Polka w Berlinie
-
Tante Marianne
Berlin żyje Berlinale, prezydentem Wulffem, który już prezydentem nie jest i wystawą, jedynym w swoim rodzaju spektaklem, pod względem popularności śmiało mogącym konkurować z Berlinale a już na pewno z „nieprezydentem”.
Zaledwie kilkadziesiąt kroków od miejsca, w którym odbywa się Berlinale, zamieszanie, pełno fotografów, flesze. Co tam się dzieje? Trudno powiedzieć, ktoś przyjechał. Może jakaś gwiazda? George Clooney? Nie? Nie on? A kto?
To Gerhard Richter. Właśnie skończył osiemdziesiąt lat i otwiera w „Neue Nationalgalerie” swoją retrospektywną „Panoramę”. Wystawę, pokazywaną przed chwilą w Londynie. Teraz – na osiemdziesiąte urodziny artysty – w stolicy Niemiec. Malarz, rzeźbiarz, fotograf, przez wiele lat profesor Akademii Sztuki w Düsseldorfie. Przede wszystkim zaś jeden z najsłynniejszych malarzy świata, a jeśli nie najsławniejszy, bo komu to oceniać, to z pewnością najdroższy. Obrazy Richtera osiągają na światowych aukcjach kilkunastomilionowe sumy. Nie tak dawno kolekcjoner zapłacił w Londynie za jego obraz „Świeca” dwanaście milionów Euro. Richter skomentował całe zajście : to tak samo absurdalne jak kryzys bankowy – niezrozumiałe, głupie i nieprzyjemne. „Handelsblatt„ donosi, że wdowa po bankierze, Lily Safra za jedno z abstrakcyjnych dzieł Richtera oferowała 20,8 milionów dolarów. Richter szczerze przyznaje, że te ceny go przerażają.
W lutym skończył 80 lat, urodziny obchodził w gronie najbliższych, z młodszą o 37 lat, trzecią żoną i dziećmi. Teraz musi jeszcze przetrwać cały ten zgiełk: fotografów, wystawy, wywiady. Najchętniej zaszyłby się w Koloni w swoim atelier i dalej malował. Maluje niemal codziennie. Na pytanie dziennikarza podczas otwarcia wystawy, czy to już aby nie jesień jego malarskiego życia, odparł po prostu z uśmiechem, że może teraz przyszedł czas na małe obrazy.
W historii Niemiec nie było jeszcze takiego artysty. „Nowy Picasso”, pisze się o nim, co piąty Berlińczyk sugeruje, że odwiedzi jego wystawę. Bilety trzeba zamawiać, nie ma tak: pójdziesz – dostaniesz. Trzeba swoje odczekać.
Dlaczego się podoba, dlaczego go kochają? ”Bo produkuje sztukę dla ludzi, którzy sztuki nie lubią”- pisze Spiegel. Ciekawe. Popatrzmy.
Na wystawie, jak na retrospekcję przystało, wisi prawie wszystko, co przyniosło artyście pieniądze, sławę i uznanie. Bo Richter to malarz nie tylko wybitny, to artysta pracowity, zdyscyplinowany. Jest więc co pokazać: abstrakcję, portrety, pejzaże. I tak zobaczyć można na niej jedną ze słynnych świec, których Richter namalował cały cykl, nadając im nazwę „Świeca” po prostu. Poza tym dzieło przedstawiające fotorealistyczną, nieco zamazaną … rolkę papieru toaletowego. Są tu również portrety rodzinne, począwszy od „Wujka Rudiego” po „Czytającą” żonę. A także abstrakcyjne, kolorowe, ekspresywne dzieła, poetyckie chmury, kwiaty. W sumie 140 obrazów i pięć rzeźb, począwszy od 1962 roku po dzień dzisiejszy.
Dzieła perfekcyjne, wyjątkowe i piękne. Jest ich tak dużo, że można pokazać je w kilku miejscach równocześnie. Dlatego równolegle do wystawy w Neue Nationalgalerie wystawiono także obrazy w Alte Nationalgalerie i jeszcze jedną wystawę w Dreźnie.
Niemal każde dzieło malarza to historia szczególna albo mówiąc patetycznie, wielka sprawa. Świece, namalowane na początku lat osiemdziesiątych, to symbol milczącego protestu obywateli NRD przeciw komunistycznemu reżimowi. Obrazy wystawione w Alte Nationalgalerie to portrety terrorystów grupy RAF, namalowane przez malarza dziesięć lat po ich samobójczej śmierci. Również historie rodzinne, jak w przypadku portretu najstarszej córki „Betty”, dziewczynki w czerwonym szlafroku. Dzieło uznane przez krytyków za modernistyczne pondon do Mony Lisy. Sam Richter podejrzewa, że to dziś najczęściej reprodukowany współczesny obraz na pocztówkach, plakatach i okładkach.
