O poranku
-
Zawsze lubie poczytać, co u pana, ale ten wpis wyjątkowo mi się podoba
samo życie.
-
Poruszająca historia, bardzo.
-
Czuję tak samo, Joa.
-
Wywołana do tablicy chciałam napisać, co czuję w związku z tą sytuacją, tym bardziej, że nosiłam się z tym zamiarem od momentu przeczytania tej dyskusji dziś z rana. Otóż pisząc tego bloga mam świadomość, że każdy kto zechce może go czytać i jeśli zechce komentować. Wręcz liczę i czekam na te komentarze, gdyż zawsze wyrażałay one zrozumienie, często pocieszenie, jakieś rady, z których skorzystałam lub nie. Jestem za nie bardzo wdzięczna. Czytając powyższy komentarz do komentarzy Uli poczułam się jak gospodarz, przy którego stole jeden z gości wygarnia drugiemu, że go nie znosi, w związku z czym nie będzie się odzywał. Przy czym, ani gospodarz, ani pozostali goście nie wiedzą dlaczego. Podsumowując, jak się czuję? Jest mi zwyczajnie trochę przykro i w swoim imieniu i że się tak wyrażę ”za Ulę”. Której jestem wdzięczna za pokrzepiające komentarze, tak samo jak za cenne komentarze Anki. Tak jak Marika, nie wiem co zaszło między moimi gośćmi, ale liczę, że może otwartość pozwoli rozwiązać tę sytuację. I nadal liczę na wasze wsparcie i obecność.
-
Dobrze, że przychodzą zmiany.
Czytając dziś najświeższe wpisy dowiedziałam się, że niektóre osoby, które regularnie czytam zastanawiają się nad opuszczeniem bloga. Jeżeli tak zrobią to szkoda, ale oczywiście mają do tego prawo, mogą czuć taką potrzebę. Samej mi się zdarza, nie istnieć w formie pisania, choć prawie zawsze jestem na bieżąco w czytaniu Waszych wpisów. Wydaje mi się to zupełnie normalne, że odpływamy na jakiś czas, znikamy – myślę że to jest efekt terapeutyczny pisania bloga. Pewne problemy, nurtujące nas spostrzeżenia zostały wypowiedziane, odebrane przez innych. Od pewnych rzeczy się tu uwalniamy, niektóre do nas przychodzą, coś oddajemy, coś przyjmujemy – ruszamy z tym w życie i wtedy nas tu nie ma. Tak to czuję, wyrzucam tu pewne sprawy, przerabiam, dostaję jakąś reakcję od Świata, czyli od Was, przyjmuję to, przerabiam, czasem mnie to zmienia, czasem nie. I tak się to toczy. Wierzę dlatego, że jest to naturalny cykl, to znikanie i powracanie. Ważne jest to, że jest gdzie wrócić.
Zmiana myślenia, choć trudna, rzeczywiście powoduje zmiany w życiu, w tych konkretnych przypadkach, zachowaniach, które zaprzatają naszą głowę. Obseruję to na sobie od pewnego czasu, tak bardziej świadomie. Pokrzepiająca to myśl, bo zmiany dotyczą spraw ważkich, acz trudnych. Są niewielkie, ale mogą mieć brzemienne skutki…. To wiem. Sa jednak sprawy, ktore przekładam, które sie nie układają i ułożyć ich nijak nie można, bo zawsze coś… Może i na nie przyjdzie pora… Ostatnio w naszym domu słychać często Bajora
-
Wiem Bebo, wiem, ż enie można odpuszczać. …Tak właśnie pomyślałam, że zareagujesz na marynistyczny tytuł
-
Flauta...
