Miał zakończyć epokę wiecznego liczenia kalorii i walki z własnym apetytem. Dla jednych stał się symbolem medycznego postępu, dla innych kolejnym dowodem na to, że współczesna kultura zrobi wszystko, byle tylko uniknąć rozmowy o akceptacji ciała. Jednak największy paradoks Ozempicu i podobnych leków nie polega na tym, że pomagają schudnąć. Polega na tym, że ujawniły coś znacznie głębszego.
Przez dekady wmawiano nam, że szczupłość jest nagrodą za silną wolę. „Idealne” ciało miało być dowodem samodyscypliny i umiejętności panowania nad własnymi pragnieniami. Dziś tę narrację wywracają do góry nogami leki z grupy GLP-1, takie jak Ozempic, Wegovy czy Mounjaro. Jednak okazuje się, że nawet gdy głód można wyciszyć farmakologicznie, stare przekonania wcale nie znikają.
Kiedy Ozempic i podobne preparaty zaczęły zdobywać popularność poza gabinetami diabetologów, mówiło się o końcu ery diet. Wreszcie miała pojawić się możliwość schudnięcia bez nieustannego liczenia kalorii i obsesyjnej kontroli. Sam mechanizm działania leków wydawał się podważać jedno z najbardziej zakorzenionych przekonań zachodniej kultury, że szczupłość jest dowodem charakteru. Jak jednak zauważa dr Melissa Rampelli, badaczka historii medycyny i kultury z Holy Family University w Filadelfii, społeczne znaczenie szczupłości okazało się znacznie trwalsze niż sama metoda jej osiągania.
Rampelii zauważa, że zachodni ideał kobiecego ciała zmieniał się wielokrotnie, ale jedna rzecz pozostawała niezmienna. Szczupłe ciało od wieków miało świadczyć o samodyscyplinie i zdolności panowania nad sobą. Przez dekady zmieniały się jedynie dekoracje. W latach 90. popularność zdobył wizerunek Kate Moss i estetyka „heroin chic”, która przedstawiała wyrzeczenie jako coś intrygującego i pożądanego. Później przyszła era aniołków Victoria's Secret, gdy szczupłość została opakowana w język seksapilu i kobiecej siły. Następnie pojawił się ruch wellness, który zastąpił hasło „bądź chuda” sloganem „bądź zdrowa i sprawna”. Jak zauważa Rampelli, niezależnie od zmieniającego się słownictwa nagroda pozostawała ta sama. Była nią szczupłość zdobyta dzięki wysiłkowi i wyrzeczeniom.
Ekspertka zwraca uwagę na zjawisko, które nazywa „mitem cierpienia”. To przekonanie, że wartość odchudzania nie wynika wyłącznie z efektu, ale również z trudności, które trzeba pokonać po drodze. „Mit cierpienia wykorzystuje samoświadomość, jaką ludzie zdobywają dzięki wsłuchiwaniu się w biologiczne sygnały głodu i apetytu” – pisze Rampelli. „Kobieta rozpoznaje głód, a następnie może go zignorować. Mit ten nie tylko uznaje istnienie głodu, ale wręcz moralnie ocenia kobiety na podstawie tego, czy potrafią go wykorzystać i nad nim zapanować”. Właśnie dlatego tak dobrze przyjęło się słynne zdanie przypisywane Kate Moss:
„Nic nie smakuje tak dobrze, jak uczucie bycia szczupłą”.
W kulturze diet głód nigdy nie był wyłącznie fizjologicznym sygnałem. Stał się sprawdzianem charakteru.
W tym właśnie momencie pojawiły się leki GLP-1. Preparaty opracowane początkowo z myślą o leczeniu cukrzycy typu 2 zaczęły być stosowane również przez osoby, które chciały schudnąć. Działają między innymi poprzez hamowanie apetytu i spowalnianie opróżniania żołądka. Wielu pacjentów opowiada o znacznym ograniczeniu zachcianek żywieniowych oraz o tym, że przejadanie się staje się po prostu nieprzyjemne.
W teorii takie rozwiązanie powinno podważyć cały kulturowy mit oparty na samokontroli. Jeśli apetyt można osłabić farmakologicznie, to szczupłość przestaje być dowodem wyjątkowej siły woli. Jednak zdaniem Rampelli nowa rzeczywistość nie zerwała całkowicie z dawnym sposobem myślenia.
„Wciąż słyszymy, że apetyt jest problemem, że stłumiony apetyt oznacza wyzwolenie, a chemiczne zarządzanie nim jest formą troski i leczenia” – pisze ekspertka.
To spostrzeżenie prowadzi ją do jeszcze ciekawszego pytania. Co tracimy, gdy głód zaczynamy traktować wyłącznie jako przeszkodę? „Sygnały głodu i sytości nie są jedynie niedogodnością, którą należy kontrolować u osób bez przewlekłych schorzeń. Są także formą ucieleśnionej wiedzy o sobie. To szczególny rodzaj wiedzy wynikający z życia we własnym ciele przez lata” – zauważa Rampelli. „To, co człowiek wie o własnym głodzie, jest częścią tego, co wie o sobie”.
