widzą Cię inni. I tak nie wiesz co sobie tak naprawdę myślą. Popatrz na siebie swoim własnym, przychylnym okiem. Kiedy będziesz dobrze myślała o sobie inni się tym zarażą.
Masz już kolekcję porad bidulo.Ja ci radzić nie będę,ale dla kilku osób tu wpadam i ślady zostawiam,bo warto.Takich jak ty nerwusów.Przechodzisz chorobę zwaną ”sobą” i nic nie wykombinujesz.Jedyne to terapia,dobry psycholog,jakiś antydepresant na przetrwanie.Bo NA PEWNO masz w sobie całe morze fajnych cech,dobrych zachowań ,ciekawych reakcji.Jednak w swojej ślepocie ich nie docenisz i nie zauważysz,to o czym rozmawiać? Chcesz tak siebie widzieć i tak widzisz.I nic cię nie obchodzi,jak jest naprawdę.A na dodatek jeszcze inni.Och,jacy ważni ci inni.Jak ich głos istotny.A do d.. z nimi.Wiesz ilu durniów jest wśród tzw innych? prostaków,zazdrośników..gorszych od ciebie.Co powiedzą? tyle,co ”wiedzą” ,kij w oko maroko.Cierp,płacz,wyj,stękaj,inaczej nie potrafisz,nie umiesz,nie chcesz.Jesteś tragiczna,ok,jesteś.Twój wybór. Pisz o tym,pisz.Buziaki ode mnie zawsze.Trzym się swego.
Cos jeszcze ”dorzuce”. Mysle, ze Twoje slowa: ”…nie wiem, co z tym zrobic, a meczy mnie to strasznie” – moga swiadczyc o tym, ze dojrzalas do jakichs zmian, ze nie wytrzymujesz juz ze soba sama – taka smutna, roztrzesiona, niesmiala. Sprobuj sie jednak wydostac z tego stanu, za wszelka cene, wbrew ”naturze”. Nie przedluzaj tego, odbij sie od dna! Pisz tu, wyzal sie, bo to z pewnoscia bardzo pomaga, ale nie poprzestawaj na wirtualnych poradach, poszukaj przede wszystkim pomocy w realu. Jeszcze raz pozdrawiam!
Dzięki, dziewczyny za słowa otuchy
Terapii już próbowałam, nie było jakiegoś olśnienia, chociaż dzięki niej mam świadomość tego, o czym piszę. Wiem też skąd to wynika i kiedy szczególnie się uaktywnia, ale nadal trudno mi poradzić sobie z tym na codzień. Ale walczę, a Wy mi w tym pomagacie. Nawet pisząc tego posta myślałam, że to może bez sensu, że ciągle marudzę na tym blogu, że pewnie już się to wszystkim znudziło i nikt nie odpowie. Dajecie mi dowody, że jest inaczej
Wyciągam wnioski i idę dalej. Wbijać sobie do głowy, że jestem jaka jestem. I nawet jak czasem powiem lub zrobię coś nieprzemyślanego to świat się nie zawali
No, pewnie, ze swiat sie nie zawali! Pisz tu o sobie i nie nazywaj tego ”marudzeniem”! Sama widzisz, ze ludzie odbieraja to wszystko inaczej, niz myslisz, niz przewidujesz…
-
Podziwiam Cię. Bo jesteś silna i nie jesteś egoistką!
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-05-08 19:36:41 · Wyświetl
-
Cała ja...?
A może ja po prostu taka jestem? Wrażliwa, nadwrażliwa, przewrażliwiona? Empatyczna, naiwna, wstydliwa i bojaźliwa?
Użytkownik Baba z nerwicą zaktualizował swój stan: 2012-04-23 11:53:52 · Wyświetl
-
Baba z nerwicą i
http://www.SlonecznyBalkon.pl">Barbara – http://www.SlonecznyBalkon.pl są teraz przyjaciółmi 2012-04-22 11:21:59 · Wyświetl -
PS. Jestem zachwycona Twoim blogiem i na pewno będę Cię tam podpatrywać. W tym roku trochę spóźniłam się z pomidorkami, ale mam nadzieję, że zdążę…
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-04-21 09:43:14 · Wyświetl
-
Widzę, że znalazłam bratnią duszę
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-04-21 09:36:53 · Wyświetl
-
Asiu, i bardzo dobrze, że nie zrealizowałaś swojego szalonego pomysłu z poczuciem winy. Dhof, jak dla mnie Twoje słowa są naiwne nieco. Przecież każdy z nas jest za swoje życie odpowiedzialny. Sąsiad także był, widać, że tak nim pokierował, że nie było przy nim nikogo, kto przez te dwa tygodnie by się nim zainteresował. Tak, wiem, są słabości, alkohol, nie wiadomo jak się jego życie układało… Może to nie jego wina? Ale na pewno nie wina sąsiadów.
