Wszystko wskazuje na to, że era bujnych, nastroszonych brwi powoli dobiega końca. Moment, w którym modelka Cara Delevigne zapoczątkowała modę na szerokie i gęste łuki brwiowe wydaje się prehistorią. Gwiazdy nowego pokolenia – Bella Hadid, Doja Cat czy Jennie z Blackpink – idą w zupełnie drugą stronę i podczas oficjalnych wyjść lansują trend skinny brows. Czy po ponad 20 latach znowu mamy do czynienia z wielkim powrotem cienkich kreseczek zamiast brwi?
Może o tym świadczyć niedawny look gwiazdy K-popu Jennie z Blackpink, która dla pokolenia X i Z jest wyrocznią stylu. O jej makijażu z Met Gala mówią wszyscy – piosenkarka zdecydowała się oryginalnie podkreślić brwi ograniczając je do ultracienkich kreseczek. Bardzo delikatne, jasne łuki stworzyły wyrazisty kontrast dla ciemnych oczu Jennie i mocnej kreski na powiekach.
Wcześniej podobny makijaż brwi lansowały Jenna Ortega, Rita Ora, Doja Cat, Bella Hadid czy Kendall Jenner. Ich looki traktowano jednak raczej jako pojedynczy „wyskok” niż zwiastun zupełnie nowego trendu w stylizacji łuków brwiowych. Mimo to eksperci zwracają uwagę, że coś jest na rzeczy.
Znana stylistka brwi Kristie Streicher uspokaja, że ledwo widoczne kreseczki, które były modne w latach 90. i wczesnych 2000., raczej nie powrócą w tym samym wydaniu co kiedyś. Mało zresztą prawdopodobne, abyśmy znowu z własnej woli chciały poddawać się bolesnej procedurze wyskubywania włosów pęsetą albo wyrywania ich woskiem prawie do zera. Krisite twierdzi, że upodobanie gwiazd do cienkich brwi jest symptomem czegoś innego – powrotu do delikatniejszych stylizacji.
– Obserwujemy odejście od przesadnie wyczesanych i utrwalonych „instagramowych” brwi w stronę czegoś delikatniejszego i bardziej eksperymentalnego. Nie sądzę jednak, by wszyscy wrócili do ultracienkich brwi rodem z końcówki lat 90. czy początku XXI wieku. Tak naprawdę kobiety oczekują po prostu lżejszego, mniej sztucznego efektu – przyznała stylistka w wywiadzie dla Women’s Wear Daily.
Możemy więc odetchnąć z ulgą – brwi w stylu młodej Pameli Anderson i Gwen Stefani nie powinny wrócić do mainstreamu. Najpewniej wciąż pozostaną ekstrawaganckim trendem zarezerwowanym na specjalne okazje.
Naczelna zasada, jaką kierują się dziś styliści, polega na takim dopasowaniu brwi do rysów, aby twarz jako całość wyglądała harmonijnie i żeby nie było wrażenia, że napracowałyśmy się przy stylizacji.
Warto jednak wiedzieć, że nie będzie też powrotu do nastroszonych, gęstych łuków, jakie widzieliśmy u wielu modelek i gwiazd w latach 2010-2016. Do lamusa odchodzi również laminacja brwi i wyczesywanie ich do góry, czyli słynne feather brows (zwane też soap brows – brwi „na mydło”). Najbardziej aktualnym trendem są schludne, lekko uporządkowane łuki brwiowe o naturalnym kolorze i objętości. Taki trend widać na wybiegach, zyskuje on też popularność w salonach kosmetycznych, co potwierdza Kristie Streicher.
– [Brwi] wyglądają na mniej „zrobione”. Po latach bardzo gęstych, mocno zarysowanych łuków widok brwi, które są delikatniejsze, lżejsze i odrobinę bardziej nonszalanckie to powiew świeżości – dodaje ekspertka.
Specjalne „kleje” do brwi czy pomady przestają być więc zupełnie potrzebne. Wystarczy prosty grzebyczek i kredka, aby włoski uładzić oraz troszeczkę mocniej podkreślić ich kolor.
Minimalizm, naturalność i prosta elegancja – tym kierujemy się w 2026 roku w stylizacji łuków brwiowych.