Cierpliwosci? Mi bark?
-
Liege dzien 31,
Zmeczona jestem powinnam wziac prysznic w belgijskiej lazience ktora jest w kuchni, ale nie moge Coldplay w BBCradio2. Dzien jak zwykle, ale ok 14:00 Henning pol szwed pol Angol zapytal czy chce z nim jechac do Heerlen w Holandii, ktore jest 40 min jazdy od Liega. Pewnie, ze chce!!!! Chyba widzi, ze straszliwie sie nadal mecze w biurze, kazda okazja by poodychac kinem jest dobra nawet jezeli z godzinnej interwencji robia sie 3 godziny, a ile czlowiek sie uczy?! Wracam i porodze do mojej norki (okolicy jeszcze dokladnie nie znam, bo sie wprowadzilam w niedziele), natknelam sie na COYOTE Snacks, jak na Liege nie drogo i ogromne porcje – frytek glownie (z majonezem). Pani nie mow po angielsku wiec wyciagam goscia z kolejki, ktory jak mi sie wydaje mowi po angielsku – jestem zmeczona i glodna wiec nie zniose sprzeciwu, pieknie wszystko tlumaczy a ja ma swoje zarelko i nawet mi przez glowe nie przemknie by sie moze troche francuskiego nauczyc. Jaka obrzydliwa ignorancja…
haha.. we Francji to by nie przeszlo, nie z angielskim!
A francuski wbrew pozorom nie jest trudny ,jak się zacznie.Co się martwisz,migowy masz opanowany.
Kiedy bylam glodna w Chinach to rysowalam na serwetkach potrawe na która mialam apetyt i w 50 procentach to funkcjonowalo. Ale tego ogórka morskiego (krewny rozgwiazdy), którego przez pomylke zamówilam, to niegdy nie zapomne. Okropnosc. Smakowal jak podeszwa ze sloniny. Ale tak to jest – czlowiek cale zycie sie uczy. Powodzenia w belgiskiej gastronomii!!! I nie zapomnije, ze to Begowie wymyslili frytki, nie zamawiaj French fries, bo to obraza narodowa…
hugs, J.