Ile obrazów, tyle historii, jest w czym wybierać. Dla mnie i dla wielu najciekawsza z nich i najtragiczniejsza to ta, dotycząca obrazu „Cioci Marianny”. Obraz przedstawia ciocię Richtera, wówczas czternastoletnią, i Richtera w wieku niemowlęcym. Dziecko ułożono na stole, na poduszkach, za nim stoi nieśmiała dziewczynka – ciocia Marianna.
To nie tyle portret rodzinny, to coś więcej, obraz dramatycznej historii Niemiec. Tym tragiczniejszej, że życie dopisało dziełu historię, której sam artysta nie znał. Dowiedział się o niej dopiero dzięki szczegółowym badaniom dociekliwego dziennikarza.
Ciocia Marianne, najmłodsza siostra matki Richtera, chora na schizofrenię, mając lat 21 została umieszczona przez nazistów w drezdeńskim zakładzie psychiatrycznym. Tam poddano ją przymusowej sterylizacji i wkrótce potem zagłodzono na śmierć. Jak się okazało, przyszły teść malarza, ówczesny członek SS, ordynator i ginekolog zakładu, Heinrich Eufinger, był głównym odpowiedzialnym za sterylizację i śmierć swoich pacjentów, w tym także za śmierć Marianny. Dwadzieścia lat później, nieświadomy tego faktu Richter, portretuje swojego teścia i maluje serie rodzinnych obrazów, w tym także ciocią Mariannę, nie widząc, w jaki sposób krzyżowały się losy tych dwojga.
Historia, która długo każe o sobie myśleć.Warto zajrzeć na stronę artysty i obejrzeć wszystkie jego obrazy. Przechadzać po stronie można się w języku angielskim, niemieckim i chińskim, jak na pragmatycznie myślącego malarza przystało.
Użytkownik magdalena-parys zaktualizował swój stan: 2012-02-19 23:23:52 · Wyświetl
O! Gerhard Richter. Bardzo dziękuję, że się tu pojawił, bo w Polsce to on nie jest za bardzo znany (chyba), a jest jako twórca i poprzez swoje prace niezwykle interesującym fenomenem. Nie podejmując się oceny, czy to jest wartościowe, piękne, popnadczasowe, etc. – każdy może przecież ocenić sam, czy mu się podoba, czy nie – chciałbym zwrócić uwagę na pewien paradoks, który gdzieś tu umyka. W czasach, które dla wielu są bardzo, ale to bardzo niełatwe, kiedy wydatki na kulturę są obcinane w domowych budzetach, albo wręcz wycinane, zaangażowany społecznie artysta stał się swoistym zakładnikiem. Jego dzieła zyskały status lokaty kapitału możnych tego świata, obracających abstrakcyjnym kwotami. Czy np. obraz świecy, malowany ku pamięci ciemiężonych, którym zamknięto usta, gdy osiąga cenę 12 mln. Euro nie staje się przypadkiem groteską? Czy nadal ma swą siłę? I czy to jest siła sztuki, czy siła pieniędzy? Bo to są chyba różne strony barykady…
Zawsze podziwiam dyscyplinę i konkret twojej narracji.Wciąga mnie jak diabli i jak mało kto,Powiem szczerze.Wiem o czym czytam ,interesujące fakty wręcz tryskają lawinowo.Jestem ci bardzo wdzięczna za te wpisy.Wreszcie zaczynam dostrzegać Berlin i Niemców w kategoriach pewnego europejskiego zjawiska kulturowego.Ciekawe jak bardzo potrzebujemy w każdym czasie swoich ”cudownych”,musimy mieć idoli,kogoś oklaskiwać ,podziwiać nawet gdyby mało był tego wart.Gdy przebiegam wieki,widzę nieustajace zapotrzebowanie na obraz dosłowny i mentalny.Patrzmy chociaż na średniowieczną hagiografię.11 stuleci nieustającego podziwu abstrakcji.Cieszę się,że dzisiaj,gdy fotografia zastępuje pędzel,gdy artyści często malują na ulicy,są jeszcze tacy ,których kupuje się za miliony.Zauważ,że ich artyzm polega głównie na skromności.Dobrze,że Richtera zauważono za życia,gdyż bywa i tak,że za życia nie docenia się talentu mistrzów i trzeba przypadky,by ich odkryć,tak było przecież z Pamiętnikami Paska.Przypadek dnia zacisznej biblioteki i bodajże też w Berlinie? A faszyzm niemiecki wciąż przeraża.Czasami naprawdę zastanawiam się przedstawicielem jakiego gatunku ZWIERZĄT inteligentnych jestem.Naprawdę sie zastanawiam.Pozdrawiam cię serdecznie.
”Volk der Dichter und Denker / Narod Poetow i Myslicieli”–tak powiedzial Wolfgang Menzel (1828) we wstepie do zarysu rozprawy o niemieckiej literaturze… ” Volk der Mörder und Henker / Narod mordercow i katow” — mowiono po wojnie… a dzis? Po prostu Europejczycy… przyzwyczajmy sie, pogodzmy sie z tym faktem. Przyjedzmy. Zobaczmy. Polubmy.