-
Ale, że co, że brzydko premier patrzy…?:) Fajne…,skupione jak w soczewce niecne zamiary, ciekawe wobec kogo.
-
Dzięki Iriszko!
-
Ostatnie chwile tutaj w O., ale jeszcze krótkie odwiedziny u rodziny i…zderzenie ze skrajnie odmiennym spojrzeniem na życie. W takich chwilach przypominają mi się słowa Eichelbergera: ”będą się z was śmiać, pukać się w czoło itd.”. Główny nurt społecznej rzeki, ten owczy pęd nie jest mnie już w stanie porwać, ale wciąż jeszcze czasem mam wątpliwości, czy aby na pewno jestem ”:normalna”… Jedno jest pewne – nic mnie tak w życiu nie kręci, jak możliwość samodzielnego kreowania mojego życia, możliwość, której przez lata nie byłam świadoma, a teraz cieszy mnie ona jak odzyskana wolność.
-
Pozdrowienia!
Jutro wracamy do domu, a dziś jeszcze pozdrawiam Was ciepło z Krainy Tysiąca Jezior. Tym razem przegrałam walkę z letargiem, który zwykle tu na mnie czyha. Jestem rozleniwiona, chwilami otępiała, trochę poza światem. Pełna chata, duże ilości smakołyków, chaos tego są głównym powodem. Jutro powrót do rzeczywistości, trochę za nią tęsknię, trochę się jej boję. Przyjechałam tu po dystans, czy go znalazłam – ocenię już w domu. Ślę buziaki z pięknego miasta mojego, com się w nim urodziła i w ostatnich dniach na nowo, urodą jego zachwyciła:)
-
Fajnie Marta, że się tu odezwałaś, dzięki!
-
Iriszka, Ula, Wasza empatia jest dla mnie cennym darem, dziękuję.
-
Jak wyszłam z gabinetu weta to łzy same mi popłynęły i to takie cholerne, zachliptane, aż z samego brzucha… Minutę wcześniej głaskałam palcem po małej główce małego ślepaczka, żeby tak rozpaczliwie nie miauczał za ciepłem swej mamy, uspokajał się… Było to dziś rano.
Tydzień temu, jak zeszłam do piwnicy, zastałam na legowisku 7 kociąt: 4 były martwe, 3 – żywe. Te trzy uśpiłam z pomocą koleżanki. Kotce przez 5 dni podawałam w żarciu lek na przepalenie mleka, żeby nie cierpiała od mlecznego nawału. A wczoraj…zeszłam do piwnicy a tam kotka z kociakiem. Ukradła go innej kotce widocznie, tak wielką odczuwała pustkę. Tego kociaka uśpiłam dziś rano. I mam dość. Już więcej nie chcę. Serducho mnie boli tak, że mam ochotę zniknąć po prostu… Chyba nigdy więcej nie dam rady tego zrobić. A z drugiej strony: co mam takiemu zwierzęciu do zaoferowania? Niewiele, a może nawet nic. W duchu przepraszam kotkę. Wracając od weta pogoniłam dziada, który kopniakami przeganiał tutejsze koty, zapytałam, czy też mam go kopnąć w dupę i dorzuciłam jeszcze trochę…
Od razu grzecznie uprzedzam: uprzejmym moralizatorom dziękuję, proszę mnie omijać, wszystko co chcecie mi powiedzieć, już wiem i czuję. Dziękuję zaś każdemu, kto choć przez krótką chwilę współodczuł ze mną to, co dziś tak bardzo ciąży we mnie… Życie ponoć czasem boli, dziś ten ból jest tak dotkliwy, że z trudem go znoszę…
współodczuwam …
Głupio mi, ale napiszę to dla Ciebie- przeczytałam i płaczę jak bóbr, bo wiem co czujesz. Trzymaj się, zrobiłaś wszystko co mogłaś!
Iriszka, Ula, Wasza empatia jest dla mnie cennym darem, dziękuję.
Nie wiem, co napisać. Ta decyzja tyle Cię teraz kosztuje, a nie miałaś wyjścia. Zajmuj się kotką i staraj się nie myśleć o tym wszystkim za dużo, choć wyobrażam sobie, jakie to przejmujące i trudne. Trzymaj się!
Fajnie Marta, że się tu odezwałaś, dzięki!
Podziwiam Cię. Bo jesteś silna i nie jesteś egoistką!
-
Znowu bliskie mi myśli, w dodatku tak pięknie napisane. Czuję w Tobie ten piękny szacunek dla wszystkiego, co inne, niż Twoje, ja też hołduję tej cesze:) To chyba dzięki niej właśnie rozszerza się w nas przestrzeń na doznania. Pozdrawiam ciepło!
-
-
I ja Ciebie pozdrawiam Mariko – Singielko z pięknej wyspy:)
-
A tak w duchu to czuję, że to kury będą jednak, a Twój niepokój zbędny.
