Candance'owanie dźwiękiem.
-
Ach, miły to był poniedziałek...
Zaspałam, jasne.
Kończąc poprzedni dzień o czwartej nad ranem, nie ma możliwości, bym wstała o godzinie piątej, nawet jeśli budzik zadzwoni. Zadzwonił, usłyszałam tylko swoje ciche ’Zaraz…’, po czym zerknęłam na zegarek i zorientowałam się, że jest ósma.
Na szczęście pan taksówkarz był szybki. Przynajmniej raz nie targałam się tramwajem. Burżujstwo.Potem było gorzej.
Moja Była Druga Połowa kolejny raz mnie chyba zdołowała. A może słusznie? Bo właśnie nic się nie zmienia. Może każdego dnia należy mi się za to ochrzan?
”Nie czuję się…”
Tak, w którymś momencie trzeba powiedzieć ’nie’ temu ’nie!’. Nie odeszłam… Nie. Odeszłam. A co! Chociaż ona to zrobiła wcześniej…
Tak, wyprawa do biblioteki w środku zimowej śnieżycy.A później? Noc, noc, noc… I zrobiło się już naprawdę późno.
Zapadłam się.
Dobranoc.
Wciąż u ciebie poetycko,w zamieci śnieżnej.Może wpadnę z koniakiem za pachą.. z heur, jak dotrze saniami..
Wpadnę, wpadnę do Ciebie z koniakiem z Anką…