….zapanowała na portalu. Przepraszam z góry tych aktywnych, dzieki którym nadal tu zagladam. Ale brakuje od kilku – kilkunastu dni paru osób, do których codziennie musiałam zajrzeć. Sprawiedliwie muszę dodać, że sama również się wycofałam ostatnimi czasy. Nie ukrywam, że gorąca atmosfera sprzed kilunastu dni mocno trzymała mnie z dala od portalu. Trudno było pozbierac myśli, nie miałam nic ”szczególnego” do przekazania, a o dniu codziennym nie umiem tak ciekawie pisać, jak niektórzy tu obecni. To nic ”szczególnego” to jest słowo wytrych, zdaję sobie z tego sprawę. Ile razy unikamy dzieki niemu rozmowy. Między mężem a żoną, między dziećmi a rodzicami. ”Co u ciebie ?” – ”Nic szczególnego.” ”Co tam w szkole?” ”Nic szczególnego.” To ”nic szczególnego” jest poddaniem się, zgodą na powierzchowność. Na początku może pełnić funkcję kary w relacji. Ktoś okazuje zainteresowanie a w zamian jest zbyty byle czym. Niech ma, nie dopuszczę go do swego świata. Co robić, gdy tracimy ochotę na dzielenie się sobą i swoim światem z drugą dotąd bliską osobą? Wchodzi to w nawyk niepostrzeżenie i przestają krążyć myśli i emocje między dwojgiem osób. Tymczasem tętni w przyrodzie, zieleni się, rośnie , wypuszcza pędy i pnie się. Siła natury jest pewna, powtarzalna w swych cyklach, nie zastyga, nie ślęczy marnie, tylko rośnie. Tym większy kontrast czuję, będąc jej częścią i nie nadążając za nią…
Bardzo prawdziwe to, co piszesz. Sama również odpowiadałam ”Nic szczególnego” w ”zemście”, albo, gdy byłam zbyt nieśmiała, żeby się z kimś podzielić tym, co dla mnie szczególne, bo może uzna to za nudne, bezsensowne, nie zrozumie. Czasami ktoś chce naprawić z nami relację, porozmawiać, ale po tym, co się stało, my już nie potrafimy… Wolimy zachować dystans, nie dać się do siebie zbliżyć. Tak trudno się przełamać i podtrzymać rozmowę. Jest mi wtedy szkoda osoby, która miała dobre zamiary, a ja jej odburknęłam. Z drugiej strony nie potrafiłam inaczej. Też czasami czuję się ”winna”, gdy wszystko rozkwita, a ja nie. Ale każdy ma własny rytm
Pozdrawiam!I w końcowym efekcie żyjemy w takich przezroczystych, dźwiękoszczelnych bąblach. Niby się widzimy, ale nic więcej do naszego bąbla nie przenika. Bardzo trafne Twoje spostrzeżenia.
Moje ty biedactwo,trzeba się uodparniać i na awanturki ,na ludzi,na sytuacje trudne,które wyzwalają w nas toksyny.W końcu ty jak ty ,ale ja żyję w Polsce a to znaczy -żyję w kraju ryzyka i postępującej biedy,zdziczenia obyczajów-niestety.
Hej ! Hej ! Marusiu. Co zrobisz, flauta się czasami zdarza. Można ją zaakceptować, lub nie i dmuchać z calych sił w żagiel. Słyszę czasami od dzieci podobne odpowiedzi, stawiające granice a nie zbliżające nas do siebie. Jak tam w szkole ? – pytam – wszystko w porządku. I koniec, dalej mam się nie posuwać. Ale póki jeszcze mam siły próbuję przedrzeć się przez te blokady, zasłony, przebić ” dźwiękoszczelne bąble” . Najgorsye to odpuđci sobie. wtedy będziemy już mogli ograniczyć się tylko do mówienia sobie dzień dobry i dobranoc.
Wiem Bebo, wiem, ż enie można odpuszczać. …Tak właśnie pomyślałam, że zareagujesz na marynistyczny tytuł
A ja żałuję, że tak rzadko się odzywasz zachowując tak mądre spostrzeżenia dla siebie, Marusiu. I przypomniałaś mi, że też często kończę/zmieniam temat frazesem ”nic szczególnego”, bo o ile napisać mogę, to mówić o sobie jakoś nie lubię/nie umiem. I może rzeczywiście to jak cegła, która buduje mur międzyludzki.