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-04-16 21:21:37 · Wyświetl
-
Dzięki dziewczyny za wsparcie, dzisiaj z kolei mam poczucie, ze mogę wszystko, mogę myśleć zupełnie inaczej, mogę pozbyć się cenzora tylko jeszcze nie wiem jak. Ale wiem, ze mogę. I dowiem się jak, dam radę!
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-04-15 11:37:06 · Wyświetl
-
Jeśli to starość to chcę być stara!
Zazdroszczę, tym bardziej, że mam skłonności do wiejskiego życia, siania, pielenia, zbierania i biegania boso zamiast w nowych butach. Moooże kiedyś znajdę swoje takie miejsce, mooooże ono da mi spokój, a problem pielenia skutecznie wybije mi z głowy rozważania, które nie są mi potrzebne… Pisz proszę o tym jak wygląda Twoje życie na wsi – będzie to dla mnie inspiracją. PozdrawiamUżytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-04-14 08:41:30 · Wyświetl
-
Jak się cieszę z kolejnej ciekawej blogerki
Oby było tutaj Tobie tak dobrze jak mnie
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-04-14 08:37:40 · Wyświetl
-
paplaj, paplaj tutaj. ja ”zamawiam” numer 4 i 6
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-04-13 15:10:06 · Wyświetl
-
cenzura
Już od kilku dni chcę napisać. I tak się zbieram, zbieram i nie udaje się. Bardzo mi pomaga pisanie tutaj, a ostatnio w jakiś niesamowity sposób unikam wszystkiego, co pomaga. Nie wiem jak to się dzieje. Jestem w terapii – unikam myślenia o niej, robienia ”zadań domowych”, pomaga mi pisanie tutaj – nie piszę, zbieram artykuły, teksty, które w pozytywny sposób wpłynęły na mnie – nie sięgam po nie. Sama nie rozumiem dlaczego… może to jakiś przejściowy etap?
Mam poczucie, że żyję w jakichś ramach, sztywnych standardach tego co wypada, co nie wypada, co będzie ocenione dobrze, co źle, czy ktoś mnie pochwali czy skrytykuje. Kiedyś nawet o tym nie wiedziałam, myślałam, że tak jest i tyle, tak ma być. Potem zaczęłam to widzieć, rozumieć, ale nic z tym nie chciałam robić. Może się bałam? A teraz zaczyna mnie to dusić, ograniczać, przeszkadzać. W końcu powolutku wyzwala się moja chęć do wyrażania siebie, akceptacja siebie, poczucie ważności, zauważanie swoich potrzeb. Zaczynam mieć ochotę być sobą, żyć tak jak ja chcę. Choć nadal panicznie się boję, bo pojawia się w mojej głowie myśl, że gdy będę sobą będę wredna, nie będę lubiana, nikt mnie nie zaakceptuje, bo stanę się egoistką. Ale nic to – ta myśl pojawia się, ale potrafię z nią zawalczyć. I jednak będę próbowała być sobą – osobą, która zaspokaja swoje potrzeby, akceptuje siebie i swoje emocje. Wiecie, że wczoraj pierwszy raz od wielu, wielu lat poczułam malutki zalążek radości??? Sama jestem w szoku jak bardzo można bać się emocji i do jakiego stopnia można je wyłączyć.
I na koniec. Akceptacja. Siebie samej i mnie przez innych. Ciągle o nią zabiegam. Gdy jej nie mam to walczę o nią, gdy mam ją to boję się, że ją stracę. Chyba nigdy nie czuję się pewnie. Nawet tutaj, na Zwierciadle, gdzie wiem, że jesteście wrażliwymi, dobrymi ludźmi i gdzie w pakiecie startowym dostałam wielką akceptację pisząc cały czas boję się, że ją stracę. A w związku z tym każde moje słowo, które pojawi się na ekranie jest dokładnie, z każdej strony oglądane przez wewnętrznego cenzora. Czy on mi kiedyś odpuści?