-
A takie tam
Jakaś taka radość w sercu, choć nie powiem, nie bez wysiłku jakim jest uważność, czujność na toksyczne myśli. Ale lubię ten wysiłek, to mój sposób na życie, najlepszy jaki dotąd stosowałam:) Dręczą mnie myśli o okrutnej, dramatycznej stronie świata (tego dalekiego i tego całkiem bliskiego, jak los nieszczęsnych kocisk), chcą mnie ściągnąć w otchłań bezbrzeżnego smutku, ale nie daję się, bo myślę: do licha, po co ja światu, moim dzieciom, mnie samej taka umęczona? Cholera, cieszyć się życiem, wiosną to nie jest grzech. Korzystam zatem, czuję, że im więcej pełni we mnie, tym więcej mogę dać jej światu.
A w domu…Dzisiaj krótki wspólny spacer, coraz fajniej mi w tej naszej rodzinie 2+2. Starszy syn jest bardzo rozważny, wrażliwy , a nasz Osesek to taki mały wariat, jak mawia moja mama „ciut wolniejszy od prądu”:) Sporo radości wniósł w nasze życie. A mój mąż, właśnie zrobił mi piwo z sokiem w szklance w której trzymałam pęk kopru do zupy, dostałam więc piwo w ciut nieświeżej szklance przyozdobionej ostałym się w niej kawałkiem zieleniny…:)
W piątek wyruszam w moje rodzinne strony na mały oddych (tak z rosyjska). Mąż wraca, zostanę tam z dziećmi sama. Czasem wystarczy pojechać i wrócić – napisała w jednym z komentów A. Janko, mam nadzieję, że i ja odnajdę w ten sposób dystans do pewnych spraw (tych, co to mnie w tę otchłań ściągają). Umówiłam się już tam na spotkania z dwiema kumpelami. Cieszę się bardzo. W ostatnim czasie poznałam i doceniłam radość ze szczerych spotkań z innymi kobietami. Zatem Kobiety Kochane, wszystkiego dobrego na nadchodzące dni! Za kilka dni moje urodziny. Choć nigdy nie byłam tak zafrasowana życiem, rzeczywistością, jak teraz, to będą moje najszczęśliwsze jak dotąd urodziny. Dlatego, że budzę się, z każdym rokiem bardziej jestem przytomna, mocniej czuję siebie, moją siłę i moją słabość, no i ta kojąca akceptacja…:) Buzia!
Z tego co napisalaś taka dobra siła kobiecości płynie
Trzymam kciuki za ten wspaniały wysiłek, świadczący o ludzkiej godności – wysiłku uważności, czujności wobec myśli destrukcyjnych, negaatywnych… Przekonuję się, że takie myśli, utrwalone i rozpowszechnione, wpływają na rzeczywistość – dobrze więc czytać o tej codziennej samodyscyplinie radości.
Wlasnie tak objawia sie prawdziwa dojrzalosc i madrosc zyciowa!
-
Ulka, znowu podaję Ci rękę, ten przaśny egocentryzm i mnie kiedyś dręczył mocno:)) A w ogóle to kocham Twoją szczerość i prostotę (czyli nie owijanie w bawełnę) Twoich wypowiedzi. Pozdrawiam cieplutko w ten ciepły wiosenny wieczór!
-
Kolor to kotka?
-
Słyszałam tę historię. Niebezpieczna siła dyktatu…
-
Prawdziwe i bliskie mi to.
-
Przyłączam się Marto do Twojego apelu
Z tymi barykadami tak to już jest, że jak się na nie wchodzi to można oberwać.
-
Dwie żaby:)) Panie Tomaszu, liczę na Pana poczucie humoru:)
-
Nie naiwność lecz piękne pragnienie. Jesteśmy cegiełkami… Myśl globalnie, działaj lokalnie – naprawdę w to wierzę. Pozdrawiam:)
-
Joa, ja tez nie raz plułam sobie w brodę z tego powodu. Kolejne takie sytuacje przynosiły zmiany – śmielej wyrażałam swoje zdanie. Konformizm boli mnie wręcz fizycznie, autonomia w wyrażaniu siebie – wyzwala. Przeciez po to żyjemy – aby być wolnymi, być sobą. Ja Tobie życzę odnalezienia tej odwagi (że w sobie ja masz – jestem spokojna). Od usłyszenia czyjejś opinii jeszcze nikt nie umarł (myslę o osobie, z którą rozmawiałaś), natomiast przyblokowane emocje nie wychodzą na zdrowie
Buzia!
- Wczytaj więcej
Miasto rodzinne -zawsze tam dobrze. Spokojnego powrotu do rzeczywistości.
Dzięki Iriszko!
Pozdrawiam Cię, Asiu. I ja, w ostatnim czasie odwiedzałam rodzinne strony. Jak Twój dystans?