Rampelli przywołuje również analizy amerykańskiej eseistki Jia Tolentino, która prześledziła historię kultu szczupłości od XIX wieku aż do współczesności. Tolentino pokazuje, że wraz z rewolucją przemysłową ludzie zaczęli prowadzić coraz bardziej siedzący tryb życia, jedzenie stało się łatwiej dostępne, a przemysł dietetyczny zaczął rozwijać się na niespotykaną wcześniej skalę. Pigułki odchudzające, salony modelujące sylwetkę i medialne kampanie straszące nadwagą stworzyły fundamenty współczesnej obsesji na punkcie ciała. Jej zdaniem pojawienie się leków GLP-1 nie osłabiło tej obsesji.
„Leki GLP-1 paradoksalnie wywołały mniej publicznej refleksji nad tym, co oznacza bycie grubym, a bardziej odnowioną fascynację szczupłością” – zwraca uwagę Tolentino.
Dziennikarka idzie jeszcze dalej. Zwraca uwagę, że dla osób zmagających się z otyłością lub zaburzeniami metabolicznymi leki te mogą być niezwykle pomocne. Jednak stosowane wyłącznie ze względów estetycznych mogą czasem przypominać „wstrzykiwane zaburzenie odżywiania”.
W 2024 roku zespół badaczy pod kierunkiem Megan Warin przeanalizował feministyczny wymiar reklam leków GLP-1 kierowanych do kobiet. Naukowcy zauważyli, że kampanie marketingowe obiecują wyzwolenie od emocjonalnego ciężaru odchudzania, odzyskanie czasu dla siebie i większą swobodę życia. Na pierwszy rzut oka brzmi to jak nowoczesna wersja troski o siebie. Problem polega jednak na tym, że utrata wagi nie zawsze przekłada się na poprawę dobrostanu psychicznego.
Autorzy przywoływanych przez Warin badań podkreślają, że nie istnieje gwarancja poprawy jakości życia psychicznego po schudnięciu. W efekcie badacze doszli do wniosku, że bardziej trwała forma dbania o siebie może wynikać z mniej warunkowej akceptacji własnej osoby niż z kolejnych prób dopasowania się do społecznych oczekiwań.
Czytaj także: Ozempic może prowadzić do rozwodu? Szwedzcy naukowcy zauważyli zależność między rozwodem a nagłą utratą wagi
Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że nawet jeśli farmakologia usuwa część wysiłku związanego z odchudzaniem, społeczna ocena wcale nie znika. Rampelli przywołuje reportaż dziennikarki Cassidy George, która rozmawiała z kobietami stosującymi semaglutyd. Jedna z nich opowiadała o stygmatyzacji, z jaką się spotkała.
„Jeśli oszukujesz dzięki Ozempicowi, to najwyraźniej nie zasługujesz na brawa” – powiedziała.
Inna rozmówczyni ujęła ten problem jeszcze dosadniej. „Szczupłość zawsze była atrakcyjna. Teraz po prostu łatwiej ją osiągnąć. Ale kiedy ludzie dowiadują się, że miałaś w tym pomoc, nagle przestaje się to liczyć”.
Te słowa pokazują, że społeczeństwo nadal przywiązuje ogromną wagę nie tylko do rezultatu, ale również do samego cierpienia. Jeśli droga do szczupłości okazuje się zbyt łatwa, część ludzi odbiera osiągnięty efekt jako mniej wartościowy. George opisuje również własne doświadczenie. W okresie silnego stresu i emocjonalnych trudności schudła znacząco, choć nie stosowała żadnych leków. Był to jednocześnie jeden z najgorszych momentów w jej życiu. Mimo to słyszała komplementy dotyczące wyglądu i tego, jak świetnie się prezentuje.
To właśnie ten paradoks najbardziej niepokoi Rampelli. Nasz sposób myślenia o ciele jest tak mocno związany ze szczupłością, że często nie potrafimy już odróżnić oznak zdrowia od oznak cierpienia.
„Kultura szczupłości nigdy nie ceniła wyłącznie szczupłych ciał. Ceniła również moralne przedstawienie cierpienia potrzebnego do ich osiągnięcia” – podsumowuje badaczka.
Ozempic nie obalił tego sposobu myślenia. Przeciwnie, pokazał, jak głęboko jest on zakorzeniony. Jeżeli rewolucja związana z lekami GLP-1 ma rzeczywiście coś zmienić, nie wystarczy zmiana sylwetek. Potrzebujemy zmiany znacznie trudniejszej. Musimy przestać traktować rozmiar ciała jako dowód charakter czy życiowej wartości. Dopóki tego nie zrobimy, każda nowa metoda odchudzania będzie jedynie kolejnym rozdziałem tej samej historii.
Artykuł opracowany na podstawie: Melissa Rampelli, „What GLP-1s Have Not Changed”, psychologytoday.com [dostęp: 11.06.2026]