Użytkownik Baba z nerwicą zaktualizował swój stan: 2012-04-13 14:47:42 · Wyświetl
Odpusci! Zacznij od tego, ze Ty bedziesz sie przygladac jemu. Ha!
Kazdy z nas ma w sobie takiego cenzora.Trzeba się z nim zaprzyjażnić i polubić.Życzę radości,takiej w dużej a nie homeopatycznej dawce.
z tym cenzorem wewnętrznym, to trudna sprawa jest. Wiem, o czym piszesz, zresztą to bardzo dobry wpis. Życzę dużo sił do walki, ułoży się
Babo! A ja Ci serdecznie gratuluję! Twoja chęć zbudzenia się do życia jest piękna! Myślę, że to początek czegoś nowego, lepszego. Co do nie sięgania po książki i inne pomoc…znam to, kiedyś tak jakby sama świadomość, ze coś może mi pomóc, wystarczała mi, lecz stałam w miejscu…. jeśli rzeczywiście chcesz zmiany, musisz włożyć w to prawdziwy wysiłek, ale powoli, po kolei i nie za dużo na raz… Ściskam Cię!
fajnie.jestem z toba.
Dzięki dziewczyny za wsparcie, dzisiaj z kolei mam poczucie, ze mogę wszystko, mogę myśleć zupełnie inaczej, mogę pozbyć się cenzora tylko jeszcze nie wiem jak. Ale wiem, ze mogę. I dowiem się jak, dam radę!
-
Witaj, i nawet podobne imiona mamy
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-04-11 13:22:52 · Wyświetl
-
Ojej, ostatnie Twoje dwie wiadomości jakbyś mi z serducha wyjęła. To takie trudne… i dla Ciebie i dla mnie, a zarazem jakie pocieszające, że jest Ktoś kto czuje tak podobnie. Że nie wszyscy cieszą się ze ”święconych jajek”. Mimo wszystko, dobrego czasu Świątecznego
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-04-07 18:06:40 · Wyświetl
-
Dzięki dziewczyny. Zawsze można na Was liczyć
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-03-26 21:22:35 · Wyświetl
-
Czekam na każdy wpis z niecierpliwością!
Użytkownik Baba z nerwicą skomentował informację o aktywności: 2012-03-26 14:55:10 · Wyświetl
- Wczytaj więcej
Moja kochana perło! Jest wiele kobiet na świecie,które po raz pierwszy rodziły np w wieku 40 lat,sama mam kilka takich znajomych na prestiżowych stanowiskach i dały radę.Moja córka załapała już 30tkę,laska teraz jak diabli na dobrym miejscu w pracy,nie zostawi tego i macierzyństwo się odkłada,ale Paryż ma wymagania a okazje nie wracaja. Jasne,że to jest niebezpieczna sytuacja,ale do przeżycia.A co za bajkowa burza hormonów !Wybory są kosztowne coś za coś.I nigdy nie dowiesz się, co jest lepsze, bo na to trzeba czasu doświadczenia czy doświadczania.Z wielu względów pierwsza ciąża rzekomo jest lepsza przed 30tką.Moja matka urodziła swoje pierwsze dziecko,mając 35 lat.Co prawda teraz kobiety ponoć szybciej maja menopauzę,ale chyba rzadko po 30tce zaraz.WYWAŻ na kartce plusy i minusy.Przemyśl.Pracę można stracić za chwilę,dziecko jest.Los jednak też może być okrutny… nie wiem i nikt ci nie doradzi.Miotanie się jest ludzkie,w twojej sytuacji zupełnie zrozumiałe,żyj przede wszystkim żyj jak umiesz,bo młodość ma się raz. Jeszcze możesz poczekać.Nie martw się.Macierzyństwo to wyzwanie,cholerne,daje w tyłek.A potem takie dziecko i tak powie matce …. no różnie. I je dalej kochasz.To inna miłość,ciekawsza i trudna i pełna. a tam.Wszystko w swoim czasie,gdy ci pisane,głowa do góry,co ma wisieć nie utonie.Buziaki.