-
Mam dokladnie to samo, ale próbuje to zmieniac.
-
...
Dziękuję Wam wszystkim za dotychczasowe współistnienie na portalu, za Wasze historie, marzenia, problemy, mysli, rady, pocieszenia.
Życzę Wam wszystkim spokoju serca, radości i uśmiechu, czułości i bliskości. Wesołego Alleluja!
-
To my dziękujemy
-
Ech, jak dobrze znam ten klimat… czasami trzeba nawet w ten sposób zamanifestować swoje potrzeby… Niby głupie, niby szkoda życia na ciche dni, ale to też jest życie… I mimo wszystko mam wrażenie, ze to tez może nasze otoczenie czegoś nauczyć. Sursum capito, niebawem przyjdą jasne dni.
-
Świetne stwierdzenie powyżej, choć zainteresowanym tak trudno zazwyczaj to dostrzec.
-
Dzięki uprzejmości innych blogowiczek, już posłuchałam. Pierwszy raz usłyszałam głos pani Anny, jest taki …niewymuszenie staranny.
-
Mamy taką samą zastawę w pracy, sorry ale zwracam uwagę na takie szczegóły. Baba fantastyczna.
-
Też właśnie zamierzam przystąpić do stworzenia listy potraw, którę chcę przygotować. Na pewno babka drożdżowa i jakieś mięso upieczone do podania na zimno. Sałatka też by się jakaś przydała. Pasztet zostawię siostrze.
-
Gdyby szukał Pan jeszcze jednej recenzentki, to moja 11 – letnia córka jest chetna
-
Nie słuchałam niestety…szkoda.
-
CZy to Twoje własne?
-
nie ma mnie, ale jestem...
Choć moja aktywność wpisowa, jak i pozostałe funkcje życiowe są w jakimś uśpieniu, zaglądam tu i jestem z Wami dość regularnie.
Dziś rano poczułam wyrzut sumienia, widząc wpis Anki sprzed dwóch dni. Mam nadzieję, że Twoje Serce wpadnie w ten właściwy rytm, niezależnie od tego, ile czasu mu na to dasz i z właściwym sobie zadziorem ”wygraniesz” to, co myślisz o sprawach ważnych i mniej ważnych. Posyłam moć ciepłych myśli…
Od momentu, kiedy tragedia Mundzia ścisnęła moje serce, bałam się zaglądać na blog pani Anny Janko. Sprawdzałam nieśmiało, czy jest coś nowego, tak, aby tylko wzrok mój nie zahaczył o wcześniejszą historię. Ten chłopczyk na zawsze już zostanie w moim sercu. Jest, jak wirtualny wprawdzie, ale jakby bardzo dobrze znany kolega mojego synka. Historia ta została zdjęta z bloga, gdyż takie było zamierzenie od poczatku, jak napisała pani Anna. Szczególna historia, szczególne traktowanie. Uciszyłam się chyba, jest nadzieja, że wspomnienie to z czasem zatrze się, złagodnieje, nie będzie już tak szarpać duszy i boleć.
W domu jesteśmy jakoś tak osobno. trudno znaleźć wspólny język, poczuć, że jesteśmy razem. Czyżby kończyło się coś, a zaczynało nowe? Na koniec kwietnia mam umówioną rozmowę z psycholożką, nie wiem, czego sie po niej spodziewać, gdyż nie wiem za bardzo co chciałabym, czy, co mogę uzyskać. Skorzystałam z kontaktu, ktory otrzymałam od koleżanki, dziewczyna jest ponoć młoda, niedawno po studiach. To dla mnie minus, bo wolałabym osobę z doświadczeniem rodzinnym. Ale licze na mądrą rozmowę. Zobaczymy. Termin odległy, bo za free…
Odliczam wraz z dziećmi czas do wakacji. Zleci szybko, bo mnóstwo wolnego po drodze… Nie chcę tu wylewac swojej frustracji związanej ze szkołą, do ktorej uczęszczają moje dzieci. Szkoda się nakręcać.
Pozdrawiam Wszystkich i życzę więcej słońca i ciepła.
Marusiu, robisz wiele, bo działasz, a nie czekasz, aż ta osobność zmieni się w oziębłość. Trzymam za Ciebie kciuki mocno. Wyjdź z uśpienia. Żyj! Wiosna!
Miłego poniedziałkowania:-)
Dziękuję ci kochanie.Pytano mnie czy to była operacja na otwartm sercu,nie,nie była.Wyjściowo źle zdiagnozowała mnie lekarka pierwszego kontaktu ,nawet bez badania i przez ok dwa miesiące chodziłam z ropowiczym zapaleniem wyrostka robaczkowego.Dzisiaj jestem jedną wielką oczyszczalnią,”ropowiskiem” bez względu jak to brzmi.Ponadto nie zrozumieliśmy sie przy szybkim wywiadzie wstępnym do operacji,okazało się,że jestem na pewien czynnik medyczny poważnie uczulona.Jego aplikacja spowodowała ustanie pracy serca i opuchliznę.Miałam minuty,by wrócić do żywych,potem nic nie miało już sensu.To była dramatyczna walka,w której wszyscy sie popłakali na sali.Anestezjolog przytulał mnie,jak małe dziecko,zrobiłam mu zabawę.Nasze szpitale są słabiutkie,wszystkiego im brak,pracownicy odczuleni na człowieka,stary ,wadliwy sprzęt.Teraz muszę chodzić dla swego dobra z info na szyi ,czego nie wolno mi robić na wypadek intubacji.Ponadto przeszłam ”ciekawy” napad na siebie wcześniej,nie chce o tym pisać ,zakazano mi,nie był to napad rabunkowy..Starczy.Ale i tak się śmieję,Życie jest cudnym darem Boga,ceńmy drobiazgi ,w nich ukryte jest szczęście i tester naszej wartości.Pozdrawiam cię serdecznie.
Mundzio pozostał i w moim sercu. Głos Ani Janko w radiowej Jedynce w niedzielę trochę ukoił moje serce.
A Nasza_Anka, jej serce? Opisuje krótko ten horror. Pozdrawiam was ciepło.Nie słuchałam niestety…szkoda.
Dzięki uprzejmości innych blogowiczek, już posłuchałam. Pierwszy raz usłyszałam głos pani Anny, jest taki …niewymuszenie staranny.
-
Marusia i
Anna Janko są teraz przyjaciółmi 2012-03-22 10:04:52 · Wyświetl - Wczytaj więcej
Nie smutkuj się, przyjdzie pora i na TE sprawy, serce odkurzysz i wszystko się poukłada
To chwilowy kryzys był.
Moja wierna przyjaciółko.Chciałabym w tym miejscu pozostać z tobą w samotni dialogu.Niestety wszechużyteczna pani Ula uprzedziła mnie,lubi tak roznosić siebie i wiedzieć na każdy temat coś.Jakaż to funkcjonalna obecność..Co do mnie to wrócę,kiedyś tu znów wejdę do mojego domku,ale teraz przesypiam siebie i rozmazuję świadomie.Tyle się u mnie dzieje,że aż ZA DUŻO.O niektórych sprawach nie można pisać.Co innego jak się wie,że czytają tzw dziwacze a co innego spotkać ich tutaj.Alergia wypchnęła mnie na ”spokojne tafle oceanu”,ale czytam wszystkie bliskie mojemu sercu osoby.Nawet po dwa razy.Buziaki.
Dlaczegoz to przeszkadza Ci Anko Pani Ula, nie rozumiem…?