Sami podejmiecie dobrą decyzję, może los Ci/Wam pomoże. Moim zdaniem, macierzyństwo jest cudne, ale nie każdy musi tak czuć. Życie to nieustanne wybory i tak, jak napisała Zabizu, nie sprawdzisz nigdy, które są lepsze (może to i dobrze!) Bo jak wybierzesz jedno, to nie przekonasz się, jak byłoby z innym. Zaufaj intuicji!
Z dziećmi jest jak na loterii, nigdy nie wiesz czy wygrasz czy przegrasz. Starasz się, kochasz, dbasz, a potem słyszysz, że wszystko źle, że przez ciebie to i tamto. Gdy dzieci są małe – super. Masz piękne zdjęcia i kupujesz takie śliczne małe ubranka. Potem jest koszmar, jesteś na zawsze związana z kimś, na kogo życie nie masz już wpływu. I wciąż myślisz – gdybym…coś zrobiła inaczej, może powinnam bardziej wymagać, bardziej to czy tamto. Niestety, nie można tego wiedzieć wcześniej. Ale zapewniam Cię że z tym szczęściem z powodu posiadania dzieci – to duża przesada. Oczywiście piszę tak nie bez powodu – właśnie pokłóciłam się z moim, prawie trzydziestoletnim synem
PLANUJAC dziecko, warto sie zastanowic, KTO Cie NAPRAWDE wesprze w czasie ciazy, porodu i POTEM. Dlatego – moim zdaniem – wazne jest, by Twoj Maz takze BARDZO chcial tego dziecka i mial swiadomosc, jakie obowiazki spadna - rowniez na niego. (Mowi sie, ze ciaza to taki ”test” – takze dla ojca dziecka i dla zwiazku w ogole). Juz sama ciaza moze przebiegac roznie: jedne kobiety prawie do samego porodu czuja sie dobrze, pracuja, korzystaja z zycia, a inne z kolei – czuja sie fatalnie, musza lezec w lozku, oszczedzac sie, spedzac cale tygodnie w szpitalu (mimo, ze sa ogolnie zdrowe, ciaza to nie choroba, a wszystko to wplyw hormonow). Takie unieruchomienie na wiele miesiecy niektore panie znosza bardzo zle. Nastepnie porod (bol jest silny, ale do zniesienia i na szczescie mija po paru dniach), a po porodzie znow hustawka hormonalna, moga zdarzyc sie depresje, zalamania, ale – oczywiscie – nie musza. Trudno przewidziec. Wychowywanie dziecka oznacza rezygnacje z dotychczasowego trybu zycia. Trzeba sobie to zycie zaplanowac i zorganizowac w zupelnie inny sposob, uwzgledniajac nowego czlonka rodziny. Niemowle wymaga wiele uwagi, cierpliwosci (nocne pobudki, karmienia piersia sa bardzo wyczerpujace), ale starsze dzieci rowniez wymagaja swego. Wlasciwie nieustannie jest sie z tym dzieckiem zwiazanym – na zawsze, nawet, gdy ono dorosnie, usamodzielni sie i wyprowadzi. CZY WARTO? Sama musisz sobie odpowiedziec na to pytanie. NIE SUGERUJ SIE TYM, ze Twoje kolezanki juz maja dzidziusie i chelpia sie nimi na Facebooku, a Ty nie. To nie jest dobra motywacja. Uwazam, ze jestes jeszcze mloda i masz czas na podjecie decyzji o posiadaniu potomstwa. Co do mnie, gotowa na dziecko poczulam sie dopiero okolo ”czterdziestki”. Mialam ugruntowana pozycje zawodowa, udane malzenstwo, bylam zdrowa. Bez trudu zaszlam w ciaze, urodzilam w terminie zdrowe Dziecko, nie mialam depresji poporodowej, dzidzius przesypial spokojnie cale noce, duzo jadl i nie chorowal. I tak dalej… Jest dobrze. Ciekawe jest to, ze nie sprawdzily sie „czarne proroctwa” (poparte zreszta statystykami), dotyczace kobiet rodzacych po ”trzydziestce” lub „czterdziestce”. NIC z tego nie sprawdzilo sie w moim przypadku. Na zakonczenie napisze, ze dla mnie macierzynstwo to cos wspanialego i wyjatkowego!… Trzymaj sie! Pozdrawiam serdecznie! PS: Zreszta, planowanie planowaniem, a czasem zdarza sie, ze los sam za nas zadecyduje i to moze byc najlepsze rozwiazanie! Dasz sobie rade, nie martw sie!