Przepraszam, ze sie czepiam, ale ’w samotnym dialogu’ na publicznym blogowisku??
dlaczego ktoś przeszkadza? logiczne pytanie ,ale nie przeszkadza,to absurd,powoduje,że przestrzeń nie wchłania mnie jak niegdyś całkowicie.Nazywam to alergią.Z nią się nie dyskutuje.Obserwuję,czytam,przypominam sobie i wyciągam wnioski nie raniąc nikogo.Pani Ula niech się nam rozprzestrzenia tak jak jej się to marzy i daj jej Panie Boże! Reszta -jak powiedział Hamlet -jest milczeniem.Nie tłumaczy się alergik ze swej alergii. A złośliwy niech komentuje jak chce.
Czyli nadal nic nie wiem… ’'Niech jeszcze i to… niech jeszcze i to… ’’ (Benedykt w Nad Niemnem
)
Zaczynam się zastanawiać czy to nie jest forma internetowego mobbingu, te ciągłe wycieczki pod moim adresem.
A moze po prostu Autorka tego bloga napisze, czy zyczy sobie, by postronne osoby TEZ go czytaly i komentowaly, czy raczej woli pozostac w ”samotni dialogu” z najblizszymi sobie Przyjaciolkami?… To ulatwiloby sprawe i zapobieglo kolejnym takim nieprzyjemnym ”dialogom”, jak ten powyzszy. @Marika: Ja zrozumialam tyle, ze panuje tu, na tym portalu, jakas ALERGIA. Szkoda, bo sadzilam, ze KAZDY ma prawo sie tu odezwac, zwlaszcza, jezeli robi to w zyczliwy, kulturalny sposob. Nie dostrzeglam niczego niestosownego w powyzszym komentarzu Uli i tez nie rozumiem, po co ta uszczypliwosc…
Hmm.. na publicznym blogu raczej nie mozna liczyc wylacznie na komentarze najblizszych… Trzeba sobie zalozyc wlasny blog…. Wlasnie Mary, nie widac tutaj tego co za kulisami, dlatego komentarze Anki wydaja sie po prostu nie na miejscu… :-/
Ja jestem tym bardziej zdziwiona, że nie znam Anki poza blogiem i nie wiem jaki jest cel jej uszczypliwych uwag.
Wywołana do tablicy chciałam napisać, co czuję w związku z tą sytuacją, tym bardziej, że nosiłam się z tym zamiarem od momentu przeczytania tej dyskusji dziś z rana. Otóż pisząc tego bloga mam świadomość, że każdy kto zechce może go czytać i jeśli zechce komentować. Wręcz liczę i czekam na te komentarze, gdyż zawsze wyrażałay one zrozumienie, często pocieszenie, jakieś rady, z których skorzystałam lub nie. Jestem za nie bardzo wdzięczna. Czytając powyższy komentarz do komentarzy Uli poczułam się jak gospodarz, przy którego stole jeden z gości wygarnia drugiemu, że go nie znosi, w związku z czym nie będzie się odzywał. Przy czym, ani gospodarz, ani pozostali goście nie wiedzą dlaczego. Podsumowując, jak się czuję? Jest mi zwyczajnie trochę przykro i w swoim imieniu i że się tak wyrażę ”za Ulę”. Której jestem wdzięczna za pokrzepiające komentarze, tak samo jak za cenne komentarze Anki. Tak jak Marika, nie wiem co zaszło między moimi gośćmi, ale liczę, że może otwartość pozwoli rozwiązać tę sytuację. I nadal liczę na wasze wsparcie i obecność.
Dziękuję, będę z radością nadal Twoim gościem!
„Zmiana myślenia, choć trudna, rzeczywiście powoduje zmiany w życiu” – ważne, zapisuję sobie. //Anko – czy to ta sama Ty co kiedyś? Skąd ta złośliwość?
@Marusia – bardzo dziekuje, ze dodalas swoj komentarz, ktory rozjasnil te dyskusje. To bylo potrzebne! Pozdrawiam, Marusiu!